Więźniowie emocjonalnego szantażu

W  ostatnich dniach cały świat obiegło zdjęcie malutkiego, martwego chłopca, którego fale wyrzuciły na plaży w tureckim Bodrum. Reakcja mediów była jednoznaczna: „Wstyd”, „Europo obudź się”. Polskie fora internetowe, portale społecznościowe, dzienniki i ich wydania internetowe wydały jasny,  jednoznaczny przekaz – Nie możemy przejść obojętnie obok tragedii uchodźców.  Moje pytanie jednak brzmi: Czy jesteśmy na to gotowi ? I dlaczego nie jesteśmy ?

Śmierć dziecka zawsze działa na nas jak cios w twarz.  Bodziec, od którego otwierają się nam oczy, adrenalina pulsuje w żyłach.  Zdjęcie małego ciałka, którego raz po raz przykrywają fale,  jest silnym impulsem, który uderza nie tylko w nasze głowy, ale także, a może i przede wszystkim – sumienia. Kolejny raz nie uszło to uwadze mediów, które wykorzystując podatność „szarego Kowalskiego” na brutalność i dosłowność zdjęcia, jednogłośnie orzekły, że „Europa powinna otworzyć oczy”.  Donald Tusk potępił wszystkich, którzy nie chcą przyjmowac imigrantów do Unii Europejskiej:

– Jakichkolwiek wyzwań nie niosłaby za sobą migracja, nie ma żadnego usprawiedliwienia dla wrogich, rasistowskich i ksenofobicznych reakcji na imigrantów .

To jasny przekaz. Jesteś przeciwko ? Musisz być rasistą lub ksenofobem. Polityczna poprawność Tuska, ulubieńca niemieckiej kanclerz – Angeli Merkel, pokazuje wyraźnie pod jakie dyktando gra były premier Polski.  Jako dodatek przypomnę, że 80% mediów w Polsce jest w posiadaniu Niemców. Tak tylko napisałem.

By dalej rozmawiać o problemie, przede wszystkim musimy odróżnić uchodźcę od imigranta. Jest to dosyć istotne by  nie było później nieporozumień związanych  z nomenklanturą. Otóż uchodźca to osoba, która ucieka ze swojego kraju z powodu panującej w tym kraju wojny lub prześladowań. Tak więc osoby uciekające z Syrii były uchodźcami w momencie kiedy znalazły sie w bezpiecznym miejscu, na terenie Grecji lub Francji, gdzie ich życiu nie zagrażało żadne niebezpieczeństwo. Ich dalsza wędrówka po Europie nie była więc ucieczką podyktowaną względami bezpieczeństwa – stała się ona migracją. Uchodźcę i imigranta różni jeszcze jedna ważna rzecz  – chęc powrotu. Dopóki jednak na granicy syryjsko-tureckiej nie będzie spokojnie, dopóty Europa będzie miała ogromny problem z imigrantami z tego regionu. Kłopot polega na tym, że Turcy mają swoje interesy w tym, by wojna w Syrii dalej trwała. Wspierajac dżihadystów oraz blokując wsparcie militarne dla Kurdów, którzy mogliby powstrzymać to szaleństwo i umożliwić Syryjczykom wrócić do domu, Turcja chce dokonać na tych ziemiach czystki etnicznej, a ludność wyekspediować do Europy. Tym sposobem liczba imigrantów, którzy w tym roku przybędą do Europy sięgnie miliona. To oczywiście dane, które zostały zarejestrowane. Ile osób znalazło się w Europie nielegalnie nie sposób zliczyć. Następny rok według prognoz ma być jeszcze gorszy.  O incydentach z udziałem imigrantów z bliskiego wschodu i ich występkach pisałem w ubiegłym roku tutaj: Diagnoza: Rak Europy

Zastanawiacie się Państwo zapewne: Dlaczego syryjscy uchodźcy/imigranci wybierają drogę ponad 3,5 tysiąca kilometrów w stronę Europy, zamiast skierować się m.in do bogatych krajów Zatoki Perskiej takich jak Arabia Saudyjska ? Odpowiedź znalazłem w wypowiedzi Pana Sławomira Ozdyka, eksperta do spraw bezpieczeństwa:

„Taka Arabia Saudyjska to jest prawie faszystowski kraj. Tam oni nic nie dają dla przybyszy, a jeszcze są bardzo rygorystyczni. Uchodźca – Arab i muzułmanin byłby gorzej traktowany niż w Europie i o tym oni wiedzą. Tutaj w Berlinie jest główne skupisko salafitów – najbardziej rygorystycznego odłamu sunnickiego islamu, który chciałby cofnąć czas do VII wieku”.

