Platformy pogrzeb własny

Zapowiadana od dawna dyskusja w Parlamencie Europejskim na temat „zamachu na demokrację”, który rzekomo miał i ma miejsce w Polsce zakończyła się totalną porażką Platformy Obywatelskiej, Nowoczesnej – króla Ryszarda Petru i jego samozwańczych rycerzy herbu KOD. Debata w PE wzmocniła pozycję Beaty Szydło, Jarosława Kaczyńskiego i całego ugrupowania Prawa i Sprawiedliwości.

Zamieszanie wokół Trybunału Konstytucyjnego, ustawa medialna – to tematy, które zaniepokoiły świeżą opozycję czyli Platformę Obywatelską i Nowoczesną. Sam fakt może i nie był dla nich zaskakujący, ale tempo i rozmach z jakim Prawo i Sprawiedliwość zaczęła „porządki” po poprzedniej ekipie, spowodował spazmy wśród posłów wyżej wymienionej opozycji. Ci, znajdujący się w nowej sytuacji zaczęli tracić grunt pod nogami. Ponieważ samemu głupio protestować o odbicie władzy, powołali więc sobie Komitet Obrony Demokracji (mający być oddolnym ruchem społecznym zaniepokojonym wydarzeniami w Polsce) z niejakim Mateuszem Kijowskim na czele, który stał się tak zażartym obrońcą wartości demokratycznych, że zapomniał biedak płacić alimenty na dzieci, tak się wkręcił! Do niemieckiej prasy zaczął latać Tomasz Lis, narzekając i cicho popłakując, jak to w sieci użytkownicy Twittera nie dają mu żyć i go przezywają oraz jak ten średniowieczny PiS zawłaszcza sobie kolejne atrybuty władzy!
Koniec końców, sprawa trafiła na pierwsze strony gazet w wielu europejskich państwach, co nie umknęło uwadze tęgich głów z PE. I tak oto pojawiły się wypowiedzi między innymi przewodniczącego Parlamentu Europejskiego Martina Schulza, który stwierdził, że w Polsce dochodzi do „zamachu stanu” i zapowiedział dyskusję na ten temat na posiedzeniu PE. Swoje grosze dołożyli: Donald Tusk i Elżbieta Bieńkowska, którzy smutnymi frazesami tylko potwierdzili w czyim imieniu działają.

I tak dochodzimy do momentu, kiedy w Strasburgu doszło do debaty na temat polskiego „zamachu stanu”.  Wydawać by się mogło, że w PiS będą bili wszyscy zwolennicy „postępowej Europy”.  Jakież zdziwienie musiało towarzyszyć obserwatorom z KOD-u (sami nie wiedzą dzięki komu dostali wejściówki do PE), gdy europosłowie innych państw okazywali wsparcie rządowi Beaty Szydło.
Zrobił to między innymi francuski Front Narodowy Marine Le Pen. Wyrazili oni aprobatę dla działań rządu Szydło i wspomnieli, że Polska przechowuje chrześcijańskie wartości, co z pewnością wywołało odruch wymiotny u części lewicy. Czeski europoseł Petr Mach wystąpił  w PE z plakietką „Jestem Polakiem”, co spotkało się z dużym poklaskiem i życzliwymi komentarzami. Po wystąpieniu profesora Ryszarda Legutko, KODowcy mogli się w zasadzie spakować i wrócić do domu jak zrobili to prawdopodobnie europosłowie Platformy (jeszcze nie potwierdzone). Legutko w spokojny, merytoryczny sposób obnażył wszystkie braki i niedociągnięcia tej debaty, która nie tylko w jego odczuciu, nie powinna się w ogóle odbyć.
Swoje dołożył Janusz Korwin-Mikke, który nie omieszkał wspomnieć, że „gardzi demokracją” i „większość z obecnych europosłów jest demokratami, a PiS został wybrany w demokratycznych wyborach”, co niejako powinno zamknąć dyskusję.

Jedynym orężem przeciwko zmianom w Polsce był Guy Verhofstadt, belgijski liberał, który domagał się wyjaśnień od Szydło na temat paraliżu Trybunału Konstytucyjnego. Robił to tak zaciekle, że Martin Schulz musiał upomnieć krewkiego Belga: „Będzie Pan musiał z tym żyć”. Po tym Belg pokazał zaciśniętą pięść, co nie uszło uwadze wielu dziennikarzy.
Platforma w debacie nie istniała. Nieprzygotowane, nieprecyzyjne, ospałe i czytane analizy w ogóle nie trafiały do europosłów z innych państw. Eurodeputowani z PO mieli pogrzebać PiS, a okazało się, że pogrzebali samych siebie. Grzegorz Schetyna piszący po debacie o tym ,że „PO broni demokracji i pozycji Polski w Europie” to znak, że nie ma pomysłu na odbicie władzy PiSowi. Łabędzi śpiew człowiek przegranego. I to po raz 3 w przeciągu 12 miesięcy (Wybory prezydenckie, parlamentarne i debata w KE). Platforma zrobiła to w czym jest najlepsza, czyli nie zrobiła nic by tę debatę wygrać.
I tylko Verhofstadt nie dał za wygraną. Razem z nie byle kim bo Ryszardem Petru ma zamiar przedłożyć do PE rezolucję dotyczącą zmian w polskim Trybunale Konstytucyjnym.  Widząc to światełko w tuneli obudzili się europosłowie Platformy i PSL, którzy stawiają ultimatum prezydentowi Andrzejowi Dudzie – jeżeli nie odbędzie się ślubowanie 3 sędziów Trybunału Konstytucyjnego, poprą rezolucję. Jak widać batalia o Polskę nabiera tempa, chociaż wydawać by się mogło, że wszystko zostało już powiedziane i dalsza dyskusja na ten temat nie ma sensu. Komisja Europejska oczekuje dalszych wyjaśnień, szczególnie jeżeli chodzi o ten nieszczęsny Trybunał Konstytucyjny, ale także ustawę medialną, co jest kolejnym powodem, że ta dyskusja bez sensu na pewno się przedłuży. PiS wygrał demokratyczne wybory, jest to wybór Polaków, jakikolwiek by nie był – trzeba to uszanować. I Parlament Europejski też musi się do tego dostosować. Na oceny przyjdzie czas mniej więcej za dwa lata.

P.

Przerzuty

W listopadzie 2014 roku napisałem tekst pod tytułem: „Rak Europy”. Miało to miejsce parę miesięcy przed ogromnym exodusem ludzi z Bliskiego Wschodu oraz Afryki w kierunku Europy Zachodniej. Dzisiaj to co się dzieje w Europie, coś co wtedy nazwałem rakiem Europy, można nazwać przerzutami tego raka i efektami polityki migracyjnej jaką serwuje nam Frau Merkel.
Wydarzeń z Kolonii nie sposób nie komentować. Poszkodowanych przez grupy imigrantów na tą chwilę jest już ponad 500 kobiet, które zgłosiły się na policję. I czekano tylko na reakcję lewicowych autorytetów, a ta, jak nigdy – nie nadchodziła. W momencie kiedy jednak się pojawiła, szczęka opadła mi do samej ziemi.

