Człowiek, który mógł odmienić bieg wojny

Wiosna 1945 roku. Amerykańskie wojska stały już w okolicy 150 kilometrów od Flossenbuerga, gdzie mieścił się jeden z licznych obozów koncentracyjnych na tych terenach. 8 kwietnia, w jednej  z części obozu miał miejsce proces w którym pewien człowiek został uznany winnym zdrady Fuehrera i III Rzeszy oraz skazany na śmierć.
Tym człowiekiem był Wilhelm Canaris-szef wywiadu i kontrwywiadu Abwehry.

9 kwietnia, SS-mani wywlekli konającego, pobitego Canarisa z celi i nagiego przenieśli do pomieszczenia, w którym odbywały się egzekucje. SS-mani zadbali o to by Canaris umierał powoli. Założono mu na szyję metalową obrożę, zwisającą na metalowym łańcuchu z sufitu. Inna wersja mówi o jedwabnej lince. Po kilku minutach opuszczono jego ciało na ziemię, a Canaris wciąż żył. Czynność tą, powtórzono wielokrotnie.
Jeden z najważniejszych ludzi III Rzeszy, człowiek, który mógł zmienić bieg historii świata, zginął w męczarniach 9 kwietnia 1945 roku.

Wilhelm Canaris urodził się 1 stycznia 1887 roku w jednej z dzielnic Dortmundu – Aplerbeck. Miał włoskie korzenie, a rodzina często chwaliła się, że wywodziła się od XIX-wiecznego greckiego bojownika o wolność admirała Konstandinosa Kanarisa. 
Carl Canaris, ojciec przyszłego szefa Abwehry był zamożnym przemysłowcem i właścicielem wielu kopalń pod Dortmundem. 

Młodego Canarisa ciągnęło jednak nad morze. Do szkoły kadetów w Kilonii Canaris trafił w 1905 roku. Miał wtedy 18 lat. Wstąpił następnie do Cesarskiej Marynarki Wojennej, gdzie w czasie I wojny światowej, służąc na lekkim krążowniku „Dresden”, podczas bitwy falklandzkiej, trafił do niewoli Chilijczyków. Tam, podczas brawurowej ucieczki, przedostał się przez Buenos Aires, Hiszpanię gdzie udało mu się zaprzyjaźnić z generałem Franco, Rotterdam aż do Niemiec, gdzie za to poświęcenie został odznaczony Krzyżem Żelaznym.
Przez wiele następnych lat służył na okrętach podwodnych oraz na statkach, między innymi na pancerniku – „Schlessien”. To tam po raz pierwszy spotkał się na żywo z Adolfem Hitlerem. Hitler uznał wówczas, że ktoś taki jak Canaris mógłby mu się przydać. Ktoś, kto zna się na pracy wywiadowczej, operując przy tym językami obcymi. Cechy charakteru, które posiadał Canaris takie jak spryt, inteligencja oraz nieprzenikliwość stanowiły potężną broń, której nie bał się używać.
”To postać tak nieprzenikniona, że nikt nie jest zgodny w twierdzeniach, jakim był człowiekiem i w co wierzył, jeżeli w ogóle wierzył w cokolwiek” – pisał o nim amerykański historyk Wiliam Shirer.

1 lutego 1935 roku Canaris stanął na czele Abwehry, która była nazywana „oczami i uszami Wehrmachtu”. Jego poprzednik, Konrad Patzig powiedział Canarisowi podczas ich pierwszego spotkania: „Twoim największym wrogiem będzie SS”. Wilhelm Canaris odpowiedział wówczas: „Poradzę sobie z nimi”. 

Canaris na czele Abwehry odnosił sukcesy. Przede wszystkim zreorganizował pracę, dzieląc Abwehrę na trzy piony: wywiadowczy, kontrwywiadowczy oraz dywersyjny. Nowy szef Abwehry nie był członkiem NSDAP oraz nazistą, co może dziwić. Był za to zadeklarowanym antykomunistą. Wielokrotnie łączono go ze śmiercią Róży Luksemburg, ale dowodów nie znaleziono. 

Abwehra pod rządami Canarisa wykonywała tytaniczną pracę, stała ona za wszystkimi puczami w Ameryce Południowej, chodziły słuchy, że rządzi Hiszpanią, co nie było przesadzone, gdyż wielka ilość niemieckich agentów miała swoje miejscówki właśnie w Hiszpanii. Canaris był również wielkim przyjacielem generała Franco. Wilhelm Canaris starał się tolerować zapędy Hitlera. Nie wytrzymał jednak, gdy był świadkiem rzezi około 200 Żydów w Będzinie wykonanej przez SS-manów. Rozumiał czym jest podbijanie państw, jednak na to co robiła klinika SS, Canaris nie mógł pozwolić. Miał świadomość, że świat nie zapomni Niemcom tych okrucieństw. Chciał je skończyć. W tym celu skontaktował się z Wilhelmem Keitlem. „Na terenie Polski planuje się masowe egzekucje polskiej inteligencji i kleru”. Keitl obojętnie wzruszył ramionami. Czy to właśnie w tym momencie Wilhelm Canaris postanowił powstrzymać Adolfa Hitlera?