Jednym z głównych tematów są oczywiście pieniądze, jakie mieliby płacić podatnicy na imigrantów. Od liczb można dostać zawrotu głowy. Przy założeniu, że liczba imigrantów w tym roku sięgnie miliona – koszt tylko nowoprzybyłych zamknie się w okolicy 4,5 miliarda euro. Weźmy pod uwagę również liczne akcje humanitarne jak „Operacja Tryton”, zajmująca sie ochroną południowej morskiej granicy. Ta pochłania „tylko” 120 milionów euro. Szok. Jeżeli chodzi o Polskę, kwota przeznaczona na jednego uchodźcę miałaby sięgnąć ok. 1400 zł. Dokładnie tyle, ile wielu ludzi zarabia przepracowując pełen etat. Łatwo policzyć, że 1000 uchodźców w ciągu roku, wygeneruje koszty około 14/15 milionów złotych. Do tego dostaną socjalne mieszkania (W Gdyni już są szykowane) oraz pełną opiekę lekarską. Czy mając na uwadze, że wielu Polaków żyje jako „pokolenie 1500” (Jest to kwota jaką zarabiają), tak ochocze rozdawanie pieniędzy uchodźcom jest na miejscu ?  Warto dodać, że nie będą  to głównie kobiety i dzieci, ale w dużej mierze tłum zdrowych mężczyzn z roszczeniową postawą. Kilka dni temu wszedłem w dyskusję na Twitterze z Konradem Niklewiczem,  który w swoim CV ma między innimi bycie rzecznikiem prasowym polskiej prezydentury w Radzie Europejskiej oraz prace w takich instytucjach jak: Centrum Informacyjne Rządu oraz Kancelaria Premiera Rady Ministrów. Wykorzystał on to samo zdjęce, co wiele mediów. Przekaz był jasny: Nie możemy być obojętni.  Zapytałem wprost czego oczekuje. „Publicznej debaty, chwili zastanowienia nad losem uchodźców”. Gdy jednak zasugerowałem, że publiczna debata mogłaby obnażyć niechęć Polaków do przyjmowania uchodźców, zostałem nazwany „człowiekiem o lodowym sercu”, który „na swojej ścieżce myślenia jest samotny”. Ja wiem, że samotny w tej kwestii nie jestem. Wystarczy spojrzeć na komentarze w internecie pod tym tematem, by dostrzec, że nastroje w tej kwestii są przeważnie negatywne. Okazywanie miłosiedzia innym jest wielką rzeczą, nas jednak w tej chwili na nie po prostu nie stać. I to jest niepodważalny fakt.

Palący się grunt pod nogami Angeli Merkel nie wywołuje u niej żadnych negatywnych emocji.  Liczne zamieszki na terenie Niemiec nie wzruszają pani kanclerz, wręcz przeciwnie, kontynuuje swoją politykę poprawności. Nawołuje ona do wspólnej polityki imigracyjnej, co za tym idzie – Polska, która pierwotnie miała przyjąć 2 tysiące uchodźców, może ich przyjąć zgodnie z nowymi zasadami około sto tysięcy. A to początek. Liczba imigrantów będzie stale się zwiększać, a wtedy nastąpi katastrofa – kompletna destabilizacja Europy.

