PlusLiga na start !

Po kilkumiesięcznej przerwie swoje zmagania sportowe wznawiają zawodnicy jednej z najlepszych lig siatkarskich na świecie. Polska PlusLiga, bo o niej mowa w tym roku będzie liczyla sobie 14 zespołów, które rywalizowały będa o mistrzostwo kraju. Do znanych drużyn ligowych dołączyły dwa beniaminki: MKS Banimex Będzin oraz Cuprum Mundo Lubin.

Karuzela transferowa przed sezonem była wyjątkowo ciekawa i doszło w niej do kilku spektakularnych powrotów. Jednym z nich jest przywdzianie (kolejny raz) trykotu Skry, kapitana naszej reprezentacji – Michała Winiarskiego, który po sezonie spędzonym w Rosji (Fakieł Nowy Urengoj), wraca na „stare śmieci”. Co ciekawe to już drugi powrót Winiarskiego do Skry, pierwszy miał miejsce po latach gry w drużynie Itas Diac Trentino (2006-2009). Klasa Winiarskiego powinna załatać dziurę na przyjęciu jaka powstała po zakończeniu kariery przez Stephana Antigę, który według mojej opinii był najlepszym obcokrajowcem grającym na polskich boiskach. Sympatyczny Francuz, który przejął kadrę narodową może w tej chwili skupić się tylko na tym zadaniu. Do Skry, tracącej Pawła Zatorskiego, który postanowił przenieść się do ZAKSy Kędzierzyn-Koźle, dołączył z wypożyczenia Kacper Piechocki. Reprezentant Kadry „B” będzie rywalizował w składzie z reprezentantem Niemiec – Ferdinandem Tille.

Asseco Resovia Rzeszów pozyskała już na stałe Rafala Buszka. Zawodnik, który z rzeszowskim zespołem związany był kontraktem już wcześniej, spędził ostatni sezon na wypożyczeniu w drużynie z Olsztyna. Udany sezon w barwach biało-zielonych zaowocował powołaniem do kadry narodowej, gdzie w Lidze Światowej błyszczał m.in. obok innych „świeżaków” jak Mateusz Mika i Fabian Drzyzga. Dla powracającego po kontuzji Oliega Achrema będzie niemałym wyzwaniem wywalczenie miejsca w składzie, ponieważ do Rzeszowa sprowadzono również Marko Ivovicia, który prezentoał się bardzo dobrze w zeszłym roku w lidze francuskiej.

Były trener reprezentacji Polski – Andrea Anastasi, który świętował z nami m.in. wygranie Ligi Światowej poraz srebrny medal Pucharu Świata poprowadzi Trefl Gdańsk. Do zespołu z Trójmiasta dołaczył świeżo upieczony mistrz świata – Mateusz Mika grający w zeszłym sezonie w lidze francuskiej. Ciekawe jest to,że Mika podpisał kontrakt przed Mistrzostwami Świata w Polsce. Ciekaw jestem czy po tak udanych dla niego mistrzostwach odezwałyby się do niego kluby z Włoch i Rosji, gdyby tego kontraktu nie podpisał ? Tego się nie dowiemy. Wiemy natomiast to, że mimo skromności Anastasiego (uważa, że wejście do play-off, zostanie uznany za sukces) zespół Trefla ma szanse stać się czarnym koniem rozgrywek. Do drużyny dołączył również brązowy medalista tegorocznego mundialu, Niemiec Sebastian Schwarz oraz m.in. Wojciech Grzyb i Piotr Gacek, z którymi Anastasi miał szanse współpracować wcześniej w kontekście reprezentacji Polski.