Szef Abwehry zaczął niebezpieczną grę,  której stawką było życie wielu ludzi, ale również i jego samego. Pod koniec lat 30 ubiegłego wieku, Wilhelm Canaris założył tajną organizację spiskową „Schwarze Kapelle” – Czarna Orkiestra, której zadaniem było odsunięcie znienawidzonego tyrana od władzy. Canaris z umiarkowanego zwolennika Fuehrera, stał się jego najzagorzalszym przeciwnikiem zdającym sobie sprawę, że polityka Hitlera zaprowadzi Niemcy do zguby. 
„Canaris nienawidził nie tylko Hitlera i Himmlera, ale cały system III Rzeszy. Jako superszpieg, był wszędzie i nigdzie, gdziekolwiek podróżował, pozostawiał aurę tajemniczości. Ten nie rzucający się w oczy, cichy człowiek, był w rzeczywistości naładowany energią. Bardzo oczytany, poliglota, nadwrażliwy – miejsce Canarisa było zawsze poza systemem” – pisał o nim Hans-Bernd Gisevius.

Współpracownikiem Canarisa w Schwarze Kapelle był antynazista – pułkownik Hans Oster i bliski przyjaciel admirała.  Nawiązali oni współpracę z wywodzącymi się z korpusu oficerskiego Wehrmachtu przeciwnikami Hitlera. Już w latach 1937/37 Canaris przez Watykan próbował skontaktować się z Aliantami by pomogli mu odsunąć od władzy Hitlera i utworzyć nowy rząd ze wsparciem brytyjskim.

Działalność Canarisa nie umknęła uwadze jego zagorzałemu przeciwnikowi – Renhardowi Heydrichowi, szefowi Sicherheitdienst. Był to pewnego rodzaju paradoks, ponieważ Canaris z Heydrichem mieszkali vis a vis siebie i spędzali wspólnie popołudnia, między innymi jeżdżąc konno. Zawodowo toczyli jeden z najbardziej zagorzałych pojedynków tuż za plecami jednego z największych zbrodniarzy XX wieku.

Uczestnicy Schwarze Kapelle zorganizowali kilka zamachów na Adolfa Hitlera, jednak żaden się nie powiódł. Dodatkowo nie sprzyjało im szczęście, jakby jakaś niewidzialna opatrzność strzegła życia znienawidzonego Fuehrera. Miało to miejsce między innymi 27 czerwca 1940 roku, gdzie Fritz-Dietlof von der Schulenburg miał zastrzelić Hitlera na defiladzie w Paryżu, jednak z uwagi na zagrożenie brytyjskiego nalotu, defiladę odwołano. 
Bliski powodzenia był również Fabian von Schlabrendorff, któremu 14 marca 1943 roku udało się umieścić bombę w samolocie, którym Hitler wracał do Wilczego Szańca. Ładunek wybuchowy znajdował się w butelce koniaku.

Spiskowcy z ogromnym zniecierpliwieniem oczekiwali komunikatu z okolic Mińska, nad którym miał nastąpić wybuch. Tego samego dnia wieczorem usłyszeli przez radio, że Fuehrer z powodzeniem wylądował na miejscu. Byli w szoku. Canaris nie musiał wyjaśniać jaka była następna czynność, którą Schlabrendorff miał wykonać. 

W wielkim pośpiechu udał się do Wilczego Szańca, gdzie udało mu się odebrać przesyłkę, nie zwracając niczyjej uwagi. W swojej kwaterze zorientował się, że ładunek nie wybuchł ponieważ  odrobina wody zamarzła i unieruchomiła iglicę, która miała spowodować wybuch. Hitler po raz kolejny nieświadomie uszedł z życiem.

Spiskowcy Canarisa byli coraz bardziej zdesperowani. Tydzień po próbie zabicia Hitlera za pomocą bomby w samolocie, Rudolf-Christoph Freiherr von Gersdorff postanowił dokonać samobójczego ataku stojąc przy Hitlerze. Uroczystość odbywająca się Berlinie, z okazji Dnia Bohatera, gdzie wystawiano łupy z frontu wschodniego, była ku temu dogodną okazją by zabić Fuehrera. Hitler przeszedł jednak jak burza obok wszystkich eksponatów, nie zatrzymując się przy żadnym z nich i opuścił salę. Von Gersdorffowi cudem udało się rozbroić bombę na czas w toalecie.

20 lipca 1944 roku w Wilczym Szańcu, wybuchł ładunek podłożony przez Clausa von Stauffenberga. Zdążył on jednak uzbroić tylko jeden ładunek, co znacznie ograniczyło siłę eksplozji. Hitler, lekko ranny uszedł z życiem. Powiedział wtedy: ” „Nigdy wcześniej nie czułem z taką mocą, że Opatrzność czuwa nade mną. Cud sprzed kilku godzin przekonał mnie, że pisane mi są jeszcze większe czyny i że poprowadzę naród niemiecki do najwspanialszego zwycięstwa w jego historii”.  W odwecie naziści zabili 5000 osób, a pętla na szyji wokół admirała Canarisa zacisnęła się na dobre. 

Wilhelm Canaris wpadł w pułapkę. Po zamachu w Wilczym Szańcu aresztował go Walter Schellenberg, zastępca Heydricha, który zginął w 1942 roku w Czechach, z rąk trzech zamachowców z czechosłowackiego rządu emigracyjnego.
Niektóre źródła podają, że Schellenberg umożliwił Canarisowi popełnienie samobójstwa, na co nie przystał admirał. 