Nie wszystkim jednak ta polityka się podoba. Głównym jej przeciwnikiem jest Victor Orban – premier Węgier. Niespotykana już dziś u polityków charyzma Orbana, jego reformy i stricte patriotyczne podejście spowodowały, że Polska może z podziwem patrzeć Węgry, które – jeżeli się nic nie zmieni, mogą stać się ostatnim symbolem chrześcijańskiej Europy w obliczu nadchodzącej katastrofy. Słowacja z kolei mimo narzucanych im kwot uchodźczych przyjmie tylko 100 imigrantów, pod warunkiem, że będą chrześcijanami. Ich premier – Robert Fico powiedział wprost, że polityka Unii Europejskiej poniosła klęskę i nie można udawać, że możemy przyjmować imigrantów z otwartymi ramionami. Wobec nasilających się problemów, Szwajcaria zastanawia się nad wyjściem ze strefy Schengen, a Brytyjczycy w 2017 będa głosowali za tym czy chcą dalej być członkiem Unii Europejskiej. Do tego mamy również Australię, gdzie po przeprowadzeniu reform i stwierdzeniu, że prawo szariatu nie będzie przestrzegane na terenie Australii, od 7 miesięcy nie przyjęto żadnego imigranta.

Europę czeka burzliwy przyszły rok. Być może najtrudniejszy w historii. W tej chwili mamy polaryzację nastrojów: Skrajnie prawicowe ugrupowania, które w sondażach górują m.in we Francji, Danii i Szwecji nieprzychylne imigrantom z Bliskiego Wschodu oraz polityka multi-kulti, która coraz bardziej traci na popularności. Na Bliskim Wschodzie mamy nie dające o sobie zapomnieć Państwo Islamskie, syryjskie piekło wojny domowej oraz w samym sercu Europy NAS – więźniów emocjonalnych szantaży, serwowanych przez media.

Musimy zacząć postrzegać sprawy szerzej. Nie jesteśmy zachodnim supermocarstwem, które stać na utrzymywanie imigrantów. Nawet nie jestem w stanie podać długu publicznego, ponieważ z każdą minutą kwota jest coraz większa. Pół miliona polskich maluchów nie dojada. 10% ludzi poniżej 18 roku życia żyje na granicy minimum egzystencji. Kilkaset tysięcy ludzi zza zachodniej granicy chce wrócić do swoich bliskich. Zza wschodniej Polacy chcą uciec od ogarniętej wojną Ukrainy. Może warto zastanowić się nad problemami własnego kraju i własnych obywateli, zanim zaczniemy ślepo spełniać wszystkie rozkazy z Berlina i przyjmować już nie grupkę kilkunastu uciekinierów z terenów ogarniętych wojną,  ale  grupę ludzi, która często siłą  domaga się swoich praw.

P.

Reklamy

Diagnoza: Rak Europy

Kiedyś

Historycy nie są zgodni co do kwestii najważniejszej bitwy pierwszego najazdu muzułmanów na Europę. W myśl pierwszej grupy, najistotniejszym sukcesem była obrona Konstantynopola przed kalifatem Umajjadów w latach 717/718 dowodzonym przez Maslama ibn Abd al-Malika. Trwająca rok czasu walka między Cesarstwem Bizantyjskim a Arabami zakończyła się odstąpieniem najeźdźców od Konstantynopola. Mimo ogromnej przewagi Arabów nad wojskami Leona III Izauryjczyka i  chana Bułgarii -Terweła (200.000 tys. do 80.000 tys.) nie udało im się pokonać przeciwnika, a główny atak arabski został odparty.

Druga grupa uważa, że to zwycięstwo Karola Młota pod Poitiers w roku 732 nad wojskiem Abda ar-Rahmana i jego 50 tysięcznej armii Maurów i Berberów, było momentem zatrzymania zalewu arabskiego w Europie. Przeciwnicy tej teorii sugerują, że była to tylko łupieżcza wyprawa, a Arabowie byli zbyt słabi na kolejne podboje w Galii. Zdania sa mocno podzielone.