Po udanym sezonie barwy Jastrzębskiego Węgla opuściły dwie ważne postaci. Michał Kubiak, reprezentant naszego kraju i czołowy przyjmujący naszej rodzimej ligi obrał kierunek turecki. Od nowego sezonu będzie reprezentował barwy Halkbanku Ankara. Kibice z żalem rozstali się ze swoim ulubieńcem, a niedługo potem kolejna wiadomość spadła na nich jak grom z nieba. Turecki klub postanowił zatrudnić również dotychczasowego trenera z  Jastrzębia, Włocha – Lorenzo Bernardiego. Prezes Zdzisław Grodecki ufa dalej włoskiej myśli szkoleniowej, czego efektem jest zatrudnienie na stanowisku pierwszego coacha rodaka Bernardiego – Roberto Piazzy. Jeżeli chodzi o zastępstwo Michała Kubiaka, postawiono na Dennisa Kaliberdę, który m.in, z wyżej wymienionym Schwarzem zdobył brązowy medal mistrzostw świata. Niewysoki przyjmujący spisywał się bardzo dobrze przez cały turniej i oczekiwania wobec niego są w Jastrzebiu bardzo wysokie. Drugim istotnym nabytkiem jest powrót po latach do Jastrzębia Zbigniewa Bartmana. Zbigniewa Bartmana tego przyjmujacego piłki. Jak wiemy sam zainteresowany wspominał w wywiadach, że „nie ma już przyjmującego Zbigniewa Bartmana, jest atakujący”. Jak zaprezentuje się w nowej-starej roli jako przyjmujący-zobaczymy. Fajerwerków się nie spodziewam.

Tuż przed startem sezonu fanów nie tylko Kedzierzyńskiej ZAKSy, ale również całego środowiska siatkarskiego w Polsce zasmuciła wiadomość o zawieszeniu kariery przez naszego utalentowanego atakującego – Grzegorza Boćka. U 23-letniego reprezentanta Polski zdiagnozowano nowotwór układu limfatycznego. Wszyscy trzymamy za niego kciuki, w tym najważniejszym dla niego meczu. Stawka jest większa niż wszystkie medale. W zastępstwie za Boćka, zakontraktowano Kaya van Dijka, holenderskiego gracza, który dysponuje fantastycznymi warunkami fizycznymi. Piotra Gacka zastąpił Paweł Zatorski a drugim rozgrywającym został Nimir Abdel Aziz, o dziwo też Holender.

W reszcie zespołów również dochodziło do zmian. Najpoważniejsze chyba nastapiły w Politechnice Warszawskiej, gdzie jak wiemy nie od dzisiaj finansowo nie klei się najlepiej. Trener Jakub Bednaruk będzie musiał radzić sobie bez swoich najlepszych graczy z ubiegłego sezonu: Adriana Gontariu, Michała Potery i Juraja Zatko. Aż trzech zawodników straciła Politechnika na rzecz Indykpolu Olsztyn (Zatko, Adamajtis, Potera) W ich miejsce sprowadzono młodych, utalentowanych polskich zawodników, którzy mają ogrywać się w lidze. Bedą to m.in. Aleksander Śliwka, Krzysztof Bieńskowski (obydwoje poprzednio SMS Spała), Paweł Halaba i Bartołomiej Lemański (obaj Metro Warszawa). Na ataku zagra Paweł Mikołajczak, który wraca do Politechniki z Trefla Gdańsk. Ciekawe transfery wykonali działacze i sztab szkoleniowy Cerradu Czarnych Radom. Zakontraktowany został Lukas Kampa, który jest kolejnym reprezentantem Niemiec dołączającym do polskiej ligi, doświadczony Daniel Pliński, dla którego nie było już miejsca w Skrze Bełchatów a także m.in Mikko Oivanen, który będzie grał po przekątnej z Kampą. Do klubu przyszedł również, ograny na polskich parkietach Wojciech Żaliński. Indykpol Olsztyn po pozyskaniu trzech zawodników Politechniki, zakontraktował również reprezentanta Słowacji – Franćiska Ogurcaka i młodych: Macieja Zajdera, Bartosza Bednorza i Miłosza Zniszczoła. W ubiegłym roku ta mieszanka młodości z doświadczeniem (Grzegorz Szymański przeżywający 4 młodość i Maciej Dobrowolski) pod wodzą Krzysztofa Stelmacha uzyskała bardzo dobry wynik, czego efektem są europejskie puchary w tym sezonie. Effector Kielce postawił podobnie jak Politechnika Warszawa na utalentowaną polską młodzież. W myśl tego do klubu dołączyli: rozgrywający – Grzegorz Pająk, atakujący – Bartosz Krzysiek oraz Marcin Janusz i Jędrzej Maćkowiak. Zakontraktowano również norwega – Andreasa Takvama. Jakub Jarosz podobnie jak znany z gryw Polsce Konstantin Cupković będą reprezentowali barwy Transferu Bydgoszcz. Do częstochowskiego AZS-u po nieudanej politycznej próbie powrócił Michał Bąkiewicz. Były reprezentant Polski zagra w drużynie m.in. z Bartoszem Janeczkiem, który zeszły sezon spędził w Bydgoszczy.  Kolejny ciekawy powrót miał miejsce w Bielsku-Białej. Na ławkę trenerską powędrował Piotr Gruszka. Jeden z najlepszych zawodników naszej kadry w historii ma przed sobą bardzo trudny sezon. Team oparty na młodych graczach został wzmocniony doświadczonymi rozgrywającymi: Grzegorzem Pilarzem i Bartołomiejem Nerojem oraz Wojciechem Ferensem z ZAKSy i Siergiejem Kapelusem z Lokomotivu Charków. Czy to wystarczy by awansować do play-off ? Z dwóch nowych drużyn w PlusLidze, wydaje się,że to działacze Cuprum Mundo Lubin byli bardziej szczodrzy na rynku transferowym. Do klubu dołączyli znani z ligowych parkietów, byli zawodnicy szerokiej kadry – Grzegorz Łomacz i Paweł Rusek oraz Holender Jerome Trommel. O sile ataku będzie decydował Marcel Gromadowski, który po latach gry w lidze francuskiej, znów zagra na PlusLigowych parkietach. Drużyna Banimexu Będzin, w dużym stopniu się nie zmieniła. Trzon zeszłorocznej drużyny został nienaruszony. Najważniejszym wzmocnieniem wydaje się być Robert Milczarek, który grał w zeszłym roku w Gdańsku. Ciekawym wzmocnieniem wydają się być również Miłosz Hebda i Maciej Pawliński. Trenerzy Dacewicz i Stelmach stoją przed nie lada wyzwaniem. Awans do play-off będzie trudny, ale możliwy. Niejednokrotnie widzieliśmy, że czasami pewne braki można nadrobić ogromnym zaangażowaniem i sercem do walki. Dotyczy to nie tylko zespołu z Zagłębia Dąbrowskiego, ale każdego innego, który jest „rzucony na pożarcie” innym, wielkim klubom. To czyni ligę atrakcyjną, i takiej ligi sobie i Wam kibice życzę.