Więziony w Fuerstenbergu, przesłuchiwany w Berlinie, Canaris nie przyznawał się do winy i zwracał się do sądu z prośbą o wysłanie go na front jako zwykłego żołnierza. 
Na nic się to zdało.  Dowody obciążające Canarisa były aż nadto wystarczające. Admirał wielokrotnie wspominał, że nie ufa innym osobom: „Nie ufam ludziom, mój pies jest wierniejszy od nich”. Paradoksalnie, zdradzili go współpracownicy, którzy w wyniku tortur Gestapo podpisali wszystkie dokumenty świadczące o tym, że to on-Wilhelm Canaris stał za Schwarze Kapelle. Jeżeli ktoś jeszcze miał wątpliwości co do winy Canarisa, znalezienie jego pamiętnika, w którym zapisywał wszystko, rozwiało wszelkie wątpliwości. 

Po ogłoszeniu wyroku admirała poddano torturom. 9 kwietnia 1945 roku Canaris nadał ostatnią wiadomość przez rury do sąsiedniej celi do innego oficera wywiadu Hansa Loudminga szefa Abwehry na Danię- też antynazisty, który przeżył. Brzmiała krótko „Umieram za mój kraj ,walczyłem w imię swoich ideałów”.
Kto wie jak potoczyłyby się losy Canarisa, gdyby egzekucja zaplanowana byłaby 2 tygodnie później. Dokładnie 23 kwietnia obóz we Flossenbuergu został wyzwolony przez oddziały armii amerykańskiej.
Wilhelm Canaris, największy wróg Hitlera, mógł zmienić losy wojny, ale niestety nie było mu to dane.

P.

 

Reklamy

Chińskie piekło, japońscy barbarzyńcy

O europejskim froncie podczas II wojny światowej napisano mnóstwo książek, artykułów i kompendiów. Większość z nich podkreślała barbarzyństwo jakim wykazywali się naziści oraz żołnierze Armii Czerwonej w stosunku do poległej ludności. Mało mówi się jednak o froncie dalekowschodnim, gdzie Chiny toczyły krwawe boje z Japończykami, którzy nienawidzili ludności z Kraju Środka.

Pomimo chęci zmodernizowania chińskich, nacjonalistycznych wojsk przed zbliżającą się nieuniknioną i wyniszczającą wojną, wszystko spełzło na niczym.  Dość powiedzieć, że Chińscy żołnierze, do walki z Japończykami nie mieli nawet stalowych hełmów, tylko okrągłe czapki ze związywanymi nausznikami dobitnie pokazuje, że pomimo potencjału ilości żołnierzy, Chińczycy do walki byli najzwyczajniej w świecie nie gotowi. Zdobyczne hełmy po poległych Japończykach, chińska armia nosiła z ogromną dumą, co prowadziło jednak do wielu nieporozumień i zamieszań na polu walki w wyniku których Chińczycy ginęli z rąk własnych braci broni.
Łączność radiową posiadały tylko najważniejsze oddziały, które w większym stopniu nie były w stanie odegrać swojej roli, ponieważ często szwankowały. Jeżeli w danym momencie nie szwankowały, to zaszyfrowane wiadomości były w łatwy sposób rozkodowywane przez japońskich specjalistów.  Armią chińską podczas bitew oraz w ciągu normalnego dnia kierowano za pomocą… sygnałów na trąbkach.
Również transport po stronie chińskiej pozostawiał wiele do życzenia. Podczas gdy w Europie korzystano z pełnego militarnego ekwipunku, w tym specjalistycznych maszyn i pojazdów transportowych, w Chinach korzystano z usług mongolskich kucyków i jucznych mułów. Tych prymitywnych form transportu ciągle było mało, co oznaczało, że żołnierze bardzo często zostawali bez niezbędnej żywności. Problemy dotyczyły też żołdu, z którym zalegano miesiącami, co odbijało się fatalnie na morale wojska.

Posuwające się szybko wgłąb lądu oddziały japońskie napotkały wielki opór między innymi pod Szanghajem, gdzie zginęło ponad 70 tysięcy japońskich żołnierzy. Straty po stronie chińskiej były co najmniej dwa i pół raza wyższe, co oznacza, że zginęło tam około 180 tysięcy ludzi. Po tej krwawej bitwie Japończycy w błyskawicznym tempie poruszały się w stronę Nankinu, skąd nacjonalistyczny rząd chiński uciekł do Hankou (ogłaszając to miasto tymczasową stolicą) na wieści o przesuwającej się japońskiej fali.

Nawet Chińczycy, którzy zdawali sobie sprawę z bezwzględności Japończyków nie wyobrażali sobie skali okrucieństw, do jakich dochodziło. W grudniu 1937 roku doszło do „Masakry nankińskiej”, zwanej również „gwałtem nankińskim”.  Japończycy postawili ultimatum, by w ciągu 24 godzin miasto Nankin poddało się. Ponieważ odpowiedź nie nadeszła, Japończycy dopuścili się zmasowanego szturmu na miasto, które po kilku dniach zostało zdobyte. To do czego doszło w mieście Nankin wiemy tylko z uwagi na fakt, że w mieście znajdowały się Międzynarodowe Strefy Bezpieczeństwa, w których ukrywali się ocaleni z masakry i relacji naocznych świadków. Przez 6 tygodni zdemoralizowani i pijani żołnierze Cesarskiej Armii Japońskiej dokonywała rzezi ludności cywilnej oraz więźniów wojennych.

