Diabły Hitlera: Alfred Naujocks

Alfred Helmut Naujocks urodził się 20 września 1911 roku w miejscowości Kiel, stolicy kraju związkowego Szlezwik-Holsztyn (Była to również nazwa pancernika który od 1 września ostrzeliwał Westerplatte) i był z pochodzenia Litwinem pruskim. Ten niepozorny student budowy maszyn, z biegiem czasu miał się stać jednym z wysoko postawionych ludzi III Rzeszy. Z uwagi na fakt, że był dowódcą tak zwanej „prowokacji gliwickiej”, wielu historyków uważa go za człowieka, który rozpoczął II wojnę światową.

W sierpniu 1939 roku, Adolf Hitler wciąż liczył, że uda się zrzucić winę za agresję Niemiec, na Polskę. Führer przeprowadził dwie maskarady, które przypieczętowały los Polski w tej okrutnej wojnie. Pierwszą z nich było udawanie Hitlera, że zgadza się na negocjacje – z Wielką Brytanią, Francją oraz Polską. Odrzuciwszy ofertę mediacyjną Mussoliniego, oraz odmówienie przedstawienia jakichkolwiek warunków do przedyskutowania z polskim rządem i nieprzyjęcie jego emisariuszy mogło oznaczać jedno – wojna pukała już do polskich drzwi. Hitler dał czas Polakom do 30 sierpnia, ale już 28 nakazał przygotowanie armii do ataku 1 września, co oznaczało, że decyzja o całkowitym zniszczeniu Polski zapadła wcześniej.

Sytuację próbował ratować jeszcze brytyjski ambasador Neville Henderson, który spotkał się o północy 30 sierpnia z Joachimem von Ribbentropem w momencie kiedy mijał czas ultimatum dla Polski. Henderson zażądał od Niemca przedstawienia warunków pokojowych. Ribbentrop, zdenerwowany, wybełkotał szybko jak to możliwe warunki pokojowe, a następnie rzucił je Hendersonowi przed twarz mówiąc: „To już i tak nieaktualne”. Hitler wydał wówczas dyrektywę nr 1, która rozpoczynała Fall Weiss – inwazję na Polskę, która nie zdawała sobie sprawy z tajnej dyrektywy zawartej na pakcie Ribbentrop – Mołotow, która miała doprowadzić kraj do unicestwienia.

31 sierpnia o godzinie 16 ze swojego biura w Berlinie, Reinhard Heydrich prosi o telefon. Z hotelu Haus Oberschlesien oddzwania do niego Alfred Naujocks. „Grossmutter gestorben” – mówi Heydrich i rozłącza się z rozmówcą. Dla Naujocksa był to sygnał, że akcja prowokacyjna przeciwko Polakom właśnie się rozpoczęła, a on stoi na straży jej powodzenia. Warto dodać, że akcja dywersyjna nie miała miejsca tylko w gliwickiej radiostacji. Prowokacje miały miejsce również między innymi w Byczynie oraz Stodołach.

Do gmachu gliwickiej radiostacji znajdującej się około 10km od granicy z Polską wpuszczeni zostali napastnicy udający powstańców śląskich. Na osobisty rozkaz Himmlera, z radiostacji usunięto ochronę i zastąpiono ją dwoma policjantami. Napastnicy weszli tylnymi drzwiami i zastali pracowników radiostacji z pilnującym ich policjantem, słuchających reemisji wiadomości nadawanych z Wrocławia. Po przejęciu radiostacji okazało się ,że nie ma w niej mikrofonów oprócz tych burzowych, które ostrzegały mieszkańców okolicy o nadchodzących burzach. Mężczyzna, który wchodził w skład grupy Naujocksa odczytał kilkuminutowy komunikat po polsku, jednak do radiosłuchaczy dotarły tylko słowa: „Uwaga, tu Gliwice. Radiostacja znajduje się w polskich rękach…”. Niektóre źródła mówią o tym ,że komunikat usłyszeli tylko obecni w radiostacji prowokatorzy oraz… centrum nasłuchowe francuskiego wywiadu.

