Diabły Hitlera: Alfred Naujocks

Alfred Helmut Naujocks urodził się 20 września 1911 roku w miejscowości Kiel, stolicy kraju związkowego Szlezwik-Holsztyn (Była to również nazwa pancernika który od 1 września ostrzeliwał Westerplatte) i był z pochodzenia Litwinem pruskim. Ten niepozorny student budowy maszyn, z biegiem czasu miał się stać jednym z wysoko postawionych ludzi III Rzeszy. Z uwagi na fakt, że był dowódcą tak zwanej „prowokacji gliwickiej”, wielu historyków uważa go za człowieka, który rozpoczął II wojnę światową.

W sierpniu 1939 roku, Adolf Hitler wciąż liczył, że uda się zrzucić winę za agresję Niemiec, na Polskę. Führer przeprowadził dwie maskarady, które przypieczętowały los Polski w tej okrutnej wojnie. Pierwszą z nich było udawanie Hitlera, że zgadza się na negocjacje – z Wielką Brytanią, Francją oraz Polską. Odrzuciwszy ofertę mediacyjną Mussoliniego, oraz odmówienie przedstawienia jakichkolwiek warunków do przedyskutowania z polskim rządem i nieprzyjęcie jego emisariuszy mogło oznaczać jedno – wojna pukała już do polskich drzwi. Hitler dał czas Polakom do 30 sierpnia, ale już 28 nakazał przygotowanie armii do ataku 1 września, co oznaczało, że decyzja o całkowitym zniszczeniu Polski zapadła wcześniej.

Sytuację próbował ratować jeszcze brytyjski ambasador Neville Henderson, który spotkał się o północy 30 sierpnia z Joachimem von Ribbentropem w momencie kiedy mijał czas ultimatum dla Polski. Henderson zażądał od Niemca przedstawienia warunków pokojowych. Ribbentrop, zdenerwowany, wybełkotał szybko jak to możliwe warunki pokojowe, a następnie rzucił je Hendersonowi przed twarz mówiąc: „To już i tak nieaktualne”. Hitler wydał wówczas dyrektywę nr 1, która rozpoczynała Fall Weiss – inwazję na Polskę, która nie zdawała sobie sprawy z tajnej dyrektywy zawartej na pakcie Ribbentrop – Mołotow, która miała doprowadzić kraj do unicestwienia.

31 sierpnia o godzinie 16 ze swojego biura w Berlinie, Reinhard Heydrich prosi o telefon. Z hotelu Haus Oberschlesien oddzwania do niego Alfred Naujocks. „Grossmutter gestorben” – mówi Heydrich i rozłącza się z rozmówcą. Dla Naujocksa był to sygnał, że akcja prowokacyjna przeciwko Polakom właśnie się rozpoczęła, a on stoi na straży jej powodzenia. Warto dodać, że akcja dywersyjna nie miała miejsca tylko w gliwickiej radiostacji. Prowokacje miały miejsce również między innymi w Byczynie oraz Stodołach.

Do gmachu gliwickiej radiostacji znajdującej się około 10km od granicy z Polską wpuszczeni zostali napastnicy udający powstańców śląskich. Na osobisty rozkaz Himmlera, z radiostacji usunięto ochronę i zastąpiono ją dwoma policjantami. Napastnicy weszli tylnymi drzwiami i zastali pracowników radiostacji z pilnującym ich policjantem, słuchających reemisji wiadomości nadawanych z Wrocławia. Po przejęciu radiostacji okazało się ,że nie ma w niej mikrofonów oprócz tych burzowych, które ostrzegały mieszkańców okolicy o nadchodzących burzach. Mężczyzna, który wchodził w skład grupy Naujocksa odczytał kilkuminutowy komunikat po polsku, jednak do radiosłuchaczy dotarły tylko słowa: „Uwaga, tu Gliwice. Radiostacja znajduje się w polskich rękach…”. Niektóre źródła mówią o tym ,że komunikat usłyszeli tylko obecni w radiostacji prowokatorzy oraz… centrum nasłuchowe francuskiego wywiadu.

By uwiarygodnić przekaz potrzebne były trupy. Zamordowano wtedy między innymi Franciszka Honioka, polskiego Ślązaka, który jest uważany za pierwszą ofiarę II wojny światowej. Prawda o prowokacji gliwickiej wyszła na jaw dopiero na procesie zbrodniarzy hitlerowskich w Norymberdze, gdzie obecny był również Alfred Naujocks. Zeznawał wtedy: „”30 sierpnia 1939 roku otrzymałem od szefa SD Reinharda Heydricha rozkaz upozorowania ataku na radiostację pod Gliwicami, w pobliżu granicy polskiej. Miało to być wykonane tak, by wyglądało, że napastnikami są Polacy. Dla prasy zagranicznej i dla niemieckiej propagandy potrzebny był dowód rzeczowy polskiej napaści (…) Heinrich Müller powiedział mi, że ma do rozporządzenia 13 skazanych przestępców, których należy ubrać w polskie mundury, a ich trupy należy pozostawić na placu boju planowanych utarczek, aby pokazać, że zostali zabici w czasie ataku”.

W istocie więźniów obozu ubrano w polskie mundury a następnie podano śmiercionośne zastrzyki. Zadano im również rany postrzałowe by uwiarygodnić napaść. Zdjęcia tych ludzi pokazywane były w zagranicznej i niemieckiej prasie, by przedstawić Polaków jako oprawców.
„Dziś w nocy Polska po raz pierwszy na naszym terytorium kazała strzelać do nas swym regularnym żołnierzom. Od godziny 5.45 odpowiada się im strzałami, a od tej chwili na bombę odpowie się bombą” – mówił Führer. Hitler osiągnął swój cel. Skutecznie zapobiegł realizacji zobowiązań sojuszniczych Wielkiej Brytanii i Francji wobec Polski. Zwycięzcą tej akcji dywersyjnej był również Alfred Naujocks, który na dobre zadomowił się w szeregach SS-Sicherheitsdienst, a przyjmując sygnał od Reinharda Heydricha „Grossmutter gestorben” stał się, według wielu historyków człowiekiem, który rozpoczął II wojnę światową.

Kolejnym dużym wydarzeniem, w którym brał udział Alfred Naujocks był tak zwany „incydent w Venlo”, podczas którego SS-mani pojmali jednych z najlepszych brytyjskich oficerów MI6 – Richarda Henry’ego Stevensa oraz Sigismunda Payne’a Besta. Brytyjczycy pewni, że komunikują się z opozycją hitlerowską, podjęli negocjacje i zaufali między innymi Walterowi Schellenbergowi – szefowi wywiadu SS – Sicherheitsdienst oraz jego przyjacielowi profesrowoi Maxowi de Crinisowi. Obydwoje nie wzbudzali najmniejszych zastrzeżeń wśród Brytyjczyków, którzy zapłacili ogromną cenę za swoją naiwność.

Negocjacje z Brytyjczykami trwały w najlepsze, ale zostały przerwane przez decyzję samego Adolfa Hitlera, na którego 8 listopada, 1939 roku miał miejsce zamach w „Bürgerbräukeller”, w której co roku Führer przemawiał do starych członków partyjnych. Hitler powiązał negocjacje Schellenberga z zamachem i kazał je przerwać. Schellenberg nie krył rozczarowania. Miał on również swój powód, dla którego podjął negocjacje z Brytyjczykami. Chciał on zdemaskować swojego zaciekłego wroga, szefa Abwehry – Wilhelma Canarisa, będący przekonanym jego zdrady. Rozkaz przyszedł jednak z samej góry, a niesubordynacja mogła mieć dla niego nieprzyjemne konsekwencje.

SS-mani postanowili zastawić zasadzkę podczas jednej z kolejnych wizyt, do której tym razem miało dojść 9 listopada 1939 roku, w „Cafe Backus” w przygranicznej miejscowości Venlo. Do schwytania Brytyjczyków, z Düsseldorfu wyruszyła w stronę granicy grupa 12 uzbrojonych SS-manów, którym przewodził Alfred Naujocks. Podczas przejęcia Brytyjczyków doszło do wymiany ognia, w której Naujocks, według świadków miał zastrzelić Dirka Kloppa – oficera holenderskiej służby bezpieczeństwa, odpowiedzialnego za ochronę brytyjskich agentów (Według innej wersji, Klop postrzelił się sam w trakcie strzelaniny). Cała zasadzka zakończyła się wielkim sukcesem SS-manów, którzy wywlekli Brytyjczyków z samochodu i na wstecznym biegu, dojechali do bezpiecznej dla siebie niemieckiej granicy. Jeszcze tego samego dnia Stevens oraz Henry trafili do katowni Gestapo, na Prinz Albrechtstrasse w Berlinie, gdzie zdradzili wiele cennych informacji takich jak nazwiska brytyjskich agentów w Niemczech. Do dzisiaj nie są znane jednak akta oficerów wywiadu MI6, które wskazywałyby na posiadaną przez nich wiedzę o spisku generałów przeciwko Adolfowi Hitlerowi i jakiekolwiek informacje o tak zwanej „Schwarze Kapelle” – Czarnej Orkiestrze, której miał przewodniczyć Canaris –  którego tak bardzo chciał schwytać Schellenberg. W kancelarii III Rzeszy, Adolf Hitler osobiście podziękował SS-manom, biorącym udział w akcji, nagradzając ich Krzyżami Żelaznymi. Jednym z tych, którzy go otrzymali był oczywiście człowiek dowodzący całą akcją – Alfred Naujocks.  Obaj schwytani agenci brytyjscy trafili do obozów koncentracyjnych i zostali uwolnieni przez wojska amerykańskie dopiero w 1945 roku.

Urodzony w Kiel Naujocks był doskonałym fałszerzem i to właśnie on stał za pomysłem sparaliżowania brytyjskiej gospodarki, wprowadzając do jej obiegu niezliczoną ilość fałszywych banknotów o nominałach: 5,10,20 oraz 50 funtów. Operacja „Bernhard” – bo taki kryptonim miała akcja destabilizacyjna, jest przez historyków uważana za największe fałszerstwo w historii.  Cała akcja miała miejsce jednak już bez czynnego udziału Naujocksa, którego kariera zaczęła staczać się po równi pochyłej. Ciekawostką jest, że to ogromne fałszerstwo nie rozegrało się w bankach lub giełdzie, ale w… obozie koncentracyjnym w Sachsenhausen, gdzie więźniowie dokonali niesamowitych podróbek brytyjskich banknotów.