Faworyci ? Niezmienni od lat. Skra Bełchatów, Asseco Resovia Rzeszów oraz ZAKSA Kędzierzyn-Koźle i Jastrzębski Węgiel. Te drużyny wyróżniają się na tle całej ligi zapleczem finansowym, umiejętnościami indywidualnymi  oraz pewnością siebie. Siła Skry to przede wszystkim Mariusz Wlazły, który w formie jest rozbić każdą drużynę. Dodajmy Winiarskiego i Argentyńczyków: Conte i Uriarte z reprezentacyjnymi środkowymi: Kłosem i Wroną. Pojawia się drużyna kompletna, której słabe strony bardzo ciężko dostrzec. Szyki bełchatowianom pokrzyżować będzie chciała drużyna z Rzeszowa, która dysponuje najprawdopodobniej najrówniejszym składem w całej lidze. Trener Andrzej Kowal ma ogromne pole manewru i kogokolwiek by nie wybrał z par: Drzyzga/Tichaćek , Schoeps/Konarski oraz przyjmujących: Ivović, Achrem, Buszek, Penchev, ma pewność, że poziom gry zostanie niezachwiany. Jastrzębie najpewniej oprze grę na skrzydłach. Tradycyjnie Michał Łasko będzie otrzymywał wiele ważnych piłek, ale także nowe nabytki: Bartman i Kaliberda to gracze, którzy potrafią odmieniać losy całych spotkań. ZAKSa utrzymała trzon drużyny, który stanowią Paweł Zagumny, Michał Ruciak, Dick Kooy i środkowi: Jurij Gladyr, Łukasz Wiśniewski, Marcin Możdżonek. Ogromną stratą jest absencja Grzegorza Boćka. Zakontraktowany w szybkim tempie Kay van Dijk nie jest zgrany z resztą zespołu i nie zanosi się na to by w najbliższych spotkaniach stanowił o sile swojej nowej drużyny. Paweł Zatorski na miejsca Piotra Gacka to również zmiana na plus.Wydaje mi się, ze walka o piątą pozycję, która zapewnia grę w europejskich pucharach rozstrzygnie sie pomiędzy zespołami z Gdańska i Olsztyna. Powiew świeżości jaki Anastasi dał zespołowi Trefla i paru „grajków”, którzy z niejednego pieca chleb jedli to duży potencjał na start. Olsztyn również dokonał małej zmiany jakościowej. Co prawda stracił Rafała Buszka, ale pozyskał Ogurcaka, który w swojej reprezentacji rozegrał już kilka naprawdę dobrych spotkań. Jeżeli wiecznie młody Grzegorz Szymański utrzyma formę (a zaczął z wysokiego C – 23 punkty w I kolejce) to można się spodziewać kilku niespodzianek ze strony drużyny Warmii i Mazur. Pozostałe dwa miejsca w 8 to bardzo ciekawa sprawa. Na papierze z pozostałych zespołów  najlepiej wygladają Czarni Radom i Cuprum Lubin, ale wiemy, że liga jest długa, kręta i obfituje w niespodzianki. A może do pierwszej czwórki wskoczy ktoś inny niż wskazane przeze mnie ekipy ? O tym przekonamy się już wkrótcę.

