Platformy pogrzeb własny

Zapowiadana od dawna dyskusja w Parlamencie Europejskim na temat „zamachu na demokrację”, który rzekomo miał i ma miejsce w Polsce zakończyła się totalną porażką Platformy Obywatelskiej, Nowoczesnej – króla Ryszarda Petru i jego samozwańczych rycerzy herbu KOD. Debata w PE wzmocniła pozycję Beaty Szydło, Jarosława Kaczyńskiego i całego ugrupowania Prawa i Sprawiedliwości.

Zamieszanie wokół Trybunału Konstytucyjnego, ustawa medialna – to tematy, które zaniepokoiły świeżą opozycję czyli Platformę Obywatelską i Nowoczesną. Sam fakt może i nie był dla nich zaskakujący, ale tempo i rozmach z jakim Prawo i Sprawiedliwość zaczęła „porządki” po poprzedniej ekipie, spowodował spazmy wśród posłów wyżej wymienionej opozycji. Ci, znajdujący się w nowej sytuacji zaczęli tracić grunt pod nogami. Ponieważ samemu głupio protestować o odbicie władzy, powołali więc sobie Komitet Obrony Demokracji (mający być oddolnym ruchem społecznym zaniepokojonym wydarzeniami w Polsce) z niejakim Mateuszem Kijowskim na czele, który stał się tak zażartym obrońcą wartości demokratycznych, że zapomniał biedak płacić alimenty na dzieci, tak się wkręcił! Do niemieckiej prasy zaczął latać Tomasz Lis, narzekając i cicho popłakując, jak to w sieci użytkownicy Twittera nie dają mu żyć i go przezywają oraz jak ten średniowieczny PiS zawłaszcza sobie kolejne atrybuty władzy!
Koniec końców, sprawa trafiła na pierwsze strony gazet w wielu europejskich państwach, co nie umknęło uwadze tęgich głów z PE. I tak oto pojawiły się wypowiedzi między innymi przewodniczącego Parlamentu Europejskiego Martina Schulza, który stwierdził, że w Polsce dochodzi do „zamachu stanu” i zapowiedział dyskusję na ten temat na posiedzeniu PE. Swoje grosze dołożyli: Donald Tusk i Elżbieta Bieńkowska, którzy smutnymi frazesami tylko potwierdzili w czyim imieniu działają.

I tak dochodzimy do momentu, kiedy w Strasburgu doszło do debaty na temat polskiego „zamachu stanu”.  Wydawać by się mogło, że w PiS będą bili wszyscy zwolennicy „postępowej Europy”.  Jakież zdziwienie musiało towarzyszyć obserwatorom z KOD-u (sami nie wiedzą dzięki komu dostali wejściówki do PE), gdy europosłowie innych państw okazywali wsparcie rządowi Beaty Szydło.
Zrobił to między innymi francuski Front Narodowy Marine Le Pen. Wyrazili oni aprobatę dla działań rządu Szydło i wspomnieli, że Polska przechowuje chrześcijańskie wartości, co z pewnością wywołało odruch wymiotny u części lewicy. Czeski europoseł Petr Mach wystąpił  w PE z plakietką „Jestem Polakiem”, co spotkało się z dużym poklaskiem i życzliwymi komentarzami. Po wystąpieniu profesora Ryszarda Legutko, KODowcy mogli się w zasadzie spakować i wrócić do domu jak zrobili to prawdopodobnie europosłowie Platformy (jeszcze nie potwierdzone). Legutko w spokojny, merytoryczny sposób obnażył wszystkie braki i niedociągnięcia tej debaty, która nie tylko w jego odczuciu, nie powinna się w ogóle odbyć.
Swoje dołożył Janusz Korwin-Mikke, który nie omieszkał wspomnieć, że „gardzi demokracją” i „większość z obecnych europosłów jest demokratami, a PiS został wybrany w demokratycznych wyborach”, co niejako powinno zamknąć dyskusję.