Kariera Naujocksa załamała się w 1941 roku, kiedy to został wyrzucony z Sicherheitsdienst za niesubordynacje i niepodporządkowanie się swoim szefom. Pojawiły się również zarzuty korupcji. Rozkaz wydał sam Reynhard Heydrich, a powodem była zbyt duża wiedza jaką gromadził przez lata Naujocks podczas wizyt w „Salonie Kitty” – ekskluzywnym domu uciech, gdzie za pomocą podsłuchów wyciągano od wysoko postawionych gości informacje.  Jedna wersja mówi również o tym, że Heydrich z Naujocksem pokłócili się o… kobietę. Nie ma jednak dokumentów, które mogłyby to poświadczyć.

Po zdegradowaniu przez Heydricha, Naujocks wysłany został na front wschodni razem z Waffen SS, jednak po pewnym czasie – z uwagi na stan jego zdrowia, wysłano go do Belgii jako zarządcę ekonomicznego, który mimo sporej utraty wpływów, zdołał przyczynić się do śmierci kilku ważnych członków belgijskiego podziemia. Pod koniec 1943 roku Naujocks przeniósł się do Danii, gdzie spędził dłuższy okres czasu. Był on tam członkiem „Petergruppen” – Grupy Petera – której nazwa pochodziła od  pomysłodawcy SS-Untersturmführera Otto Schwerdta pseudonim „Peter Schäfer”. Zadaniem grupy były akcje przeciwko organizowaniu dywersji i sabotażu na terenie Danii. Do najgłośniejszych akcji Grupy Petera należało bez wątpienia zabójstwo antyhitlerowskiego pisarza i pastora – Kaja Munka, którego zabito 4 stycznia 1944 roku. Ogólnie członkowie tej grupy, z Naujocksem na czele dokonali prawie 100 akcji wymierzonych w duńskie podziemie.

W 1944 roku Naujocks, prawdopodobnie zdający sobie sprawę ze zbliżającej się klęski III Rzeszy Adolfa Hitlera, postanowił poddać się Amerykanom, którzy uważali go za „prawdopodobnego” zbrodniarza wojennego. W międzyczasie oskarżano go o bycie członkiem organizacji ODESSA, która umożliwiała nazistowskim zbrodniarzom skuteczną ucieczkę przed ścigającymi ich aliantami oraz zapewniała im spokojne życie w krajach takich jak Argentyna. W procesie norymberskim stwierdził, że atak na radiostację w Gliwicach miał miejsce na rozkaz Heinricha Müllera – szefa Gestapo oraz Reynharda Heydricha, czym prawdopodobnie wykupił sobie życie. Po ucieczce z więzienia, zaczął pracować jako biznesmen. Naujocks po wojnie wydał również książkę pod tytułem: „Ten, który rozpoczął wojnę”, na czym również zarobił sporo pieniędzy. Data jego śmierci nie jest dokładnie znana. Niektóre źródła mówią o roku 1960, drugie o tym, że Naujocks odszedł 4 kwietnia 1966 roku w Hamburgu. Po tylu latach zastanawiające jest to, jakim cudem prawa ręka Reynharda Heydricha uniknęła sprawiedliwości?

Fot.: commons.wikimedia.org

Kult porażki czy zwycięstwo heroizmu?

72 lata  po wybuchu powstania warszawskiego, echo jego przyczyn i konsekwencji do dzisiaj wybrzmiewa w publikacjach, reportażach, ale przede wszystkim w naszym sercach.

Historia Polski bez powstania warszawskiego byłaby jak puzzle bez  jednego ze swoich głównych elementów. Główną kością niezgody między ekspertami, począwszy od lewicowych intelektualistów, kończąc na narodowych konserwatystach jest zasadność decyzji o wywołaniu powstania i jego tragicznych skutkach, zarówno pod względem humanitarnym jak i jego znaczenia geopolitycznego.

Każdy ma swój rozum, każdy ma prawo do swojego zdania. Ponad 70 lat po wydarzeniach w stolicy Polski, temat wraca co roku 1 sierpnia, przy okazji obchodów upamiętniających ofiary bohaterów. Moje pytanie brzmi: Czy mamy prawo oceniać powstanie z punktu widzenia moralnego? Odpowiadam stanowczo: Nie.

5 lat brutalnej okupacji, represje oraz próby złamania Polaków, odcisnęły na ludziach w stolicy tak silne poczucie nie tylko wspólnoty ale i nienawiści do tyranów, że w każdej chwili mogło dojść do niezapowiedzianego zrywu przeciwko okupantom. Tę decyzję ktoś musiał podjąć, a ludzie z natury chętnie osądzają przegranych, szczególnie w Polsce.

Dzisiaj kiedy słyszę pytania wielu publicystów: Jak można było posłać ludzi na tak samobójczą misję i dlaczego obiektem kultu jest porażka? Odpowiadam: Nikt z nas nie wie co działo się w umysłach tych ludzi. Ciągłe poczucie niebezpieczeństwa, obracanie się za siebie, niedostatek pożywienia i chęć poczucia się wolnym, chociaż na chwilę sprawiły, że ludzie zaczęli się organizować, zaczęli działać, czego efektem było ujawnienie się Polskiego Państwa Podziemnego.

Dzisiaj ciężko nam odpowiadać na pytanie czy poszlibyśmy się bić za nasz kraj, ponieważ pytanie ludzi wolnych, którym nie doskwiera głód, nie grożą represje czy szykany lub widmo wojny, gdzie każdy może powiedzieć co myśli (99% przypadków) jest źle postawione i w złym kierunku.

Obecnie ktoś krytykujący powstanie powinien zamilknąć niżeli deprecjonować poświęcenie ludzi i zasadność wybuchu powstania. Dlaczego? Ponieważ to dzięki nim znajdujemy się w tym miejscu, w którym się znajdujemy. Podjęcie walki zawsze wymaga szacunku. Dzisiaj, kiedy mamy te wszystkie niesamowite dane, statystyki i wgląd w historię, symbol powstania warszawskiego wymaga od nas jeszcze większego podziwu. Bo jak nazwać heroizm i bohaterstwo Polaków, w wielu przypadkach i dzieci, którzy przez dwa miesiące stawiali dzielny opór przeważającym siłom wroga? Samobójstwo? Można i tak. W takim razie co myśleli o tym Ci wszyscy młodzi ludzie, którzy brali siekiery, kilofy, łopaty i kamienie do ręki i szli na pewną śmierć pod lufy nazistowskich karabinów? Może chcieli przez chwilę poczuć, że robią coś w słusznej sprawie, biją się o wolność. Bo woleli zginąć niż patrzeć jak Polska płonie.

Świat dowiedział się po powstaniu warszawskim, że Polacy w chwili kryzysu są w stanie poświęcić życie by dać szansę na wolność i lepsze jutro następnym pokoleniom. A my dzierżymy to dziedzictwo w naszych umysłach i sercach i nie mamy prawa tego zapomnieć.  Nie możemy tego zmarnować.

Cześć i chwała bohaterom !

Człowiek, który mógł odmienić bieg wojny

Wiosna 1945 roku. Amerykańskie wojska stały już w okolicy 150 kilometrów od Flossenbuerga, gdzie mieścił się jeden z licznych obozów koncentracyjnych na tych terenach. 8 kwietnia, w jednej  z części obozu miał miejsce proces w którym pewien człowiek został uznany winnym zdrady Fuehrera i III Rzeszy oraz skazany na śmierć.
Tym człowiekiem był Wilhelm Canaris-szef wywiadu i kontrwywiadu Abwehry.

9 kwietnia, SS-mani wywlekli konającego, pobitego Canarisa z celi i nagiego przenieśli do pomieszczenia, w którym odbywały się egzekucje. SS-mani zadbali o to by Canaris umierał powoli. Założono mu na szyję metalową obrożę, zwisającą na metalowym łańcuchu z sufitu. Inna wersja mówi o jedwabnej lince. Po kilku minutach opuszczono jego ciało na ziemię, a Canaris wciąż żył. Czynność tą, powtórzono wielokrotnie.
Jeden z najważniejszych ludzi III Rzeszy, człowiek, który mógł zmienić bieg historii świata, zginął w męczarniach 9 kwietnia 1945 roku.

Wilhelm Canaris urodził się 1 stycznia 1887 roku w jednej z dzielnic Dortmundu – Aplerbeck. Miał włoskie korzenie, a rodzina często chwaliła się, że wywodziła się od XIX-wiecznego greckiego bojownika o wolność admirała Konstandinosa Kanarisa. 
Carl Canaris, ojciec przyszłego szefa Abwehry był zamożnym przemysłowcem i właścicielem wielu kopalń pod Dortmundem. 

Młodego Canarisa ciągnęło jednak nad morze. Do szkoły kadetów w Kilonii Canaris trafił w 1905 roku. Miał wtedy 18 lat. Wstąpił następnie do Cesarskiej Marynarki Wojennej, gdzie w czasie I wojny światowej, służąc na lekkim krążowniku „Dresden”, podczas bitwy falklandzkiej, trafił do niewoli Chilijczyków. Tam, podczas brawurowej ucieczki, przedostał się przez Buenos Aires, Hiszpanię gdzie udało mu się zaprzyjaźnić z generałem Franco, Rotterdam aż do Niemiec, gdzie za to poświęcenie został odznaczony Krzyżem Żelaznym.
Przez wiele następnych lat służył na okrętach podwodnych oraz na statkach, między innymi na pancerniku – „Schlessien”. To tam po raz pierwszy spotkał się na żywo z Adolfem Hitlerem. Hitler uznał wówczas, że ktoś taki jak Canaris mógłby mu się przydać. Ktoś, kto zna się na pracy wywiadowczej, operując przy tym językami obcymi. Cechy charakteru, które posiadał Canaris takie jak spryt, inteligencja oraz nieprzenikliwość stanowiły potężną broń, której nie bał się używać.
”To postać tak nieprzenikniona, że nikt nie jest zgodny w twierdzeniach, jakim był człowiekiem i w co wierzył, jeżeli w ogóle wierzył w cokolwiek” – pisał o nim amerykański historyk Wiliam Shirer.

1 lutego 1935 roku Canaris stanął na czele Abwehry, która była nazywana „oczami i uszami Wehrmachtu”. Jego poprzednik, Konrad Patzig powiedział Canarisowi podczas ich pierwszego spotkania: „Twoim największym wrogiem będzie SS”. Wilhelm Canaris odpowiedział wówczas: „Poradzę sobie z nimi”. 

Canaris na czele Abwehry odnosił sukcesy. Przede wszystkim zreorganizował pracę, dzieląc Abwehrę na trzy piony: wywiadowczy, kontrwywiadowczy oraz dywersyjny. Nowy szef Abwehry nie był członkiem NSDAP oraz nazistą, co może dziwić. Był za to zadeklarowanym antykomunistą. Wielokrotnie łączono go ze śmiercią Róży Luksemburg, ale dowodów nie znaleziono. 