O ile w kwestii pierwszego najazdu Arabów są pewne wątpliwości co do najważniejszej bitwy, tak jeżeli chodzi o drugi najazd  na Europę, nie ma co do tego żadnych pytań. Zwycięstwo Jana III Sobieskiego w 1683 roku, przybywającego z odsieczą w myśl porozumienia polsko-austriackiego przeciwko Turcji, odbiło się szerokim echem w całej Europie. Słowa Sobieskiego: „Przybyłem, zobaczyłem, zwyciężył Bóg”, które zawarł w liście do Ojca Świętego, informując go o zwycięstwie, były komentowane wszędzie, a Polska, która od dawna była postrzegana m.in. przez Papieża Jana XXII za tarczę, która chroni Europę przed najazdami tatarskimi, po raz kolejny pokazała swoją niezwykłą siłę. Przykrą ciekawostką jest fakt, że austriaccy i niemieccy historycy z XIX wieku marginalizowali udział Polski w jednej z najważniejszych o ile nie najważniejszej bitwie w Europie tamtych czasów. Tłumaczenie braku symbolicznego pomnika Jana III Sobieskiego w Wiedniu niewystarczającymi środkami i innymi mało istotnymi argumentami jest co najmniej zabawne. My wiemy swoje. Jan III Sobieski i jego dzielna armia zatrzymali wyznawców Mahometa przed dalszymi podbojami. Bogu niech będą dzięki.

Wczoraj.

Zaczęło się tak samo jak zwykła emigracja zarobkowa. Po II wojnie światowej, podczas przemian gospodarczych, do krajów Europy Zachodniej przybyli mężczyźni podejmujący różnego rodzaju prace, których rodowici mieszkańcy nie chcieli wykonywać. Kuszące zarobki pozwalały utrzymać im wielodzietne rodziny. Wieści rozchodzą się szybko, dlatego do pracujących już mężczyzn, dołączali następni wraz z wielodzietnymi rodzinami. Ponieważ nie chcieli zostać na stałe, nie asymilowali się z resztą społeczeństwa. Załamanie sie sytuacji w krajach arabskich spowodowało, że zostali na stałe w Europie  Zachodniej.

Ponieważ w Europie obowiązuje prawo ziemi obarczone jednak pewnymi restrykacjami (Francja, Niemcy, Wielka Brytania – czyli ulubione kierunki muzułmanów). Dzieci urodzone przez rodziny muzułmańskie w krajach zachodnich automatycznie stawały się obywatelami kraju, w którym osiedlili się jego rodzice, przy założeniu, że spędzili w danym kraju okreslony czas, z czego nie wynikał zazwyczaj problem.  Mijają lata, a efektem tego procesu są kolejne pokolenia Muzułmanów, swobodnie posługujących się językiem kraju, w którym się wychowali. Stali się oni dużą częścią społeczeństwa, które coraz częściej domaga się swoich praw.

Dzisiaj.

W niektórych państwach europejskich jest po rybach. Jak banalnie by to nie brzmiało, to smutna prawda. Niemcy swoją polityką otwartości doprowadzili do tego, że ludzie boją się głośno mówić o Muzułmanach, ale mimo wszystko ponad 75% odczuwa obawy w związku z coraz większą ekspansją islamu w ich kraju. W ostatnim czasie przeciwko muzułmanom wyszli protestować kibice piłkarscy w Kolonii. Prasa nazwała ich (kibiców, rzecz jasna) „Naszym (niemieckim) największym problemem”. Ludzie mają dość wielogodzinnych bitew m.in. w Hamburgu pomiędzy salafitami a kurdami. Świadkowie opowiadali, że mieli wrażenie „jakby konflikt z Syrii przeniósł się do ich miast”. Tu nie chodzi o grupę Turków, chcących wybudować meczet. Tu chodzi o tych najbardziej zradykalizowanych salafitów, którzy dążą do narzucenia całkowitego prawa szariatu oraz zachęcają do tego młodych Niemców rozdając im egzemplarze Koranu. Do końca roku salafitów ma być u naszych zachodnich sąsiadów ok. 7 tysięcy. Jeszcze parę lat temu była to liczba 2 tysięcy. Kibice, ale i nie tylko oni boją się, że tak szybko rozwijająca się grupa radykałów zrobi w którymś momencie z jednego z niemieckich miast krwawą łaźnię.