Masakra nankińska to jedna z najbardziej krwawych stron II wojny światowej. Okrucieństwo i furia z jaką Japończycy dokonywali rzezi Chińczyków zszokowała świat. Liczne egzekucje żołnierzy chińskich miały miejsce na brzegach rzeki Jangcy, gdzie później wrzucano tysiące zwłok, które płynęły z prądem aż do Szanghaju. Ludność ginęła pojedynczo od ścięcia samurajskimi mieczami, ofiary oblewano i podpalano, ludzi zakopywano żywcem w ziemi. Kobiety, ale również małe dziewczynki były zbiorowo gwałcone i zabijane  najbardziej ohydnymi sposobami, które może wymyślić tylko bestia ludzka. Pomimo organizowanych „domów uciech”, Japończykom większą przyjemność sprawiały gwałty na lokalnej ludności, niż stanie w kolejce do burdeli.  Był to bestialski odwet za zacięty opór, którego nie spodziewano się po Chińczykach , którymi gardzono w Japonii. Jeden z organizatorów międzynarodowej strefy bezpieczeństwa  – Niemiec John Rabe tak opisywał sceny z Nankinu: „Wprost nie można oddychać z odrazy, gdy człowiek natyka się co rusz na ciała kobiet z bambusowymi tyczkami wetkniętymi w pochwy. Gwałcone są nawet ponad siedemdziesięcioletnie staruszki”.

Japońscy żołnierze wychowywani byli w warunkach typowych dla zmilitaryzowanego społeczeństwa. Mieszkańcy całych wsi uroczyście żegnali poborowych  powoływanych do wojska. Żołnierze więc walczyli o honor swojej rodziny i społeczności lokalnej, w której zostali wychowani, a nie dla cesarza, jak uważano na Zachodzie.
Japończyków utrwalano od najmłodszych lat w przekonaniu, że Chińczycy są znacznie gorsi od „boskiej rasy” japońskiej, że są „gorsi od świń” co może tłumaczyć okrucieństwo z jakim traktowano Chińczyków. Mówiąc więc od II wojnie światowej, nie zapominajmy więc, że również Japonia, która chciała być uznawana za światowe mocarstwo i traktowana na równi z europejskimi potęgami, podczas wojny z Chinami wykazała bezwzględność, surowość oraz bestialstwo nie mniejszą niż żołnierze Wehrmachtu i Armii Czerwonej.

P.

Chwała Bohaterom

71 lat temu, 1 sierpnia 1944 na rozkaz Tadeusza „Bora” Komorowskiego miało miejsce największe zbrojne wystąpieniem podziemia przeciwko nazistowskiej III Rzeszy w okupowanej przez nich Europie. Militarnie przeciwko III Rzeszy, politycznie przeciwko ZSRR.

Powstanie, w założeniu mające trwać parę dni, zakończone zostało 2 października 1944 r. Określane jest często „63 dniami chwały”. Na wieść o jego wybuchu , Hitler wydał rozkaz Himmlerowi:

„Każdego mieszkańca należy zabić, nie wolno brać żadnych jeńców. Warszawa ma być zrównana z ziemią i w ten sposób ma być stworzony zastraszający przykład dla całej Europy”

W Powstaniu Warszawskim zginęło od 150 do 200 tysięcy ludności cywilnej, 16 tysięcy powstańców (10 tysięcy zginęło, 6 tysięcy zaginęło, uznano ich za zabitych). Warszawę zamieniono w pył, stracono niesamowicie cenny dorobek kulturowy.

W dzisiejszych czasach, gdzie prawdziwym problemem ludzi jest ich dochód, zazdrość wobec drugiego człowieka i szalona gonitwa za czymś nieuchwytnym, dzisiaj – 1 sierpnia, a także za rok, za dwa lata i zawsze – o godzinie  17.00,  godzinie „W”, możemy stanąć na chwilę ,pomyśleć, zadumać się, że ktoś, kiedyś oddał życie za to by Polska była wolna.  Cześć i chwała Bohaterom.

P.

Krawędź krymska

W Europie trwa wojna. Nie zgadzacie się ?  Więc jak inaczej nazwać sytuację, w której na ulicach strzelają do siebie ludzie a granice geograficzne zostają zatarte ? Trudno powiedzieć kiedy ta wojna się zaczęła. Ten dzień nadszedł, budził się jak każdy inny by w końcu stać się początkiem historii, która dzieje się aż po dziś dzień na naszych oczach. I aby znaleźć sens co się dzieje i dlaczego musimy sięgnąć wgłąb tej burzliwej historii Europy.

