Konserwatywna tęsknota

Donald Trump został 45 prezydentem Stanów Zjednoczonych. Szok Demokratów, euforia Republikanów, cały świat wstrzymuje oddech, a ja stawiam pytanie: Czy powinniśmy faktycznie czuć się zaskoczeni?

Otóż nie. Nie powinniśmy się czuć w najmniejszym stopniu zaskoczeni lub zszokowani takim obrotem sprawy, z bardzo prostej przyczyny: Na świecie wraca trend na konserwatyzm i jest on również odczuwalny mocno w Polsce.

Pierwszym takim sygnałem, były wybory do Parlamentu Europejskiego w 2014 roku, w którym to ówczesne ugrupowanie Janusza Korwin-Mikkego – Kongres Nowej Prawicy (KNP) uzyskało zaskakujący wynik i wprowadziło do PE 4 posłów. Od tamtej pory w Polsce, szczególnie wśród najmłodszej grupy wyborców, czyli 18-24 popularna stała się moda na konserwatyzm i patriotyzm czyli: propagowanie symboli narodowych, nawiązywanie do religii, mówienie i dyskutowanie o narodzie oraz podkreślanie swojego pochodzenia. Na fali tego trendu wypłynął również Paweł Kukiz i jego ugrupowanie Kukiz’15, chociaż jego ruch obywatelski zrzesza w swoich szeregach ludzi zarówno prawicy jak i lewicy, to sam fakt wyboru Kukiza – jako postaci antysystemowej, która odrzuca działanie establishmentu pokazał nam wprost, że w społeczeństwie polskim zachodzą duże zmiany.

Te zmiany na płaszczyźnie politycznej dotyczyły głównie utraty wiary w ówczesną władzę. Społeczeństwo polskie przestało ufać aferałom z Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego i zwróciło się w stronę Prawa i Sprawiedliwości oraz wyżej wspomnianego Kukiza. Ludzie powiedzieli: Stop! Na miejsce skompromitowanego i rozbiotego PO wyłoniła się .Nowoczesna Ryszarda Petru, jako twór, który w następnych wyborach będzie miał bić się o władzę, o ile jej lider nie skompromituje się doszczętnie. Platforma jest jednak dalej obecna w sondażach dosyć wysoko, jednak na tę chwilę nie ma zagrożenia dla partii Jarosława Kaczyńskiego.

Amerykanie zorientowali się o co chodzi. Hilary Clinton miała zostać pierwszą panią prezydent w Białym Domu, ale jak mawiają: Pycha kroczy przed upadkiem. Kandydatka Demokratów miała wszystko, żeby te wybory wygrać. Nieograniczona ilość pieniędzy, nieosiągalny dla oponenta dostęp do mediów, który kreował wizerunek przyszłej pani prezydent i to co Donald Trump wielokrotnie podkreślał: niemożliwa amoralność otoczenia Hilary Clinton. I mimo tych wszystkich atrybutów, Clinton poniosła klęskę. Amerykanie sprzeciwili się poprawności politycznej i propagandzie medialnej. Trump udowodnił, że słowo jest jest silniejsze od miecza, którym media chciały ściąć jego karierę. To również przypomina wybory prezydenckie w Polsce. Sondaże  telewizji TVN były tak przychylne Bronisławowi Komorowskiemu, że gdyby mogły to w studiu ogłosiłyby jego zaprzysiężenie tuż po wydaniu faktów. Polacy podobnie jednak jak Amerykanie odrzucili medialny bełkot i zagłosowali według własnego uznania, spychając Grzegorza Schetynę, Ewę Kopacz i ich Platformę z piedestału władzy i wystawili niemą naganę mediom, które zamiast opisywać rzeczywistość, zaczęły ją nieobiektywnie tworzyć.