Pani redaktor Kinga Dunin z Krytyki Politycznej w dość luźny sposób podeszła do tematu i napisała felieton, z którego można się dowiedzieć wielu ciekawych informacji, między innymi tego, że „W Niemczech jest milion nowych uchodźców, z tego, powiedzmy, połowa to kobiety i dzieci, czyli pół miliona to mężczyźni”, co jest totalną bzdurą i przynajmniej mijaniem się z prawdą. Otóż z danych biura UNHCR wynika, że mężczyźni stanowią 75% całej grupy migracyjnej. Kobiety – 12%, dzieci 13%.  Jak widać błędy w rachunkach się zdarzają. Nawet na nieomylnej lewicy!
Dosyć popularne jest wyśmiewanie się oraz wypisywanie sarkastycznych komentarzy na temat religii (koniecznie religia katolicka), więc w myśl trendu pani redaktor Dunin pisze dalej: „Oczywiście Polacy to bogobojni katolicy, więc wszyscy, co do jednego, modliliby się nawet w czasie Sylwestra. Zbieraliby się, aby wspólnie odmówić różaniec. Z pewnością nie wybraliby się większą grupą na miasto, nie napili i nie narozrabiali. Żaden z nich”. Sarkazm i ironia aż kipi. Koń by się uśmiał. A teraz spróbuj czytelniku napisać coś niedobrego o ciemnoskórych, muzułmanach, opowiedz dowcip o homoseksualistach. W minutę zostaniesz: faszystą, średniowiecznym radykałem o małym, ptasim móżdżku.
Nie brakło również bezradnego rozłożenia rąk: „Niestety, panowie, tam, gdzie jest dużo wyrwanych z naturalnego środowiska, sfrustrowanych mężczyzn, takie rzeczy mogą się zdarzyć”. Ciekawe.  Nie słyszałem do tej pory o bezrobotnych Polakach na Wyspach Brytyjskich, grupowo i masowo gwałcących Brytyjki.  Przecież taki Polak jest pozbawiony również swojego środowiska naturalnego: polskiej wódki, fajki, języka polskiego z naciskiem na wulgaryzmy, golonki, sąsiada podpinającego się pod jego kablówkę oraz żony w brudnym fartuchu, zmywającej naczynia, czyż nie? A może polscy mężczyźni mają po prostu mózgi?
Sam finał to oczywiście wisienka na lewicowym torcie: „…etyka, np. świecka, ale też chrześcijańska, a nawet jej katolicka odmiana, mówi nam, że wszyscy jesteśmy ludźmi, że bliźniego należy kochać, nawet jeśli nie kochamy jego uczynków, że potrzebującym trzeba pomagać”. Kochajmy się więc wszyscy!
Komentarz pani Magdaleny Środy to osobne wydarzenie. Koniecznie do przebadania przez socjologów i psychiatrów. Etyczka uznała, że problem gwałtów, które miały miejsce w Kolonii leży… w różnicach kulturowych i przekonuje, że „… źródłem problemu jest nierówne traktowanie kobiet i mężczyzn w ogóle”.
Dostało się również polskim kibicom: „Dla tej sytuacji w Niemczech nie ma żadnych usprawiedliwień. Trzeba jednak zastanowić się, jak zachowują się np. nasi kibole. Przecież to też potężne zagrożenie dla porządku publicznego”.  Pasuje jak pięść do oka.

Za naszą zachodnią granicą furorę zrobiła wypowiedź burmistrz Kolonii, pani Henriette Reker, która sugeruje, że winne całemu zajściu są… kobiety. Oburzająca wypowiedź miała miejsce na specjalnie zwołanej konferencji prasowej. Sugerowała ona, że kobiety powinny dostosować się do imigrantów (!?), że  zostaną opublikowane (także w internecie) wytyczne: jak uniknąć gwałtu oraz jak nie zostać narażonym na atak ze strony imigrantów. Ta wypowiedź byłaby naprawdę zabawna, gdyby nie była prawdziwa.  W internecie na panią burmistrz posypały się gromy. Zasugerowano, że pani Reker broni sprawców a nie ofiary. Po lewej stronie nie brakło oczywiście informacji o tym, że atak w Kolonii to pożywka dla rasistowskiej prawicy.

Co się dzieje w Niemczech? Na ulicach niemieckich dochodzi do demonstracji antyrządowych, gdzie ludzi policja traktuje armatkami wodnymi. Dostało się również polskim kibicom (kibolom, przepraszam!) którzy nieśli na owej demonstracji transparent z napisem: „Chrońcie swoje kobiety, nie naszą demokrację”, nawiązując do informacji o tym, że polska demokracja zostanie „sprawdzona”, czy przypadkiem nie łamie się u nas standardów demokratycznych. Polecam władzom niemieckim zastanowienie się nad swoją demokracją, bo nastroje wśród społeczeństwa nie są najlepsze. Sam fakt,że informacja o napaści w Kolonii została podana parę dni po wydarzeniach jest zastanawiająca, czy ktoś nie chciał przypadkiem wyciszyć sprawy. Dziewczyna poszkodowana w Kolonii, tłumacząc w telewizji co miało miejsce, została oskarżona o rasizm. W internecie pojawiła się cenzura na portalach społecznościowych: Twitter i Facebook, w myśl której ludzie będą ścigani przez organy władzy za „mowę nienawiści”. Coraz więcej pojawia się głosów szarych obywateli, że nie należy przyjmować w niekontrolowany sposób ludzi, którzy okazują się w wielu przypadkach barbarzyńcami rodem z filmów o Conanie, przy jednoczesnym zapewnieniu, że jeżeli ktoś przyjeżdża (z obojętnie jakiego powodu: wojna, polepszenie jakości życia) i wykazuje chęć integracji i podjęcia pracy, drzwi stoją przed nim otworem. Niemcy powoli zdają sobie sprawę, że coś co miało uratować ich starzejące się społeczeństwo, jest puszką Pandory.  Ośrodki dla uchodźców stały się celem regularnych podpaleń. Na ulicy dochodzi do pobić. Policja bezradnie rozkłada ręce i mówi, że nad niektórymi dzielnicami w miastach takich jak: Berlin, Gelsenkirchen czy Duisburg nie panuje, a strach sieją tam kryminaliści wiadomego pochodzenia. Niemcy stają się powoli drugą Szwecją, która w odmętach poprawności politycznej gubi swoją tożsamość. Na Europę pada blady strach, wizja romantycznej wycieczki do Paryża zamienia się w szereg pytań o bezpieczeństwo, przez Bałkany masowo ludzie wędrują w stronę Niemiec, masowy exodus przecież jeszcze się nie skończył, w Austrii  z kolei rząd prosi kobiety, by nie wychodziły same z domu. Tych ludzi będzie coraz więcej. Będzie coraz więcej gwałtów, kryminalnych występków i z drugiej strony podpaleń ośrodków i pobić imigrantów. To wszystko przypomina ogromny wir, który może doprowadzić Niemcy do wojny domowej, spowodowanej przez nich samych.  Coraz więcej słychać głosów oburzenia na migracyjny problem, który może zatopić Angelę Merkel. Wraz z nią na dno może pójść ulubiona przez lewicę polityka równości, czyli coś czym Unia Europejska karmi nas od wielu lat,  na co zgadzał się ochoczo cały czas rząd Platformy Obywatelskiej.