Kiedyś

Powstały w 1427 r. Chanat Krymski po rozpadzie Złotej Ordy (znanej również jako Chanat Kipczacki – historyczne państwo mongolskie powstałe w 1240 r.) przez ponad 350 lat swojego istnienia mocno zapisał się w historii Europy Wschodniej. Ten niewielki bo liczący zaledwie około 250 tysięcy lud w 1475 r. przyjął zwierzchnictwo Imperium Osmańskiego a najlepiepiej rozwijał się w XVI wieku, w momencie kiedy pokonano Ordę Bodziacką – najgroźniejszego rywala spośród Tatarów. Po tym wydarzeniu wszystkie ordy uznały Chanat Krymski jako zwierzchnika. Zwycięstwa militarne zbiegły się w czasie z reformami wezyra – Sefera Gazy agi, które wzmacniały władzę centralną Chanatu.

W latach 1648-1654 powstało przymierze Chanatu Krymskiego z naszym dawnym sojusznikiem – Zaporoską Kozaczyzną. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że to właśnie z Kozakami Zaporoskimi mieliśmy podbijać Chanat. W wyniku konfliktu na linii: Król-Sejm (konflikty polsko-polskie, skąd my to znamy ?), do podboju nie doszło, a Kozacy sprzysięgli się przeciwko Rzeczpospolitej.  W roku 1654 miała miejsce ugoda perejesławska, na mocy której Ukraina została poddana władzy Cara Rosji. Ugodę podpisali: w imieniu Hetmanatu – Bohdan Chmielnicki i w imieniu Cara Rosji – dyplomata Wasilij Buturlin. W wyniku niebezpieczeństw związanych z sytuacją polityczną i ugodą perejesławską, Chan krymski – Islam III Girej zmuszony był w 1667 r. zawrzeć sojusz z Rzeczpospolitą, skierowany przeciwko Rosji i Hetmanatowi, który później do sojuszu z Rzeczpospolitą dołączył. (Wiem, to jeszcze bardziej skomplikowane niż obecna polityka).

Po konflikcie polsko-rosyjskim, po raz kolejny nastąpiła zmiana sojuszy. Chanat Krymski wziął udział z Turcją  w wojnach przeciwko Rzeczpospolitej (1672-1676 zakończone pokojem w Żurawnie)  a potem i z Ligą Świętą (1683 r. – rozpoczęta Odsieczą Wiedeńską – do 1699 r.  i zakończona pokojem w Karłowicach, na mocy którego Rzeczpospolita odzyskała ziemie stracone w poprzedniej wojnie z Turkami.). Chanat nie robił sobie nic z porażek i  po Karłowickim pokoju doszło do tarć z Imperium Rosyjskim, na rzecz którego Chanat stracił Azow. W wyniku wojen w latach:  1710-1711 , w 1735-1739 oraz 1768-1774, które zakończył pokój w Kuczuk Kajnardży, Chanat Krymski odzyskał niepodległość, ale tylko na papierze. Od tamtej pory władzę w Chanacie sprawowała Rosja, która w cztery lata po pokoju przeprowadziła masową emigrację ludności chrześcijańskiej na stepowe tereny Noworosji. Ludność krymsko-tatarska niezadowolona z rządów rosyjskich władz stopniowo emigrowała do Turcji, w drugą zaś stronę napływali głównie Rosjanie, którzy zasiedlali opuszczone terytoria.  Gospodarka Chanatu w szybkim tempie zaczęła bardzo słabnąć, ponieważ większość kupców i rzemieślników musiała opuścić tereny Chanatu, który miał stać się państwem wyłącznie muzułmańskim i tararskim. Nastąpiły bunty, czego efektem było powstanie przeciwko nowemu chanowi, które się nasilały z biegiem czasu. Niepokoje dały Rosji pretekst (przecież ona zawsze się broni !) do aneksji Chanatu (1783 r.). Od tej pory Chanat znajdował się na terytorium Imperium Rosyjskiego. (Region – Noworosja). Parę lat później Turcja chciała odtworzyć Chanat i odbić zbrojnie zagrabione terytoria, ale poległa w 1792 r.

1921 r. władze radzieckie oderwały Krym od jego lądowego zaplecza i przyłączyły je do Rosyjskiej Federacyjnej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej jako Krymską Autonomoczną Socjalistyczną  Republikę Radziecką.  Ludność rosyjska stanowiła już wtedy ok. 50% całej ludności. Mimo tego doszło do kolejnego wysiedlenia Tatarów i ludności nierosyjskiej. Czystkę przeprowadził nie kto inny jak Józef Stalin, który uważał, że Tatarzy krymscy kolaborowali z III Rzeszą i deportował ich do Uzbekistanu. Stalin nie oszczędził nikogo. Czeczeni, Niemcy Nadwołżańscy, Ingusze oraz Kałmuki musieli opuścić tereny Krymu. Nikita Chruszczow miał powiedzieć kiedyś,że Stalin chciał wysiedlić całą ukraińską ludność na Syberię, ale odwiódł go od tego tylko ogrom tego przedsięwzięcia.  w 1946 r. KASRR przekształcono w Obwód Krymski, a następnie w 1954 r. połączono go z ziemiami ukraińskimi w ramach Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej z okazji trzechsetnej rocznicy ugody perejesławskiej i polecenia Nikity Chruszczowa. Autonomię Krym odzyskał w 1992 r. po rozpadzie ZSRR jako Autonomiczna Republika Krymu.