Abwehra pod rządami Canarisa wykonywała tytaniczną pracę, stała ona za wszystkimi puczami w Ameryce Południowej, chodziły słuchy, że rządzi Hiszpanią, co nie było przesadzone, gdyż wielka ilość niemieckich agentów miała swoje miejscówki właśnie w Hiszpanii. Canaris był również wielkim przyjacielem generała Franco. Wilhelm Canaris starał się tolerować zapędy Hitlera. Nie wytrzymał jednak, gdy był świadkiem rzezi około 200 Żydów w Będzinie wykonanej przez SS-manów. Rozumiał czym jest podbijanie państw, jednak na to co robiła klinika SS, Canaris nie mógł pozwolić. Miał świadomość, że świat nie zapomni Niemcom tych okrucieństw. Chciał je skończyć. W tym celu skontaktował się z Wilhelmem Keitlem. „Na terenie Polski planuje się masowe egzekucje polskiej inteligencji i kleru”. Keitl obojętnie wzruszył ramionami. Czy to właśnie w tym momencie Wilhelm Canaris postanowił powstrzymać Adolfa Hitlera?

Szef Abwehry zaczął niebezpieczną grę,  której stawką było życie wielu ludzi, ale również i jego samego. Pod koniec lat 30 ubiegłego wieku, Wilhelm Canaris założył tajną organizację spiskową „Schwarze Kapelle” – Czarna Orkiestra, której zadaniem było odsunięcie znienawidzonego tyrana od władzy. Canaris z umiarkowanego zwolennika Fuehrera, stał się jego najzagorzalszym przeciwnikiem zdającym sobie sprawę, że polityka Hitlera zaprowadzi Niemcy do zguby. 
„Canaris nienawidził nie tylko Hitlera i Himmlera, ale cały system III Rzeszy. Jako superszpieg, był wszędzie i nigdzie, gdziekolwiek podróżował, pozostawiał aurę tajemniczości. Ten nie rzucający się w oczy, cichy człowiek, był w rzeczywistości naładowany energią. Bardzo oczytany, poliglota, nadwrażliwy – miejsce Canarisa było zawsze poza systemem” – pisał o nim Hans-Bernd Gisevius.

Współpracownikiem Canarisa w Schwarze Kapelle był antynazista – pułkownik Hans Oster i bliski przyjaciel admirała.  Nawiązali oni współpracę z wywodzącymi się z korpusu oficerskiego Wehrmachtu przeciwnikami Hitlera. Już w latach 1937/37 Canaris przez Watykan próbował skontaktować się z Aliantami by pomogli mu odsunąć od władzy Hitlera i utworzyć nowy rząd ze wsparciem brytyjskim.

Działalność Canarisa nie umknęła uwadze jego zagorzałemu przeciwnikowi – Renhardowi Heydrichowi, szefowi Sicherheitdienst. Był to pewnego rodzaju paradoks, ponieważ Canaris z Heydrichem mieszkali vis a vis siebie i spędzali wspólnie popołudnia, między innymi jeżdżąc konno. Zawodowo toczyli jeden z najbardziej zagorzałych pojedynków tuż za plecami jednego z największych zbrodniarzy XX wieku.

Uczestnicy Schwarze Kapelle zorganizowali kilka zamachów na Adolfa Hitlera, jednak żaden się nie powiódł. Dodatkowo nie sprzyjało im szczęście, jakby jakaś niewidzialna opatrzność strzegła życia znienawidzonego Fuehrera. Miało to miejsce między innymi 27 czerwca 1940 roku, gdzie Fritz-Dietlof von der Schulenburg miał zastrzelić Hitlera na defiladzie w Paryżu, jednak z uwagi na zagrożenie brytyjskiego nalotu, defiladę odwołano. 
Bliski powodzenia był również Fabian von Schlabrendorff, któremu 14 marca 1943 roku udało się umieścić bombę w samolocie, którym Hitler wracał do Wilczego Szańca. Ładunek wybuchowy znajdował się w butelce koniaku.

Spiskowcy z ogromnym zniecierpliwieniem oczekiwali komunikatu z okolic Mińska, nad którym miał nastąpić wybuch. Tego samego dnia wieczorem usłyszeli przez radio, że Fuehrer z powodzeniem wylądował na miejscu. Byli w szoku. Canaris nie musiał wyjaśniać jaka była następna czynność, którą Schlabrendorff miał wykonać. 

W wielkim pośpiechu udał się do Wilczego Szańca, gdzie udało mu się odebrać przesyłkę, nie zwracając niczyjej uwagi. W swojej kwaterze zorientował się, że ładunek nie wybuchł ponieważ  odrobina wody zamarzła i unieruchomiła iglicę, która miała spowodować wybuch. Hitler po raz kolejny nieświadomie uszedł z życiem.

Spiskowcy Canarisa byli coraz bardziej zdesperowani. Tydzień po próbie zabicia Hitlera za pomocą bomby w samolocie, Rudolf-Christoph Freiherr von Gersdorff postanowił dokonać samobójczego ataku stojąc przy Hitlerze. Uroczystość odbywająca się Berlinie, z okazji Dnia Bohatera, gdzie wystawiano łupy z frontu wschodniego, była ku temu dogodną okazją by zabić Fuehrera. Hitler przeszedł jednak jak burza obok wszystkich eksponatów, nie zatrzymując się przy żadnym z nich i opuścił salę. Von Gersdorffowi cudem udało się rozbroić bombę na czas w toalecie.

20 lipca 1944 roku w Wilczym Szańcu, wybuchł ładunek podłożony przez Clausa von Stauffenberga. Zdążył on jednak uzbroić tylko jeden ładunek, co znacznie ograniczyło siłę eksplozji. Hitler, lekko ranny uszedł z życiem. Powiedział wtedy: ” „Nigdy wcześniej nie czułem z taką mocą, że Opatrzność czuwa nade mną. Cud sprzed kilku godzin przekonał mnie, że pisane mi są jeszcze większe czyny i że poprowadzę naród niemiecki do najwspanialszego zwycięstwa w jego historii”.  W odwecie naziści zabili 5000 osób, a pętla na szyji wokół admirała Canarisa zacisnęła się na dobre. 

Wilhelm Canaris wpadł w pułapkę. Po zamachu w Wilczym Szańcu aresztował go Walter Schellenberg, zastępca Heydricha, który zginął w 1942 roku w Czechach, z rąk trzech zamachowców z czechosłowackiego rządu emigracyjnego.
Niektóre źródła podają, że Schellenberg umożliwił Canarisowi popełnienie samobójstwa, na co nie przystał admirał. 

Więziony w Fuerstenbergu, przesłuchiwany w Berlinie, Canaris nie przyznawał się do winy i zwracał się do sądu z prośbą o wysłanie go na front jako zwykłego żołnierza. 
Na nic się to zdało.  Dowody obciążające Canarisa były aż nadto wystarczające. Admirał wielokrotnie wspominał, że nie ufa innym osobom: „Nie ufam ludziom, mój pies jest wierniejszy od nich”. Paradoksalnie, zdradzili go współpracownicy, którzy w wyniku tortur Gestapo podpisali wszystkie dokumenty świadczące o tym, że to on-Wilhelm Canaris stał za Schwarze Kapelle. Jeżeli ktoś jeszcze miał wątpliwości co do winy Canarisa, znalezienie jego pamiętnika, w którym zapisywał wszystko, rozwiało wszelkie wątpliwości. 

Po ogłoszeniu wyroku admirała poddano torturom. 9 kwietnia 1945 roku Canaris nadał ostatnią wiadomość przez rury do sąsiedniej celi do innego oficera wywiadu Hansa Loudminga szefa Abwehry na Danię- też antynazisty, który przeżył. Brzmiała krótko „Umieram za mój kraj ,walczyłem w imię swoich ideałów”.
Kto wie jak potoczyłyby się losy Canarisa, gdyby egzekucja zaplanowana byłaby 2 tygodnie później. Dokładnie 23 kwietnia obóz we Flossenbuergu został wyzwolony przez oddziały armii amerykańskiej.
Wilhelm Canaris, największy wróg Hitlera, mógł zmienić losy wojny, ale niestety nie było mu to dane.

P.

 

Przerzuty

W listopadzie 2014 roku napisałem tekst pod tytułem: „Rak Europy”. Miało to miejsce parę miesięcy przed ogromnym exodusem ludzi z Bliskiego Wschodu oraz Afryki w kierunku Europy Zachodniej. Dzisiaj to co się dzieje w Europie, coś co wtedy nazwałem rakiem Europy, można nazwać przerzutami tego raka i efektami polityki migracyjnej jaką serwuje nam Frau Merkel.
Wydarzeń z Kolonii nie sposób nie komentować. Poszkodowanych przez grupy imigrantów na tą chwilę jest już ponad 500 kobiet, które zgłosiły się na policję. I czekano tylko na reakcję lewicowych autorytetów, a ta, jak nigdy – nie nadchodziła. W momencie kiedy jednak się pojawiła, szczęka opadła mi do samej ziemi.

Pani redaktor Kinga Dunin z Krytyki Politycznej w dość luźny sposób podeszła do tematu i napisała felieton, z którego można się dowiedzieć wielu ciekawych informacji, między innymi tego, że „W Niemczech jest milion nowych uchodźców, z tego, powiedzmy, połowa to kobiety i dzieci, czyli pół miliona to mężczyźni”, co jest totalną bzdurą i przynajmniej mijaniem się z prawdą. Otóż z danych biura UNHCR wynika, że mężczyźni stanowią 75% całej grupy migracyjnej. Kobiety – 12%, dzieci 13%.  Jak widać błędy w rachunkach się zdarzają. Nawet na nieomylnej lewicy!
Dosyć popularne jest wyśmiewanie się oraz wypisywanie sarkastycznych komentarzy na temat religii (koniecznie religia katolicka), więc w myśl trendu pani redaktor Dunin pisze dalej: „Oczywiście Polacy to bogobojni katolicy, więc wszyscy, co do jednego, modliliby się nawet w czasie Sylwestra. Zbieraliby się, aby wspólnie odmówić różaniec. Z pewnością nie wybraliby się większą grupą na miasto, nie napili i nie narozrabiali. Żaden z nich”. Sarkazm i ironia aż kipi. Koń by się uśmiał. A teraz spróbuj czytelniku napisać coś niedobrego o ciemnoskórych, muzułmanach, opowiedz dowcip o homoseksualistach. W minutę zostaniesz: faszystą, średniowiecznym radykałem o małym, ptasim móżdżku.
Nie brakło również bezradnego rozłożenia rąk: „Niestety, panowie, tam, gdzie jest dużo wyrwanych z naturalnego środowiska, sfrustrowanych mężczyzn, takie rzeczy mogą się zdarzyć”. Ciekawe.  Nie słyszałem do tej pory o bezrobotnych Polakach na Wyspach Brytyjskich, grupowo i masowo gwałcących Brytyjki.  Przecież taki Polak jest pozbawiony również swojego środowiska naturalnego: polskiej wódki, fajki, języka polskiego z naciskiem na wulgaryzmy, golonki, sąsiada podpinającego się pod jego kablówkę oraz żony w brudnym fartuchu, zmywającej naczynia, czyż nie? A może polscy mężczyźni mają po prostu mózgi?
Sam finał to oczywiście wisienka na lewicowym torcie: „…etyka, np. świecka, ale też chrześcijańska, a nawet jej katolicka odmiana, mówi nam, że wszyscy jesteśmy ludźmi, że bliźniego należy kochać, nawet jeśli nie kochamy jego uczynków, że potrzebującym trzeba pomagać”. Kochajmy się więc wszyscy!
Komentarz pani Magdaleny Środy to osobne wydarzenie. Koniecznie do przebadania przez socjologów i psychiatrów. Etyczka uznała, że problem gwałtów, które miały miejsce w Kolonii leży… w różnicach kulturowych i przekonuje, że „… źródłem problemu jest nierówne traktowanie kobiet i mężczyzn w ogóle”.
Dostało się również polskim kibicom: „Dla tej sytuacji w Niemczech nie ma żadnych usprawiedliwień. Trzeba jednak zastanowić się, jak zachowują się np. nasi kibole. Przecież to też potężne zagrożenie dla porządku publicznego”.  Pasuje jak pięść do oka.