Ja liczę na ciekawy sezon, wiele niespodzianek, dużo tie-breaków i przynajmniej takich emocji, jakie towarzyszyły nam przez całe mistrzostwa świata. Mamy w naszej lidze największą ilość obecnych mistrzostw świata, a liga z roku na rok zyskuje na atrakcyjności. Turniej w Polsce pokazał, że na siatkówkę w naszym kraju warto stawiać, staje się ona coraz bardziej popularna, przynosi zyski i przede wszystkim, że możemy się pochwalić sukcesami międzynarodowymi a to sprawia radość nie tylko kibicom, ale też działaczom i każdemu, kto choć w małym stopniu związany jest z siatkówką. Liczę również na nasze drużyny w europejskich pucharach i będe kibicował każdej równie mocno. Ten sezon będzie bardzo udany dla polskiej siatkówki.  Mocno w to wierzę. Czas zrzucić piłkę nożną z piedestału sportu narodowego !

P.

Reklamy

Po hymnie

O sukcesie polskich siatkarzy powiedziano i napisano już praktycznie wszystko i wszędzie. No może  poza TVNem, który nawet nie nadmienił w dniu finału o tym,że biało-czerwoni grają o ZŁOTY MEDAL mistrzostw świata. Utarczki ze stacją Polsat ? Może i tak, ale dalekie to od dziennikarskiej sztuki. Z uwagi na to, że siatkówka zajmuje szczególne miejsce w moim sercu mogę być trochę nieobiektywny, ale wybaczycie mi to chyba, prawda ?

O tym,że Stephane Antiga nie będzie miał łatwego życia było wiadomo juz od razu. Wybrany, jeszcze za kariery zawodnika, miał pełne poparcie związku. Znawcy z for dyskusyjnych wiedzieli jednak swoje. Uznali, że kompletny brak doświadczenia trenerskiego francuskiego byłego już zawodnika Skry Bełchatów – zgubi nas i wcale nie wyprowadzi z kryzysu, w jaki wpadła kadra. Receptą na to miała być osoba drugiego szkoleniowca, również Francuza – Philippe’a Blain’a, który przez wiele lat dowodził reprezentacją trójkolorowych.

Podczas selekcji okazało się, że istnieje ogromna szansa by do kadry wrócił Mariusz Wlazły, jeden z ojców sukcesu drużyny Raula Lozano z 2006 roku, o ile … przeszedłby selekcję. Antiga od razu narzucił swój rytm pracy i nie realizował polityki „świętych krów”. Nie było w tej kadrze ludzi ważnych i ważniejszych, o czym dobitnie przekonał się na końcowym etapie selekcji nasz ofensywny przyjmujący – Bartosz Kurek, którego brak stanowił szerokie pole do dyskusji. Kibice łapali się za głowę, pytając: „Jak Antiga chce coś ugrać bez naszej największej gwiazdy ?” Sam drżałem, myśląc: „Ten facet jest albo bardzo głupi, albo jest geniuszem”. Historia z Kurkiem wypłynęła do mediów, jakoby Bartek awanturował się podczas treningów, nie doszedł do optymalnej formy, miał dwie rozmowy dyscyplinarne z Antigą. Hipotez było wiele, jedno było wiadome na pewno: Kurek na Mistrzostwach Świata nie zagra. Wszyscy oszaleli. Francuski duet trenerski postawił na m.in. Mateusza Mikę i Rafała Buszka, którzy fantastycznie weszli do kadry podczas meczów Ligi Światowej, nabierając bezcennego doświadczenia, które procentowało (szczególnie u Miki!) na turnieju w Polsce.  Kandydaci do medalu ? Rosja, Brazylia, Włochy, USA, Polska + nieobliczalne drużyny Serbii,  Kuby, Francji, Niemiec oraz rewelacja sezonu – Iran. Drużyn dobrych było naprawdę wiele, a droga do finału długa, żmudna i trudna (13 spotkań). Duże znaczenie miało mieć to, kto będzie miał najdłuższą ławkę rezerwowych…