Jak widać w wyniku burzliwej historii, wysiedleń i wojen, Krym odbiega kulturowo, etnicznie i historycznie od Ukrainy. Ze spisu powszechnego z 2001 r. wynika, że Krym zamieszkiwało ponad 58% Rosjan a już tylko 24% to Ukraińcy. W mieście wydzielonym – Sewastopolu (wchodzącemu również w skład Krymu) gdzie stacjonuje Flota Czarnomorska, Rosjan jest ponad 70%.

1992-2013

Lata ’90 XX wieku są dla Ukrainy równie burzliwe co jej wcześniejsza historia. Unia Europejska nie darzyła Ukrainy zaufaniem z powodu jej niechęci do oddania poradzieckiej broni atomowej. Sytuacja zmieniła się gdy w 1994 r. rząd Ukrainy postanowił rozwiązać kwestie sporne. W tym samym roku podpisano wstępną umowę o współpracy i określono wspólne cele i warunki na jakich umowa będzie obowiązywać. Przez lata organizowao kolejne szczyty UE-Ukraina, w myśl  których wdrażano coraz to szersze metody wspierające ukraińską demokrację i jej dążenie do bycia częścią wspólnoty. Współpraca dotyczyła m.in. wsparcia wolnego rynku, gospodarki, kultury, bezpieczeństwa wewnętrznego oraz ustanowiono strefę wolnego handlu. Unia Europejska wspierała również ukraińską opozycję podczas tzw. „Pomarańczowej Rewolucji”, gdzie pomogła doprowadzić do drugiej tury wyborów, którą wygrał Wiktor Juszczenko . Wydawać się mogło, że wszystko zmierza w dobrym kierunku. Niestety na Ukrainie doszło do wewnętrznych tarć, podczas których frakcja prezydenta Juszczenki popadła w konflikt z blokiem Julii Tymoszenko czego efektem było rozwiązanie parlamentu.  Pomoc w ugaszeniu wewnętrznego pożaru pojawiłą się ze strony bloku Wołodymira Łytwina, który został przewodniczącym Rady Najwyższej, a Julia Tymoszenko  – Premierem. Do tej pory Rosjanie biernie obserwowali sytuację, jaka rozwijała się na Ukrainie, by w pewnym momencie uderzyć z premedytacją i rękami  Gazpromu domagać się spłaty długów, rosnących przez kryzys gospodarczy. Wykorzystując wewnętrzny kryzys Rosjanie wymusili na Ukrainie podpisanie niekorzystne dla nich warunki cen gazu, które zwiększyłyby wpływy do rosyjskiego budżetu w okresie kryzysu. Doszło do gazowej wojny na linii: Ukraina-Rosja. Po 3 tygodniach braku dostaw gazu, podpisano porozumienie.

Jakby tego było mało, w 2010 r. doszlo do zmiany kierunku politycznego. W wyborach prezydenckich zwyciężył Wiktor Janukowycz, a Tymoszenko została odwołana i oskarżona o defraudację podczas podpisywania umowy z Rosją. Nowym premierem został Mykoła Azarow. Postępowanie karne, jej osadzenie w więzieniu w Charkowie, nie sprzyjało kontaktom z Unią Europejską, która apelowała w procesie o bezstronność. Podczas XV szczytu: UE-Ukraina, postawiono jasny przekaz, że podpisanie umowy stowarzyszeniowej dotyczącej wolnego handlu z Unią Europejską, będzie zależało od poziomu demokracji na Ukrainie. Mimo wielu nieścisłości, rok po negocjacjach powstał gotowy projekt reformujący ukraińskie prawo, co spotkało się z kolejnym ochłodzeniem relacji z Rosją, która wycofała się ze wsólnej współpracy gospodarczej.

Dzisiaj

I gdy po raz kolejny wszystko wydawało się iść zgodnie z planem, 21 listopada 2013 r. rząd wstrzymał przygotowania do podpisania umowy stowarzyszeniowej. Po ogłoszeniu tej decyzji, na Ukrainie doszło do serii prounijnych demonstracji. 30 listopada 2013 r., jednostki specjalne policji – Berkut  brutalnie rozpędziło protestujących. To zaowocowało zaostrzeniem konfliktu, zradykalizowaniem prostestu i rozlaniem się manifestacji po całym kraju. Plac Niepodległości w Kijowie stał się miejscem codziennych manifestacji, które z biegiem czasu stały się ogólnonarodową rewolucją, którą nazwano – Euromajdan. Opozycjoniści (w tym Arsenij Jaceniuk i Władymir Kliczko) domagali się usunięcia prezydenta Janukowycza. Wystraszony prezydent pod naciskiem protestów i zachodu postanowił przywrócić konstytucję z 2004 r. i doprowadził do wcześniejszych wyborów. Po wielu dniach krwawych walk i manifestacji, 21 lutego Janukowycz uciekł ze stolicy do Rosji, a dzień później parlament usunął go z urzędu. Ciekawa sytuacja miała miejsce 28 lutego. Na konferencji prasowej w Rostowie nad Donem (Rosja), Janukowycz oznajmił, że został odsunięty od władzy nielegalnie i, że  dalej czuje się prezydentem Ukrainy.

