Po hymnie

O sukcesie polskich siatkarzy powiedziano i napisano już praktycznie wszystko i wszędzie. No może  poza TVNem, który nawet nie nadmienił w dniu finału o tym,że biało-czerwoni grają o ZŁOTY MEDAL mistrzostw świata. Utarczki ze stacją Polsat ? Może i tak, ale dalekie to od dziennikarskiej sztuki. Z uwagi na to, że siatkówka zajmuje szczególne miejsce w moim sercu mogę być trochę nieobiektywny, ale wybaczycie mi to chyba, prawda ?

O tym,że Stephane Antiga nie będzie miał łatwego życia było wiadomo juz od razu. Wybrany, jeszcze za kariery zawodnika, miał pełne poparcie związku. Znawcy z for dyskusyjnych wiedzieli jednak swoje. Uznali, że kompletny brak doświadczenia trenerskiego francuskiego byłego już zawodnika Skry Bełchatów – zgubi nas i wcale nie wyprowadzi z kryzysu, w jaki wpadła kadra. Receptą na to miała być osoba drugiego szkoleniowca, również Francuza – Philippe’a Blain’a, który przez wiele lat dowodził reprezentacją trójkolorowych.

Podczas selekcji okazało się, że istnieje ogromna szansa by do kadry wrócił Mariusz Wlazły, jeden z ojców sukcesu drużyny Raula Lozano z 2006 roku, o ile … przeszedłby selekcję. Antiga od razu narzucił swój rytm pracy i nie realizował polityki „świętych krów”. Nie było w tej kadrze ludzi ważnych i ważniejszych, o czym dobitnie przekonał się na końcowym etapie selekcji nasz ofensywny przyjmujący – Bartosz Kurek, którego brak stanowił szerokie pole do dyskusji. Kibice łapali się za głowę, pytając: „Jak Antiga chce coś ugrać bez naszej największej gwiazdy ?” Sam drżałem, myśląc: „Ten facet jest albo bardzo głupi, albo jest geniuszem”. Historia z Kurkiem wypłynęła do mediów, jakoby Bartek awanturował się podczas treningów, nie doszedł do optymalnej formy, miał dwie rozmowy dyscyplinarne z Antigą. Hipotez było wiele, jedno było wiadome na pewno: Kurek na Mistrzostwach Świata nie zagra. Wszyscy oszaleli. Francuski duet trenerski postawił na m.in. Mateusza Mikę i Rafała Buszka, którzy fantastycznie weszli do kadry podczas meczów Ligi Światowej, nabierając bezcennego doświadczenia, które procentowało (szczególnie u Miki!) na turnieju w Polsce.  Kandydaci do medalu ? Rosja, Brazylia, Włochy, USA, Polska + nieobliczalne drużyny Serbii,  Kuby, Francji, Niemiec oraz rewelacja sezonu – Iran. Drużyn dobrych było naprawdę wiele, a droga do finału długa, żmudna i trudna (13 spotkań). Duże znaczenie miało mieć to, kto będzie miał najdłuższą ławkę rezerwowych…

To co zobaczyłem 30 sierpnia podczas meczu otwarcia z Serbami, przyprawiło mnie o ciarki na plecach. W zasadzie za każdym razem mam dreszcze kiedy słyszę Mazurek Dąbrowskiego, ale ten szczególny raz – śpiewany a capella przez 63 tysiące ludzi zrobił na mnie tak ogromne wrażenie, że zapierało to dech w piersiach. Myślę,że przeciwnicy zdali sobie wtedy sprawę, że przy takiej publiczności wygrać meczu się po prostu nie da. Serbowie przegrali mecz 0-3, a my udanie rozpoczęliśmy mistrzostwa.

Kolejne zwycięstwa potwierdzały tylko, że jesteśmy w dobrej formie. Podczas małego potknięcia z ekipą Kamerunu byłem naprawdę zły, że gramy jak nie przystało na faworytów (w tym spotkaniu). Nie wziąłem pod uwagę,że kameruńskiemu atakującemu – Jean’owi Ndaki Mboule wychodziło wtedy prawie wszystko, no może poza przywołaniem deszczu … Wygraliśmy to spotkanie 3-1. Po kolejnych zwycięstwach, zakończyliśmy I fazę turnieju z kompletem punktów i setami 15-1. II faza okazała się o wiele trudniejsza. Porażka ze Stanami Zjednoczonymi 1-3, sprowadziła nas na ziemię (Pomimo bardzo dobrej gry !) Drugi mecz tej fazy zagraliśmy z Włochami, którzy osłabieni brakiem największej strzelby – Ivana Zaytseva mieli być tylko zwierzyną. Nic bardziej mylnego. Włosi grali do końca jak równy z równym, ale to my po meczu dopisaliśmy 3 punkty. Kolejne dwa mecze to istne horrory z Iranem i Francją zakończone zwycięstwami 3-2.

Kolejna runda przyniosła ogromne niespodzianki. Brak w najlepszej „szóstce” drużyny USA, Włochów czy Bułgarów było sporym rozczarowaniem dla tych drużyn. Znalazły się za to ekipy Francji czy Niemiec, którzy trochę szczęsliwie awansowali do 3 rundy. Losowanie przyniosło kolejny prezent dla drużyny niemieckiej. Los ich oszczędził i znaleźli się w grupie z Francją i z Iranem. Polska trafiła do „grupy śmierci”. W zasadzie można to powiedzieć o każdej drużynie, która do tej grupy trafiła. Mieliśmy sie zmierzyć z Brazylią i z Rosją, czyli kandydatami do złota. Rosjanie mimo,że osłabieni brakiem m.in. Aleksieja Werbowa i Maksima Michajłowa, stawiani byli w roli kandydatów do złota zanim turniej się rozpoczął. Potencjał zawodników, a w szczególności ich liczba nadawały sens opinii, że niezależnie w jakiej konfiguracji wystąpią Rosjanie – będą bardzo groźni. Dużo mówiło się również o postaci Aleksieja Spirydonova, który swoimi kontrowersyjnymi gestami (strzela wyimaginowanym karaninem do publiczności ?! WTF ?!) i słowami („…żal mi pszeków” – w kontekście Polaków) doprowadził do tego, że Rosja była niemiłosiernie wygwizdywana za każdym razem. Żałosny człowiek, imitacja profesjonalizmu.