By uwiarygodnić przekaz potrzebne były trupy. Zamordowano wtedy między innymi Franciszka Honioka, polskiego Ślązaka, który jest uważany za pierwszą ofiarę II wojny światowej. Prawda o prowokacji gliwickiej wyszła na jaw dopiero na procesie zbrodniarzy hitlerowskich w Norymberdze, gdzie obecny był również Alfred Naujocks. Zeznawał wtedy: „”30 sierpnia 1939 roku otrzymałem od szefa SD Reinharda Heydricha rozkaz upozorowania ataku na radiostację pod Gliwicami, w pobliżu granicy polskiej. Miało to być wykonane tak, by wyglądało, że napastnikami są Polacy. Dla prasy zagranicznej i dla niemieckiej propagandy potrzebny był dowód rzeczowy polskiej napaści (…) Heinrich Müller powiedział mi, że ma do rozporządzenia 13 skazanych przestępców, których należy ubrać w polskie mundury, a ich trupy należy pozostawić na placu boju planowanych utarczek, aby pokazać, że zostali zabici w czasie ataku”.

W istocie więźniów obozu ubrano w polskie mundury a następnie podano śmiercionośne zastrzyki. Zadano im również rany postrzałowe by uwiarygodnić napaść. Zdjęcia tych ludzi pokazywane były w zagranicznej i niemieckiej prasie, by przedstawić Polaków jako oprawców.
„Dziś w nocy Polska po raz pierwszy na naszym terytorium kazała strzelać do nas swym regularnym żołnierzom. Od godziny 5.45 odpowiada się im strzałami, a od tej chwili na bombę odpowie się bombą” – mówił Führer. Hitler osiągnął swój cel. Skutecznie zapobiegł realizacji zobowiązań sojuszniczych Wielkiej Brytanii i Francji wobec Polski. Zwycięzcą tej akcji dywersyjnej był również Alfred Naujocks, który na dobre zadomowił się w szeregach SS-Sicherheitsdienst, a przyjmując sygnał od Reinharda Heydricha „Grossmutter gestorben” stał się, według wielu historyków człowiekiem, który rozpoczął II wojnę światową.

Kolejnym dużym wydarzeniem, w którym brał udział Alfred Naujocks był tak zwany „incydent w Venlo”, podczas którego SS-mani pojmali jednych z najlepszych brytyjskich oficerów MI6 – Richarda Henry’ego Stevensa oraz Sigismunda Payne’a Besta. Brytyjczycy pewni, że komunikują się z opozycją hitlerowską, podjęli negocjacje i zaufali między innymi Walterowi Schellenbergowi – szefowi wywiadu SS – Sicherheitsdienst oraz jego przyjacielowi profesrowoi Maxowi de Crinisowi. Obydwoje nie wzbudzali najmniejszych zastrzeżeń wśród Brytyjczyków, którzy zapłacili ogromną cenę za swoją naiwność.

Negocjacje z Brytyjczykami trwały w najlepsze, ale zostały przerwane przez decyzję samego Adolfa Hitlera, na którego 8 listopada, 1939 roku miał miejsce zamach w „Bürgerbräukeller”, w której co roku Führer przemawiał do starych członków partyjnych. Hitler powiązał negocjacje Schellenberga z zamachem i kazał je przerwać. Schellenberg nie krył rozczarowania. Miał on również swój powód, dla którego podjął negocjacje z Brytyjczykami. Chciał on zdemaskować swojego zaciekłego wroga, szefa Abwehry – Wilhelma Canarisa, będący przekonanym jego zdrady. Rozkaz przyszedł jednak z samej góry, a niesubordynacja mogła mieć dla niego nieprzyjemne konsekwencje.

