Historia najlepszym sędzią na ziemi. 7 lat PO w Polsce.

To już 7 lat pod rządami Platformy Obywatelskiej (dalej w tekście – PO). 7 lat niejasności, niespełnionych obietnic i afer zamiatanych pod dywan. Problem PO polega na tym, że pod tym dywanem nie ma już wiele miejsca. W tekście przytaczam grzechy główne, których dopuściła się partia Donalda Tuska, a obecnie Ewy Kopacz. Tekst po przeczytaniu którego powinniście się dwa razy zastanowić podczas nadchodzących wyborów.

1) Afera stoczniowa

Operacja CBA pod kryptonimem „Hornet” ujawniła, że zorganizowany przez Ministerstwo Skarbu Państwa (MSP) oraz Agencja Rozwoju Przemysłu  (ARP) przetarg na zakup majątku stoczni w Gdynii i  Szczecinie od początku był ustawiony. Wysoko postawieni urzędnicy MSP i ARP lobbowali zakup przez tajemniczą firmę z Karaibów, za którą stali arabscy szejkowie- Stiching Particulier Fonds Greenrights.  Oświadczenia rejestracyjne i wpłacenie wadium miało mieć miejsce do 30 kwietnia, ale przesunięto je do 8 kwietnia, tego samego dnia wpłynęły pieniądze od katarskiego inwestora. Przypadek ? Fakt, że szef ARP – Wojciech Dąbrowski i Wiceminister Skarbu Państwa – Zdzisław Gawlik wiedzę na temat kontrachenta czerpali z  internetu daje dużo do myślenia. Ówczesny szef CBA – Mariusz Kamiński komentował przetarg w taki sposób: działania te prowadzone były nie tylko wbrew interesom ekonomicznym państwa, ale również wbrew zdrowemu rozsądkowi”, co wydaje się być zbyt lekką oceną. To była kompromitacja. „Rz” opisujac aferę wskazała, że w transakcji brał udział Abdul Rahman El-Assir – libański handlarz bronią, który miał nawet wpłacić  w.w. kwotę wadium w imieniu katarskiej firmy.  Do tego dochodzą liczne nieprawidłowości m.in. z wyborem Jacka Goszczyńskiego na wiceprezesa ARP z pominięciem procedury konkursowej. Mimo, że Donald Tusk zapewniał, że władze państwowych spółek nie będą wybierane „w zaciszu gabinetów politycznych”, do konkursu na stanowisko wiceprezesa ARP nie doszło. Wyboru dokonał minister skarbu państwa – Aleksander Grad, który o całej aferze z przetargiem wiedział. W internecie można znaleźć bez problemu stenogramy rozmów, z których jasno wynika, że korupcja na wysokich szczeblach władzy to nie „wymysł internetowych hejterów”, ale smutne fakty.

2) Afera hazardowa

Afera ujawniona na łamach „Rzeczpospolitej” w 2009 roku wraz ze stenogramami rozmów ówczesnego szefa klubu parlamentarnego PO – Zbigniewa Chlebowskiego z jednym z biznesmenów branży hazardowej – Ryszardem Sobiesiakiem. W rozmowach brali udział również umawiający spotkania znajomi Chlebowskiego oraz lobbysta – Jan Kosek. W sprawę mocno zaangażowany był pełniący wówczas funkcję ministra sportu i turystyki – Mirosław Drzewiecki, który m.in. wysyłał pismo do wiceministra finansow o wykreślenie z ustawy obciążeń niekorzystnych dla biznesmenów. Politycznym efektem było m.in. odwołanie ze stanowiska szefa CBA – Mariusza Kamińskiego, w trybie przyspieszonym uchwalono również ustawę hazardową. W międzyczasie wyszły kolejne niewygodne fakty dotyczące m.in. intensywne próby  Mirosława Drzewieckiego i jego asystenta Marcina Rosoła włączenia do władz totalizatora Magdaleny Sobiesiak, córki Ryszarda Sobiesiaka, który jak się okazało później ma wielu znajomych na wysokich szczeblach władzy.  Przeprowadzono śledztwo, które nie wykazując większych nieprawidłowości zostało później umorzone, co w szeregach Prawa i Sprawiedliwości określono mianem skandalu.