To co zobaczyłem 30 sierpnia podczas meczu otwarcia z Serbami, przyprawiło mnie o ciarki na plecach. W zasadzie za każdym razem mam dreszcze kiedy słyszę Mazurek Dąbrowskiego, ale ten szczególny raz – śpiewany a capella przez 63 tysiące ludzi zrobił na mnie tak ogromne wrażenie, że zapierało to dech w piersiach. Myślę,że przeciwnicy zdali sobie wtedy sprawę, że przy takiej publiczności wygrać meczu się po prostu nie da. Serbowie przegrali mecz 0-3, a my udanie rozpoczęliśmy mistrzostwa.

Kolejne zwycięstwa potwierdzały tylko, że jesteśmy w dobrej formie. Podczas małego potknięcia z ekipą Kamerunu byłem naprawdę zły, że gramy jak nie przystało na faworytów (w tym spotkaniu). Nie wziąłem pod uwagę,że kameruńskiemu atakującemu – Jean’owi Ndaki Mboule wychodziło wtedy prawie wszystko, no może poza przywołaniem deszczu … Wygraliśmy to spotkanie 3-1. Po kolejnych zwycięstwach, zakończyliśmy I fazę turnieju z kompletem punktów i setami 15-1. II faza okazała się o wiele trudniejsza. Porażka ze Stanami Zjednoczonymi 1-3, sprowadziła nas na ziemię (Pomimo bardzo dobrej gry !) Drugi mecz tej fazy zagraliśmy z Włochami, którzy osłabieni brakiem największej strzelby – Ivana Zaytseva mieli być tylko zwierzyną. Nic bardziej mylnego. Włosi grali do końca jak równy z równym, ale to my po meczu dopisaliśmy 3 punkty. Kolejne dwa mecze to istne horrory z Iranem i Francją zakończone zwycięstwami 3-2.

Kolejna runda przyniosła ogromne niespodzianki. Brak w najlepszej „szóstce” drużyny USA, Włochów czy Bułgarów było sporym rozczarowaniem dla tych drużyn. Znalazły się za to ekipy Francji czy Niemiec, którzy trochę szczęsliwie awansowali do 3 rundy. Losowanie przyniosło kolejny prezent dla drużyny niemieckiej. Los ich oszczędził i znaleźli się w grupie z Francją i z Iranem. Polska trafiła do „grupy śmierci”. W zasadzie można to powiedzieć o każdej drużynie, która do tej grupy trafiła. Mieliśmy sie zmierzyć z Brazylią i z Rosją, czyli kandydatami do złota. Rosjanie mimo,że osłabieni brakiem m.in. Aleksieja Werbowa i Maksima Michajłowa, stawiani byli w roli kandydatów do złota zanim turniej się rozpoczął. Potencjał zawodników, a w szczególności ich liczba nadawały sens opinii, że niezależnie w jakiej konfiguracji wystąpią Rosjanie – będą bardzo groźni. Dużo mówiło się również o postaci Aleksieja Spirydonova, który swoimi kontrowersyjnymi gestami (strzela wyimaginowanym karaninem do publiczności ?! WTF ?!) i słowami („…żal mi pszeków” – w kontekście Polaków) doprowadził do tego, że Rosja była niemiłosiernie wygwizdywana za każdym razem. Żałosny człowiek, imitacja profesjonalizmu.

Gra na naprawdę wysokim poziomie doprowadziła do tego, że wygraliśmy 3-2 zarówno z Brazylia w pierwszym spotkaniu, jak i z Rosją, która po porażce z Brazylią musiała nas ograć za 3 punkty. Nic takiego nie miało miejsca, Spirydonov, który na początku meczu napsuł nam dużo krwi z biegiem czasu osłabł i usiadł na ławce rezerwowych. Kapitalne spotkania rozegrał Mariusz Wlazły, ale to każdy z zawodników dołożył po cegiełce do sukcesu.Po raz kolejny pokazaliśmy swoją siłe, a Rosjanom został mecz o 5 miejsce z Iranem.