Za naszą zachodnią granicą furorę zrobiła wypowiedź burmistrz Kolonii, pani Henriette Reker, która sugeruje, że winne całemu zajściu są… kobiety. Oburzająca wypowiedź miała miejsce na specjalnie zwołanej konferencji prasowej. Sugerowała ona, że kobiety powinny dostosować się do imigrantów (!?), że  zostaną opublikowane (także w internecie) wytyczne: jak uniknąć gwałtu oraz jak nie zostać narażonym na atak ze strony imigrantów. Ta wypowiedź byłaby naprawdę zabawna, gdyby nie była prawdziwa.  W internecie na panią burmistrz posypały się gromy. Zasugerowano, że pani Reker broni sprawców a nie ofiary. Po lewej stronie nie brakło oczywiście informacji o tym, że atak w Kolonii to pożywka dla rasistowskiej prawicy.

Co się dzieje w Niemczech? Na ulicach niemieckich dochodzi do demonstracji antyrządowych, gdzie ludzi policja traktuje armatkami wodnymi. Dostało się również polskim kibicom (kibolom, przepraszam!) którzy nieśli na owej demonstracji transparent z napisem: „Chrońcie swoje kobiety, nie naszą demokrację”, nawiązując do informacji o tym, że polska demokracja zostanie „sprawdzona”, czy przypadkiem nie łamie się u nas standardów demokratycznych. Polecam władzom niemieckim zastanowienie się nad swoją demokracją, bo nastroje wśród społeczeństwa nie są najlepsze. Sam fakt,że informacja o napaści w Kolonii została podana parę dni po wydarzeniach jest zastanawiająca, czy ktoś nie chciał przypadkiem wyciszyć sprawy. Dziewczyna poszkodowana w Kolonii, tłumacząc w telewizji co miało miejsce, została oskarżona o rasizm. W internecie pojawiła się cenzura na portalach społecznościowych: Twitter i Facebook, w myśl której ludzie będą ścigani przez organy władzy za „mowę nienawiści”. Coraz więcej pojawia się głosów szarych obywateli, że nie należy przyjmować w niekontrolowany sposób ludzi, którzy okazują się w wielu przypadkach barbarzyńcami rodem z filmów o Conanie, przy jednoczesnym zapewnieniu, że jeżeli ktoś przyjeżdża (z obojętnie jakiego powodu: wojna, polepszenie jakości życia) i wykazuje chęć integracji i podjęcia pracy, drzwi stoją przed nim otworem. Niemcy powoli zdają sobie sprawę, że coś co miało uratować ich starzejące się społeczeństwo, jest puszką Pandory.  Ośrodki dla uchodźców stały się celem regularnych podpaleń. Na ulicy dochodzi do pobić. Policja bezradnie rozkłada ręce i mówi, że nad niektórymi dzielnicami w miastach takich jak: Berlin, Gelsenkirchen czy Duisburg nie panuje, a strach sieją tam kryminaliści wiadomego pochodzenia. Niemcy stają się powoli drugą Szwecją, która w odmętach poprawności politycznej gubi swoją tożsamość. Na Europę pada blady strach, wizja romantycznej wycieczki do Paryża zamienia się w szereg pytań o bezpieczeństwo, przez Bałkany masowo ludzie wędrują w stronę Niemiec, masowy exodus przecież jeszcze się nie skończył, w Austrii  z kolei rząd prosi kobiety, by nie wychodziły same z domu. Tych ludzi będzie coraz więcej. Będzie coraz więcej gwałtów, kryminalnych występków i z drugiej strony podpaleń ośrodków i pobić imigrantów. To wszystko przypomina ogromny wir, który może doprowadzić Niemcy do wojny domowej, spowodowanej przez nich samych.  Coraz więcej słychać głosów oburzenia na migracyjny problem, który może zatopić Angelę Merkel. Wraz z nią na dno może pójść ulubiona przez lewicę polityka równości, czyli coś czym Unia Europejska karmi nas od wielu lat,  na co zgadzał się ochoczo cały czas rząd Platformy Obywatelskiej.

Jeżeli ta wędrówka ludów będzie trwała dalej, tym większe prawdopodobieństwo, że Niemcy, a za nimi cała Europa pogrąży się w chaosie. W kulminacyjnym momencie do wyboru zostaną prawdopodobnie dwie drogi: radykalnie prawicowa z powrotem do kontroli granic, eksponowanie tożsamości narodowej oraz poszanowanie własnej historii i cywilizacyjnych korzeni, oraz radykalnie lewicowa, czyli: wymieszanie się społeczeństw, cywilizacji europejskiej z bliskowschodnią, brak zgody na krytykę czegokolwiek oraz powszechne dążenie do równości. Same problemy!
Cóż, pozostaje nam wierzyć w to, że pani Dunin ma rację i zostaje nam tylko kochać i być kochanym.

P.

 

 

Multi-kulti news: Coraz więcej ataków na azylantów w Niemczech

Nasilają się ataki na azylantów w Niemczech. Federalny Urząd Kry Kryminalny (BKA) zanotował, że do końca października zanotowano ponad 600 takich incydentów. W porównaniu z pierwszym półroczem ubiegłego roku to trzykrotny wzrost.

Grupa licząca od 20 do 30 osób, częściowo uzbrojona w kije baseballowe zaatakowała w niedzielny poranek trzech Syryjczyków w Magdeburgu. Obywatele Syrii w wieku 26 i 35 lat odnieśli obrażenia twarzy oraz stłuczenia. Cała sytuację zauważyła dwójka policjantów, ubranych po cywilnemu, którzy pospieszyli ofiarom ataku na pomoc. Policjanci użyli gazów łzawiących, ponieważ napastnicy stawiali opór. Ofiary zostały przewiezione do szpitala, gdzie otrzymali pomoc ambulatoryjną.

Pod Hannoverem, w miejscowości Sehde, w nocy z soboty na niedzielę doszło do podpalenia budynku, gdzie mieszkają imigranci. Pożar wybuchł na klatce schodowej, nikt nie ucierpiał. Policja aresztowała 43-letniego mężczyznę, który  jest podejrzewany o dokonanie podpalenia. Zabezpieczono również materiał dowodowy.

Do wybuchu bomby z kolei doszło we Freital, pod Dreznem. Pod oknami mieszkania na parterze, zamieszkałego przez imigrantów nastąpił wybuch. Ucierpiała 26-letnia kobieta, która została zraniona odłamkami szkła. Warto dodać, że właśnie we Freital, w lecie doszło do wielkich protestów przeciwko utworzeniu ośrodka dla uchodźców w tej miejscowości, a przed budynkiem przeznaczonym do tego celu doszło do starć pomiędzy policją a przeciwnikami utworzenia ośrodka. Podczas wizyty tego miejsca, kanclerz Niemiec – Angela Merkel została wygwizdana oraz nazwana „zdrajcą narodu”.

W opinii szefa BKA – Holgera Muencha, kolejne ataki mogą mieć ofiary śmiertelne, zważywszy na ilość ataków przeprowadzanych w ostatnim czasie przeciwko imigrantom. -Być może będziemy świadkami jeszcze bardziej dramatycznych zdarzeń – powiedział szef BKA „Focusowi”.

P.

Więźniowie emocjonalnego szantażu

W  ostatnich dniach cały świat obiegło zdjęcie malutkiego, martwego chłopca, którego fale wyrzuciły na plaży w tureckim Bodrum. Reakcja mediów była jednoznaczna: „Wstyd”, „Europo obudź się”. Polskie fora internetowe, portale społecznościowe, dzienniki i ich wydania internetowe wydały jasny,  jednoznaczny przekaz – Nie możemy przejść obojętnie obok tragedii uchodźców.  Moje pytanie jednak brzmi: Czy jesteśmy na to gotowi ? I dlaczego nie jesteśmy ?

Śmierć dziecka zawsze działa na nas jak cios w twarz.  Bodziec, od którego otwierają się nam oczy, adrenalina pulsuje w żyłach.  Zdjęcie małego ciałka, którego raz po raz przykrywają fale,  jest silnym impulsem, który uderza nie tylko w nasze głowy, ale także, a może i przede wszystkim – sumienia. Kolejny raz nie uszło to uwadze mediów, które wykorzystując podatność „szarego Kowalskiego” na brutalność i dosłowność zdjęcia, jednogłośnie orzekły, że „Europa powinna otworzyć oczy”.  Donald Tusk potępił wszystkich, którzy nie chcą przyjmowac imigrantów do Unii Europejskiej:

– Jakichkolwiek wyzwań nie niosłaby za sobą migracja, nie ma żadnego usprawiedliwienia dla wrogich, rasistowskich i ksenofobicznych reakcji na imigrantów .

To jasny przekaz. Jesteś przeciwko ? Musisz być rasistą lub ksenofobem. Polityczna poprawność Tuska, ulubieńca niemieckiej kanclerz – Angeli Merkel, pokazuje wyraźnie pod jakie dyktando gra były premier Polski.  Jako dodatek przypomnę, że 80% mediów w Polsce jest w posiadaniu Niemców. Tak tylko napisałem.