Gra na naprawdę wysokim poziomie doprowadziła do tego, że wygraliśmy 3-2 zarówno z Brazylia w pierwszym spotkaniu, jak i z Rosją, która po porażce z Brazylią musiała nas ograć za 3 punkty. Nic takiego nie miało miejsca, Spirydonov, który na początku meczu napsuł nam dużo krwi z biegiem czasu osłabł i usiadł na ławce rezerwowych. Kapitalne spotkania rozegrał Mariusz Wlazły, ale to każdy z zawodników dołożył po cegiełce do sukcesu.Po raz kolejny pokazaliśmy swoją siłe, a Rosjanom został mecz o 5 miejsce z Iranem.

Półfinał z Niemcami był bardzo nerwowy. Zawodnicy Vitala Heynena nie składali broni bardzo długo, każdy set kończył się bardzo nerwowo, a my – po raz pierwszy od jakiegoś czasu graliśmy jako faworyci. Może to trochę sparaliżowało zawodników Antigi, ale summa summarum udało się pokonać rewelację turnieju 3-1 i gra w finale stała się faktem. Tam czekała już drużyna Bernardo Rezende, pałająca żądzą rewanzu. W półfinale po bardzo zaciętym meczu pokonali Francuzów 3-2.

Finał napisany został złotym piórem. Po pierwszym, gładko przegranym secie miałem pewne obawy (Japonia 2006 rok…) i myślałem sobie „Cholera, czy Ci goście nigdy nie przegrywają”? Całe szczęście pokazaliśmy ogromny charakter, nie wystraszyliśmy się silnego rywala, a Paweł Zagumny grający ostatni mecz w narodowych barwach rozdzielał piłki niczym geniusz. Mariusz Wlazły bił Brazylijczyków niemiłosiernie, a Mateusz Mika – objawienie mistrzostw obijał blok niczym stary wyjadacz. Po ostatnim ataku Wlazłego w 4 secie, katowicki Spodek odleciał, a ja będąc jakieś 1000 km dalej na zachód, śledzący relację internetową – razem z nim ! Jesteśmy Mistrzami Świata ! Do tej pory słyszę łamiące się głosy komentatorów: Tomasza Swędrowskiego i Wojciecha Drzyzgi  (Ojciec Fabiana, naszego rozgrywającego), którzy powtarzają to jak mantrę. Po finale przyszła feta, rozdanie nagród indywidyalnych (w dream-teamie mistrzostw:  Karol Kłos i Mariusz Wlazły (również MVP turnieju) i medali. Odśpiewanie Mazurka Dąbrowskiego, czyli coś czego się nie zapomina. Szeregi wywiadów. A w nich więcej emocji niż składnych zdań. Stephane Antiga debiutuje na wielkiej imprezie jako trener i zdobywa tytul mistrza świata. Niesamowite.

Co teraz ? Cel ? Mistrzostwa Europy w przyszłym roku i kierunek Rio de Janeiro ! Zadanie będzie jeszcze trudniejsze, ponieważ wszyscy będą wymagać teraz jeszcze więcej. Większych skandali niż te z udziałem kacapa Spirydonova nie było, może poza Brazylijczykami narzekaącymi na brak przywilejów po wygraniu 9 meczów z rzędu (Polacy wykorzystali prawo gospodarza do grania meczów  III rundy z jednodniowa przerwą na co liczyli Brazylijczycy. Szanse na rewanż mają w Rio). Mistrzostwa świata w Polsce przyniosły też trochę smutku. Z kadry zrezygnowali zasłużeni: Krzysztof Ignaczak, Paweł Zagumny, Mariusz Wlazły i kapitan Michał Winiarski. Zastąpienie ich będzie ogromnie trudne, ale nie niemożliwe. Stephan Antiga to człowiek, który znajdzie godnych zastępców. Wierzę w to bardzo mocno. Byłoby wskazane, żeby Bartosz Kurek wyszedł z inicjatywą pojednania. Po słowach „Już więcej u  Ciebie nie zagram”, pozostał niesmak, ale jesteśmy tylko ludźmi, a ludzie popełniają błędy. A w tej chwili musi uderzyć się w pierś. Wydaje mi się, że Stephan jest w stanie wybaczyć krnąbrnemu przyjmującemu, ale ten musi udowodnić swoją wartość na boisku. O to nie będzie łatwo, bo konkurencja nie śpi.  Zwycięzcami mistrzostw są przede wszystkim młodzi: Fabian Drzyzga, Mateusz Mika i Paweł Zatorski, którzy weszli do kadry przebojem, ogrywani w Lidze Światowej i wskoczyli na poziom światowy. Oby tak dalej chłopaki ! My, jako kibice, mocno trzymamy kciuki.  To pokazuje też model szkolenia, który sprawdza się od lat w Polsce. Inwestuje się pieniądze w siatkówkę i po czasie zbiera się tego żniwa. W finale nie widziałem podobnie jak w piłce nożnej gości wymuskanych, wyżelowanych, tylko normalnych nieludzko pracujących. Jesteśmy Mistrzami Świata !

 P.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s