3) Sprzedaż lasów

Podczas gdy media głównego nurtu obśmiały Krystynę Pawłowicz za pałaszowanie sałatki, w Sejmie podjęto próbę zmiany Konstytucji, w myśl której w momencie, w którym wymagałoby tego „dobro publiczne” można by sprzedać Lasy Państwowe, co w chwili obecnej jest niemożliwe. Według rządu PO „dobro publiczne” to np. załatanie chociaż w części tonącej w długach III RP, lub wypłata odszkodowań za mienie odebrane Żydom przez Niemców i Sowietów. Komorowski złożył taką obietnicę w 2009 roku. Tajna notka ambasadora USA w Polsce ujawniona przez WikiLeaks nie pozostawia złudzeń :

„Jeśli chodzi o regulację kwestii restytucji mienia odebranego w czasie II wojny światowej i epoce komunizmu, Komorowski wyraził zaniepokojenie związane z kryzysem finansowym, który według niego zmienił nieco okoliczności. Niemniej jednak powiedział, że premier Tusk zmusi niepokornych ministrów, m.in. rolnictwa i ochrony środowiska, do tego by „dołożyli się do rekompensat” sprzedając państwowe lasy i nieruchomości”. 

Nie było o tym tak głośno jak o sałatce z rybą pani Pawłowicz, prawda ?

4) Traktat Klimatyczny

Posłużę się tym samym cytatem, który podawałem w poprzednim tekście. Dr Teluk z 2012 roku:

„Nasz kraj nie prowadzi profesjonalnego lobbingu swoich interesów narodowych w Brukseli. (…) Polscy politycy są albo słabymi negocjatorami, albo działają z premedytacją, za obietnice jakichś lukratywnych miejsc w Brukseli po zakończeniu kadencji.”

Dzisiaj już wiemy, że Donald Tusk jest przewodniczącym Rady Europejskiej, a dzięki Nigelowi Faragowi mamy świadomość ile zarabia (300 tysięcy euro). Ja wiem, to kolejny zbieg okoliczności. Podpisując w 2008 roku traktat klimatyczny, podpisał wyrok śmierci  na polską energetykę, która opiera się na węglu. Kopalnie od lat mają problemy, a  ile firm upadło lub zbankrutowało dzięki tej decyzji niewiadomo. Wiemy natomiast, że od paru lat rezlizowany jest scenariusz „wygaszania” kopalni. Sukces jakim określono dogadanie się między Premier Ewą Kopacz i związkami górniczymi jest tylko chwilowy. Podejrzewam, że wszystko runie po wyborach. Zbiegiem okoliczności oczywiście.

5) Stawka Vat + podniesienie wieku emerytalnego

Jednym z punktów programu gospodarczego Platformy Obywatelskiej był brak zgody na podwyższanie podatków i zapowiedź ich obniżania. Lata rządów Donalda Tuska pokazały, że są to obietnice bez pokrycia. Wzrost stawki VAT do 23%, oraz wydłużenie wieku emerytalnego do 67 lat to po prostu wstyd i grabież ludzi z emerytur.

6) OFE

Poza wydłużeniem wieku emerytalnego, reforma emerytalna to koleje okradanie Polaków. Mówiąc wprost: ZUS część pieniędzy ze składek przekazuje do OFE, które pożyczają je rządowi, który dotuje z nich ZUS, ponieważ ZUSowi brakuje pieniędzy na wypłatę emerytur, m.in. dlatego, że oddał je przed chwilą do OFE. Czyli ZUS dostaje od rządu pieniądze, które przed chwilą miał w ręku jako zupełnie nieoprocentowane – tyle, że teraz musimy jeszcze zapłacić procent dla OFE za pożyczenie tych pieniędzy rządowi. Kręci się.

7) Afera podsłuchowa

14 czerwca „Wprost” opublikował stenogramy z nielegalnie podsłuchany rozmów wysoko postawionych ludzi. Podsłuchane rozmowy zostały nagrane w warszawskich restauracjach.

Dramat I aktu. Rozmowa Ministra Spraw Wewnętrznych – Bartołomieja Sienkiewicza z Prezesem NBP – Markiem Belką. W rozmowie brał udział również szef gabinetu Belki – Sławomir Cytrycki. Rozmowa dotyczyła odwołania Ministra Finansów-Jacka Rostowskiego oraz potencjalne możliwości finansowania przez NBP deficytu budżetowego.

Dramat II aktu z udziałem Radosława Sikorskiego. Jego słowa  (Sikorskiego) do Jacka Rostowskiego:

„Wiesz, że polsko-amerykański sojusz to jest nic niewarty. Jest wręcz szkodliwy, bo stwarza Polsce fałszywe poczucie bezpieczeństwa… bullshit kompletny. Skonfliktujemy się z Niemcami, z Rosją, i będziemy uważali, że wszystko jest super, bo zrobiliśmy laskę Amerykanom. Frajerzy. Kompletni frajerzy „

zostały nie tylko w Polsce uznane za skandal.  Pojęcie, które padło później „Murzyńskość” opisujące polską niską samoocenę i płytką dumę powinno zakopać Sikorskiego jako polityka na lata. Nic takiego miejsca nie miało, a Radek ma się świetnie piastując rolę Marszałka Sejmu.