Jedynym orężem przeciwko zmianom w Polsce był Guy Verhofstadt, belgijski liberał, który domagał się wyjaśnień od Szydło na temat paraliżu Trybunału Konstytucyjnego. Robił to tak zaciekle, że Martin Schulz musiał upomnieć krewkiego Belga: „Będzie Pan musiał z tym żyć”. Po tym Belg pokazał zaciśniętą pięść, co nie uszło uwadze wielu dziennikarzy.
Platforma w debacie nie istniała. Nieprzygotowane, nieprecyzyjne, ospałe i czytane analizy w ogóle nie trafiały do europosłów z innych państw. Eurodeputowani z PO mieli pogrzebać PiS, a okazało się, że pogrzebali samych siebie. Grzegorz Schetyna piszący po debacie o tym ,że „PO broni demokracji i pozycji Polski w Europie” to znak, że nie ma pomysłu na odbicie władzy PiSowi. Łabędzi śpiew człowiek przegranego. I to po raz 3 w przeciągu 12 miesięcy (Wybory prezydenckie, parlamentarne i debata w KE). Platforma zrobiła to w czym jest najlepsza, czyli nie zrobiła nic by tę debatę wygrać.
I tylko Verhofstadt nie dał za wygraną. Razem z nie byle kim bo Ryszardem Petru ma zamiar przedłożyć do PE rezolucję dotyczącą zmian w polskim Trybunale Konstytucyjnym.  Widząc to światełko w tuneli obudzili się europosłowie Platformy i PSL, którzy stawiają ultimatum prezydentowi Andrzejowi Dudzie – jeżeli nie odbędzie się ślubowanie 3 sędziów Trybunału Konstytucyjnego, poprą rezolucję. Jak widać batalia o Polskę nabiera tempa, chociaż wydawać by się mogło, że wszystko zostało już powiedziane i dalsza dyskusja na ten temat nie ma sensu. Komisja Europejska oczekuje dalszych wyjaśnień, szczególnie jeżeli chodzi o ten nieszczęsny Trybunał Konstytucyjny, ale także ustawę medialną, co jest kolejnym powodem, że ta dyskusja bez sensu na pewno się przedłuży. PiS wygrał demokratyczne wybory, jest to wybór Polaków, jakikolwiek by nie był – trzeba to uszanować. I Parlament Europejski też musi się do tego dostosować. Na oceny przyjdzie czas mniej więcej za dwa lata.

P.

Przerzuty

W listopadzie 2014 roku napisałem tekst pod tytułem: „Rak Europy”. Miało to miejsce parę miesięcy przed ogromnym exodusem ludzi z Bliskiego Wschodu oraz Afryki w kierunku Europy Zachodniej. Dzisiaj to co się dzieje w Europie, coś co wtedy nazwałem rakiem Europy, można nazwać przerzutami tego raka i efektami polityki migracyjnej jaką serwuje nam Frau Merkel.
Wydarzeń z Kolonii nie sposób nie komentować. Poszkodowanych przez grupy imigrantów na tą chwilę jest już ponad 500 kobiet, które zgłosiły się na policję. I czekano tylko na reakcję lewicowych autorytetów, a ta, jak nigdy – nie nadchodziła. W momencie kiedy jednak się pojawiła, szczęka opadła mi do samej ziemi.

Pani redaktor Kinga Dunin z Krytyki Politycznej w dość luźny sposób podeszła do tematu i napisała felieton, z którego można się dowiedzieć wielu ciekawych informacji, między innymi tego, że „W Niemczech jest milion nowych uchodźców, z tego, powiedzmy, połowa to kobiety i dzieci, czyli pół miliona to mężczyźni”, co jest totalną bzdurą i przynajmniej mijaniem się z prawdą. Otóż z danych biura UNHCR wynika, że mężczyźni stanowią 75% całej grupy migracyjnej. Kobiety – 12%, dzieci 13%.  Jak widać błędy w rachunkach się zdarzają. Nawet na nieomylnej lewicy!
Dosyć popularne jest wyśmiewanie się oraz wypisywanie sarkastycznych komentarzy na temat religii (koniecznie religia katolicka), więc w myśl trendu pani redaktor Dunin pisze dalej: „Oczywiście Polacy to bogobojni katolicy, więc wszyscy, co do jednego, modliliby się nawet w czasie Sylwestra. Zbieraliby się, aby wspólnie odmówić różaniec. Z pewnością nie wybraliby się większą grupą na miasto, nie napili i nie narozrabiali. Żaden z nich”. Sarkazm i ironia aż kipi. Koń by się uśmiał. A teraz spróbuj czytelniku napisać coś niedobrego o ciemnoskórych, muzułmanach, opowiedz dowcip o homoseksualistach. W minutę zostaniesz: faszystą, średniowiecznym radykałem o małym, ptasim móżdżku.
Nie brakło również bezradnego rozłożenia rąk: „Niestety, panowie, tam, gdzie jest dużo wyrwanych z naturalnego środowiska, sfrustrowanych mężczyzn, takie rzeczy mogą się zdarzyć”. Ciekawe.  Nie słyszałem do tej pory o bezrobotnych Polakach na Wyspach Brytyjskich, grupowo i masowo gwałcących Brytyjki.  Przecież taki Polak jest pozbawiony również swojego środowiska naturalnego: polskiej wódki, fajki, języka polskiego z naciskiem na wulgaryzmy, golonki, sąsiada podpinającego się pod jego kablówkę oraz żony w brudnym fartuchu, zmywającej naczynia, czyż nie? A może polscy mężczyźni mają po prostu mózgi?
Sam finał to oczywiście wisienka na lewicowym torcie: „…etyka, np. świecka, ale też chrześcijańska, a nawet jej katolicka odmiana, mówi nam, że wszyscy jesteśmy ludźmi, że bliźniego należy kochać, nawet jeśli nie kochamy jego uczynków, że potrzebującym trzeba pomagać”. Kochajmy się więc wszyscy!
Komentarz pani Magdaleny Środy to osobne wydarzenie. Koniecznie do przebadania przez socjologów i psychiatrów. Etyczka uznała, że problem gwałtów, które miały miejsce w Kolonii leży… w różnicach kulturowych i przekonuje, że „… źródłem problemu jest nierówne traktowanie kobiet i mężczyzn w ogóle”.
Dostało się również polskim kibicom: „Dla tej sytuacji w Niemczech nie ma żadnych usprawiedliwień. Trzeba jednak zastanowić się, jak zachowują się np. nasi kibole. Przecież to też potężne zagrożenie dla porządku publicznego”.  Pasuje jak pięść do oka.