By dalej rozmawiać o problemie, przede wszystkim musimy odróżnić uchodźcę od imigranta. Jest to dosyć istotne by  nie było później nieporozumień związanych  z nomenklanturą. Otóż uchodźca to osoba, która ucieka ze swojego kraju z powodu panującej w tym kraju wojny lub prześladowań. Tak więc osoby uciekające z Syrii były uchodźcami w momencie kiedy znalazły sie w bezpiecznym miejscu, na terenie Grecji lub Francji, gdzie ich życiu nie zagrażało żadne niebezpieczeństwo. Ich dalsza wędrówka po Europie nie była więc ucieczką podyktowaną względami bezpieczeństwa – stała się ona migracją. Uchodźcę i imigranta różni jeszcze jedna ważna rzecz  – chęc powrotu. Dopóki jednak na granicy syryjsko-tureckiej nie będzie spokojnie, dopóty Europa będzie miała ogromny problem z imigrantami z tego regionu. Kłopot polega na tym, że Turcy mają swoje interesy w tym, by wojna w Syrii dalej trwała. Wspierajac dżihadystów oraz blokując wsparcie militarne dla Kurdów, którzy mogliby powstrzymać to szaleństwo i umożliwić Syryjczykom wrócić do domu, Turcja chce dokonać na tych ziemiach czystki etnicznej, a ludność wyekspediować do Europy. Tym sposobem liczba imigrantów, którzy w tym roku przybędą do Europy sięgnie miliona. To oczywiście dane, które zostały zarejestrowane. Ile osób znalazło się w Europie nielegalnie nie sposób zliczyć. Następny rok według prognoz ma być jeszcze gorszy.  O incydentach z udziałem imigrantów z bliskiego wschodu i ich występkach pisałem w ubiegłym roku tutaj: Diagnoza: Rak Europy

Zastanawiacie się Państwo zapewne: Dlaczego syryjscy uchodźcy/imigranci wybierają drogę ponad 3,5 tysiąca kilometrów w stronę Europy, zamiast skierować się m.in do bogatych krajów Zatoki Perskiej takich jak Arabia Saudyjska ? Odpowiedź znalazłem w wypowiedzi Pana Sławomira Ozdyka, eksperta do spraw bezpieczeństwa:

„Taka Arabia Saudyjska to jest prawie faszystowski kraj. Tam oni nic nie dają dla przybyszy, a jeszcze są bardzo rygorystyczni. Uchodźca – Arab i muzułmanin byłby gorzej traktowany niż w Europie i o tym oni wiedzą. Tutaj w Berlinie jest główne skupisko salafitów – najbardziej rygorystycznego odłamu sunnickiego islamu, który chciałby cofnąć czas do VII wieku”.

Jednym z głównych tematów są oczywiście pieniądze, jakie mieliby płacić podatnicy na imigrantów. Od liczb można dostać zawrotu głowy. Przy założeniu, że liczba imigrantów w tym roku sięgnie miliona – koszt tylko nowoprzybyłych zamknie się w okolicy 4,5 miliarda euro. Weźmy pod uwagę również liczne akcje humanitarne jak „Operacja Tryton”, zajmująca sie ochroną południowej morskiej granicy. Ta pochłania „tylko” 120 milionów euro. Szok. Jeżeli chodzi o Polskę, kwota przeznaczona na jednego uchodźcę miałaby sięgnąć ok. 1400 zł. Dokładnie tyle, ile wielu ludzi zarabia przepracowując pełen etat. Łatwo policzyć, że 1000 uchodźców w ciągu roku, wygeneruje koszty około 14/15 milionów złotych. Do tego dostaną socjalne mieszkania (W Gdyni już są szykowane) oraz pełną opiekę lekarską. Czy mając na uwadze, że wielu Polaków żyje jako „pokolenie 1500” (Jest to kwota jaką zarabiają), tak ochocze rozdawanie pieniędzy uchodźcom jest na miejscu ?  Warto dodać, że nie będą  to głównie kobiety i dzieci, ale w dużej mierze tłum zdrowych mężczyzn z roszczeniową postawą. Kilka dni temu wszedłem w dyskusję na Twitterze z Konradem Niklewiczem,  który w swoim CV ma między innimi bycie rzecznikiem prasowym polskiej prezydentury w Radzie Europejskiej oraz prace w takich instytucjach jak: Centrum Informacyjne Rządu oraz Kancelaria Premiera Rady Ministrów. Wykorzystał on to samo zdjęce, co wiele mediów. Przekaz był jasny: Nie możemy być obojętni.  Zapytałem wprost czego oczekuje. „Publicznej debaty, chwili zastanowienia nad losem uchodźców”. Gdy jednak zasugerowałem, że publiczna debata mogłaby obnażyć niechęć Polaków do przyjmowania uchodźców, zostałem nazwany „człowiekiem o lodowym sercu”, który „na swojej ścieżce myślenia jest samotny”. Ja wiem, że samotny w tej kwestii nie jestem. Wystarczy spojrzeć na komentarze w internecie pod tym tematem, by dostrzec, że nastroje w tej kwestii są przeważnie negatywne. Okazywanie miłosiedzia innym jest wielką rzeczą, nas jednak w tej chwili na nie po prostu nie stać. I to jest niepodważalny fakt.

Palący się grunt pod nogami Angeli Merkel nie wywołuje u niej żadnych negatywnych emocji.  Liczne zamieszki na terenie Niemiec nie wzruszają pani kanclerz, wręcz przeciwnie, kontynuuje swoją politykę poprawności. Nawołuje ona do wspólnej polityki imigracyjnej, co za tym idzie – Polska, która pierwotnie miała przyjąć 2 tysiące uchodźców, może ich przyjąć zgodnie z nowymi zasadami około sto tysięcy. A to początek. Liczba imigrantów będzie stale się zwiększać, a wtedy nastąpi katastrofa – kompletna destabilizacja Europy.

Nie wszystkim jednak ta polityka się podoba. Głównym jej przeciwnikiem jest Victor Orban – premier Węgier. Niespotykana już dziś u polityków charyzma Orbana, jego reformy i stricte patriotyczne podejście spowodowały, że Polska może z podziwem patrzeć Węgry, które – jeżeli się nic nie zmieni, mogą stać się ostatnim symbolem chrześcijańskiej Europy w obliczu nadchodzącej katastrofy. Słowacja z kolei mimo narzucanych im kwot uchodźczych przyjmie tylko 100 imigrantów, pod warunkiem, że będą chrześcijanami. Ich premier – Robert Fico powiedział wprost, że polityka Unii Europejskiej poniosła klęskę i nie można udawać, że możemy przyjmować imigrantów z otwartymi ramionami. Wobec nasilających się problemów, Szwajcaria zastanawia się nad wyjściem ze strefy Schengen, a Brytyjczycy w 2017 będa głosowali za tym czy chcą dalej być członkiem Unii Europejskiej. Do tego mamy również Australię, gdzie po przeprowadzeniu reform i stwierdzeniu, że prawo szariatu nie będzie przestrzegane na terenie Australii, od 7 miesięcy nie przyjęto żadnego imigranta.

Europę czeka burzliwy przyszły rok. Być może najtrudniejszy w historii. W tej chwili mamy polaryzację nastrojów: Skrajnie prawicowe ugrupowania, które w sondażach górują m.in we Francji, Danii i Szwecji nieprzychylne imigrantom z Bliskiego Wschodu oraz polityka multi-kulti, która coraz bardziej traci na popularności. Na Bliskim Wschodzie mamy nie dające o sobie zapomnieć Państwo Islamskie, syryjskie piekło wojny domowej oraz w samym sercu Europy NAS – więźniów emocjonalnych szantaży, serwowanych przez media.

Musimy zacząć postrzegać sprawy szerzej. Nie jesteśmy zachodnim supermocarstwem, które stać na utrzymywanie imigrantów. Nawet nie jestem w stanie podać długu publicznego, ponieważ z każdą minutą kwota jest coraz większa. Pół miliona polskich maluchów nie dojada. 10% ludzi poniżej 18 roku życia żyje na granicy minimum egzystencji. Kilkaset tysięcy ludzi zza zachodniej granicy chce wrócić do swoich bliskich. Zza wschodniej Polacy chcą uciec od ogarniętej wojną Ukrainy. Może warto zastanowić się nad problemami własnego kraju i własnych obywateli, zanim zaczniemy ślepo spełniać wszystkie rozkazy z Berlina i przyjmować już nie grupkę kilkunastu uciekinierów z terenów ogarniętych wojną,  ale  grupę ludzi, która często siłą  domaga się swoich praw.

P.

Chwała Bohaterom

71 lat temu, 1 sierpnia 1944 na rozkaz Tadeusza „Bora” Komorowskiego miało miejsce największe zbrojne wystąpieniem podziemia przeciwko nazistowskiej III Rzeszy w okupowanej przez nich Europie. Militarnie przeciwko III Rzeszy, politycznie przeciwko ZSRR.

Powstanie, w założeniu mające trwać parę dni, zakończone zostało 2 października 1944 r. Określane jest często „63 dniami chwały”. Na wieść o jego wybuchu , Hitler wydał rozkaz Himmlerowi:

„Każdego mieszkańca należy zabić, nie wolno brać żadnych jeńców. Warszawa ma być zrównana z ziemią i w ten sposób ma być stworzony zastraszający przykład dla całej Europy”

W Powstaniu Warszawskim zginęło od 150 do 200 tysięcy ludności cywilnej, 16 tysięcy powstańców (10 tysięcy zginęło, 6 tysięcy zaginęło, uznano ich za zabitych). Warszawę zamieniono w pył, stracono niesamowicie cenny dorobek kulturowy.

W dzisiejszych czasach, gdzie prawdziwym problemem ludzi jest ich dochód, zazdrość wobec drugiego człowieka i szalona gonitwa za czymś nieuchwytnym, dzisiaj – 1 sierpnia, a także za rok, za dwa lata i zawsze – o godzinie  17.00,  godzinie „W”, możemy stanąć na chwilę ,pomyśleć, zadumać się, że ktoś, kiedyś oddał życie za to by Polska była wolna.  Cześć i chwała Bohaterom.

P.

Diagnoza: Rak Europy

Kiedyś

Historycy nie są zgodni co do kwestii najważniejszej bitwy pierwszego najazdu muzułmanów na Europę. W myśl pierwszej grupy, najistotniejszym sukcesem była obrona Konstantynopola przed kalifatem Umajjadów w latach 717/718 dowodzonym przez Maslama ibn Abd al-Malika. Trwająca rok czasu walka między Cesarstwem Bizantyjskim a Arabami zakończyła się odstąpieniem najeźdźców od Konstantynopola. Mimo ogromnej przewagi Arabów nad wojskami Leona III Izauryjczyka i  chana Bułgarii -Terweła (200.000 tys. do 80.000 tys.) nie udało im się pokonać przeciwnika, a główny atak arabski został odparty.