Rozmów było więcej, m.in. Sławomira Nowaka (b. minister transportu) z Andrzejem Parafianowiczem (b. wiceminister finansów) oraz Pawłem Grasiem (b. rzecznik prasowy rządu) i Dariuszem Jackiem Krawcem (Prezesem PKN Orlen).

18 czerwca funkcjonariusze ABW i prokurator wkroczyli do siedziby „Wprost” i zażądali wydania taśm.  Redaktor naczelny „Wprost” Sylwester Latkowski odmówił powołujac się na konieczność zachowania tajemnicy dziennikarskiej. Pomimo siłowych prób odbicia nośników, funkcjonariusze ABW opuścili redakcję bez nich. Summa Summarum „Wprost” przekazal je później do ABW. Tak walczy się z niewygodnymi faktami. We wrześniu prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie domniemanych nadużyć przez Marka Belkę i Bartołomieja Sienkiewicza.

8) Afera Amber Gold/Układ Gdański

Latem 2012 wybuchła afera w sprawie piramidy finansowej Amber Gold, która oferowała lokaty w złoto i kusiła wysokim zyskiem. 18 tysięcy poszkodowanych i ok. 850 mln złotych ich strat to bilans śledztwa. Dziwne jest to, że Amber Gold działała bez przeszkód mimo faktu, że jej właściciel posiadał na swoim koncie już 9 wyroków w zawieszeniu za oszustwa podatkowe. Nie płacił regularnie podatków i nie składał sprawozdań finansowych, na co dziwnie chętnym okiem spoglądały: urząd skarbowy, prokuratora i sądy.

Po czasie wyszło na jaw, że w liniach lotniczych OLT, których właścicielem był Amber Gold, pracował … syn Donalda Tuska – Michał. Andrzej Jaworski z PiS powiedział, że młody Tusk zarabiał więcej niż dyżurny portu, który odpowiada za bezpieczeństwo pasażerów a pracę dostał po nominacji politycznej.  Jaworski wspominał również, że zatrudnienie Tuska ma bezpośrednie powiązanie z „Układem gdańskim”, który jest swoistym środowiskiem polityczno-biznesowym do którego należą m.in. Paweł Adamowicz (prezydent Gdańska), Ryszard Milewski (skompromitowany sędzia),  prokuratorzy – Bogdan Szegda i Dariusz Witold Pogorzelski i wielu innych jak Andrzej Kowalczyk (pełnomocnik marszałka województwa pomorskiego Mieczysława Struka), który stoi za organizacją futbolowych spotkań PO.

9) Jest tego więcej

Wszystkich afer nie sposób wymienić, zbieranie materiałów zajęłoby lata (całkiem szczerze), jest jednak wiele innych sytuacji co najmniej dwuznacznych, godnych uwagi. Ubiegły rok zdominowany był również dzięki Radosławowi Sikorskiemu (tak, to ten Marszałek Sejmu), który w ramach rekompensaty za wyjazdy poselskie swoim prywatnym samochodem dostał zwrot blisko 80 tysięcy złotych. Mimo posiadania limuzyny rządowej i ochrony BOR-u, zdołał wyjeździć bardzo dużo. Można śmiało powiedzieć, że Marszałek jest wzorem aktywności poselskiej. W świetnym artykule z „Wprost” pod tytułem „Sikorski:Kierowca widmo” przyjrzano się troszkę uważniej jego faktycznej atywności, której… nie stwierdzono. Prokuratura rejonowa: Warszawa – Śródmieście odrzuciła wniosek o wszczęcie śledztwa, nie podając powodów. Ten sam Radek płacił swojemu brytyjskiemu koledze i dyplomacie – Charlesowi Crawfordowi za konsultacje jego wystąpień i poprawki. Ile ? Za 14 przemówień, takie tam około 250 tysięcy złotych.

Ustawianie przetargów, wydawanie pieniędzy dwukrotnie lub trzykrotnie większych niż w założeniu (Stadion Narodowy) i inne defraudacje, nepotyzm, psychopatyczne wystąpienia Stefana Niesiołowskiego i kompromitacje Grzegorza Schetyny. 3 miliony Polaków za granicami kraju szukający godnego życia i na koniec bilion długu publicznego, który stale rośnie.