SS-mani postanowili zastawić zasadzkę podczas jednej z kolejnych wizyt, do której tym razem miało dojść 9 listopada 1939 roku, w „Cafe Backus” w przygranicznej miejscowości Venlo. Do schwytania Brytyjczyków, z Düsseldorfu wyruszyła w stronę granicy grupa 12 uzbrojonych SS-manów, którym przewodził Alfred Naujocks. Podczas przejęcia Brytyjczyków doszło do wymiany ognia, w której Naujocks, według świadków miał zastrzelić Dirka Kloppa – oficera holenderskiej służby bezpieczeństwa, odpowiedzialnego za ochronę brytyjskich agentów (Według innej wersji, Klop postrzelił się sam w trakcie strzelaniny). Cała zasadzka zakończyła się wielkim sukcesem SS-manów, którzy wywlekli Brytyjczyków z samochodu i na wstecznym biegu, dojechali do bezpiecznej dla siebie niemieckiej granicy. Jeszcze tego samego dnia Stevens oraz Henry trafili do katowni Gestapo, na Prinz Albrechtstrasse w Berlinie, gdzie zdradzili wiele cennych informacji takich jak nazwiska brytyjskich agentów w Niemczech. Do dzisiaj nie są znane jednak akta oficerów wywiadu MI6, które wskazywałyby na posiadaną przez nich wiedzę o spisku generałów przeciwko Adolfowi Hitlerowi i jakiekolwiek informacje o tak zwanej „Schwarze Kapelle” – Czarnej Orkiestrze, której miał przewodniczyć Canaris –  którego tak bardzo chciał schwytać Schellenberg. W kancelarii III Rzeszy, Adolf Hitler osobiście podziękował SS-manom, biorącym udział w akcji, nagradzając ich Krzyżami Żelaznymi. Jednym z tych, którzy go otrzymali był oczywiście człowiek dowodzący całą akcją – Alfred Naujocks.  Obaj schwytani agenci brytyjscy trafili do obozów koncentracyjnych i zostali uwolnieni przez wojska amerykańskie dopiero w 1945 roku.

Urodzony w Kiel Naujocks był doskonałym fałszerzem i to właśnie on stał za pomysłem sparaliżowania brytyjskiej gospodarki, wprowadzając do jej obiegu niezliczoną ilość fałszywych banknotów o nominałach: 5,10,20 oraz 50 funtów. Operacja „Bernhard” – bo taki kryptonim miała akcja destabilizacyjna, jest przez historyków uważana za największe fałszerstwo w historii.  Cała akcja miała miejsce jednak już bez czynnego udziału Naujocksa, którego kariera zaczęła staczać się po równi pochyłej. Ciekawostką jest, że to ogromne fałszerstwo nie rozegrało się w bankach lub giełdzie, ale w… obozie koncentracyjnym w Sachsenhausen, gdzie więźniowie dokonali niesamowitych podróbek brytyjskich banknotów.

Kariera Naujocksa załamała się w 1941 roku, kiedy to został wyrzucony z Sicherheitsdienst za niesubordynacje i niepodporządkowanie się swoim szefom. Pojawiły się również zarzuty korupcji. Rozkaz wydał sam Reynhard Heydrich, a powodem była zbyt duża wiedza jaką gromadził przez lata Naujocks podczas wizyt w „Salonie Kitty” – ekskluzywnym domu uciech, gdzie za pomocą podsłuchów wyciągano od wysoko postawionych gości informacje.  Jedna wersja mówi również o tym, że Heydrich z Naujocksem pokłócili się o… kobietę. Nie ma jednak dokumentów, które mogłyby to poświadczyć.