Druga grupa uważa, że to zwycięstwo Karola Młota pod Poitiers w roku 732 nad wojskiem Abda ar-Rahmana i jego 50 tysięcznej armii Maurów i Berberów, było momentem zatrzymania zalewu arabskiego w Europie. Przeciwnicy tej teorii sugerują, że była to tylko łupieżcza wyprawa, a Arabowie byli zbyt słabi na kolejne podboje w Galii. Zdania sa mocno podzielone.

O ile w kwestii pierwszego najazdu Arabów są pewne wątpliwości co do najważniejszej bitwy, tak jeżeli chodzi o drugi najazd  na Europę, nie ma co do tego żadnych pytań. Zwycięstwo Jana III Sobieskiego w 1683 roku, przybywającego z odsieczą w myśl porozumienia polsko-austriackiego przeciwko Turcji, odbiło się szerokim echem w całej Europie. Słowa Sobieskiego: „Przybyłem, zobaczyłem, zwyciężył Bóg”, które zawarł w liście do Ojca Świętego, informując go o zwycięstwie, były komentowane wszędzie, a Polska, która od dawna była postrzegana m.in. przez Papieża Jana XXII za tarczę, która chroni Europę przed najazdami tatarskimi, po raz kolejny pokazała swoją niezwykłą siłę. Przykrą ciekawostką jest fakt, że austriaccy i niemieccy historycy z XIX wieku marginalizowali udział Polski w jednej z najważniejszych o ile nie najważniejszej bitwie w Europie tamtych czasów. Tłumaczenie braku symbolicznego pomnika Jana III Sobieskiego w Wiedniu niewystarczającymi środkami i innymi mało istotnymi argumentami jest co najmniej zabawne. My wiemy swoje. Jan III Sobieski i jego dzielna armia zatrzymali wyznawców Mahometa przed dalszymi podbojami. Bogu niech będą dzięki.

Wczoraj.

Zaczęło się tak samo jak zwykła emigracja zarobkowa. Po II wojnie światowej, podczas przemian gospodarczych, do krajów Europy Zachodniej przybyli mężczyźni podejmujący różnego rodzaju prace, których rodowici mieszkańcy nie chcieli wykonywać. Kuszące zarobki pozwalały utrzymać im wielodzietne rodziny. Wieści rozchodzą się szybko, dlatego do pracujących już mężczyzn, dołączali następni wraz z wielodzietnymi rodzinami. Ponieważ nie chcieli zostać na stałe, nie asymilowali się z resztą społeczeństwa. Załamanie sie sytuacji w krajach arabskich spowodowało, że zostali na stałe w Europie  Zachodniej.

Ponieważ w Europie obowiązuje prawo ziemi obarczone jednak pewnymi restrykacjami (Francja, Niemcy, Wielka Brytania – czyli ulubione kierunki muzułmanów). Dzieci urodzone przez rodziny muzułmańskie w krajach zachodnich automatycznie stawały się obywatelami kraju, w którym osiedlili się jego rodzice, przy założeniu, że spędzili w danym kraju okreslony czas, z czego nie wynikał zazwyczaj problem.  Mijają lata, a efektem tego procesu są kolejne pokolenia Muzułmanów, swobodnie posługujących się językiem kraju, w którym się wychowali. Stali się oni dużą częścią społeczeństwa, które coraz częściej domaga się swoich praw.

Dzisiaj.

W niektórych państwach europejskich jest po rybach. Jak banalnie by to nie brzmiało, to smutna prawda. Niemcy swoją polityką otwartości doprowadzili do tego, że ludzie boją się głośno mówić o Muzułmanach, ale mimo wszystko ponad 75% odczuwa obawy w związku z coraz większą ekspansją islamu w ich kraju. W ostatnim czasie przeciwko muzułmanom wyszli protestować kibice piłkarscy w Kolonii. Prasa nazwała ich (kibiców, rzecz jasna) „Naszym (niemieckim) największym problemem”. Ludzie mają dość wielogodzinnych bitew m.in. w Hamburgu pomiędzy salafitami a kurdami. Świadkowie opowiadali, że mieli wrażenie „jakby konflikt z Syrii przeniósł się do ich miast”. Tu nie chodzi o grupę Turków, chcących wybudować meczet. Tu chodzi o tych najbardziej zradykalizowanych salafitów, którzy dążą do narzucenia całkowitego prawa szariatu oraz zachęcają do tego młodych Niemców rozdając im egzemplarze Koranu. Do końca roku salafitów ma być u naszych zachodnich sąsiadów ok. 7 tysięcy. Jeszcze parę lat temu była to liczba 2 tysięcy. Kibice, ale i nie tylko oni boją się, że tak szybko rozwijająca się grupa radykałów zrobi w którymś momencie z jednego z niemieckich miast krwawą łaźnię.

Powstały specjalne szkoły (m.in. we Frankfurcie (O nein!),Norynberdze, Munster, oraz w kilku innych krajach Europy), gdzie naucza się już Islamu. Jest to element tzw. „Operacji Trojan Horse”, w myśl której Muzułmanie zaczynają … przejmować europejskie szkoły, narzucając im swoje prawa salafizmu. Dyskredytacja obecnych władz szkół i ich zastępstwo przez „odpowiednie osoby”, które byłyby w stanie dokonać zmian. Taka jest taktyka. Co ciekawe, po raz pierwszy usłyszano o „Operacji Trojan Horse” w Birmingham, w Wielkiej Brytanii, gdzie do władz miasta trafił… anonimowy list. Do jakiego stopnia szkoły zostały już opanowane, tego nie udało się stwierdzić.

Polityka wielokulturowości nie zdała egzaminu w Wielkiej Brytanii. Aż 95% ankietowanych jest zdania, że wielokulturowość zmierza w złym kierunku. Gdy Islamiści zabili brytyjskiego żołnierza na ulicach Londynu, sprawa została zamieciona pod dywan. Również w Londynie pojawiły się patrole szariatu informujące wyznawców innej niż Islam wiary, że nie mogą spożywać alkoholu na danej ulicy. W Birmingham (znowu) muzułmański policjant zabronił dwóm kaznodziejom rozdawania Biblii, ponieważ znajdowali sie w „muzułmańskiej dzielnicy”. Pewna nauczycielka w brytyjskiej szkole nie podała jednemu z dzieci szklanki wody, ponieważ nie chciała by jego rówieśnicy, obchodzący ramadan nie poczuli się urażeni. Dziecko trafiło do szpitala z powodu odwodnienia. W strefach, gdzie dominującą religią jest islam, powstają „muzułmańskie getta”, które wyznawcy innych religii omijają szerokim łukiem. Staliśmy się więźniami własnych państw. 

Francuzi przestają milczeć w kwestii imigrantów m.in. z Maroka i Algierii a także Iranu i Pakistanu. Zaczęło dochodzić do kuriozalnych sytuacji, w których imigranci, zachęceni polityką socjalną Wielkiej Brytanii, próbują dostać się na Wyspy przez port Calais (kanał La Manche). Masowy, nielegalny przepływ ludzi nie mógł ujść z oczu Francuzom, którzy z biegiem czasu przestali radzić sobie ze stale rosnącą liczbą imigrantów. Burmistrz Calais – Natacha Bouchart zagroziła, że zamknie port. Kuriozalna sytuacja, gdzie obydwie strony: francuska jak i brytyjska umywają ręce, nie służy kierowcom, którzy wyraźnie podkreślali, że boją się jeździć trasą przez Calais.

Szwecja w 2010 roku zajmowała 15 miejsce w rankingu ONZ wg. wskaźnika rozwoju. W wyniku procesu przyjmowania imigrantów (100.000 ludzi rocznie!), szacunkowo w 2030 roku, Szwedzi zajmą miejsce… 45 i tym samym dołączą do krajów trzeciego świata.  Duński dziennikarz Mikael Jalving twierdzi, iż asymilacja w Szwecji jest wykluczona, a partie polityczne uznają to słowo za nazistowskie. Politycy milczą, a od nowego roku będzie można karać obywateli za krytykę polityki imigracyjnej. Pod koniec października, szwedzka policja okresliła 55 stref, do których nie wjeżdża jak i karetki oraz straż pożarna. Strefy te znajdują się poza kontrolą władz. Nielegalną władzę pełnia tam muzułmańskie gangi, a proceder handlu narkotykami, wymuszenia i strzelaniny to porządek dzienny. Strefy te znajdują się głównie na przedmieściach wielkich miast takich jak Sztokholm i Goeteborg.

Wisienka na torcie. Rotherham, Wielka Brytania. Między 1997 a 2013 rokiem zgwałconych zostaje 1.400 nieletnich przez pakistański gang pedofilii. Policja i władze przez lata umywały ręce. Nikt nie reagował. Powód? Zaskoczę Was: Ludzie bali się posądzenia o RASIZM. Po tej kompromitacji ze stanowiska rady miejskiej zrezygnował jej przewodniczący. Proces trwa drugi rok. Do tej pory skazano 5 osób, następne 15 złapano i przedstawiono im zarzuty. Podobne procesy toczą się w: Rochdale, Derby i Oksfordzie.

I jeszcze garść danych: wg. szacunków Wiedeńskiego Instytutu Demograficznego w połowie stulecia, w Austrii, dominującą religią wśród uczniów do lat 15 będzie islam. Wpływ islamu na holenderskie społeczeństwo jest taki, że na tą chwilę mamy tam ponad milion wyznawców tej religii i prawie 500 meczetów. Przez długi czas Holendrzy akceptowali muzułmanów, którzy „póki dawali wszystkim spokój, byli nieszkodliwi”. Kompletnie odwrotny nastrój zapanował wśród ludzi, gdy dowiedziano się, że zamordowano polityka Pima Fortuyna i dziennikarza-reżysera Theo Van Gocha (nakręcił głośny film dokumentalny o trudnej pozycji kobiet w islamie) Sprawcami byli fanatyczni muzułmanie. Od tamtej pory konflikt między Holendrami a muzułmanami zaognił się. W lutym 2013 roku radykalny brytyjski islamista Anjem Choudary mówił do swoich zwolenników : „Branie pieniędzy od niemuzułmanów, czyli ludzi kaffir, jest całkowicie w porządku. Bierzemy po prostu zasiłek dla „poszukujących dżihadu”. Potrzebujemy przecież wsparcia” i naśmiewał się z Brytyjczyków, którzy „pracują całe swoje życie od 9 do 17”. Europa  bankrutuje w dużej mierze przez zasiłki dla muzułmanów. Muammar Kadafi, jeszcze za życia oznajmił, że: „Wszystko wskazuje na to, iż Allah zapewni islamowi zwycięstwo w Europie bez użycia miecza czy  broni, bez podboju. Nie potrzebujemy terrorystów, nie potrzebujemy zamachowców. Miliony europejskich muzułmanów zmienią ten kontynent w islamski w ciągu zaledwie kilku dekad”.