Za naszą zachodnią granicą furorę zrobiła wypowiedź burmistrz Kolonii, pani Henriette Reker, która sugeruje, że winne całemu zajściu są… kobiety. Oburzająca wypowiedź miała miejsce na specjalnie zwołanej konferencji prasowej. Sugerowała ona, że kobiety powinny dostosować się do imigrantów (!?), że  zostaną opublikowane (także w internecie) wytyczne: jak uniknąć gwałtu oraz jak nie zostać narażonym na atak ze strony imigrantów. Ta wypowiedź byłaby naprawdę zabawna, gdyby nie była prawdziwa.  W internecie na panią burmistrz posypały się gromy. Zasugerowano, że pani Reker broni sprawców a nie ofiary. Po lewej stronie nie brakło oczywiście informacji o tym, że atak w Kolonii to pożywka dla rasistowskiej prawicy.

Co się dzieje w Niemczech? Na ulicach niemieckich dochodzi do demonstracji antyrządowych, gdzie ludzi policja traktuje armatkami wodnymi. Dostało się również polskim kibicom (kibolom, przepraszam!) którzy nieśli na owej demonstracji transparent z napisem: „Chrońcie swoje kobiety, nie naszą demokrację”, nawiązując do informacji o tym, że polska demokracja zostanie „sprawdzona”, czy przypadkiem nie łamie się u nas standardów demokratycznych. Polecam władzom niemieckim zastanowienie się nad swoją demokracją, bo nastroje wśród społeczeństwa nie są najlepsze. Sam fakt,że informacja o napaści w Kolonii została podana parę dni po wydarzeniach jest zastanawiająca, czy ktoś nie chciał przypadkiem wyciszyć sprawy. Dziewczyna poszkodowana w Kolonii, tłumacząc w telewizji co miało miejsce, została oskarżona o rasizm. W internecie pojawiła się cenzura na portalach społecznościowych: Twitter i Facebook, w myśl której ludzie będą ścigani przez organy władzy za „mowę nienawiści”. Coraz więcej pojawia się głosów szarych obywateli, że nie należy przyjmować w niekontrolowany sposób ludzi, którzy okazują się w wielu przypadkach barbarzyńcami rodem z filmów o Conanie, przy jednoczesnym zapewnieniu, że jeżeli ktoś przyjeżdża (z obojętnie jakiego powodu: wojna, polepszenie jakości życia) i wykazuje chęć integracji i podjęcia pracy, drzwi stoją przed nim otworem. Niemcy powoli zdają sobie sprawę, że coś co miało uratować ich starzejące się społeczeństwo, jest puszką Pandory.  Ośrodki dla uchodźców stały się celem regularnych podpaleń. Na ulicy dochodzi do pobić. Policja bezradnie rozkłada ręce i mówi, że nad niektórymi dzielnicami w miastach takich jak: Berlin, Gelsenkirchen czy Duisburg nie panuje, a strach sieją tam kryminaliści wiadomego pochodzenia. Niemcy stają się powoli drugą Szwecją, która w odmętach poprawności politycznej gubi swoją tożsamość. Na Europę pada blady strach, wizja romantycznej wycieczki do Paryża zamienia się w szereg pytań o bezpieczeństwo, przez Bałkany masowo ludzie wędrują w stronę Niemiec, masowy exodus przecież jeszcze się nie skończył, w Austrii  z kolei rząd prosi kobiety, by nie wychodziły same z domu. Tych ludzi będzie coraz więcej. Będzie coraz więcej gwałtów, kryminalnych występków i z drugiej strony podpaleń ośrodków i pobić imigrantów. To wszystko przypomina ogromny wir, który może doprowadzić Niemcy do wojny domowej, spowodowanej przez nich samych.  Coraz więcej słychać głosów oburzenia na migracyjny problem, który może zatopić Angelę Merkel. Wraz z nią na dno może pójść ulubiona przez lewicę polityka równości, czyli coś czym Unia Europejska karmi nas od wielu lat,  na co zgadzał się ochoczo cały czas rząd Platformy Obywatelskiej.