Po zdegradowaniu przez Heydricha, Naujocks wysłany został na front wschodni razem z Waffen SS, jednak po pewnym czasie – z uwagi na stan jego zdrowia, wysłano go do Belgii jako zarządcę ekonomicznego, który mimo sporej utraty wpływów, zdołał przyczynić się do śmierci kilku ważnych członków belgijskiego podziemia. Pod koniec 1943 roku Naujocks przeniósł się do Danii, gdzie spędził dłuższy okres czasu. Był on tam członkiem „Petergruppen” – Grupy Petera – której nazwa pochodziła od  pomysłodawcy SS-Untersturmführera Otto Schwerdta pseudonim „Peter Schäfer”. Zadaniem grupy były akcje przeciwko organizowaniu dywersji i sabotażu na terenie Danii. Do najgłośniejszych akcji Grupy Petera należało bez wątpienia zabójstwo antyhitlerowskiego pisarza i pastora – Kaja Munka, którego zabito 4 stycznia 1944 roku. Ogólnie członkowie tej grupy, z Naujocksem na czele dokonali prawie 100 akcji wymierzonych w duńskie podziemie.

W 1944 roku Naujocks, prawdopodobnie zdający sobie sprawę ze zbliżającej się klęski III Rzeszy Adolfa Hitlera, postanowił poddać się Amerykanom, którzy uważali go za „prawdopodobnego” zbrodniarza wojennego. W międzyczasie oskarżano go o bycie członkiem organizacji ODESSA, która umożliwiała nazistowskim zbrodniarzom skuteczną ucieczkę przed ścigającymi ich aliantami oraz zapewniała im spokojne życie w krajach takich jak Argentyna. W procesie norymberskim stwierdził, że atak na radiostację w Gliwicach miał miejsce na rozkaz Heinricha Müllera – szefa Gestapo oraz Reynharda Heydricha, czym prawdopodobnie wykupił sobie życie. Po ucieczce z więzienia, zaczął pracować jako biznesmen. Naujocks po wojnie wydał również książkę pod tytułem: „Ten, który rozpoczął wojnę”, na czym również zarobił sporo pieniędzy. Data jego śmierci nie jest dokładnie znana. Niektóre źródła mówią o roku 1960, drugie o tym, że Naujocks odszedł 4 kwietnia 1966 roku w Hamburgu. Po tylu latach zastanawiające jest to, jakim cudem prawa ręka Reynharda Heydricha uniknęła sprawiedliwości?

Fot.: commons.wikimedia.org
Reklamy

#BezR – 500+

W ostatnim czasie trochę mniej piszę co jest spowodowane nowym projektem, którego się podjąłem. Komentarze i analizy będą również się pojawiały w wersji video, do oglądania których Was serdecznie zachęcam.

Kanał na youtube znajduje się tutaj: https://www.youtube.com/channel/UC3gmTyhBFUbCE3ahRn7PzkQ

Dzisiaj prezentuję Wam film dotyczący flagowego projektu Prawa i Sprawiedliwości czyli „500+”.

Pozdrawiam serdecznie!

Wampiry bez zębów

Po debacie liderów, która miała być przełomem w kampanii wyborczej wiemy jedno: Do studia zamiast krwiożerczych bestii, które miały gryźć się i walczyć nawzajem, przybyły wampiry bez zębów, które tylko „podgryzały” swoich oponentów. Brakło krwi. A debaty jej potrzebują.

Dzień wcześniej miała miejsce „mała debatka – Ewcia i Beatka”, czyli przedstawicielki największych ugrupowań na tę chwilę w sejmie.  Beata Szydło i Ewa Kopacz wymieniły się uwagami, zarzuciły sobie po razie nieprzygotowanie przez sztaby wyborcze i wałkowały swoje obietnice i lały wodę. Przedstawicielka Prawa i Sprawiedliwości raz po raz zarzucała swoją oponentkę planami gotowych ustaw, które trzeba przecież tylko złożyć do sejmu i już ciach-prach będzie nam się żyło dostatniej, oponentka natomiast – przedstawicielka Platformy Obywatelskiej odbijała piłkę do swojej interlokutorki sugerując, że przecież jest tak dobrze, że jej partia się rozkręca, że tylko trzeba na nich zagłosować, a będzie fantastycznie,  a to, a tamto.  Obie Panie wypadły blado, chociaż w moim odczuciu Szydło wyszła ciut lepiej, ale to może ten wewnętrzny impuls zmiany, jakiejkolwiek – ale zmiany – dał o sobie znać w momencie oceny. „Remis ze wskazaniem” jak to określiły media.  Słuchając jednak prowadzącego dżentelmena – Piotra Kraśko, który stwierdził, że „jedna z obecnych pań będzie przecież rządzić naszym krajem”, miałem ochotę wyciągnąć jego postać z monitora i spuścić w klozecie. Ot, całe polskie media zamknięte w jednym zdaniu. A co z innymi partiami? Czy im nie należy się prawo głosu? Dlaczego faworyzuje się dwa największe ugrupowania? Co w przypadku gdyby do władzy doszedł Janusz Piechociński? No dobra, to tylko przykład. Ale istotny. Debata Szydło – Kopacz nie miała prawa się odbyć w takiej formie.