Zastanawiające jest to również jak bardzo zwolennicy demokracji nie mogą pogodzić się z wynikami wyborów. Czy nie o to przecież chodzi? Wygrywa większość wedle ściśle określonych reguł, znanych każdemu przed głosowaniem. Niezrozumiałe są więc pochody KOD-u w Polsce jak i protesty Amerykanów po wyborze Donalda Trumpa. Demokraci powinni raczej bez kręcenia nosem zaakceptować wyniki demokratycznych wyborów, prawda? Skoro nie są w stanie tego uczynić, wniosek jest bardzo prosty: „Demokracja jest wtedy, kiedy my wygrywamy”. A na to ludność czy to Stanów Zjednoczonych, czy Polski się nie zgodzi, czego wyraz wydali podczas wyborów.

Nie tylko Polska i Stany Zjednoczone zwracają się w stronę konserwatyzmu. Przez Europę przechodzi fala eurosceptyków, którzy rok w rok rosną w siłę. Już dzisiaj skrajnie prawicowy Front Narodowy wyrasta na najsilniejsze ugrupowanie we Francji, gdzie ilość zwolenników Unii Europejskiej jest dwukrotnie mniejsza od jej przeciwników. Już w 2014 roku podczas wyżej wymienionych przeze mnie wyborach do Parlamentu Europejskiego eurosceptycy z Danii (Duńska Partia Ludowa) oraz Austrii (Partia Wolności) uzyskali bardzo korzystne wyniki. Jeżeli chodzi o Austrię to za miesiąc urząd prezydenta Austrii może zdobyć skrajnie prawicowy Norbert Hofer, który ma za sobą bardzo mocny elektorat, a wynik jego starcia z lewicowym Alexandrem Van der  Bellenem nie jest jednoznaczny do rozstrzygnięcia. Europa przecież dopiero co wyszła z szoku po Brexicie. Dodajemy do tego Węgry Victora Orbana i coraz głośniej słyszalny sprzeciw Słowacji i Czech w sprawie przyjęcia określonej liczby uchodźców i mamy tutaj naprawdę niezły orzech do zgryzienia. Bo tego typu działania prowadzą do jednego. Zamknięcia granic i niech każdy sobie rzepkę skrobie u siebie.

Trump to duże zmiany w Stanach Zjednoczonych. Jakie? O tym się przekonamy wkrótce. Jego zwycięstwo ma również dużą wartość symboliczną, pokazującą, że nawet mając nieograniczone zasoby gotówki i mediów, w dzisiejszych czasach można się temu przeciwstawić i wygrać. Na to oczywiście składa się wiele czynników włącznie ze szczęściem, ale czy nie jest to historia podobna do klasycznego „American dream”? Oczywiście na dużo wyższej płaszczyźnie niż to ma się w zwyczaju mówić, ale mimo wszystko, nowy prezydent może służyć jako przykład nieugiętości i konsekwencji w dążeniu do celu. Trump to przede wszystkim chęć obniżenia podatków i walka z nielegalnymi imigrantami.Wielu ekspertów twierdzi, że na miejscu byłby reset stosunków z Władimirem Putinem. Wydaje mi się, że byłby chętny na takie spotkanie, które mogłoby być owocne dla każdej ze stron. Gdzie u Trumpa jest Polska? Wspominał, że zniesienie wiz dla Polaków będzie jednym z priorytetów jego obozu rządzącego, wypowiadał się w wielu superlatywach o Polonii mieszkającej w Stanach Zjednoczonych, ale jak będzie naprawdę, przekonamy się już niedługo. Jak widać po Polsce i USA, historia lubi się powtarzać. Kilkanaście lat temu dążyliśmy do wspólnoty, dzisiaj tęskno nam do konserwatywnych wartości i skupiania się na sobie. I tak w kółko.

P.

Das Audit

Tak jak PiS obiecywało w kampanii, doszło do rozliczenia 8 lat rządów PO/PSL. I jak można było się spodziewać rządy proniemieckiego polskiego rządu pod batutą Donalda Tuska i Ewy Kopacz do najbardziej gospodarnych nie należały.