Powstały specjalne szkoły (m.in. we Frankfurcie (O nein!),Norynberdze, Munster, oraz w kilku innych krajach Europy), gdzie naucza się już Islamu. Jest to element tzw. „Operacji Trojan Horse”, w myśl której Muzułmanie zaczynają … przejmować europejskie szkoły, narzucając im swoje prawa salafizmu. Dyskredytacja obecnych władz szkół i ich zastępstwo przez „odpowiednie osoby”, które byłyby w stanie dokonać zmian. Taka jest taktyka. Co ciekawe, po raz pierwszy usłyszano o „Operacji Trojan Horse” w Birmingham, w Wielkiej Brytanii, gdzie do władz miasta trafił… anonimowy list. Do jakiego stopnia szkoły zostały już opanowane, tego nie udało się stwierdzić.

Polityka wielokulturowości nie zdała egzaminu w Wielkiej Brytanii. Aż 95% ankietowanych jest zdania, że wielokulturowość zmierza w złym kierunku. Gdy Islamiści zabili brytyjskiego żołnierza na ulicach Londynu, sprawa została zamieciona pod dywan. Również w Londynie pojawiły się patrole szariatu informujące wyznawców innej niż Islam wiary, że nie mogą spożywać alkoholu na danej ulicy. W Birmingham (znowu) muzułmański policjant zabronił dwóm kaznodziejom rozdawania Biblii, ponieważ znajdowali sie w „muzułmańskiej dzielnicy”. Pewna nauczycielka w brytyjskiej szkole nie podała jednemu z dzieci szklanki wody, ponieważ nie chciała by jego rówieśnicy, obchodzący ramadan nie poczuli się urażeni. Dziecko trafiło do szpitala z powodu odwodnienia. W strefach, gdzie dominującą religią jest islam, powstają „muzułmańskie getta”, które wyznawcy innych religii omijają szerokim łukiem. Staliśmy się więźniami własnych państw. 

Francuzi przestają milczeć w kwestii imigrantów m.in. z Maroka i Algierii a także Iranu i Pakistanu. Zaczęło dochodzić do kuriozalnych sytuacji, w których imigranci, zachęceni polityką socjalną Wielkiej Brytanii, próbują dostać się na Wyspy przez port Calais (kanał La Manche). Masowy, nielegalny przepływ ludzi nie mógł ujść z oczu Francuzom, którzy z biegiem czasu przestali radzić sobie ze stale rosnącą liczbą imigrantów. Burmistrz Calais – Natacha Bouchart zagroziła, że zamknie port. Kuriozalna sytuacja, gdzie obydwie strony: francuska jak i brytyjska umywają ręce, nie służy kierowcom, którzy wyraźnie podkreślali, że boją się jeździć trasą przez Calais.

Szwecja w 2010 roku zajmowała 15 miejsce w rankingu ONZ wg. wskaźnika rozwoju. W wyniku procesu przyjmowania imigrantów (100.000 ludzi rocznie!), szacunkowo w 2030 roku, Szwedzi zajmą miejsce… 45 i tym samym dołączą do krajów trzeciego świata.  Duński dziennikarz Mikael Jalving twierdzi, iż asymilacja w Szwecji jest wykluczona, a partie polityczne uznają to słowo za nazistowskie. Politycy milczą, a od nowego roku będzie można karać obywateli za krytykę polityki imigracyjnej. Pod koniec października, szwedzka policja okresliła 55 stref, do których nie wjeżdża jak i karetki oraz straż pożarna. Strefy te znajdują się poza kontrolą władz. Nielegalną władzę pełnia tam muzułmańskie gangi, a proceder handlu narkotykami, wymuszenia i strzelaniny to porządek dzienny. Strefy te znajdują się głównie na przedmieściach wielkich miast takich jak Sztokholm i Goeteborg.