Dzień później druga debata, w której wzięli już udział wszyscy partyjni liderzy (pierwotnie Prawo i Sprawiedliwość oraz Platforma Obywatelska miały wystawić innych kandydatów) pokazała nam cały wachlarz frakcji od prawa do lewa.  O Polsce rozmawiali: Ewa Kopacz (PO), Beata Szydło (PiS), Janusz Piechociński (PSL), Barbara Nowacka (ZLEW), Adrian Zandberg (Razem), Janusz Korwin-Mikke (KORWiN), Paweł Kukiz (Kukiz ’15) oraz Ryszard Petru (.Nowoczesna). Jak można było się spodziewać Ameryka odkryta nie została, a forma debaty w mojej opinii pozostawiała wiele do życzenia. Minutowe odpowiedzi na często złożone pytania (Redaktor Gugała) czy  kompletnie nieistotne dla przeciętnego Polaka nie dawały tak naprawdę szansy na swobodne wyrażenie poglądu na daną kwestię.

Cała debata przebiegała w sennej atmosferze, najczęściej liderzy odwoływali się do ośmioletnich rządów koalicji PO-PSL. Ewa Kopacz już niejednokrotnie udowadniała, że jest tylko sztucznym tworem, który ma problem z powtarzaniem wcześniej wyuczonych zdań i fraz, co ma też odzwierciedlenie w sondażach. Platforma traci do PiS już bardzo dużo  i jeżeli debata miała być dla niej „gejmczendżerem”, to niestety ale fani rządów Tuska i Kopacz mogą być zawiedzeni. Ewa Kopacz wypadła bardzo blado. Zarówno premier jak i liderka Prawa i Sprawiedliwości – Beata Szydło nie powiedziały nic co nie padło dzień wcześniej, stąd może ich słabsza dyspozycja, chociaż przedstawicielka Prawa i Sprawiedliwości sprzedała się kolejny raz lepiej od Ewy Kopacz. Wicepremier Janusz Piechociński z kolei odegrał rolę dobrego wujka Sama z sadu reklamy soków Fortuny. Jabłko na jego stoliku zrobiło furorę na portalu Twitter. To zabawne, że tylko przez 3 lata PSL nie był w rządzie III RP, a zostaliśmy zasypani przez niego listą rzeczy które trzeba zrobić. Hipokryzja? Nie. Nie od dzisiaj wiadomo, że PSL jest elastyczny jak plastelina. Dostosuje się do rządów każdego za parę stołków. Po waśniach i wojach z debaty prezydenckiej można było podejrzewać, że Janusz Korwin-Mikke oraz Paweł Kukiz będą dla siebie oponentami. Zdziwiłem się gdy obydwoje przytakiwali sobie, ba! Nawet brawo bili! Korwin-Mikke tym razem nie wypalił autodestrukcyjnej bomby, jak to ma w zwyczaju, natomiast powiedział jedną bardzo istotną rzecz skierowaną do Barbary Nowackiej, mianowicie: „Kościół to sojusznik w walce z lewicową głupotą”. Być może była to jedna z najlepszych jego wypowiedzi od miesięcy.  Ciekawie również podsumował swój występ „My państwu nic nie damy, ale też nic nie zabierzemy”.  Paweł Kukiz z kolei postanowił emocjonalnie doprowadzić dziennikarzy do porządku, ustawowo napominając, że pytania są durne (Sprawdzone, potwierdzam) i zaapelował, że w koalicję z nikim nie wejdzie.  Wyżej wymieniona Barbara Nowacka, poza postkomunistycznymi standardami, które wygłosiła na temat równości i pomocy, została osunięta w cień, przez (podobno) rewelację debaty – Adriana Zandberga z szerzej nieznanej partii Razem. Kulturalny, miły głos mówiący ile trzeba zmienić, gdzie trzeba dołożyć, zyskał wielu zwolenników po debacie, którzy jednak przyglądając się programowi jego partii mogą poczuć lekkie rozczarowanie. Program partii Razem życzy sobie między innymi karać przedsiębiorczych i bogatych podatkiem 75%! O tym, że to nie funkcjonuje przekonali się już Francuzi.  Do oceny został Ryszard Petru, którego .Nowoczesna pompowana w mediach niczym balon będzie musiała się tłumaczyć  (według Przemysława Wiplera) z niedozwolonych środków na kampanię wyborczą. Sam Petru wypadł podobnie jak Janusz Piechociński, tyle, że bez jabłka, za to z tabliczką, z której powstało już milion memów. Bez kolorów. Bez wyraźnego zaznaczenia swojej obecności.