To wszystko wierzcholek góry lodowej afer, które zdominowały rządy PO. Jesienią ich władza może przejść do skansenu. Historia tak jak kij, ma dwa końce, a koniec końców przychodzi czas na refleksję, ocenę i przemyślenia. Przecież historia jest najlepszym sędzią na ziemi.

P.

Hala Madrid !

Jak mawiają : „Jak się bawić to się bawić, drzwi wyj****, okna wstawić”. Za bardzo do serca wzięli sobie to posłowie PiS: Adam Hoffman, Mariusz Antoni Kamiński oraz Adam Rogacki, którzy w towarzystwie europosła (również z ramienia PiS) Dawida Jackiewicza i swoich żon, prawie doprowadzili do międzylądowania samolotu na linii: Warszawa-Madryt. Powodem była awantura w jaką wdały się żony naszych świetnych polityków ze stewardesą, która chciała odebrać kobietom wcześniej wniesiony na pokład alkohol, co wedle regulaminu jest zabronione. Żony polityków, odważne niczym matka chroniąca własne dziecko przez złem wszelkim postanowiły, że alkoholu nie oddadzą i basta. Dopiero interwencja kapitana samolotu ostudziły gorący charakter kobiet.

Następstwa to prawdziwy efekt domina. Okazało się, że posłowie wzięli kilkanaście tysięcy złotych zaliczki na wyjazd i zgłosili,że … pojadą samochodem. Wybrali jednak linie lotnicze (tanie, podobno). Skąd ta nagła zmiana ?

Co ciekawe, Adam Hoffman wyruszał w podróż służbową własnym samochodem 20 razy. Koszty wyprawaw ? Takie tam, 56 tysięcy złotych (około). Mariusz Antoni Kamiński również wydał na paliwo podobna kwotę. Rekordzistą jest jednak Adam Rogacki, który wycenił swoje podróże na 75 tysięcy złotych. Ciekawostką jest, że w oświadczeniach majątkowych samochod posiada tylko Adam Hoffman (10 letnie, Renault Megane, a dla niepoznaki jeździ wartym ok. 200 tysięcy zlotych Mercedesem GLK, chyba ,że zdążył już go zmienić #ZaWaszHajs). Z tego Adama to w ogóle fajny człowiek. Po piwku na czerwonym i długa. Diabeł ! A wszystko uwiecznione na okładkach tabloidów. Mógłby z powodzeniem występować w „Szybkich i wściekłych”, w „Prawych i Sprawiedliwych” również  dałby radę. Żona nie ma pracy ? Przecież jest KGHM i fucha asystentki prezesa, to przecież idealne dla niej. Nie, nie musisz chodzić do pracy, wypisze (ktoś) zwolnienie (które będzie trwać np.2 lata, a pensja będzie sobie wpływać, ok. 6 tysięcy zł miesięcznie, pasuje Ci?) Fajne jest tez to, że to facet z gestem. Żona musi zawieść taksówką dzieciaki do szkoły ? Kochanie, weź moją kartę służbową ! (dodam,że taksówkarz po ujawnieniu tego przekrętu, który mu się nie spodobał, zgłosił to i … stracił pracę). Adam Hoffman niczym Ojciec Pio posiadł zdolnośc bilokacji. Wg. oficjalnych dokumentów między 20 a 25 maja był na delegacji w Londynie. Co ciekawe 23 maja spotkał się z Konradem Piaseckim podczas Kontrwywiadu RMF FM w Warszawie. Jak tu nie uwielbiać naszych polityków ?

Całość „delegacji”, które wyglądają jak wakacje polityków na koszt ciemnego ludu można podejrzeć tutaj: http://orka.sejm.gov.pl/media.nsf/files/MDUA-9QSMYW/%24File/ZA%C5%81%C4%84CZNIK%20NR%205%20_Wyjazdy%20zagraniczne%20pos%C5%82%C3%B3w_VII%20kadencja.pdf (link podany przez Pana Przemysława Wiplera na oficjalnym koncie facebookowym). Z tego dokumentu wynika, że w obecnej kadencji posłowie wyjeżdżali 791 razy, a cały koszt to około 8 mln 660 tysięcy złotych. Ludzie, przejrzyjcie na oczy !

Hoffman, Kamiński i Rogacki zostali usunięci z partii oficjalnie 10 listopada na wniosek Jarosława Kaczyńskiego zaraz po wypłynieciu do mediów afery. Ostał się za to Jackiewicz, który pojechał, przepraszam polecial do Madrytu za swoje pieniądze. Teraz była trójka z PiS może pogratulować mu żony, która awanturowała się najbardziej. Tym samym PiS jak zwykle strzelił sobie w obie nogi tuż przed wyborami.  Nie pomógł im na pewno filmik, który wyciekł  do sieci niejakiego Eryka „wykfalifikowanego w ch*j !” Brodnickiego, kandydata na radnego Radomia: https://www.youtube.com/watch?v=u-2NMsS4l80&feature=youtu.be . Prawdziwe barwy kampanii. Pogratulować.