Wisienka na torcie. Rotherham, Wielka Brytania. Między 1997 a 2013 rokiem zgwałconych zostaje 1.400 nieletnich przez pakistański gang pedofilii. Policja i władze przez lata umywały ręce. Nikt nie reagował. Powód? Zaskoczę Was: Ludzie bali się posądzenia o RASIZM. Po tej kompromitacji ze stanowiska rady miejskiej zrezygnował jej przewodniczący. Proces trwa drugi rok. Do tej pory skazano 5 osób, następne 15 złapano i przedstawiono im zarzuty. Podobne procesy toczą się w: Rochdale, Derby i Oksfordzie.

I jeszcze garść danych: wg. szacunków Wiedeńskiego Instytutu Demograficznego w połowie stulecia, w Austrii, dominującą religią wśród uczniów do lat 15 będzie islam. Wpływ islamu na holenderskie społeczeństwo jest taki, że na tą chwilę mamy tam ponad milion wyznawców tej religii i prawie 500 meczetów. Przez długi czas Holendrzy akceptowali muzułmanów, którzy „póki dawali wszystkim spokój, byli nieszkodliwi”. Kompletnie odwrotny nastrój zapanował wśród ludzi, gdy dowiedziano się, że zamordowano polityka Pima Fortuyna i dziennikarza-reżysera Theo Van Gocha (nakręcił głośny film dokumentalny o trudnej pozycji kobiet w islamie) Sprawcami byli fanatyczni muzułmanie. Od tamtej pory konflikt między Holendrami a muzułmanami zaognił się. W lutym 2013 roku radykalny brytyjski islamista Anjem Choudary mówił do swoich zwolenników : „Branie pieniędzy od niemuzułmanów, czyli ludzi kaffir, jest całkowicie w porządku. Bierzemy po prostu zasiłek dla „poszukujących dżihadu”. Potrzebujemy przecież wsparcia” i naśmiewał się z Brytyjczyków, którzy „pracują całe swoje życie od 9 do 17”. Europa  bankrutuje w dużej mierze przez zasiłki dla muzułmanów. Muammar Kadafi, jeszcze za życia oznajmił, że: „Wszystko wskazuje na to, iż Allah zapewni islamowi zwycięstwo w Europie bez użycia miecza czy  broni, bez podboju. Nie potrzebujemy terrorystów, nie potrzebujemy zamachowców. Miliony europejskich muzułmanów zmienią ten kontynent w islamski w ciągu zaledwie kilku dekad”.

Jutro.

Jeżeli nie zatrzymamy tego szaleństwa, za kilkadziesiąt lat nasze dzieci, wnuki, a może nawet i my będziemy w Europie mniejszością religijną. To nie są żarty. Statystyki są zatrważające. Co więcej, nie uczymy się na błędach. Większość państw Europy zachodniej dalej prowadzi „politykę otwartych drzwi”, pozwalając coraz częściej  muzułmanom na dyktowanie swoich praw. Szwedzi we własnym państwie mają mniej praw niż imigranci, a po nowym roku będą mieli ich jeszcze mniej. Zamyka się im usta.

Zderzenie kulturowe nie służy Europie. Hierarchia wartości jest kompletnie inna. Muzułmanie stawiają na pierwszym miejscu Boga, dalej rodzinę i poczucie wspólnoty. Europa to konsumpcjonizm, realizacja własnych prywatnych celów oraz również i nie bójmy sie tego stwierdzić – egoizm. Nie mamy twardego kręgosłupa moralnego, który mógłby to wszystko utrzymać tak jak to robi religia u muzułmanów. Europejczykom brakuje tożsamości. Granice w Unii Europejskiej zniknęły a wraz z nimi poczucie bycia europejczykiem. Płyniemy z prądem rzeki, nie widząc nic dookoła. Kiedyś może być za późno.