Brakło w starciu liderów gorących dyskusji, żywiołowych reakcji (poza Kukizem), adrenaliny, celnych ataków i szybkich ripost, czegoś co mogłoby mnie skłonić do napisania, że debata nie była nudna. Ale była. Forma debaty pozostawia również wiele do życzenia, jak już wspominałem wcześniej  – 60 sekund na przekonanie do siebie potrafią nieliczni, którzy wstrzelą się w klucz oczekiwań każdego głosującego. Nie każdy to potrafi, ale każdy powinien mieć szansę pokazania czegoś, sprzedania się. Ta forma mi nie odpowiada. Debata nie miała zwycięzcy. Każdy sztab ogłosił swoją wygraną, każdy wrócił do domu zadowolony, stwierdzając, że jego wampirze zęby zostały w szklance.  Pytanie kto będzie ucztował w sunday, bloody sunday?

P.

 

Chwała Bohaterom

71 lat temu, 1 sierpnia 1944 na rozkaz Tadeusza „Bora” Komorowskiego miało miejsce największe zbrojne wystąpieniem podziemia przeciwko nazistowskiej III Rzeszy w okupowanej przez nich Europie. Militarnie przeciwko III Rzeszy, politycznie przeciwko ZSRR.

Powstanie, w założeniu mające trwać parę dni, zakończone zostało 2 października 1944 r. Określane jest często „63 dniami chwały”. Na wieść o jego wybuchu , Hitler wydał rozkaz Himmlerowi:

„Każdego mieszkańca należy zabić, nie wolno brać żadnych jeńców. Warszawa ma być zrównana z ziemią i w ten sposób ma być stworzony zastraszający przykład dla całej Europy”

W Powstaniu Warszawskim zginęło od 150 do 200 tysięcy ludności cywilnej, 16 tysięcy powstańców (10 tysięcy zginęło, 6 tysięcy zaginęło, uznano ich za zabitych). Warszawę zamieniono w pył, stracono niesamowicie cenny dorobek kulturowy.

W dzisiejszych czasach, gdzie prawdziwym problemem ludzi jest ich dochód, zazdrość wobec drugiego człowieka i szalona gonitwa za czymś nieuchwytnym, dzisiaj – 1 sierpnia, a także za rok, za dwa lata i zawsze – o godzinie  17.00,  godzinie „W”, możemy stanąć na chwilę ,pomyśleć, zadumać się, że ktoś, kiedyś oddał życie za to by Polska była wolna.  Cześć i chwała Bohaterom.