Jeżeli ta wędrówka ludów będzie trwała dalej, tym większe prawdopodobieństwo, że Niemcy, a za nimi cała Europa pogrąży się w chaosie. W kulminacyjnym momencie do wyboru zostaną prawdopodobnie dwie drogi: radykalnie prawicowa z powrotem do kontroli granic, eksponowanie tożsamości narodowej oraz poszanowanie własnej historii i cywilizacyjnych korzeni, oraz radykalnie lewicowa, czyli: wymieszanie się społeczeństw, cywilizacji europejskiej z bliskowschodnią, brak zgody na krytykę czegokolwiek oraz powszechne dążenie do równości. Same problemy!
Cóż, pozostaje nam wierzyć w to, że pani Dunin ma rację i zostaje nam tylko kochać i być kochanym.

P.

 

 

Niezniszczalni – Joanna i Andrzej Gwiazdowie: „Historia przyznała nam rację” – Recenzja

Joanna i Andrzej Gwiazdowie to małżeństwo polskich inżynierów, którzy w ogromnej mierze przyczynili się do przemian demokratycznych w Polsce. Niestety często ich rola jest deprecjonowana i marginalizowana. W wywiadzie-rzece z Remigiuszem Okraską i Agnieszką Niewińska – wydanym w Wydawnictwie Fronda – opowiadają z ogromnymi szczegółami jak wyglądały od kuchni te zmiany.

Ta książka to nie tylko zapis wywiadu. Czytelnik dzięki niej odbywa prawdziwą podróż w czasie, która prowadzi przez Ural, pogranicze tajgi i stepu gdzie najniższa zmierzona temperatura wyniosła -64 stopnie. Andrzej Gwiazda wspomina Sybir tak: „W 1943 roku  zostałem jedynym Polakiem na przestrzeni kilkuset kilometrów kwadratowych”. Jego słowa brzmią raczej jak scenariusz filmu przygodowego, z nim samym w roli głównej aniżeli zsyłka, gdzie Polska dla Polaka zyskuje szczególne znaczenie, a duch patriotyczny wzrasta. W przypadku Gwiazdy mamy do czynienia z każdym, z tych znaczeń.

Joanna Gwiazda wspomina: „Komunistów nigdy się nie bałam, ponieważ od dziecka uważałam ich za prymitywnych głupców. Enkawudzistów, którzy przyszli zabrać nas na Sybir, moja mama upiła litrem spirytusu.”  Na kolejnych stronach możemy się przekonać jak wyglądało życie po ślubie dwójki młodych inżynierów. Dzielenie mieszkania, ograniczony dostęp do kuchni, kąpanie się i pranie u znajomych, do tego wszędzie daje się wyczuć obecność bezpieki.

Czytanie książki idzie sprawnie, czego powodem może być forma, w jakiej została zapisana. Wywiad rzeka, pytanie – odpowiedź, doprecyzowanie, szczegóły. To wszystko sprawia, że wyobraźnią możemy narysować sobie między innymi sytuację w której dochodzi do podpalenia budynku Komitetu Wojewódzkiego PZPR, stajemy się świadkami powstania Wolnych Związków Zawodowych a także, i może przede wszystkim bierzemy udział w  niezliczonych strajkach, których fala zalała Polskę.

Małżeństwo Gwiazdów opisuje nam ciągłe życie w opozycji, kompletny zanik życia prywatnego, wielokrotne zatrzymania i pobyty w więzieniach, działanie na rzecz WZZ oraz stale, z biegiem lat rosnącą pozycję Lecha Wałęsy („Nie mieliśmy wątpliwości, że musimy Wałęsę odsunąć możliwie jak najdalej od działalności WZZ-ów”, ” W Krakowie entuzjastyczny tłum niósł Wałęsę na rękach, by jak Kościuszko, złożył przysięgę na rynku. Do dzisiaj zachowały się zdjęcia z tego wielkiego, narodowego wydarzenia. Dzięki nim udało zidentyfikować osoby niosące Wałęsę. Wszyscy okazali się TW.”) co do którego podejrzenia o współpracę z SB Joanna i Andrzej Gwiazdowie mieli praktycznie od samego początku. Dużo miejsca w książce poświęcono strajkom w stoczni gdańskiej  oraz idei „Solidarności”, pojawiają się postaci również takie jak ksiądz Jerzy Popiełuszko, Anna Walentynowicz czy Jacek Kuroń oraz Adam Michnik.

Nie brakuje historii związanych ze stanem wojennym i powojennym („Ale prawdziwą rewelację odkryli jakiś czas temu dziennikarze programu „Misja specjalna” i „Gazety Polskiej”. Ustalili, że polecenie zawarcia porozumienia z Wałęsą nadeszło z Moskwy i było szczegółowo kontrolowane przez Kreml.”, „Ciekawą zapowiedzią nadchodzących zmian było lansowanie „dobrych komuchów”. To już nie był „partyjny beton”, ale młodzi, prężni, kompetentni działacze, otwarci na dialog i zmiany. Sugerowano, że przebijają się w PZPR, mimo oporu starych towarzyszy. Z młodych wilków zapamiętaliśmy Leszka Millera, Mieczysława Wilczka, Ireneusza Sekułę i oczywiście Aleksandra Kwaśniewskiego, lansowanego przez Michnika.”).

Czytelniku: Jeżeli interesujesz się historią Polski, bije w Tobie serce patrioty, chcesz poznać jak wysadzano „komunę” od środka, dowiedzieć się jak między innymi jak przeżyć w obskurnym więzieniu pełnym prusaków, zachodząc za skórę Służbie Bezpieczeństwa, oraz chcesz poszerzyć swoją wiedzę o relacje z „pierwszej ręki” ludzi, którzy są integralną częścią polskiej historii, sięgnij po tę pozycję, a na pewno się nie zawiedziesz. To historia ludzi, których pozycja została mocno zdegradowana, o których się nie mówi w mass mediach. Ludzi, którzy o sobie mówią tak: „Byliśmy lojalni wobec towarzyszy walki, którzy potem zdradzali nas dla małych korzyści. Robiliśmy to, co uważaliśmy za słuszne i potrzebne, co mogliśmy i potrafiliśmy, a Bóg robił z tym to, co chciał” – ten krótki cytat powinien nam powiedzieć, że poza zdrowiem, życiem prywatnym, ucierpiała również ich zwykła, ludzka dusza. Joanna i Andrzej Gwiazdowie zasługują na wysłuchanie ich, a historia przyznała im rację.