Po marszu 7 maja, w którym według szacunków PO przyszło 200 tysięcy ludzi, była partia rządząca zasugerowała, że tak zwany audyt, który miał na celu rozliczenie ich rządów to tylko chęć zatarcia wrażenia po owym marszu. Dzisiaj wiemy, że 200 tysięcy ludzi nie było, choć krzyki, manifesty, piski i jazgoty sugerowałyby coś innego. Co do samego marszu, mam neutralne zdanie na jego temat. Demokracja umożliwia tego typu protesty uliczne. Zorganizowali się, pokrzyczeli, przeszli, poszli do domów. Tyle. Sugerowanie przez panów: Schetynę, Kijowskiego (skąd oni go wzięli?!), Petru, że w Polsce łamane są prawa demokracji jest co najmniej nielogiczne.

Już tłumaczę dlaczego jest to nielogiczne. PiS, partia Jarosława Kaczyńskiego wygrała wybory w, zaskoczę ludzi PO/PSL – demokratycznych wyborach, więc sugestie, że TA demokracja jest przez nich łamana przez podejmowanie przez ich ludzi różnych decyzji (słusznych, niesłusznych, przyjdzie ocenić) jest w moim odczuciu zwykłą frustracją. Jak wiemy, PO utraciła większość w sejmie, urząd prezydenta po fatalnej kampanii wyborczej pełnej gaf i wpadek Bronisława Komorowskiego, który oddali na własne życzenie. Przegrali DEMOKRATYCZNE wybory, czyli za pomocą oręża, o który teraz walczą.

Audyt jak wielu zainteresowanych się spodziewało, wykazał kompletny brak rozwagi w wydawaniu publicznych pieniędzy (Twoich Drogi Czytelniku również). Marszałek Marek Kuchciński rozpoczął 18 posiedzenie Sejmu RP o godzinie 9.05. O 9.11 na sali plenarnej Nowoczesna (a jakże) poprosiła o przerwę w obradach. To dziwne bo ból brzucha spowodowany stresem powinien raczej pojawić się u posłów PO i PSL. Chyba, że mówimy o posłach, którzy zdążyli już zmienić szyld i z PO przeszli pod skrzydła naczelnego Nowoczesnej – Ryszarda Petru, którego książki, jak wyszło z audytu sponsorowane były przez Narodowe Centrum Kultury, zanim został posłem. Po wypowiedziach Petru z ostatnich miesięcy spodziewałbym się po nim (co najwyżej) kolorowanek, a nie książek, ale to już moja prywatna opinia.

Na wstępie premier Beata Szydło wspomniała, że rządy PO/PSL kosztowały Polaków około 340 miliardów złotych. Szok? Chyba tylko ze strony internautów na bieżąco komentujących sejmowe przemówienia. Politycy PiS zaskoczeni nie mogli być, pracowali przecież nad tym ostatnie miesiące. Posłowie PO i PSL siedzieli z zasępionymi minami niczym uczniowie w klasie złapani na paleniu fajek w toalecie. Skrucha? Wykluczone.

Po premier Szydło na mównicy pojawiali się szefowie kolejnych resortów zdający sprawozdania finansowe o zastanych przez nich oddziałach w momencie przejmowania urzędu. Warto wspomnieć, że dla przeciętnego Kowalskiego, nie tylko liczby, ale wszystkie te informacje były raczej niezrozumiałe. Umówmy się, że decyzje o zakupach, przetargach i procesach sprzedażowych nie mają siły zainteresować zwykłego zjadacza chleba. Wynikał z tych informacji jednak jasny przekaz – marnotrawstwo.