Jeżeli ta wędrówka ludów będzie trwała dalej, tym większe prawdopodobieństwo, że Niemcy, a za nimi cała Europa pogrąży się w chaosie. W kulminacyjnym momencie do wyboru zostaną prawdopodobnie dwie drogi: radykalnie prawicowa z powrotem do kontroli granic, eksponowanie tożsamości narodowej oraz poszanowanie własnej historii i cywilizacyjnych korzeni, oraz radykalnie lewicowa, czyli: wymieszanie się społeczeństw, cywilizacji europejskiej z bliskowschodnią, brak zgody na krytykę czegokolwiek oraz powszechne dążenie do równości. Same problemy!
Cóż, pozostaje nam wierzyć w to, że pani Dunin ma rację i zostaje nam tylko kochać i być kochanym.

P.

 

 

Farszawa-Stolica nieudolności

O Polsce znowu głośno. Tak,  niestety znowu w negatywnym świetle. Tak, niestety znowu winna jest polityka. A może własnie brak kontroli nad nią ?

Wybory samorządowe Anno Domini 2014, były najdroższymi wyborami w historii Polski. Około 291 milionów złotych zostało zainwestowanych w: główny system informatyczny, wydrukowanie kart wyborczych oraz i chyba przede wszystkim opłacenie kosztów pracy komisji wyborczych. Ciekawostką jest, że dotychczasowe najdroższe wybory w Polsce miały miejsce w 2006 roku i PKW wyznaczyło na nie ok. 118 milionów złotych. Państwowa Komisja Wyborcza tłumaczyła wzrost kosztów podwyżkami dla członków komisji, które sama zatwierdziła w lipcu bieżącego roku (A czemu nie?). Z danych wynika, że podwyżki po zmianach sięgały nawet ponad 100%. (A czemu nie?)

Kto był wykonawcą fantastycznego programu do liczenia głosów ? Ile pieniędzy za to dostał ? To są pytania, jakie często zadają sobie ludzie i na które postaram się odpowiedzieć. Otóż, w listopadzie 2013 roku Państwowa Komisja Wyborcza ogłosiła przetarg na Zaprojektowanie, wykonanie, wdrożenie kompleksowego systemu informatycznego Platforma Wyborcza 2.0 (PW2) wraz z administrowaniem, utrzymaniem, rozbudową i modyfikacją systemu. To oczywiście mogłoby się udać, gdyby nie fakt, że przetarg łamał 11 punktów regulaminu o zamówieniach publicznych. Dzielna komisja nie poddawała się, czego efektem było rozbicie projektu na mniejsze projekciki i projektunie. Pierwszy przetarg: „Zaprojektowanie i wykonanie witryn internetowych wyników głosowania i wyników wyborów wraz z prowadzeniem i administrowaniem” kosztujący 209 tysięcy złotych, wygrała firma Nabino, powstała w 2009 roku, o której nie wiadomo praktycznie nic poza tym, że w swoim portfolio posiada 8 zrealizowanych projektów, w tym m.in. dla MSWiA. Drugi przetarg: „Zaprojektowanie, wykonanie i rozbudowę modułów wyborów do Parlamentu Europejskiego, wraz z administrowaniem i utrzymaniem” za 493 tys. złotych do zrealizowania otrzymała firma Pixel Technology, która swego czasu też miała swoje za uszami w związku z wyborami. Przypadek ?