Tymczasem na Krymie wybuchły protesty przeciwko nowym władzon Ukrainy, które były ujściem separatystycznych nastrojów, które z biegiem czasu stawały się coraz większe. Separatyści ściągnęli ze wszystkich urzędów flagi ukraińskie, wywieszając rosyjskie. Pierwsza wzmianka o rosyjskich żołnierzach na Ukrainie pojawiła się 26 lutego, przed budynkiem krymskiego parlamentu w Symferopolu, który dzień później został zajęty przez separatystów. Z kolei 1 marca, Władymir Putin zażądał od Rady Federacji zgody na wysłanie wojsk na Ukrainę. Rada Federacji oczywiście zgodziła się z prezydentem. 16 marca odbyło się referendum na temat statutu Republiki Autonomicznej Krymu. Według danych, ponad 96% zagłosowało za przyjęciem Krymu wraz z Sewastopolem do Rosji. Rada Najwyższa Republiki Autonomicznej Krymu dzień później przyjęła niepodległośc Krymu, jego suwerenność uznała Rosja i dzień później podpisano umowę o włączenie Republiki Krymu i Sewastopolu do Rosji, jako nowe podmioty federacji. Umowę ratyfikowano 21 marca 2014 r. Poza Krymem, w południowo-wschodniej Ukrainie również doszło do konfrontacji militarnych pomiędzy separatystami prorosyjskimi z samozwańczych republik ludowych: donieckiej i ługańskiej oraz ukraińskimi siłami bezpieczeństwa. Konflikty trwają de facto po dziś dzień, mimo wielokrotnego zapewnienia o nieagresji. Tymczasem w maju 2014 r., nowo wybrany prezydent – Petro Poroszenko dążył za wszelką cenę do podpisania umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską co udało mu się już 27 czerwca 2014 r. Czy jednak Putin zajmując Krym myślał tylko kategoriami politycznymi ? Odpowiedź nie jest jednoznaczna. Mówi się coraz głośniej, że półwysep krymski, do tej pory bazujący na turystyce, posiada ogromne złoża gazu, które w pewnym stopniu mogłyby Ukrainę uniezależnić gazowo od Rosji. Na to Putin nie mógłby sobie pozwolić. Jego wizja unii euroazjatyckiej z udziałem byłych republik radzieckich nie może się powieść w momencie, gdy Ukraina zdecydowałaby się na integrację z Unią Europejską.

Echo

Reakcja świata na aneksję Krymu mogła być tylko jedna i można się jej było spodziewać.  Potępienie. Rada Europy jak i Zgromadzenie Ogólne ONZ nie uznało ważności referendum na Krymie. Wyrażono ubolewanie nad Tatarami krymskimi, którzy znaleźli się w epicentrum kryzysu. Wśród krajów potępiających działania rosyjskie znalazły się również między innymi: USA, Kanada, Australia oraz Gruzja (która przecież również była ofiarą Rosji. Osetia i Abchazja są obecnie rosyjskie).  Kryzys krymski miał ogromne odbicie w gospodarce. Rubel poleciał na głowę,  akcje Gazpromu o 15%. Na Rosję sukcesywnie nakładano sankcje, które mocno odbiły się na gospodarce rosyjskiej, która oparta przecież jest na imporcie, nawet podstawowych produktów takich jak pomidory.

Pat

Rosyjska gospodarka osuwa się w ekonomiczną przepaść, a Władymir Putin ma poparcie tak ogromne, jak nigdy. Praktyka rodem z ZSRR, propagandowy show serwowany przez telewizję i karmiący wyprane mózgi Bogu ducha winnych Rosjan powoduje, że Putin stał się dla nich niemal obiektem kultu.  Taki wpływ na masową wyobraźnię umacnia jego pozycję prezydenta-cara, który chce przecież „tylko” wyzwolić bratni naród.  Borys Niemcow, który został zastrzelony 28 lutego 2015 r. w niejasnych okolicznościach powiedział w jednym z wywiadów: „Dopóki naród nie będzie łączył kryzysu z działaniami prezydenta, poparcie dla niego się nie zmieni”. Trafił w sedno. Putin napędzany silnikiem propagandy znalazł się tak naprawdę w sytuacji bez wyjścia, bo każde rozwiązanie pokojowe w Rosji jest nie do przyjęcia. Nastąpił impas.