„Możemy uznać, że to obywatele najlepiej dokonali rozliczenia, jednak my zobowiązaliśmy się przed wyborcami, że polityka stanie się w końcu poważna i odpowiedzialna, że ludzie sprawujący władze będą odpowiadać za swoje czyny i zaniechania. Osiem ostatnich lat to czas, kiedy przedstawiciele władzy nie brali odpowiedzialności za swoje czyny” – mówiła Beata Szydło.

Co do samego audytu: Na początku minister Paweł Szałamacha stwierdził, że rządy PO/PSL miały ogromny wpływ na gospodarkę, przyczyniając się do upadku wielu polskich firm. Wielokrotnie padały słowa takie jak: rozrzutność, niegospodarność oraz pazerność. Szefowie resortów punktowali Ludowców i posłów Platformy. Wielomilionowe pensje i odprawy dla prezesów spółek Skarbu Państwa – tego można było się spodziewać. Złoty mercedes, który okazał się beżowy? Też się pojawił. Łóżko do masażu, które woził za sobą marszałek Radosław Sikorski, sprzęt za wiele milionów, który trafił do magazynu bo brakło na niego hali? Też był. Hitem okazał się pokazany przez ministra Waszczykowskiego bączek, który miał być symbolem polskiej prezydentury w Unii Europejskiej.  Puszczony w ruch nie zakręcił się. Chyba ze wstydu. Kosztował około miliona złotych.

Posłowie PiS podeszli do sprawy niezwykle skrupulatnie. Każda nieścisłość została wygłoszona z mównicy. Mateusz Morawiecki stwierdził, że koszt utrzymania urzędników to 50 miliardów złotych rocznie. Dług publiczny sięgający biliona. Inwigilacja dziennikarzy. Długo kazał na siebie czekać Antoni Macierewicz. Gdy wszedł już na mównicę, okazało się, że niegospodarność obecnej opozycji w dużym stopniu uderzyła w resort, którym zarządza. Macierewicz powiedział, że żaden projekt rozwoju Sił Zbrojnych nie został ukończony. Wydano na to 50 miliardów złotych. Dużym absurdem okazało się zakupienie nowoczesnych moździerzy o wartości 1,1 miliarda złotych. Zrezygnowano jednak z zakupu… amunicji do niego. Tradycyjnie u niego nie brakło informacji o „ukrywaniu kluczowych dokumentów w sprawie katastrofy z 10 kwietnia”. Tego można się było spodziewać.

Wszystkie przykłady podane w tekście są tylko wierzchołkiem góry lodowej. Z mównicy wysypywały się przykłady nieumiejętnego dysponowania pieniędzmi oraz ogromnej niefrasobliwości.

Po wypowiedziach wszystkich szefów resortów przyszedł czas na podsumowania. Głos zabrała między innymi Ewa Kopacz, która stwierdziła, że z 8 lat rządów PO/PSL jest… dumna. Trwały małe przepychanki słowne, co zaskakiwać raczej nie może. Istotną rzecz powiedział poseł Tomasz Jaskóła z Kukiz’15, który wspomniał , że „Pieniądze były wyciągane na masową skalę z kieszeni Polaków. 150 mld z OFE – przypominam, one zostały ukradzione Polakom przez PO-PSL. to, co zrobiliście jest nie do wybaczenia”.