Efektem kolejnej aferki z udziałem naszych polityków był występ I Don Kichota RP – Radosława Sikorskiego.  W myśl tego występu w Sejmie powstanie komisja do spraw zagranicznych wyjazdów parlamentarzystów oraz powołany zostanie pełnomocnik ds. procedur antykorupcyjnych. Zostanie również wprowadzony limit kilometrowy samochodowo-samolotowych podróży naszej elyty polytycznej. I pomyśleć, że wszystko trwałoby w najlepsze gdyby nie awantury pijanych (przepraszam zestresowanych lotem) żon posłow. Ach te baby …

P.

Eurokołchoz

Na 2014 rok przypada rocznica 10-lecia Polski w Unii Europejskiej i ciągnie za sobą lawinę pytań, które sprowadzają się w zasadzie do jednego: Czy to jest faktycznie to czego chcieliśmy ? Po 10 latach, człowiek myślący czyli taki, który widzi zarówno zalety, ale także (i przede wszystkim) wady przystąpienia do wspólnoty musi  zdać sobie sprawę, że europejski kolos nie przypomina już gotowego do walki w ringu mężczyzny przed I rundą, ale słaniającego się tuż przed nokautem boksera, który ledwo zipie i zaraz upadnie. To biały karzeł zmierzający do czarnej dziury.

Statystyki są dla naszego członkostwa unijnego są bezlitosne. W stosunku do 10 lat przed wstąpieniem do Unii Europejskiej (czyli 1995-2004) zmniejszył się wzrost naszej średniej płacy (stosunek: 56%-18%), import (130%-58%), eksport (112%-63%) ale też PKB (56%-39%). O tym, że statystyczny Kowalski jest w stanie kupić o wiele mniej za swoją pensje, nie muszę przypominać. To widać gołym okiem. Jesteśmy biedni. I dopłacamy. Do czego ? Do europejskiego korytka urzędników. Np. za to, że krówki dały za dużo mleka. Takie tam, 195 milionów złotych. Kto bogatemu zabroni ? A co w zamian ? Pieniądze z Unii. Brzmi nieźle ? Teraz lepsze: W większej części te pieniądze są z naszych kieszeni podatniczych ,które parokrotnie przechodzą przez urzędniczą maszynę.

Zmniejszenie bezrobocia w Polsce ? A może to sprawa 2,5 miliona ludzi, którzy zdążyli wyjechać w tym czasie ? Polska traci 200 miliardów złotych rocznie tylko przez to, że mamy tylu rodaków za granicą. I to jeszcze w sytuacji, gdzie dosyłają oni do Polski pieniądze. Ktoś powie : Czy to przypadkiem nie dzięki Unii Europejskiej możemy wyjeżdżać za granicę do pracy ? Odpowiedź jest prosta: Nie. Dzięki układowi z Schengen można jeździć po większej części Europy i nie wiąże się to kompletnie z jej członkostwem (via Norwegia, Szwajcaria, Lietchtenstein). Należy raczej zadac sobie pytanie: Czy to przypadkiem nie Unia Europejska zyskała całych szeregów szarych, często fizycznie pracujących robotników za najniższe stawki , których nawet nie negocjują, ponieważ boją się utraty szansy na pracę i zarobków umożliwiających wysyłanie pieniędzy do ojczyzny? O autostradach nie ma nawet co wspominać, każdy wie jak jest. Dziwi mnie natomiast jakim cudem firmy wygrywające przetarg upadały w trakcie jej budowy  i nie wypłacały pieniędzy pracownikom ? Budowane z myślą o EURO 2012, do tej pory nie są skończone. A jeżeli chodzi o samo turniej – wydano 90 miliardów zł, zyskując …1 miliard. Stadion Narodowy przynosi 15 mln zł długu rocznie. Poza sukcesem promocyjnym dla kraju, którego nie należy umniejszać (każdy, kto przyjechał w gości był zadowolony – pytanie tylko: czy to nie ze względu na śmieszne ceny, które mamy ? (z perspektywy mieszkańca zachodu )) EURO okazało się dla nas finansową katastrofą.