Nie wszyscy muzułmanie są zradykalizowani. To oczywiste, że część przyjeżdża tylko i wyłącznie w celach zarobkowych. Problemem jest to, że Ci ludzie nie chcą się asymilować ze „zdegradowanym moralnie” społeczeństwem europejskim. Tworzą oni zamknięte kręgi i struktury w których żyją a właśnie na takie „zagubione dusze” polują fundamentaliści, którzy pomagają im odnaleźć się w nowym świecie, oferują opiekę, wspólnotę, a następnie dokonują indoktrynacji i werbują do samobójczych ataków. Nikt w życiu by nie powiedział, że Muhammad Atta, wzorowy student egipskiego pochodzenia, który obronił doktorat z architektury, odrzuci zachodni system wartości i odnajdzie sens w islamskim radykaliźmie czego efektem będzie zamach z 11 września na World Trade Center w 2001 roku. Nie wiemy kto i gdzie zrobi coś podobnego następnym razem, a ataków terrorystycznych i ich prób przybywa z roku na rok.

Przyszłość

Ciężko pozbyć się z krajów ludzi, którzy drugie pokolenie spędzają na ziemiach europejskich i coraz głośniej domagają się swoich praw. Jedną z opcji zniwelowania liczby muzułmanów jest deportacja. Dlaczego uważam, że jest to dobry pomysł ? Norwegia (w Oslo najpopularniejszym męskim imieniem jest Mohammed) do końca 2014 roku deportuje ok. 7100 osób. Efektem comiesięcznych deportacji jest spadek przestępczości. Przypadek ? Śmiem wątpić. Druga opcja: należy ograniczyć prawa imigrantów w zakresie pomocy socjalnej, z której muzułmanie czerpią całymi garściami. I ciągle im mało. Władimir Putin powiedział: „Jeżeli ktoś woli prawo szariatu, to my proponujemy im aby przenieśli się do krajów, gdzie takie prawo obowiązuje. Rosja nie potrzebuje mniejszości… i my nie damy im specjalnych przywilejów oraz nie zmienimy naszego prawa aby je dopasować do ich pragnień, bez wzglęgu na to jak głośno będą krzyczeć: „dyskryminacja”. Prezydent Rosji trafił w sedno. Powoli zaczyna docierać do polityków, że Europa kopie sobie grób. We Francji podtrzymano zakaz noszenia burek, mimo licznych protestów i skarg jakoby „odsłanianie się w miejscach publicznych jest poniżające i jest to naruszanie praw religijnych”.  W dalekiej Australii słowa Julii Gillard, byłej już Pani Premier odbiły sie szerokim echem na całym świecie. Utrzymane były w podobnym tonie jak te, które wypowiedział Władimir Putin: „Imigranci muszą się zaadoptować lub wyjechać…to jest nasz kraj, nasza ziemia, nasz styl życia i dajemy wam możliwość korzystania z tego wszystkiego. Ale od momentu kiedy zaczynacie narzekać, jęczeć co do naszej flagi, zaangażowania, naszych przekonań chrześcijańskich, gorąco zachęcamy jeszcze do skorzystania z jeszcze jednej australijskiej wolności – prawa do wyjazdu”. Myślę, że warto pamiętać te słowa, jak i fakt, że ktoś już się postawił narzucaniu przez muzułmanów swoich praw w państwach jak widać nie tylko europejskich. To muzułmanie są gośćmi w Europie, nie odwrotnie. Nie możemy się bać funkcjonować w swoim własnym kraju. Otworzyliśmy drzwi, daliśmy wszystko co mieliśmy i jesteśmy dalej posądzani o dyskryminację. Tak być nie może. Jesteś gościem – dostosuj się. Muzułmanów to nie dotyczy. Zapatrzeni w Koran przypominają raka, który trawi przerzutami cały organizm. 

Polski bezpośrednio w chwili obecnej ten problem nie dotyczy. Przyczyna jest prosta. Jesteśmy biedni, a system socjalny tak ochoczo używany przez muzułmanów na zachodzie u nas przypomina konające zwierzę. W każdej stolicy zachodniej Europy poza Warszawą tworzą się muzułmańskie getta. Myślę, że to nasz handicap, ale jeżeli zachód nie zmieni polityki wobec imigrantów z krajów muzułmańskich w przyszłości stanie się to również naszym problemem. Wydaje mi się, że problem ten przyjdzie do nas szybciej niż nam się wydaje. Pytanie tylko: Kto wtedy obroni Polskę i Europę, tak jak kiedyś Jan III Sobieski ?

P.