Jutro.

Jeżeli nie zatrzymamy tego szaleństwa, za kilkadziesiąt lat nasze dzieci, wnuki, a może nawet i my będziemy w Europie mniejszością religijną. To nie są żarty. Statystyki są zatrważające. Co więcej, nie uczymy się na błędach. Większość państw Europy zachodniej dalej prowadzi „politykę otwartych drzwi”, pozwalając coraz częściej  muzułmanom na dyktowanie swoich praw. Szwedzi we własnym państwie mają mniej praw niż imigranci, a po nowym roku będą mieli ich jeszcze mniej. Zamyka się im usta.

Zderzenie kulturowe nie służy Europie. Hierarchia wartości jest kompletnie inna. Muzułmanie stawiają na pierwszym miejscu Boga, dalej rodzinę i poczucie wspólnoty. Europa to konsumpcjonizm, realizacja własnych prywatnych celów oraz również i nie bójmy sie tego stwierdzić – egoizm. Nie mamy twardego kręgosłupa moralnego, który mógłby to wszystko utrzymać tak jak to robi religia u muzułmanów. Europejczykom brakuje tożsamości. Granice w Unii Europejskiej zniknęły a wraz z nimi poczucie bycia europejczykiem. Płyniemy z prądem rzeki, nie widząc nic dookoła. Kiedyś może być za późno.

Nie wszyscy muzułmanie są zradykalizowani. To oczywiste, że część przyjeżdża tylko i wyłącznie w celach zarobkowych. Problemem jest to, że Ci ludzie nie chcą się asymilować ze „zdegradowanym moralnie” społeczeństwem europejskim. Tworzą oni zamknięte kręgi i struktury w których żyją a właśnie na takie „zagubione dusze” polują fundamentaliści, którzy pomagają im odnaleźć się w nowym świecie, oferują opiekę, wspólnotę, a następnie dokonują indoktrynacji i werbują do samobójczych ataków. Nikt w życiu by nie powiedział, że Muhammad Atta, wzorowy student egipskiego pochodzenia, który obronił doktorat z architektury, odrzuci zachodni system wartości i odnajdzie sens w islamskim radykaliźmie czego efektem będzie zamach z 11 września na World Trade Center w 2001 roku. Nie wiemy kto i gdzie zrobi coś podobnego następnym razem, a ataków terrorystycznych i ich prób przybywa z roku na rok.

Przyszłość

Ciężko pozbyć się z krajów ludzi, którzy drugie pokolenie spędzają na ziemiach europejskich i coraz głośniej domagają się swoich praw. Jedną z opcji zniwelowania liczby muzułmanów jest deportacja. Dlaczego uważam, że jest to dobry pomysł ? Norwegia (w Oslo najpopularniejszym męskim imieniem jest Mohammed) do końca 2014 roku deportuje ok. 7100 osób. Efektem comiesięcznych deportacji jest spadek przestępczości. Przypadek ? Śmiem wątpić. Druga opcja: należy ograniczyć prawa imigrantów w zakresie pomocy socjalnej, z której muzułmanie czerpią całymi garściami. I ciągle im mało. Władimir Putin powiedział: „Jeżeli ktoś woli prawo szariatu, to my proponujemy im aby przenieśli się do krajów, gdzie takie prawo obowiązuje. Rosja nie potrzebuje mniejszości… i my nie damy im specjalnych przywilejów oraz nie zmienimy naszego prawa aby je dopasować do ich pragnień, bez wzglęgu na to jak głośno będą krzyczeć: „dyskryminacja”. Prezydent Rosji trafił w sedno. Powoli zaczyna docierać do polityków, że Europa kopie sobie grób. We Francji podtrzymano zakaz noszenia burek, mimo licznych protestów i skarg jakoby „odsłanianie się w miejscach publicznych jest poniżające i jest to naruszanie praw religijnych”.  W dalekiej Australii słowa Julii Gillard, byłej już Pani Premier odbiły sie szerokim echem na całym świecie. Utrzymane były w podobnym tonie jak te, które wypowiedział Władimir Putin: „Imigranci muszą się zaadoptować lub wyjechać…to jest nasz kraj, nasza ziemia, nasz styl życia i dajemy wam możliwość korzystania z tego wszystkiego. Ale od momentu kiedy zaczynacie narzekać, jęczeć co do naszej flagi, zaangażowania, naszych przekonań chrześcijańskich, gorąco zachęcamy jeszcze do skorzystania z jeszcze jednej australijskiej wolności – prawa do wyjazdu”. Myślę, że warto pamiętać te słowa, jak i fakt, że ktoś już się postawił narzucaniu przez muzułmanów swoich praw w państwach jak widać nie tylko europejskich. To muzułmanie są gośćmi w Europie, nie odwrotnie. Nie możemy się bać funkcjonować w swoim własnym kraju. Otworzyliśmy drzwi, daliśmy wszystko co mieliśmy i jesteśmy dalej posądzani o dyskryminację. Tak być nie może. Jesteś gościem – dostosuj się. Muzułmanów to nie dotyczy. Zapatrzeni w Koran przypominają raka, który trawi przerzutami cały organizm. 

Polski bezpośrednio w chwili obecnej ten problem nie dotyczy. Przyczyna jest prosta. Jesteśmy biedni, a system socjalny tak ochoczo używany przez muzułmanów na zachodzie u nas przypomina konające zwierzę. W każdej stolicy zachodniej Europy poza Warszawą tworzą się muzułmańskie getta. Myślę, że to nasz handicap, ale jeżeli zachód nie zmieni polityki wobec imigrantów z krajów muzułmańskich w przyszłości stanie się to również naszym problemem. Wydaje mi się, że problem ten przyjdzie do nas szybciej niż nam się wydaje. Pytanie tylko: Kto wtedy obroni Polskę i Europę, tak jak kiedyś Jan III Sobieski ?

P.

Marzenia i koszmary

Jutro wypełniony po brzegi Stadion Narodowy będzie dopingował naszych rodzimych kopaczy, którzy staną w szranki ze świeżo upieczonymi mistrzami świata – Niemcami. Transmisja spotkania będzie realizowana na wszystkie kontynenty świata, do tak egzotycznych krajów jak: Malewidy, Turkmenistan czy Uzbekistan. Wydarzenie weekendu ? Czy może cheć pokazania nowych mistrzów w akcji ? Skłaniam się ku tej drugiej opcji. Tego samego dnia gra również Brazylia z Argentyną.

Czytając wypowiedzi niektórych „ekspertów” nie kryłem zdumienia. Pojawiające się często wypowiedzi w stylu: „Jak nie teraz, to kiedy” ?, „Powody dlaczego ogramy Niemców”, „Zagrajmy ofensywnie”.  Halo ? Czy ktoś tam posiada jeszcze szare komórki ? Mam wrażenie, ze po wygranej z Gibraltarem niektórzy zbytnio uwierzyli w umiejętności naszej kadry. Nie chciałbym wyjść na zaciekłego wroga polskiej piłki, ale podchodzę do tego spotkania, w moim odczuciu stosunkowo realnie i obiektywnie. Życzeniem każdego polskiego kibica jest odzyndzolić Niemców i pokazać im, że to my, Polacy jesteśmy lepsi ! Piękna sprawa. Wielkie marzenie. I niestety mało prawdopodobne.

Nawiązywanie do statystyk nie ma tutaj najmniejszego sensu, ale w skrócie:  70 miejsc różnicy w rankingu FIFA, sukcesy międzynarodowe i klubowe, status, cena i szkolenie zawodników. WSZYSTKO przemawia na korzyść naszych zachodnich sąsiadów. Argument o tym, że Niemcy przechodzą reorganizacje, wielu zawodników ma kontuzje i dzięki temu będa łatwiejszym przeciwnikiem jest bardzo złudny. W ich miejsce będą grali inni zawodnicy, może o mniej znanych nazwiskach ale, którzy z żelazną konsekwencją i uporem będą realizowali taktykę Joachnima Loewa. Kolejna kwestia, czytając przypuszczalne składy na jutrzejszy mecz widzę m.in. nazwiska: Hummels, Neuer, Kroos, Schuerrle, Mueller, Podolski, Goetze. To robi wrażenie, a dziennikarze sugerujący „łatwiejszy mecz” nie zdają sobie chyba sprawy z potencjału jakim dysponują Niemcy, nawet w mocno okrojonym składzie.

Bądźmy realistami. Nie ogramy Niemców. Zabranie im punktu będzie wielkim sukcesem. Ciągłe liczenie na Roberta Lewandowskiego, czasami aż do przesady, wywołuje u mnie odruch wymiotny. To taki sam piłkarz jak inni w kadrze. Nie Mesjasz, ani Harry Potter od którego różdżki nasza kadra zacznie nawiązywać walkę z najlepszymi. Wymagajmy od wszystkich, nie tylko od niego. To rozleniwia resztę zespołui sprawia, że niektórzy nie są należycie skupieni, bo przecież „Lewandowski wszystko załatwi”. Skupiamy się na nieskuteczności Lewandowskiego nie biorac pod uwagę,że to obrona jest naszą największą bolączą a Jakub Wawrzyniak, który po każdym meczu jest krytykowany, gra dalej bo mamy kompletny nieurodzaj.  Weźmy pod uwagę, że sukcesy m.in. polskich siatkarzy nie biorą się znikąd. To rozciągnięty w czasie proces szkolenia młodzieży pod odpowiednim kątem, wydawania pieniędzy , budowanie młodym zawodnikom warunków do stawania sie coraz lepszym. To również myśl szkoleniowa, która w naszej piłce zatrzymała się na etapie lat ’80. Mentalność Polaka, który pozjadał wszystkie mózgi i jest zbyt uparty by dać sobie wytłumaczyć, że pewne rzeczy już nie działają. U nas nie kuleje kadra, tylko cały pion szkolenia, dzięki któremu m.in Niemcy zbierają teraz plony swojej wieloletniej pracy. Musimy się w tej kwestii bardzo wiele nauczyć by myśleć o urywaniu punktów rywalom z wyższej półki. W innym przypadku, będziemy dalej dzielić ranking FIFA obok drużyn z Jordanii, Salwadoru i Libii i narzekać na Lewandowskiego, który strzela gole tylko San Marino i Gibraltarowi.

P.

Po hymnie

O sukcesie polskich siatkarzy powiedziano i napisano już praktycznie wszystko i wszędzie. No może  poza TVNem, który nawet nie nadmienił w dniu finału o tym,że biało-czerwoni grają o ZŁOTY MEDAL mistrzostw świata. Utarczki ze stacją Polsat ? Może i tak, ale dalekie to od dziennikarskiej sztuki. Z uwagi na to, że siatkówka zajmuje szczególne miejsce w moim sercu mogę być trochę nieobiektywny, ale wybaczycie mi to chyba, prawda ?