Skoro już dostajemy „nasze” pieniądze z powrotem, dlaczego nie zrobimy z nimi czegoś bardziej pożytecznego niż wydanie ich (7 mln zł) na spot promujący 10-lecie Polski w Unii Europejskiej, czy fajerwerki w większych miastach na imprezę sylwestrową (6,5 mln zł) ? Obudźmy się. Nasi doskonali dyplomaci z każdego brukselskiego sabatu czarownic wracają z teczką pełną dyrektyw mówiących jak mamy żyć we własnym kraju, oraz stekiem skretyniałych pomysłów takich jak nazywanie marchewki  owocem a ślimaka rybą. Dlaczego ? Bo hajs się musi zgadzać.

Konflikt za naszą wschodnią granicą tylko obnażył słabość Unii Europejskiej. Ale nie tylko jej. Swoją miałkość w działaniu pokazały również Stany Zjednoczone, które poza hucznymi deklaracjami nie zrobiły nic (!!) by zgasić pożar na Ukrainie. My również nie powinniśmy zbyt ohoczo machać szabelką przed nosem Putina licząc na NATO i UE za plecami. Już kiedyś oferowano nam „najdalej idącą pomoc” i mocno się na tym przejechaliśmy. Tyle o tym.

P.

Samotność w sieci

Dogonić przyszłość

„Doganiamy Europę” – te słowa naszego Premiera wywarły na mnie ogromne wrażenie i  odbijają mi się echem w głowie kolejny dzień. Wraz ze swoim sztabem specjalistów doszedł on do zaskakujących wniosków. Według niego dobijemy do średniej europejskiej za 7-9 lat  i wtedy to ludzie z mniej rozwiniętych krajów będą przyjeżdżali do Polski do pracy. Serdecznie im współczuję. Dlaczego ? Ponieważ jesteśmy krajem nietolerancyjnym (tolerujemy tylko Turka pracującego w kebabie i to tylko będąc po alkoholu)  i biednym (wciąż, choć Premier uważa inaczej) . Kolejnym ciekawym wnioskiem jest to, że liczba Polaków, którzy wyjeżdżają za granicę ma się zmniejszyć. To również zastanawiające, ponieważ… dlaczego miałoby tak własnie być ? Kolejną rzeczą, która mi się przypomina to coś dotyczące tych 7-9 lat. Wydaje mi się, że juz gdzies to słyszałem. Ach tak, w 2007 roku, kiedy Pan Tusk przejmował Radę Ministrów. Poinformował wtedy rodziców dwudziestoparolatków, że to „oni są przyszłością i należy w nich inwestować”. „Oni” teraz mają po 30 lat i są pokoleniem straconym i w prawie 30% proszą rodziców o pomoc finansową. Z danych wynika, że pół miliona dzieciaków nie ma niezbędnych podręczników do szkoły a 9 mln ludzi do lat 24 żyje w niedostatku lub biedzie.. Zielona wyspa wydaje się bardzo wyblakła.  Tyle o tym.

Dlaczego ?

Nie chcę bawić się w analityka ani w starszą panią w huście z kulą, w której widzę przyszłośc.  Polacy wyjeżdżali i będą wyjeżdżać, to nieuniknione. Podstawowym motywem wyjazdu jest oczywiście zarobek. Pieniądz. kasa, misiu, kasa, zielone, mamona – zwał jak zwał. Budulec dzięki któremu jesteśmy w stanie zorganizować sobie w pewnym stopniu przyszłość, na oczekiwanie której nie mamy czasami najmniejszej ochoty.Znakomita większość przypadków jest sobie bardzo podobna. a )Mam 2x lat, jestem świeżo po studiach, zarabiam 1xxx złotych brutto, mieszkam z rodzicami, nie ukrywam chciałbym się wynieść, ale mnie na to nie stać i nie widzę szansy na zmianę tej sytuacji. b) mam 3x lat, jestem po studiach, mam uprawnienia x, próbowałem w Polsce podjąć pracę za godne pieniądze w wielu branżach, nie udało się,  c) Mam 4x lat, żonę i dwójkę dzieci w wieku szkolnym, zarabiam 2xxx zł, żona nie pracuje bo po urlopie macierzyńskim rozwiązano z nią umowę, nie dajemy sobie rady… Przykładów jest mnóstwo.  A na obczyźnie poza pieniędzmi, które oczywiście prędzej czy później znajdą, możliwością rozwoju (po nauczeniu się języka – wszystko stoi otworem, oczywiście w granicach rozsądku), spotkają się również z problemami takimi jak: walka ze stereotypem Polaka: pijaka i awanturnika, który kradnie samochody czy nietolerancja (tak, nie tylko my wobec innych, ale inni wobec nas) – to te, spotykane na ulicy, wśród ludzi. Inne, bardziej prywatne, mają głębsze podłoże i bolą bardziej. To samotność oraz tęsknota za swoim dawnym życiem. Nie w sensie materialnym, a emocjonalnym. Jak wiemy, życie to nie tylko pieniądze. To rodzina, przyjaciele i wszystko to czego nie da się kupić za bilon i banknoty.