Fot.: Wydawnictwo Fronda

Multi-kulti news: Coraz więcej ataków na azylantów w Niemczech

Nasilają się ataki na azylantów w Niemczech. Federalny Urząd Kry Kryminalny (BKA) zanotował, że do końca października zanotowano ponad 600 takich incydentów. W porównaniu z pierwszym półroczem ubiegłego roku to trzykrotny wzrost.

Grupa licząca od 20 do 30 osób, częściowo uzbrojona w kije baseballowe zaatakowała w niedzielny poranek trzech Syryjczyków w Magdeburgu. Obywatele Syrii w wieku 26 i 35 lat odnieśli obrażenia twarzy oraz stłuczenia. Cała sytuację zauważyła dwójka policjantów, ubranych po cywilnemu, którzy pospieszyli ofiarom ataku na pomoc. Policjanci użyli gazów łzawiących, ponieważ napastnicy stawiali opór. Ofiary zostały przewiezione do szpitala, gdzie otrzymali pomoc ambulatoryjną.

Pod Hannoverem, w miejscowości Sehde, w nocy z soboty na niedzielę doszło do podpalenia budynku, gdzie mieszkają imigranci. Pożar wybuchł na klatce schodowej, nikt nie ucierpiał. Policja aresztowała 43-letniego mężczyznę, który  jest podejrzewany o dokonanie podpalenia. Zabezpieczono również materiał dowodowy.

Do wybuchu bomby z kolei doszło we Freital, pod Dreznem. Pod oknami mieszkania na parterze, zamieszkałego przez imigrantów nastąpił wybuch. Ucierpiała 26-letnia kobieta, która została zraniona odłamkami szkła. Warto dodać, że właśnie we Freital, w lecie doszło do wielkich protestów przeciwko utworzeniu ośrodka dla uchodźców w tej miejscowości, a przed budynkiem przeznaczonym do tego celu doszło do starć pomiędzy policją a przeciwnikami utworzenia ośrodka. Podczas wizyty tego miejsca, kanclerz Niemiec – Angela Merkel została wygwizdana oraz nazwana „zdrajcą narodu”.

W opinii szefa BKA – Holgera Muencha, kolejne ataki mogą mieć ofiary śmiertelne, zważywszy na ilość ataków przeprowadzanych w ostatnim czasie przeciwko imigrantom. -Być może będziemy świadkami jeszcze bardziej dramatycznych zdarzeń – powiedział szef BKA „Focusowi”.

P.

Multi-kulti news – Szwedzka dziennikarka obrzucona kamieniami w dzielnicy muzułmańskiej

Szwedzka dziennikarka – Valentina Xhaferi próbowała nakręcić wraz ze swoim kamerzystą materiał na temat „No Go Zone”, w dzielnicy Tensta w Sztokholmie, zdominowanej przez muzułmanów. Dziennikarze zostali obrzuceni kamieniami. 

Ubiegłoroczny raport szwedzkiej policji, w którym wyznaczono 55 stref w Szwecji do których nie wjeżdżają służby porządkowe oraz karetki i straż pożarna zawierał w głównej mierze tereny podmiejskie dużych miast takich jak Sztokholm i Göteborg. Znalazła się tam również dzielnica Tensa, w której reporterka Valentina Xhaferi starała się nagrać reportaż o tym jak ludzie żyją w tych strefach. Nie było jej to dane ponieważ zaraz po przekroczeniu „granicy” strefy zostali znieważeni i obrzuceni… kamieniami. Do tragedii nie brakowało wiele, reporterom w porę udało się opuścić niebezpieczne miejsce. Co nie udało się za pierwszym razem, udało się już za kolejną próbą. Valentina Xhaferi w asyście policji dopięła swego i nakręciła reportaż o „No Go Zone” tydzień później.

W tak zwanych „No Go Zone” handel narkotykami, kradzieże z rozbojami oraz porachunki zwalczających się nawzajem islamskich gangów to chleb powszedni. W strefach tych mieszkają w dużej części bezrobotni islamscy imigranci pozbawieni kwalifikacji zawodowych.

P.

Wampiry bez zębów

Po debacie liderów, która miała być przełomem w kampanii wyborczej wiemy jedno: Do studia zamiast krwiożerczych bestii, które miały gryźć się i walczyć nawzajem, przybyły wampiry bez zębów, które tylko „podgryzały” swoich oponentów. Brakło krwi. A debaty jej potrzebują.

Dzień wcześniej miała miejsce „mała debatka – Ewcia i Beatka”, czyli przedstawicielki największych ugrupowań na tę chwilę w sejmie.  Beata Szydło i Ewa Kopacz wymieniły się uwagami, zarzuciły sobie po razie nieprzygotowanie przez sztaby wyborcze i wałkowały swoje obietnice i lały wodę. Przedstawicielka Prawa i Sprawiedliwości raz po raz zarzucała swoją oponentkę planami gotowych ustaw, które trzeba przecież tylko złożyć do sejmu i już ciach-prach będzie nam się żyło dostatniej, oponentka natomiast – przedstawicielka Platformy Obywatelskiej odbijała piłkę do swojej interlokutorki sugerując, że przecież jest tak dobrze, że jej partia się rozkręca, że tylko trzeba na nich zagłosować, a będzie fantastycznie,  a to, a tamto.  Obie Panie wypadły blado, chociaż w moim odczuciu Szydło wyszła ciut lepiej, ale to może ten wewnętrzny impuls zmiany, jakiejkolwiek – ale zmiany – dał o sobie znać w momencie oceny. „Remis ze wskazaniem” jak to określiły media.  Słuchając jednak prowadzącego dżentelmena – Piotra Kraśko, który stwierdził, że „jedna z obecnych pań będzie przecież rządzić naszym krajem”, miałem ochotę wyciągnąć jego postać z monitora i spuścić w klozecie. Ot, całe polskie media zamknięte w jednym zdaniu. A co z innymi partiami? Czy im nie należy się prawo głosu? Dlaczego faworyzuje się dwa największe ugrupowania? Co w przypadku gdyby do władzy doszedł Janusz Piechociński? No dobra, to tylko przykład. Ale istotny. Debata Szydło – Kopacz nie miała prawa się odbyć w takiej formie.

Dzień później druga debata, w której wzięli już udział wszyscy partyjni liderzy (pierwotnie Prawo i Sprawiedliwość oraz Platforma Obywatelska miały wystawić innych kandydatów) pokazała nam cały wachlarz frakcji od prawa do lewa.  O Polsce rozmawiali: Ewa Kopacz (PO), Beata Szydło (PiS), Janusz Piechociński (PSL), Barbara Nowacka (ZLEW), Adrian Zandberg (Razem), Janusz Korwin-Mikke (KORWiN), Paweł Kukiz (Kukiz ’15) oraz Ryszard Petru (.Nowoczesna). Jak można było się spodziewać Ameryka odkryta nie została, a forma debaty w mojej opinii pozostawiała wiele do życzenia. Minutowe odpowiedzi na często złożone pytania (Redaktor Gugała) czy  kompletnie nieistotne dla przeciętnego Polaka nie dawały tak naprawdę szansy na swobodne wyrażenie poglądu na daną kwestię.