P.

Nowoczesna.PO

Po niespodziewanej (nie dla wszystkich, o tym tu: „Pycha kroczy przed upadkiem„) klęsce kandydata PO – Bronisława Komorowskiego w wyborach prezydenckich, na polskiej scenie politycznej doszło do prawdziwych przetasowań. Platforma Ewy Kopacz nie jest nawet w połowie tak silna jak ta Donalda Tuska, a nijaka kampania Komorowskiego tylko to potwierdziła.

I nagle po wyborach pojawia się sondaż wyborczy, gdzie na pierwszym miejscu znajduje się Prawo i Sprawiedliwość, za nim Platforma Obywatelska i Ruch Kukiza oraz … Nowoczesna.pl, która uzyskała 11%. To zabawne, że partia, której oficjalnie nie ma oraz nie posiada programu wyborczego (podobnie jak ruch Kukiza) uzyskuje w sondażu tak wysoki wynik. Czym jest tak naprawdę Nowoczesna.pl ? Otóż jest to stowarzyszenie, które niedługo stanie się partią polityczną i będzie startowało w wyborach parlamentarnych. Główną rolę w tej komedii gra Ryszard Petru, bankowy lobbysta, nieoficjalny doradca Donalda Tuska, co mogłoby sugerować skąd pieniądze na rozwój tego tworu. Nad wszystkim swoim sprytnym okiem czuwa Leszek Balcerowicz – członek partii komunistycznej i pracownik Instytutu Podstawowych Problemów Marksizmu-Leninizmu przy KC PZPR, który niezależnie od tego, kto zasiada u sterów władzy – czy to jest prawica czy lewica, zawsze pojawia się jako „ekonomiczny guru” stołu rządzącego. Do tej „wybitnej” śmietanki ekspertów dodajmy ich starych znajomych z UW i PO: Władysława Frasyniuka i Andrzeja Olechowskiego i mamy smaczny przepis na kolejne lata rządzenia tych samych twarzy.

Na szczęście dla ludzi młodych, którzy mają większą wiedzę niż Ci ludzie myślą, do tragedii raczej nie dojdzie. Internauci podobnie jak obnażyli prawdziwą twarz Bronisława Komorowskiego, również z Nowoczesna.pl zwietrzyli pismo nosem, uznając stowarzyszenie Petru kompletnie niewiarygodnym. O kompetencjach Ryszarda Petru pisał m.in. portal wgospodarce.pl tutaj: 6 cytatów ujawniających rzeczywiste kompetencje Ryszarda Petru . Warto przeczytać ten krótki wpis i zastanowić się nad tym czy warto powierzać władzę komuś skrajnie niekompetentnemu, który – umówmy się – tworzy twór polityczny  będący kołem ratunkowym dla Platformy Obywatelskiej, dla której zaufanie i poparcie topnieje w oczach jak lód.

Można zaśpiewać: „Ale to już było”. Wiele się nie pomylimy. W 2005 roku, uznawany za „klauna polityki” Andrzej Lepper powiedział, że „…przyjdzie Balcerowicz z Petru naobiecuje złotych gór i zrobi wam Polskę”. Wiecznie wyśmiewany za brak taktu i kultury, miał jednak niesamowite wyczucie do czytania politycznych „gierek”. To bardzo gorzkie, że dopiero po jego śmierci (samobójstwie ?) mogliśmy się o tym przekonać. Tak jak Platforma Obywatelska osunęła w cień Unię Wolności, tak teraz Nowoczesna.pl stara się być wyreżyserowanym spadkobiercą Platformy, tworząc dla niej alternatywę, posiadając jednak cały czas tą samą twarz. Sytuacja przypomina picie trzeci raz herbaty z tej samej torebki. Zabarwienie podobne, w smaku jednak nie do przyjęcia. Rozwodniona papka, w którą mało kto już uwierzy.

P.