Co na miejscu ?

Obojętne, czy jesteś tu przez biuro pośrednictwa pracy, znajomości, rodzinę. Ważne, że jesteś. Tak, Ty ! Niespełniona fizjoterapeutko, kucharzu czy nauczycielko. Jeżeli Ci się chce, masz ochotę nauczyć się czegoś nowego, rozwijać się – dadzą Ci tu szansę. Warto ją wykorzystać. Nie twierdzę, że początki są łatwe, o nie. Są w cholerę ciężkie. I wtedy najbardziej trzeba zaciskać zęby i myśleć o to dla kogo to robimy lub po co. Nie załamywać się niepowodzeniami. Nosić głowę wysoko i nie dać sobie na nią wejść. Zawierać nowe znajomości i starać się jak najwięcej ćwiczyć język. Nikt Cię nie będzie poprawiał, jeżeli go o to nie poprosisz, a ludzie zrozumieją, że się uczysz. Zaczynasz spotykać ludzi serdecznych. I nawet jeżeli Twój kontakt z nimi ogranicza się do „Hej, jak leci?” to i tak czujesz się dzięki temu lepiej. Po pracy można wyjść na spacer i przejść się ścieżkami wolnymi od psich kup i kurew wypisanych na ławkach. Spotyka się je, to prawda, ale w proporcjach odwrotnych do tych w Polsce. I wtedy przychodzi dzień na który czekasz. Dostajesz pierwszą wypłatę, i nie możesz się nadziwić: „Cholera, to nie takie trudne”. Zaczynasz oddychać głębiej. Zaczynasz żyć. Wysyłasz pieniądze dla rodziny, odkladasz. Naprawdę żyjesz. Nie masz dylematu czy kupić jeansy czy odłożyć na lekarza. Nie szarpiesz się o każdą złotówkę A to dopiero początek. Po czasie jesteś w stanie wynieść się od ludzi, którzy razem z Tobą wyjechali z pośredniaka/ znajomych / rodziny i zacząć żyć we słasnym kącie. A jeżeli mądry z Ciebie organizator, jeszcze zaoszczędzisz pieniądze. Ale dalej doskwiera Ci samotność, smutek i tęsknota. No chyba, że jesteś samotnikiem z wyboru. Ale jeżeli masz kogoś bardzo daleko, polecam Ci Drogi  Czytelniku zająć się czymś dodatkowym. To może być każda rzecz na świecie, która Cię absorbuje. Uprawianie sportu, rysowanie, czytanie – coś dzięki czemu nie będziesz myślał o tym jak daleko jesteś od najbliższych. Żyjemy w czasach, gdzie mamy telefony, komputery, skype’a i masę innych rzeczy i aplikacji dzięki którym możemy się kontaktować. Czasami smutno jest jednak czekać aż sam ktoś z siebie się do Ciebie odezwie, ale po tym dostrzegasz i doceniasz wartość tej niewielkiej grupy ludzi. Nie ilość. Jakość. Pamiętaj o tym. Tanie połączenia telefoniczne też znajdziecie żeby móc zadzwonić do babci na stacjonarny, nie martwcie się.

Ludzie.

Spotykasz się z ludźmi, którzy twierdzą, że Polacy to łyse świnie, które się tylko awanturują i chleją gorzoł. To od Ciebie zależy co zrobisz by zmienić (albo nie) ten wizerunek. Olejesz sprawę i będziesz robił swoje, pokazując ,że jesteśmy otwartymi ludźmi z którymi nie tylko można pić wódę i grać w karty ? Czy pokażesz czarnemu kto tu rządzi ? Musimy wspólnie uczyć się tolerancji, dzięki której umożliwimy sobie wspólne funkcjonowanie. Zachodnie multi-kulti nam w Polsce nie grozi, ale będąc tam musimy się nauczyć z tym żyć. Serio, przykro patrzeć kiedy stoisz w Lidlu w kolejce do kasy i słyszysz z przodu w polskim języku: „te zobacz, nie wiedziałem ,że małpy sadza się na kasie hehehehe” „-hehehe noooo typowo, typowo”. Przykro patrzeć, żal słuchać. Tym bardziej, kiedy jesteś sam/a i aż Cię rwie do kontaktu z ludźmi. Czasami lepiej odpuścić, a ludzi towarzyskich możesz poznać wszędzie. Trzeba tylko zrobić ten pierwszy, najtrudniejszy krok. Warto czytać i przeglądać strony na facebooku, gazety a także pytać ludzi (w pracy na kursie językowym – obojętne). Na pewno doradzą albo podsuną Ci pomysł gdzie się udać. Lubisz tańczyć zumbę ? Na pewno znajdziesz coś dla siebie. Pamiętaj, że wspólne zainteresowania to chyba najbardziej chwytliwa rzecz by poznać nowych znajomych. To Ty decydujesz z kim się zadajesz.