Cała debata przebiegała w sennej atmosferze, najczęściej liderzy odwoływali się do ośmioletnich rządów koalicji PO-PSL. Ewa Kopacz już niejednokrotnie udowadniała, że jest tylko sztucznym tworem, który ma problem z powtarzaniem wcześniej wyuczonych zdań i fraz, co ma też odzwierciedlenie w sondażach. Platforma traci do PiS już bardzo dużo  i jeżeli debata miała być dla niej „gejmczendżerem”, to niestety ale fani rządów Tuska i Kopacz mogą być zawiedzeni. Ewa Kopacz wypadła bardzo blado. Zarówno premier jak i liderka Prawa i Sprawiedliwości – Beata Szydło nie powiedziały nic co nie padło dzień wcześniej, stąd może ich słabsza dyspozycja, chociaż przedstawicielka Prawa i Sprawiedliwości sprzedała się kolejny raz lepiej od Ewy Kopacz. Wicepremier Janusz Piechociński z kolei odegrał rolę dobrego wujka Sama z sadu reklamy soków Fortuny. Jabłko na jego stoliku zrobiło furorę na portalu Twitter. To zabawne, że tylko przez 3 lata PSL nie był w rządzie III RP, a zostaliśmy zasypani przez niego listą rzeczy które trzeba zrobić. Hipokryzja? Nie. Nie od dzisiaj wiadomo, że PSL jest elastyczny jak plastelina. Dostosuje się do rządów każdego za parę stołków. Po waśniach i wojach z debaty prezydenckiej można było podejrzewać, że Janusz Korwin-Mikke oraz Paweł Kukiz będą dla siebie oponentami. Zdziwiłem się gdy obydwoje przytakiwali sobie, ba! Nawet brawo bili! Korwin-Mikke tym razem nie wypalił autodestrukcyjnej bomby, jak to ma w zwyczaju, natomiast powiedział jedną bardzo istotną rzecz skierowaną do Barbary Nowackiej, mianowicie: „Kościół to sojusznik w walce z lewicową głupotą”. Być może była to jedna z najlepszych jego wypowiedzi od miesięcy.  Ciekawie również podsumował swój występ „My państwu nic nie damy, ale też nic nie zabierzemy”.  Paweł Kukiz z kolei postanowił emocjonalnie doprowadzić dziennikarzy do porządku, ustawowo napominając, że pytania są durne (Sprawdzone, potwierdzam) i zaapelował, że w koalicję z nikim nie wejdzie.  Wyżej wymieniona Barbara Nowacka, poza postkomunistycznymi standardami, które wygłosiła na temat równości i pomocy, została osunięta w cień, przez (podobno) rewelację debaty – Adriana Zandberga z szerzej nieznanej partii Razem. Kulturalny, miły głos mówiący ile trzeba zmienić, gdzie trzeba dołożyć, zyskał wielu zwolenników po debacie, którzy jednak przyglądając się programowi jego partii mogą poczuć lekkie rozczarowanie. Program partii Razem życzy sobie między innymi karać przedsiębiorczych i bogatych podatkiem 75%! O tym, że to nie funkcjonuje przekonali się już Francuzi.  Do oceny został Ryszard Petru, którego .Nowoczesna pompowana w mediach niczym balon będzie musiała się tłumaczyć  (według Przemysława Wiplera) z niedozwolonych środków na kampanię wyborczą. Sam Petru wypadł podobnie jak Janusz Piechociński, tyle, że bez jabłka, za to z tabliczką, z której powstało już milion memów. Bez kolorów. Bez wyraźnego zaznaczenia swojej obecności.

Brakło w starciu liderów gorących dyskusji, żywiołowych reakcji (poza Kukizem), adrenaliny, celnych ataków i szybkich ripost, czegoś co mogłoby mnie skłonić do napisania, że debata nie była nudna. Ale była. Forma debaty pozostawia również wiele do życzenia, jak już wspominałem wcześniej  – 60 sekund na przekonanie do siebie potrafią nieliczni, którzy wstrzelą się w klucz oczekiwań każdego głosującego. Nie każdy to potrafi, ale każdy powinien mieć szansę pokazania czegoś, sprzedania się. Ta forma mi nie odpowiada. Debata nie miała zwycięzcy. Każdy sztab ogłosił swoją wygraną, każdy wrócił do domu zadowolony, stwierdzając, że jego wampirze zęby zostały w szklance.  Pytanie kto będzie ucztował w sunday, bloody sunday?

P.

 

Petrubomba

Zbigniew Stonoga, człowiek który w ostatnich miesiącach niczym trzęsienie ziemi nachodzące biedną Japonię powoduje wstrząsy sejsmiczne na naszej scenie politycznej zaskoczył po raz kolejny.

Cichemu bohaterowi internautów po aferze taśmowej i dymisji między innymi naszego Marszałka Sejmu – Radosława Sikorskiego ciągle mało i mimo trwającej kampanii wyborczej, gdzie lansuje swoje ugrupowanie Stonoga Partia Polska, znajduje czas na kolejne udostępnianie politycznych brudów, nie tracąc przy tym dobrego humoru. Tym razem dostało się  kolejnemu zbawcy polskiej polityki – Ryszardowi Petru i jego partii .Nowoczesna.

Stonoga udostępnił kilkaset megabajtów wewnętrznych danych partyjnych, w tym korespondencje mailowe, które według samego zainteresowanego mają udowodnić nielegalne finansowanie kampanii partii Petru. Po umieszczeniu pliku w sieci, Stonoga nie zapomniał nas poinformować o swoim świetnym humorze.  Napisał na swoim facebookowym profilu: „Trzymaj się Rysiek. Będzie ciężko. To za Frankowiczów”.

Media zwróciły uwagę na jeden szczególny mail, który miał zostać napisany przez byłego szefa sztabu Bronisława Komorowskiego – Roberta Tyszkiewicza do jednego z działaczy .Nowoczesnej o treści:

Witam, dzwonił do Ryszarda Petru Prezydent Komorowski. Jest wściekły, że pozwoliliście wszcząć śledztwo ws. finansowania. Rozmawiał już z Seremetem . Spróbuje wyciszyć tą sprawę

Pomijając błędy językowe, mail należał do ciekawych. Sam zainteresowany (Tyszkiewicz) odpowiedział na zarzuty na swoim koncie na Twitterze, gdzie odcinał się od sprawy:

Informuję, że nie jestem autorem maila ws. śledztwa nt. finansowania. Nie jestem też użytkownikiem wskazanego tam konta mailowego.