O tym,że Stephane Antiga nie będzie miał łatwego życia było wiadomo juz od razu. Wybrany, jeszcze za kariery zawodnika, miał pełne poparcie związku. Znawcy z for dyskusyjnych wiedzieli jednak swoje. Uznali, że kompletny brak doświadczenia trenerskiego francuskiego byłego już zawodnika Skry Bełchatów – zgubi nas i wcale nie wyprowadzi z kryzysu, w jaki wpadła kadra. Receptą na to miała być osoba drugiego szkoleniowca, również Francuza – Philippe’a Blain’a, który przez wiele lat dowodził reprezentacją trójkolorowych.

Podczas selekcji okazało się, że istnieje ogromna szansa by do kadry wrócił Mariusz Wlazły, jeden z ojców sukcesu drużyny Raula Lozano z 2006 roku, o ile … przeszedłby selekcję. Antiga od razu narzucił swój rytm pracy i nie realizował polityki „świętych krów”. Nie było w tej kadrze ludzi ważnych i ważniejszych, o czym dobitnie przekonał się na końcowym etapie selekcji nasz ofensywny przyjmujący – Bartosz Kurek, którego brak stanowił szerokie pole do dyskusji. Kibice łapali się za głowę, pytając: „Jak Antiga chce coś ugrać bez naszej największej gwiazdy ?” Sam drżałem, myśląc: „Ten facet jest albo bardzo głupi, albo jest geniuszem”. Historia z Kurkiem wypłynęła do mediów, jakoby Bartek awanturował się podczas treningów, nie doszedł do optymalnej formy, miał dwie rozmowy dyscyplinarne z Antigą. Hipotez było wiele, jedno było wiadome na pewno: Kurek na Mistrzostwach Świata nie zagra. Wszyscy oszaleli. Francuski duet trenerski postawił na m.in. Mateusza Mikę i Rafała Buszka, którzy fantastycznie weszli do kadry podczas meczów Ligi Światowej, nabierając bezcennego doświadczenia, które procentowało (szczególnie u Miki!) na turnieju w Polsce.  Kandydaci do medalu ? Rosja, Brazylia, Włochy, USA, Polska + nieobliczalne drużyny Serbii,  Kuby, Francji, Niemiec oraz rewelacja sezonu – Iran. Drużyn dobrych było naprawdę wiele, a droga do finału długa, żmudna i trudna (13 spotkań). Duże znaczenie miało mieć to, kto będzie miał najdłuższą ławkę rezerwowych…

To co zobaczyłem 30 sierpnia podczas meczu otwarcia z Serbami, przyprawiło mnie o ciarki na plecach. W zasadzie za każdym razem mam dreszcze kiedy słyszę Mazurek Dąbrowskiego, ale ten szczególny raz – śpiewany a capella przez 63 tysiące ludzi zrobił na mnie tak ogromne wrażenie, że zapierało to dech w piersiach. Myślę,że przeciwnicy zdali sobie wtedy sprawę, że przy takiej publiczności wygrać meczu się po prostu nie da. Serbowie przegrali mecz 0-3, a my udanie rozpoczęliśmy mistrzostwa.

Kolejne zwycięstwa potwierdzały tylko, że jesteśmy w dobrej formie. Podczas małego potknięcia z ekipą Kamerunu byłem naprawdę zły, że gramy jak nie przystało na faworytów (w tym spotkaniu). Nie wziąłem pod uwagę,że kameruńskiemu atakującemu – Jean’owi Ndaki Mboule wychodziło wtedy prawie wszystko, no może poza przywołaniem deszczu … Wygraliśmy to spotkanie 3-1. Po kolejnych zwycięstwach, zakończyliśmy I fazę turnieju z kompletem punktów i setami 15-1. II faza okazała się o wiele trudniejsza. Porażka ze Stanami Zjednoczonymi 1-3, sprowadziła nas na ziemię (Pomimo bardzo dobrej gry !) Drugi mecz tej fazy zagraliśmy z Włochami, którzy osłabieni brakiem największej strzelby – Ivana Zaytseva mieli być tylko zwierzyną. Nic bardziej mylnego. Włosi grali do końca jak równy z równym, ale to my po meczu dopisaliśmy 3 punkty. Kolejne dwa mecze to istne horrory z Iranem i Francją zakończone zwycięstwami 3-2.

Kolejna runda przyniosła ogromne niespodzianki. Brak w najlepszej „szóstce” drużyny USA, Włochów czy Bułgarów było sporym rozczarowaniem dla tych drużyn. Znalazły się za to ekipy Francji czy Niemiec, którzy trochę szczęsliwie awansowali do 3 rundy. Losowanie przyniosło kolejny prezent dla drużyny niemieckiej. Los ich oszczędził i znaleźli się w grupie z Francją i z Iranem. Polska trafiła do „grupy śmierci”. W zasadzie można to powiedzieć o każdej drużynie, która do tej grupy trafiła. Mieliśmy sie zmierzyć z Brazylią i z Rosją, czyli kandydatami do złota. Rosjanie mimo,że osłabieni brakiem m.in. Aleksieja Werbowa i Maksima Michajłowa, stawiani byli w roli kandydatów do złota zanim turniej się rozpoczął. Potencjał zawodników, a w szczególności ich liczba nadawały sens opinii, że niezależnie w jakiej konfiguracji wystąpią Rosjanie – będą bardzo groźni. Dużo mówiło się również o postaci Aleksieja Spirydonova, który swoimi kontrowersyjnymi gestami (strzela wyimaginowanym karaninem do publiczności ?! WTF ?!) i słowami („…żal mi pszeków” – w kontekście Polaków) doprowadził do tego, że Rosja była niemiłosiernie wygwizdywana za każdym razem. Żałosny człowiek, imitacja profesjonalizmu.

Gra na naprawdę wysokim poziomie doprowadziła do tego, że wygraliśmy 3-2 zarówno z Brazylia w pierwszym spotkaniu, jak i z Rosją, która po porażce z Brazylią musiała nas ograć za 3 punkty. Nic takiego nie miało miejsca, Spirydonov, który na początku meczu napsuł nam dużo krwi z biegiem czasu osłabł i usiadł na ławce rezerwowych. Kapitalne spotkania rozegrał Mariusz Wlazły, ale to każdy z zawodników dołożył po cegiełce do sukcesu.Po raz kolejny pokazaliśmy swoją siłe, a Rosjanom został mecz o 5 miejsce z Iranem.

Półfinał z Niemcami był bardzo nerwowy. Zawodnicy Vitala Heynena nie składali broni bardzo długo, każdy set kończył się bardzo nerwowo, a my – po raz pierwszy od jakiegoś czasu graliśmy jako faworyci. Może to trochę sparaliżowało zawodników Antigi, ale summa summarum udało się pokonać rewelację turnieju 3-1 i gra w finale stała się faktem. Tam czekała już drużyna Bernardo Rezende, pałająca żądzą rewanzu. W półfinale po bardzo zaciętym meczu pokonali Francuzów 3-2.

Finał napisany został złotym piórem. Po pierwszym, gładko przegranym secie miałem pewne obawy (Japonia 2006 rok…) i myślałem sobie „Cholera, czy Ci goście nigdy nie przegrywają”? Całe szczęście pokazaliśmy ogromny charakter, nie wystraszyliśmy się silnego rywala, a Paweł Zagumny grający ostatni mecz w narodowych barwach rozdzielał piłki niczym geniusz. Mariusz Wlazły bił Brazylijczyków niemiłosiernie, a Mateusz Mika – objawienie mistrzostw obijał blok niczym stary wyjadacz. Po ostatnim ataku Wlazłego w 4 secie, katowicki Spodek odleciał, a ja będąc jakieś 1000 km dalej na zachód, śledzący relację internetową – razem z nim ! Jesteśmy Mistrzami Świata ! Do tej pory słyszę łamiące się głosy komentatorów: Tomasza Swędrowskiego i Wojciecha Drzyzgi  (Ojciec Fabiana, naszego rozgrywającego), którzy powtarzają to jak mantrę. Po finale przyszła feta, rozdanie nagród indywidyalnych (w dream-teamie mistrzostw:  Karol Kłos i Mariusz Wlazły (również MVP turnieju) i medali. Odśpiewanie Mazurka Dąbrowskiego, czyli coś czego się nie zapomina. Szeregi wywiadów. A w nich więcej emocji niż składnych zdań. Stephane Antiga debiutuje na wielkiej imprezie jako trener i zdobywa tytul mistrza świata. Niesamowite.

Co teraz ? Cel ? Mistrzostwa Europy w przyszłym roku i kierunek Rio de Janeiro ! Zadanie będzie jeszcze trudniejsze, ponieważ wszyscy będą wymagać teraz jeszcze więcej. Większych skandali niż te z udziałem kacapa Spirydonova nie było, może poza Brazylijczykami narzekaącymi na brak przywilejów po wygraniu 9 meczów z rzędu (Polacy wykorzystali prawo gospodarza do grania meczów  III rundy z jednodniowa przerwą na co liczyli Brazylijczycy. Szanse na rewanż mają w Rio). Mistrzostwa świata w Polsce przyniosły też trochę smutku. Z kadry zrezygnowali zasłużeni: Krzysztof Ignaczak, Paweł Zagumny, Mariusz Wlazły i kapitan Michał Winiarski. Zastąpienie ich będzie ogromnie trudne, ale nie niemożliwe. Stephan Antiga to człowiek, który znajdzie godnych zastępców. Wierzę w to bardzo mocno. Byłoby wskazane, żeby Bartosz Kurek wyszedł z inicjatywą pojednania. Po słowach „Już więcej u  Ciebie nie zagram”, pozostał niesmak, ale jesteśmy tylko ludźmi, a ludzie popełniają błędy. A w tej chwili musi uderzyć się w pierś. Wydaje mi się, że Stephan jest w stanie wybaczyć krnąbrnemu przyjmującemu, ale ten musi udowodnić swoją wartość na boisku. O to nie będzie łatwo, bo konkurencja nie śpi.  Zwycięzcami mistrzostw są przede wszystkim młodzi: Fabian Drzyzga, Mateusz Mika i Paweł Zatorski, którzy weszli do kadry przebojem, ogrywani w Lidze Światowej i wskoczyli na poziom światowy. Oby tak dalej chłopaki ! My, jako kibice, mocno trzymamy kciuki.  To pokazuje też model szkolenia, który sprawdza się od lat w Polsce. Inwestuje się pieniądze w siatkówkę i po czasie zbiera się tego żniwa. W finale nie widziałem podobnie jak w piłce nożnej gości wymuskanych, wyżelowanych, tylko normalnych nieludzko pracujących. Jesteśmy Mistrzami Świata !

 P.