Co dalej ?

Dobre pytanie. Wyjazd do pracy za granicę umożliwia Ci w łatwiejszy sposób osiągnięcie poczucia stabilizacji finansowej Drogi Czytelniku. To oczywiste, że życie jest droższe, nie ulega to wątpliwości. Chętniej niż w Polsce zagraniczny pracodawca sprawdzi Cię na jakimś poważniejszym stanowisku. (Na rozmowach kwalifikacyjnych nie musisz udowadniać, że mówisz po angielsku, jeżeli odpowiadasz, że potrafisz. Nie ma durnych hasel „Proszę mi o sobie opowiedzieć. Najlepiej po angielsku”)  Po pewnym czasie stać Cię będzie na samochód, wymarzone wakacje z rodziną i rzeczy, na które nie mógłbyś sobie pozwolić żyjąc w ojczyźnie. Po ewentualnym przyjeździe uderzy Cię serdeczność ludzi, ich otwartość oraz fakt, że nawet jeśli jesteś pracownikiem budowlanym idącym w brudnych, umorusanych ciuchach – nikt nie zwróci na Ciebie uwagi. Nie zostaniesz wytknięty palcem i nazwany nieukiem, o nie. Ludzie tolerują się nawzajem i akceptują. Drugą stroną medalu są problemy z akceptacją nowego otoczenia, nowej sytuacji oraz brak najbliższych. Doskwiera szczególnie ostatnie, w momentach kryzysu, który często łapie ludzi będących za granicą, zdanych wyłącznie na siebie.  Zostanie w kraju  i podjęcie zajęcia na umowie o pracę w ostatnim czasie uznawane jest już za sukces. O godnych zarobkach dla szarego Kowalskiego można zapomnieć. Nie jestesmy nauczeni estetyki. To kłuje w oczy, głównie w dużych miastach, gdzie pięknie odrestaurowane budynki zasłaniane są bilboardami 200 na 300 metrów. 30% bezrobotnych to ludzie z wyższym wykształceniem, na których w urzędach pracy czeka zmęczona pani urzędniczka, która do zaoferowania ma otwarty urząd do 15. W czasach wzmożonej konkurencji ludzie nie zastanawiają się jak żyć, tylko jak przeżyć. Ale mamy ze sobą rodzinę, bliskich i karmimy się, myślą, że przyjdą lepsze czasy. Wsparcie bliskich jest nieocenione. Ale co w momencie kiedy bliskich zabraknie ?

PS: Moim zamiarem nie było gloryfikowanie zachodniego życia i pokazanie w jak wielkiej kupie mieszkamy, co część z Was na pewno mi zarzuci. W tym co pisałem starałem się być obiektywny, pytałem wielu osób, które żyją za granicami naszego kraju: Dlaczego wyjechali ? Co ich zaskoczyło ? Dlaczego nie wrócą/wrócą ? Odpowiedzi przewidziałem wcześniej, ale chciałem mieć pewnik. Ludzie nie chcą wrócić do pracy na kasie za 1200 zł netto i braku perspektywy rozwoju oraz regularnie oszukujących polityków. Życie na garnuszku rodziców w pewnym momencie jest po prostu frustrujące.  Ci, którzy chcą wrócić, chcą to zrobić wtedy, kiedy uznają ,że mają należyte zaplecze finansowe na zrealizowanie jakiegoś celu: dom, działalność, inwestycja. Młodzi Polacy kiedyś bali się głośno mówić o marzeniach. Żyli w przekonaniu, że są one tylko dla „tych z Ameryki” lub „tych z zachodu”. Nie.  To kłamstwo. Często jesteśmy lepsi od nich. Mamy lepsze pomysły, chce nam się bardziej i co najważniejsze zaczynamy to realizować. Szkoda,że tak rzadko u siebie w kraju jest to możliwe.

PS2: Obietnica wyborcza Donalda Tuska z 2007 roku mówiąca o powrocie Polaków z emigracji okazała się totalnym fiaskiem, tak samo jak transformacja ostatnich 20 lat. Efekty są porażające. No, ale mamy za to tematy do przeczytania takie jak: gender, komisja śledcza czy SMS-y do córki Premiera.

P.