Półfinał z Niemcami był bardzo nerwowy. Zawodnicy Vitala Heynena nie składali broni bardzo długo, każdy set kończył się bardzo nerwowo, a my – po raz pierwszy od jakiegoś czasu graliśmy jako faworyci. Może to trochę sparaliżowało zawodników Antigi, ale summa summarum udało się pokonać rewelację turnieju 3-1 i gra w finale stała się faktem. Tam czekała już drużyna Bernardo Rezende, pałająca żądzą rewanzu. W półfinale po bardzo zaciętym meczu pokonali Francuzów 3-2.

Finał napisany został złotym piórem. Po pierwszym, gładko przegranym secie miałem pewne obawy (Japonia 2006 rok…) i myślałem sobie „Cholera, czy Ci goście nigdy nie przegrywają”? Całe szczęście pokazaliśmy ogromny charakter, nie wystraszyliśmy się silnego rywala, a Paweł Zagumny grający ostatni mecz w narodowych barwach rozdzielał piłki niczym geniusz. Mariusz Wlazły bił Brazylijczyków niemiłosiernie, a Mateusz Mika – objawienie mistrzostw obijał blok niczym stary wyjadacz. Po ostatnim ataku Wlazłego w 4 secie, katowicki Spodek odleciał, a ja będąc jakieś 1000 km dalej na zachód, śledzący relację internetową – razem z nim ! Jesteśmy Mistrzami Świata ! Do tej pory słyszę łamiące się głosy komentatorów: Tomasza Swędrowskiego i Wojciecha Drzyzgi  (Ojciec Fabiana, naszego rozgrywającego), którzy powtarzają to jak mantrę. Po finale przyszła feta, rozdanie nagród indywidyalnych (w dream-teamie mistrzostw:  Karol Kłos i Mariusz Wlazły (również MVP turnieju) i medali. Odśpiewanie Mazurka Dąbrowskiego, czyli coś czego się nie zapomina. Szeregi wywiadów. A w nich więcej emocji niż składnych zdań. Stephane Antiga debiutuje na wielkiej imprezie jako trener i zdobywa tytul mistrza świata. Niesamowite.

Co teraz ? Cel ? Mistrzostwa Europy w przyszłym roku i kierunek Rio de Janeiro ! Zadanie będzie jeszcze trudniejsze, ponieważ wszyscy będą wymagać teraz jeszcze więcej. Większych skandali niż te z udziałem kacapa Spirydonova nie było, może poza Brazylijczykami narzekaącymi na brak przywilejów po wygraniu 9 meczów z rzędu (Polacy wykorzystali prawo gospodarza do grania meczów  III rundy z jednodniowa przerwą na co liczyli Brazylijczycy. Szanse na rewanż mają w Rio). Mistrzostwa świata w Polsce przyniosły też trochę smutku. Z kadry zrezygnowali zasłużeni: Krzysztof Ignaczak, Paweł Zagumny, Mariusz Wlazły i kapitan Michał Winiarski. Zastąpienie ich będzie ogromnie trudne, ale nie niemożliwe. Stephan Antiga to człowiek, który znajdzie godnych zastępców. Wierzę w to bardzo mocno. Byłoby wskazane, żeby Bartosz Kurek wyszedł z inicjatywą pojednania. Po słowach „Już więcej u  Ciebie nie zagram”, pozostał niesmak, ale jesteśmy tylko ludźmi, a ludzie popełniają błędy. A w tej chwili musi uderzyć się w pierś. Wydaje mi się, że Stephan jest w stanie wybaczyć krnąbrnemu przyjmującemu, ale ten musi udowodnić swoją wartość na boisku. O to nie będzie łatwo, bo konkurencja nie śpi.  Zwycięzcami mistrzostw są przede wszystkim młodzi: Fabian Drzyzga, Mateusz Mika i Paweł Zatorski, którzy weszli do kadry przebojem, ogrywani w Lidze Światowej i wskoczyli na poziom światowy. Oby tak dalej chłopaki ! My, jako kibice, mocno trzymamy kciuki.  To pokazuje też model szkolenia, który sprawdza się od lat w Polsce. Inwestuje się pieniądze w siatkówkę i po czasie zbiera się tego żniwa. W finale nie widziałem podobnie jak w piłce nożnej gości wymuskanych, wyżelowanych, tylko normalnych nieludzko pracujących. Jesteśmy Mistrzami Świata !

 P.