To z kolei należy traktować jako wyraźny sygnał, że Stonoga kłamie, a maile zostały spreparowane.  Czy mogło do tego dojść? Na to pytanie nie ma odpowiedzi, ale najbliższe dni powinni dać nam odpowiedź na to pytanie.

Cały czas nie jest jasna środków jakie zostały przekazane na kampanie partii Ryszarda Petru. W połowie września Przemysław Wipler z partii KORWiN poinformował media oraz prokuraturę, że być może doszło do nadużyć w sprawie finansowania partii .Nowoczesna w kampanii wyborczej. Według przepisów prawa, kampania wyborcza nie może być finansowana ze zbiórek pieniędzy na fundację, podmioty prawne i inne podmioty niż sam konitet wyborczy, a taką zasadę według posła partii KORWiN złamał Ryszard Petru.

Ostatnie dni kampanii wyborczej będą bardzo ciekawe. Na polu bitwy jakim stały się media społecznościowe działa i broń masowej kompromitacji są gotowe do użycia. Okaże się również czy bomba jaką zrzucił na Ryszarda Petru Zbigniew Stonoga wysadzi jego partię, czy też okaże się ogromnym niewypałem.

P.

Fot.: Rafał Staniszewski/wmeritum.pl

 

Dmuchanie na zimne

Ponieważ w ostatnim czasie, po każdym wejściu na FB, zostaje zalany lewacko-hipsterskim lamentem o tym, jak to w koło sami rasiści i ksenofoby, zero tolerancji dla drugiego człowieka, ale jak tak można? Ale jak tak można?
Postanowiłem rownież podzielić sie z Wami dlaczego nie zgadzam się na to by salaficcy bracia żyli na moim osiedlu.
Zdjęcie małego martwego chłopca, którego smierć okazała sie portretem problemu stała sie smutną propagandą, mająca na celu zmiękczenie naszych serc na problem imigrantów. Dlaczego smutną? Bo wykorzystującą smierć dziecka, stąd uważam, ze jest to najobrzydliwsza z możliwych propagand, słanych nam przez media, które w 80% należą do Niemiec. A winę za smierć malucha nie ponosi, jak to zawyrokowały tabloidy – Europa, tylko tatuś chłopca, który chciał naprawić sobie za europejskie pieniądze ząbki.
Dlaczego w ogóle postanowiłem sie odezwać ? Sprowokował mnie Martin Schulz, który stwierdził, że skoro Polaki nie chcą po dobroci, narzucimy siłą. Otóż Szanowny Panie, swoją siłą to może Pan w domu kluski ugniatać, a nie nam-Polsce, która nie chce tego typu osób i żadną siłą nas do tego nie zmusicie, narzucać czegoś wbrew naszej woli. Następny pomysłowy dobrodziej-Pan Juncker zagaił czy Polacy nie zapomnieli o tym, ze 20 mln potomków Polaków mieszka za granica w wyniku emigracji, przesiedleń, wysiedleń? Otóż nie Panie Juncker, doskonale pamiętamy. Pamiętamy rownież jak to nasi sąsiedzi postanowili, ze Polska zniknie z mapy Europy, jak to w imię europejskiej solidarności oddano Polskę pod wodze Stalina w Jałcie oraz to, ze plan Marshalla trafił do Niemiec, gdy upodlona Polska gniła w biedzie pod sowiecka batutą przez prawie 50 lat. Gdy napadano nas, polscy mężczyźni, skazywani na pożarcie, szli walczyć o wolność, zostawiajac żony i dzieci. Dzisiaj tacy sami mezczyzni zostawiają takie same kobiety i dzieci pod obstrzałem, bo podróż podobno jest zbyt niebezpieczna. 75% tych ludzi to mężczyźni w wieku poborowym, którzy w lwiej części maja ochotę żyć u cioci Angie na socjalu. Żyje obok takich ludzi 3 rok i mam moralne prawo ich oceniać. Mam ochotę rownież wrócić do Polski, wiec mam też prawo mieć obawy przed ich najazdem na Polskę. Bo to jest najazd na Europę. Zdaje się, że jesteśmy w Unii Europejskiej a nie Unii Bliskiego Wschodu. Dobra wiadomość jest taka, ze Ci ludzie nie maja ochoty mieszkać w Polsce, bo jesteśmy biedni, co jest jasnym sygnałem, ze większości z nich zależy na pieniądzach europejskiego podatnika. Ostatnio bodajże Łukasz Warzecha próbował porozmawiać z pierwszymi Syryjczykami na polskiej ziemi. Okazało sie, ze został… jeden. Kiedy pisałem, ze nie damy rady pomóc wszystkim, zostałem zrugany i nazwany „człowiekiem o lodowym sercu”, dzisiaj kiedy Kanzlerin Merkel mówi,ze sie myliła-te osoby siedzą cicho. Z drugiej strony chciałbym zeby przyjechali tylko po to by lewicowe autorytety jak Szczuka („Jeżeli sie okaże, ze wsród nich sa terroryści to wtedy sie będziemy martwić”) i Basia Nowacka oraz oderwana od rzeczywistości Joasia Mucha po wysadzeniu np naszej cudownej drugiej linii metra w Warszawie lub wielkiej drace w muzułmańskiej dzielnicy mogły stanąć przed nami i powiedzieć: „Myliliśmy sie”, tak jak Angie, która nie panuje już nad sytuacja, czego dowodem są wzmożone kontrole na granicach. Musimy odróżnić rasizm i ksenofobię od zwykłego zapobiegania problemowi. Nie mam nic przeciwko wysyłaniu jedzenia, pieluch (Ale bez logo Czerwonego Krzyża, inaczej znajdzie sie w śmietniku) i innych rzeczy, lub osobistym przyjmowaniu imigrantów, droga wolna, każdy moze przyjąć rodzinkę sześciu chłopa i kobiety, mamy podobno wolny kraj. Nie jestem zwolennikiem narzucania siłą czegoś wbrew woli obywateli. Skoro nasz rząd przerosło sprowadzenie setki Polaków z ogarniętego wojną Donbasu, nie podejmujemy w ogóle tematu pomocy Polakom z Kazachstanu, których armia Andersa nie zdołała zabrać ze sobą, a deklaruje on przyjęcie już nie dwoch tysięcy a dziesięciu tysięcy ludzi (Z biegiem lat w wyniku łączenia rodzin to będzie sześć razy więcej ludzi) na darmową strawę, trzeba powiedzieć jasno, że ci ludzie poupadali na głowy. Jeżeli dla Was ten wpis jest objawem rasizmu i ksenofobii to oznacza, że mylimy pewne pojęcia. Tu potrzeba społecznego dialogu i zarówno teksty takie jak: przyjmować wszystkich oraz biegunowo odległe: odpalamy oświęcimskie piece są niewskazane. Osobiście wole dmuchać na zimne niż płakać nad rozlanym mlekiem.

P.