PKW ogłosiła kolejne drobne przetargi, z których najważniejszy: „Zaprojektowanie i wykonanie modułów do wyborów samorządowych 2014 wraz z administrowaniem i utrzymywaniem” , wygrala firma … Nabino, która stanęła samotnie do przetargu. Logicznym wytłumaczeniem braku zainteresowania firm, które mogłyby zrealizować projekt, jest fakt, że do wyborów od momentu ogłoszenia wyników przetargu pozostawały… 3 miesiące. Tak kompleksowego systemu, który działałby bezbłędnie, wraz z przeprowadzeniem odpowiednich testów, nie dało się zrealizować w tak krótkim czasie.  Nabino zaproponowało 493 tysięcy złotych za realizację projektu, a komisja zgodziła się na takie warunki (Pierwotnie na projekt przeznaczono więcej niż 500 tysięcy złotych). Pracę nad projektem rozpoczęła 23-letnia studentka z Łodzi, która w Nabino pracuje od… kwietnia bieżącego roku. Efekty pracy poznaliśmy w ubiegłym tygodniu. Szkoda, że o „poważnych zastrzeżeniach” co do pracy systemu mówiono już wcześniej. Nikt się tym nie zainteresował.

Człowiekiem odpowiedzialnym za informatyzację w Państwowej Komisji Wyborcze jest Romuald Drapiński – wicedyrektor ds. informatycznego systemu wyborczego i statystyki wyborczej w Zespole Prawnym i Organizacji Wyborów. Zamówienia publiczne mają to do siebie, że wybiera się praktycznie zawsze najtańszą opcję. Musimy oddać Stefanowi Jaworskiemu sprawiedliwość, byłemu już prezesowi PKW, że wielokrotnie prosił on władze o wyłączenie projektu systemu wyborczego z przepisów o zamówieniach publicznych, ponieważ uważał, że „…powodują one bardzo duże problemy przy projektach informatycznych”. Prosił bezskutecznie, oczywiście.

Chaos i bałagan jakie nastąpiły podczas liczenia głosów jest bardzo trudny do opisania. W całym kraju zaczęło dochodzić do kuriozalnych sytuacji. Pod siedzibą PKW, skrajna prawica zorganizowała manifestację, kwestionującą wiarygodność wyborów i żądając dymisji wszystkich członków PKW. (Jak się okazało domagano się skutecznie, do dymisji podali się wszyscy członkowie PKW) Ciężko wymienić wszystkie znaki zapytania, które nie tylko każą zastanowić się nad pojęciami : „Demokracja”  i „Wolne wybory”, ale również nad tym, jak nieudolnie wydawane są nasze ciężko zarobione pieniądze.

1) PKW podczas, gdy system działał nieudolnie, poinformowała, iż zaczyna „wprowadzać alternatywne systemy podsumowywania wyborów” – czyli stare dobre liczenie ręczne. Wiarygodne. (A czemu nie?)

2) System PKW ogłosił, że prezydentem Szczecina został Krzysztof Woźniak. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że nie znajdował się na kartach do głosowania…

3) Spot PKW informujący ludzi jak należy głosować był nieprzejrzysty. W spocie pada hasło: „na każdej z kart stawiasz X przy nazwisku kandydata”. Problem pojawiał się w momencie, gdy wyborcy w lokalach zamiast karty do głosowania, dostawali wielostronicową książeczkę. W myśl zasady „na kazdej z kart stawiasz X”, oddawali na kolejnych stronach nieważne głosy…

4) Ujawnione przez Przemysława Wiplera protokoły z posiedzeń PKW sygnalizowały na 3 dni przed wyborami „zaniepokojenie stanem przygotowania wyborczego programu informatycznego, są przykłady i sygnały z terenu że nie wszystko funkcjonuje należycie”. Członkowie PKW do ostatniej chwili zapewniali opinię publiczną, że wszystko funkcjonuje bez zarzutu.

5) Czyste ręce ministra administracji i cyfryzacji Andrzeja Halickiego: „Nie jestem odpowiedzialny za PKW. Komisja jest osobną i niezależną instytucją, grupą osób delegowaną przez trzy instytucje sądowe … sama zamawia sobie usługi”. Teraz zadajmy sobie pytanie: Czym zajmuje się ów minister ?