Jutro

Europa znalazła się u krawędzi wojny, a na scenie politycznej mamy szachy. Porozumienie w Mińsku, dzięki któremu Angela Merkel i Francois Hollande mogli oszacować faktyczne zamiary Putina przyniosło na ten moment chwilowy, względny spokój na granicy (tylko gdzie ona teraz przebiega ?), poza paroma przypadkami pogwałcenia zawieszenia broni. Putin potrzebuje oddechu. Przyparty do muru, zdający sobie sprawę z ekonomicznej przepaści nad którą się znalazł, zyskuje na czasie i liczy na poluzowanie stosunków z Europą. Ale nie chce się wycofać ponieważ nie może. Machina propagandy musi dalej pracować. Pokój będzie dla niego porażką, a dla narodu zawodem – a na to nie może sobie pozwolić. Jego celem jest federalizacjia Ukrainy, na co jej rząd się nie zgodzi, stąd jego reakcja agresją. Ale zaczyna brakować mu argumentów. Zdaniem historyka Jurija Felsztyńskiego zachód musi dozbrajać Ukrainę oraz wspierać ją finansowo. To jedyne wyjście, dzięki któremu nie ulegnie ona humanitarnej katastrofie . Swoją pomoca deklarował rownież prezydent USA – Barack Obama. Putin w odpowiedzi na pomoc zachodu grozi, że konflikt rozleje się po całym regionie, w tym w Polsce.  Chodzą słuchy, że Kreml przygotowuje się do wojny, która zdaje się być nieunikniona i na którą paradoksalnie go nie stać. Rosjanie deklarują, że są gotowi walczyć, ale bądźmy szczerzy: Armia rosyjska mimo potencjału ludzkiego jest zacofana technologicznie i walka z sojuszem mogłaby być brutalna dla Kremla. Ostatnim argumentem Putina i niewykluczone, że nim będzie jest broń jądrowa. Dimitri Kisielow, znany dziennikarz powiedział, że „Rosja to jedyny kraj, który może zamienić Stany Zjednoczone w radioaktywny popiół”. Szantaż jądrowy jest prawdopodobny. W przypadku, w którym konflikt trwałby kilka lat powstrzymanie Putina mogłoby być możliwe dzięki coraz ostrzejszym i bardziej zdecydowanym  sankcjom, które w dłuższym okresie mogłyby okazać się dla Rosji zabójcze. Bądźmy jednak szczerzy, w rok od rozpoczęcia konfliktu zarówno Unia europejska jak i USA były bardzo opieszałe w temacie sankcji. Muszą być one bardziej rygorystyczne. Odcięcie Kremla od dostaw dałoby odpowiedź na pytanie:  Jak długo Rosjanie są w stanie iść w strone ognia za swoim prezydenem ?

Polska a konflikt na Krymie

„Ukraina chce dzisiaj ekspertów, oficerów, bo buduje armię, prowadzi wojnę. Byłbym za tym, żeby takich oficerów im posłać. Byłoby fantastycznie, gdyby polscy żołnierze walczyli w Doniecku. Wtedy pokazujemy, że budujemy głęboki, trwały, strategiczny sojusz, który będzie gwarantem bezpieczeństwa nie tylko naszego, ale i  Europy”– powiedział w „Kontrwywiadzie RMF FM” Zbigniew Bujak.

„Ministerstwo Obrony Ukrainy zwróciło się do krajów NATO o pomoc w szkoleniu podoficerów. Polska odpowiedź będzie pozytywna. Szkolenie bardzo potrzebne … Polska od wielu miesięcy bierze udział w reformie edukacji oficerów Ukrainy. Zaangażowanych jest 5 polskich uczelni wojskowych i kilkudziesięciu ekspertów” – informował z kolei gen. Bogusław Pacek, doradca szefa MON na Twitterze.

Zastanawiające jest to, że tak wielu ludzi z górnych szczebli naszej władzy tak bardzo chce dozbrajać Ukrainę, szkolić jej oficerów i wysyłać naszych żołnierzy. Dlaczego jest to zastanawiające ? Ponieważ stan naszej armii jest delikatnie mówiąc średni na jeża. Nasza armia liczy wg Tomasza Siemoniaka ok. 120 tysięcy żołnierzy działających na nienowym już sprzęcie. Czy aby na pewno ? Z licznych źródeł można wyczytać, że Polska posiada ok. 30 tysięcy szeregowców przy jednoczesnie dwukrotnie większej liczbie kadr dowódczych (!?). Romuald Szeremietiew wspominał, że Polsce potrzebna jest zmiana systemu obrony narodowej. Szkoda, że w tak wielkim państwie jak Polska nikt wcześniej nie wpadł na pomysł jak zorganizować wojsko, by w przypadku (odpukać) gdyby Rosjanie utorowali sobie korytarz i weszli przez Kalingrad do Polski miałby nas kto bronić i wiedział w jaki sposób ma to robić. Generał Skrzypczak powiedział w jednym z wywiadów, że Polska bez wsparcia broniłaby się 3 dni. Nasza sytuacja z uwagi na geograficzne położenie jest w tej chwili bardzo trudna, ponieważ u naszego sąsiada jest wojna, i nastrój ten również czuć w Polsce. Polacy sie boją. NATO powinno zrozumieć sytuację, w której odmówilibyśmy pomocy wysyłania wojsk/oficerów na Ukrainę właśnie ze względów na specyficzną sytuację w jakiej się znajdujemy. Nie zapominajmy, że wysyłając oficerów na Ukrainę, automatycznie zajmujemy jedną ze stron w sporze. Nam na tym konflikcie nie zależy. Czy głoszenie neutralności w tej kwestii byłoby odpowiednim posunięciem ? Jestem tego zwolennikiem. Kompromitujące wypowiedzi naszych polityków jak te Grzegorza Schetyny o tym, że to głównie ukraińscy żołnierze wyzwalali Auschwitz  maja ogromną siłę rażenia, działają w Rosji  jak płachta na byka i nie służą nam kompletnie w relacjach z nimi. Umówmy się, że nie mamy żadnego interesu w tym by wysyłać na Ukrainę wojska. Najbardziej przykre w całej tej sytuacji jest to, że w przypadku konfliktu na ziemiach polskich będziemy uzależnieni nie od własnych sił zbrojnych, ale od sojuszy, sąsiadów i pseudonegocjatorów. Już kiedyś w naszej historii też czekaliśmy na wsparcie naszych sojuszników, które miało nadejść. Jak się to skończyło wszyscy wiemy.

P.