Więźniowie emocjonalnego szantażu

W  ostatnich dniach cały świat obiegło zdjęcie malutkiego, martwego chłopca, którego fale wyrzuciły na plaży w tureckim Bodrum. Reakcja mediów była jednoznaczna: „Wstyd”, „Europo obudź się”. Polskie fora internetowe, portale społecznościowe, dzienniki i ich wydania internetowe wydały jasny,  jednoznaczny przekaz – Nie możemy przejść obojętnie obok tragedii uchodźców.  Moje pytanie jednak brzmi: Czy jesteśmy na to gotowi ? I dlaczego nie jesteśmy ?

Śmierć dziecka zawsze działa na nas jak cios w twarz.  Bodziec, od którego otwierają się nam oczy, adrenalina pulsuje w żyłach.  Zdjęcie małego ciałka, którego raz po raz przykrywają fale,  jest silnym impulsem, który uderza nie tylko w nasze głowy, ale także, a może i przede wszystkim – sumienia. Kolejny raz nie uszło to uwadze mediów, które wykorzystując podatność „szarego Kowalskiego” na brutalność i dosłowność zdjęcia, jednogłośnie orzekły, że „Europa powinna otworzyć oczy”.  Donald Tusk potępił wszystkich, którzy nie chcą przyjmowac imigrantów do Unii Europejskiej:

– Jakichkolwiek wyzwań nie niosłaby za sobą migracja, nie ma żadnego usprawiedliwienia dla wrogich, rasistowskich i ksenofobicznych reakcji na imigrantów .

To jasny przekaz. Jesteś przeciwko ? Musisz być rasistą lub ksenofobem. Polityczna poprawność Tuska, ulubieńca niemieckiej kanclerz – Angeli Merkel, pokazuje wyraźnie pod jakie dyktando gra były premier Polski.  Jako dodatek przypomnę, że 80% mediów w Polsce jest w posiadaniu Niemców. Tak tylko napisałem.

By dalej rozmawiać o problemie, przede wszystkim musimy odróżnić uchodźcę od imigranta. Jest to dosyć istotne by  nie było później nieporozumień związanych  z nomenklanturą. Otóż uchodźca to osoba, która ucieka ze swojego kraju z powodu panującej w tym kraju wojny lub prześladowań. Tak więc osoby uciekające z Syrii były uchodźcami w momencie kiedy znalazły sie w bezpiecznym miejscu, na terenie Grecji lub Francji, gdzie ich życiu nie zagrażało żadne niebezpieczeństwo. Ich dalsza wędrówka po Europie nie była więc ucieczką podyktowaną względami bezpieczeństwa – stała się ona migracją. Uchodźcę i imigranta różni jeszcze jedna ważna rzecz  – chęc powrotu. Dopóki jednak na granicy syryjsko-tureckiej nie będzie spokojnie, dopóty Europa będzie miała ogromny problem z imigrantami z tego regionu. Kłopot polega na tym, że Turcy mają swoje interesy w tym, by wojna w Syrii dalej trwała. Wspierajac dżihadystów oraz blokując wsparcie militarne dla Kurdów, którzy mogliby powstrzymać to szaleństwo i umożliwić Syryjczykom wrócić do domu, Turcja chce dokonać na tych ziemiach czystki etnicznej, a ludność wyekspediować do Europy. Tym sposobem liczba imigrantów, którzy w tym roku przybędą do Europy sięgnie miliona. To oczywiście dane, które zostały zarejestrowane. Ile osób znalazło się w Europie nielegalnie nie sposób zliczyć. Następny rok według prognoz ma być jeszcze gorszy.  O incydentach z udziałem imigrantów z bliskiego wschodu i ich występkach pisałem w ubiegłym roku tutaj: Diagnoza: Rak Europy

Zastanawiacie się Państwo zapewne: Dlaczego syryjscy uchodźcy/imigranci wybierają drogę ponad 3,5 tysiąca kilometrów w stronę Europy, zamiast skierować się m.in do bogatych krajów Zatoki Perskiej takich jak Arabia Saudyjska ? Odpowiedź znalazłem w wypowiedzi Pana Sławomira Ozdyka, eksperta do spraw bezpieczeństwa:

„Taka Arabia Saudyjska to jest prawie faszystowski kraj. Tam oni nic nie dają dla przybyszy, a jeszcze są bardzo rygorystyczni. Uchodźca – Arab i muzułmanin byłby gorzej traktowany niż w Europie i o tym oni wiedzą. Tutaj w Berlinie jest główne skupisko salafitów – najbardziej rygorystycznego odłamu sunnickiego islamu, który chciałby cofnąć czas do VII wieku”.

Jednym z głównych tematów są oczywiście pieniądze, jakie mieliby płacić podatnicy na imigrantów. Od liczb można dostać zawrotu głowy. Przy założeniu, że liczba imigrantów w tym roku sięgnie miliona – koszt tylko nowoprzybyłych zamknie się w okolicy 4,5 miliarda euro. Weźmy pod uwagę również liczne akcje humanitarne jak „Operacja Tryton”, zajmująca sie ochroną południowej morskiej granicy. Ta pochłania „tylko” 120 milionów euro. Szok. Jeżeli chodzi o Polskę, kwota przeznaczona na jednego uchodźcę miałaby sięgnąć ok. 1400 zł. Dokładnie tyle, ile wielu ludzi zarabia przepracowując pełen etat. Łatwo policzyć, że 1000 uchodźców w ciągu roku, wygeneruje koszty około 14/15 milionów złotych. Do tego dostaną socjalne mieszkania (W Gdyni już są szykowane) oraz pełną opiekę lekarską. Czy mając na uwadze, że wielu Polaków żyje jako „pokolenie 1500” (Jest to kwota jaką zarabiają), tak ochocze rozdawanie pieniędzy uchodźcom jest na miejscu ?  Warto dodać, że nie będą  to głównie kobiety i dzieci, ale w dużej mierze tłum zdrowych mężczyzn z roszczeniową postawą. Kilka dni temu wszedłem w dyskusję na Twitterze z Konradem Niklewiczem,  który w swoim CV ma między innimi bycie rzecznikiem prasowym polskiej prezydentury w Radzie Europejskiej oraz prace w takich instytucjach jak: Centrum Informacyjne Rządu oraz Kancelaria Premiera Rady Ministrów. Wykorzystał on to samo zdjęce, co wiele mediów. Przekaz był jasny: Nie możemy być obojętni.  Zapytałem wprost czego oczekuje. „Publicznej debaty, chwili zastanowienia nad losem uchodźców”. Gdy jednak zasugerowałem, że publiczna debata mogłaby obnażyć niechęć Polaków do przyjmowania uchodźców, zostałem nazwany „człowiekiem o lodowym sercu”, który „na swojej ścieżce myślenia jest samotny”. Ja wiem, że samotny w tej kwestii nie jestem. Wystarczy spojrzeć na komentarze w internecie pod tym tematem, by dostrzec, że nastroje w tej kwestii są przeważnie negatywne. Okazywanie miłosiedzia innym jest wielką rzeczą, nas jednak w tej chwili na nie po prostu nie stać. I to jest niepodważalny fakt.