6) Rozbieżności między Wojewódzkimi Komisjami Wyborczymi a Państwowymi Komisjami Wyborczymi dochodziły do 130 tysięcy głosów (!?).

7) Głosy i protokoły przez wiele godzin oczekiwania pozostawały bez nadzoru. z16991643Q,Sala-konferencyjna-polnocnopraskiego-urzedu-posluz

fot. Kamil Ciepeńko

8) W czasie liczenia głosów doszło do włamań hakerów na serwery PKW.

9) Każdy mógł wygenerować sobie certyfikat i zalogować się do systemu liczącego głosy jako członek komisji. (A czemu nie ?)

10) Ewa Kopacz: „Wykluczam ponowne wybory”. Bronisław Komorowski: „To odmęt absurdu i szaleństwa politycznego! Żadnej powtórki wyborów nie będzie!” W podobnym tonie wypowiadali się szefowie trybunałów. Problem polega na tym, że to nie pani Premier i nie pan Prezydent decydują o tym czy wybory będą powtórzone. Decydują o tym sądy okręgowe, a wywieranie presji na nie, poprzez takie wypowiedzi można traktować jako nacisk na niezawisłe sądy.

11) W sześć miesięcy poparcie dla PSLu w Gdyni urosło o 1125%. Spoko.

12) Jeszcze większym kuriozum okazała się informacja, że po zliczeniu 80% protokołów (nie wliczając dużych miast) z sejmików wojewódzkich, w 10 województwach prowadził … PSL. Dzisiaj Polska, jutro cały świat.

13) W Chorzowie głosy oddawano do kontenera na śmieci, który był obklejony godłem.

e9e224d413e07e392a90dbc109e4355f3640bc8a

 Jeżeli ktoś ma jeszcze wątpliwości co do wiarygodności wyborów, polecam przejrzeć internet, który jest wolny od mediów głównego nurtu, które karmiąc nas pro-platformianą paszą wskazują jak mamy myśleć. Znajdziecie Państwo tam (w internecie) wiele więcej informacji na temat licznych znaków zapytania i kontrowersji dotyczących tegorocznych wyborów samorządowych. Przykro mi, ze nie byłem w stanie przytoczyć wszystkiego. Po tych wyborach należy sobie odpowiedzieć jednak na pytanie: Czy Polska, 25 lat po transformacji zmierza we właściwym kierunku ? Czy to wszystko właśnie tak ma wyglądać? Moja odpowiedź jest prosta: Nie. Polska demokracja skręciła właśnie w ciemny zaułek, gdzie juz niedaleko do „demokratycznych” państw takich jak Białoruś i Rosja, gdzie propaganda mediów, które zamiast patrzeć władzy na ręce, przybijaja jej piątkę, wyśmiewaja opozycję i manipuluje przekazem. Pokazuje jak mamy myśleć.

Tylko co teraz ? Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że każdy w przyszłym tygodniu wróci do porządku dziennego, oddając się sprawom prywatnym, pracy i innym obowiązkom, i niestety zapomni o tym, jak wiele błędów popełniono przy wyborach. Bo ludzie zapominają, nie chcą mieszać się w sprawy, na które w ich odczuciu nie mają wpływu. Dla większości polityka to spór PO z PiS i PiS z PO. To przykre, że władza po raz kolejny zaśmieje nam się w twarz, a my znowu spuścimy głowę, chowając ją w twarz. Po raz wtóry, kolejna afera zostanie zamieciona pod dywan. Ja jednak cały czas po cichu liczę, że pod tym dywanem nie ma już miejsca, a ludzie w końcu pójdą po rozum do głowy i zaczną upominać się o swoje prawa. Manifestacje, które miały miejsce w kilku miastach Polski, dają nadzieję, że nie wszystkim jest obojętne jak przeprowadzane są wybory, co dzieje się z naszymi pieniędzmi z podatków oraz kto i w jaki sposób rządzi Polską. Młodzi ludzie muszą odejść od Facebook’a i Twitter’a i pokazać, że ich definicja wolności to nie tylko możliwość kupienia Coca-Coli lub Pepsi, ale też patrzenie władzy na ręce, bo skoro media nie potrafią tego skutecznie robić, muszą to zacząć robić szarzy ludzie, świadomi problemu i głośno o tym mówić.A co się może stać w przeciwnym razie ? Staniemy się niewolnikami , a władza będzie bezkarna. Czyli to samo co jest teraz, tylko w jeszcze większym wymiarze. Ludzie, pobudka !

 P.