Palący się grunt pod nogami Angeli Merkel nie wywołuje u niej żadnych negatywnych emocji.  Liczne zamieszki na terenie Niemiec nie wzruszają pani kanclerz, wręcz przeciwnie, kontynuuje swoją politykę poprawności. Nawołuje ona do wspólnej polityki imigracyjnej, co za tym idzie – Polska, która pierwotnie miała przyjąć 2 tysiące uchodźców, może ich przyjąć zgodnie z nowymi zasadami około sto tysięcy. A to początek. Liczba imigrantów będzie stale się zwiększać, a wtedy nastąpi katastrofa – kompletna destabilizacja Europy.

Nie wszystkim jednak ta polityka się podoba. Głównym jej przeciwnikiem jest Victor Orban – premier Węgier. Niespotykana już dziś u polityków charyzma Orbana, jego reformy i stricte patriotyczne podejście spowodowały, że Polska może z podziwem patrzeć Węgry, które – jeżeli się nic nie zmieni, mogą stać się ostatnim symbolem chrześcijańskiej Europy w obliczu nadchodzącej katastrofy. Słowacja z kolei mimo narzucanych im kwot uchodźczych przyjmie tylko 100 imigrantów, pod warunkiem, że będą chrześcijanami. Ich premier – Robert Fico powiedział wprost, że polityka Unii Europejskiej poniosła klęskę i nie można udawać, że możemy przyjmować imigrantów z otwartymi ramionami. Wobec nasilających się problemów, Szwajcaria zastanawia się nad wyjściem ze strefy Schengen, a Brytyjczycy w 2017 będa głosowali za tym czy chcą dalej być członkiem Unii Europejskiej. Do tego mamy również Australię, gdzie po przeprowadzeniu reform i stwierdzeniu, że prawo szariatu nie będzie przestrzegane na terenie Australii, od 7 miesięcy nie przyjęto żadnego imigranta.

Europę czeka burzliwy przyszły rok. Być może najtrudniejszy w historii. W tej chwili mamy polaryzację nastrojów: Skrajnie prawicowe ugrupowania, które w sondażach górują m.in we Francji, Danii i Szwecji nieprzychylne imigrantom z Bliskiego Wschodu oraz polityka multi-kulti, która coraz bardziej traci na popularności. Na Bliskim Wschodzie mamy nie dające o sobie zapomnieć Państwo Islamskie, syryjskie piekło wojny domowej oraz w samym sercu Europy NAS – więźniów emocjonalnych szantaży, serwowanych przez media.

Musimy zacząć postrzegać sprawy szerzej. Nie jesteśmy zachodnim supermocarstwem, które stać na utrzymywanie imigrantów. Nawet nie jestem w stanie podać długu publicznego, ponieważ z każdą minutą kwota jest coraz większa. Pół miliona polskich maluchów nie dojada. 10% ludzi poniżej 18 roku życia żyje na granicy minimum egzystencji. Kilkaset tysięcy ludzi zza zachodniej granicy chce wrócić do swoich bliskich. Zza wschodniej Polacy chcą uciec od ogarniętej wojną Ukrainy. Może warto zastanowić się nad problemami własnego kraju i własnych obywateli, zanim zaczniemy ślepo spełniać wszystkie rozkazy z Berlina i przyjmować już nie grupkę kilkunastu uciekinierów z terenów ogarniętych wojną,  ale  grupę ludzi, która często siłą  domaga się swoich praw.

P.

Polityczny magiel 1

Od jakiegoś czasu próbuję się przemóc i chwycić jakiś temat do napisania. Nie da się. W gąszczu, chaszczach i trzewiach internetu, dawno nie było takiego bezsensu. Choć przeglądam wiele internetowych wydań: dzienników i tygodników opinii, to w dużej mierze mamy sezon ogórkowy, wydawać by się mogło typowy na okres poprzedzający główną część kampanii. Parę rzeczy rzuciło mi się w oczy i postaram się nimi z Wami podzielić.

Po pierwsze, oczywiste medialne bicie „autorytetu” – Tomcia Lisa w nowego prezydena . Andrzej Duda nie ma łatwego życia, i przyznam szczerze, jest mi go żal, kiedy widze w jakim tonie minister POpagandy – Tomcio, w swój własny, obiektywny  (według siebie samego) rzecz jasna, sposób – uważa, że orędzie prezydenta mu się nie podoba i basta.  Że ludzie są „zaczadzeni PiS-em”, oraz, że Jarosław Kaczyński stworzył z PiS religię i zadaje pytanie: „Czy będzie to w Polsce religia panująca” ? Daj chłopu żyć, człowieku ! Ledwo facet usiadł „pod żyrandolem”, a tutaj koalicjant PO-PSL pisze list otwarty z prośbą o unieważnienie referendum, za którym sami optowali ! Susza w kraju, „wiejskim” chłopakom słońce przygrzało, to zaczęli szaleć. Niemożliwi.

Gdyby ktoś wpadł na genialny pomysł sfilmowania w formie „Big Brothera” każdego dnia urzędowania naszej pani Premier/Premierzycy Ewy Kopacz, mógłby na tym zbić ogromny majątek, a ów show stałby się najpopularniejszym komediowym programem w Polsce. Z miejsca. Serio. Liczba wpadek na dzień, dawno przekroczyła normy unijne, a teksty I lekarki III RP w postaci memów osiągnęły milionowe odsłony. Szkoda, że za ten kabaretowy maraton płacimy mimowolnie z własnej kieszeni. A wyłączyć się nie da. Draństwo.

Zbigniew Stonoga, wróg rządowy numer I, ulubieniec wszystkich Polaków w wieku 14-20  z wypranymi mózgami, właśnie ucieka z kraju przed rządem i odsiadką. Zostaje kandydatem na kandydata na prezydenta. Zakłada partię. Jedzie na operacją. Nienawidzi rządu. Kupuje dług Mariana Sokołowskiego. Zakłada partię. Popiera antysystemowcow. Pierydoli złodziei z Wiejskiej. Nienawidzi rządu. Wysadza rząd taśmami. Nagrywa. Komentuje. Lamentuje. Działa. Pomaga. O ile do pewnego stopnia byłem wyrozumiały dla tego człowieka, akceptowałem jego działalnośc dobroczynną, tak po ujawnieniu treści SMS-ów do „Gabinetu Prezydenta RP”, w których domaga się ułaskawienia, uśmiechnąłem się szeroko i pomyślałem: „Moja Polska, taka piękna”.  Była taka reklama Mastercard: „Są rzeczy, których kupić nie można”.  To między innymi wyobraźnia.

Dobrze, że przyszło trochę deszczu. Topiłem się jak poparcie Pawła Kukiza.

S.