Śmiało można stwierdzić, że cały audyt jest na pewno zagrywką polityczną skierowaną w były rząd. Jest to jednak broń obosieczna. W przypadku porażki PiS w kolejnych wyborach, to kolejna ekipa rządząca będzie miała pole do popisu i rozliczenie obecnego rządu za swoje lata/miesiące u władzy. Kwoty, które padły z ust polityków PiS-u na pewno powinny robić wrażenie. Jeżeli okaże się to wszystko prawdą (dowody mają się pojawić wkrótce), to może być to koniec PO i PSL w takiej formie w jakiej te partie znamy. Jak to mówią – w cywilizowanej demokracji tacy ludzie nie mieliby możliwości więcej zasiadać w ławach sejmowych. I coś w tym jest smutnego i przejmującego zarazem, bo Polacy mają pewną wadę i na przestrzeni ostatnich lat często się ona Otóż Polacy bardzo często zapominają. Taki zanik pamięci krótkotrwałej. Jest to smutne i przejmujące zarazem, bo skoro nie potrafimy odsunąć od władzy (całkowicie, również z opozycji) ludzi działających na szkodę Polski i grabiącej nasz kraj oraz Twoją i moją kieszeń Drogi Czytelniku, to zadajmy sobie pytanie: Czy zasługujemy na coś lepszego od nich?
Jeżeli jednak audyt okaże się tylko pozbawionym dowodów słuchowiskiem, biada posłom PiS. Byłaby to woda na młyn dla Grzegorza Schetyny, Ryszarda Petru i PSL, którzy natychmiastowo domagaliby się odsunięcia rządzących od władzy (w zasadzie to bez różnicy, i tak tego się domagają). Stawka jest ogromna bo chodzi o reputację i o władzę. Wchodzimy w kolejny etap wojny polsko – polskiej. Także, Drogi Czytelniku, u nas, w Polsce – bez zmian – a my na tej wojnie, ładnych parę lat.

P.

Przerzuty

W listopadzie 2014 roku napisałem tekst pod tytułem: „Rak Europy”. Miało to miejsce parę miesięcy przed ogromnym exodusem ludzi z Bliskiego Wschodu oraz Afryki w kierunku Europy Zachodniej. Dzisiaj to co się dzieje w Europie, coś co wtedy nazwałem rakiem Europy, można nazwać przerzutami tego raka i efektami polityki migracyjnej jaką serwuje nam Frau Merkel.
Wydarzeń z Kolonii nie sposób nie komentować. Poszkodowanych przez grupy imigrantów na tą chwilę jest już ponad 500 kobiet, które zgłosiły się na policję. I czekano tylko na reakcję lewicowych autorytetów, a ta, jak nigdy – nie nadchodziła. W momencie kiedy jednak się pojawiła, szczęka opadła mi do samej ziemi.

Pani redaktor Kinga Dunin z Krytyki Politycznej w dość luźny sposób podeszła do tematu i napisała felieton, z którego można się dowiedzieć wielu ciekawych informacji, między innymi tego, że „W Niemczech jest milion nowych uchodźców, z tego, powiedzmy, połowa to kobiety i dzieci, czyli pół miliona to mężczyźni”, co jest totalną bzdurą i przynajmniej mijaniem się z prawdą. Otóż z danych biura UNHCR wynika, że mężczyźni stanowią 75% całej grupy migracyjnej. Kobiety – 12%, dzieci 13%.  Jak widać błędy w rachunkach się zdarzają. Nawet na nieomylnej lewicy!
Dosyć popularne jest wyśmiewanie się oraz wypisywanie sarkastycznych komentarzy na temat religii (koniecznie religia katolicka), więc w myśl trendu pani redaktor Dunin pisze dalej: „Oczywiście Polacy to bogobojni katolicy, więc wszyscy, co do jednego, modliliby się nawet w czasie Sylwestra. Zbieraliby się, aby wspólnie odmówić różaniec. Z pewnością nie wybraliby się większą grupą na miasto, nie napili i nie narozrabiali. Żaden z nich”. Sarkazm i ironia aż kipi. Koń by się uśmiał. A teraz spróbuj czytelniku napisać coś niedobrego o ciemnoskórych, muzułmanach, opowiedz dowcip o homoseksualistach. W minutę zostaniesz: faszystą, średniowiecznym radykałem o małym, ptasim móżdżku.
Nie brakło również bezradnego rozłożenia rąk: „Niestety, panowie, tam, gdzie jest dużo wyrwanych z naturalnego środowiska, sfrustrowanych mężczyzn, takie rzeczy mogą się zdarzyć”. Ciekawe.  Nie słyszałem do tej pory o bezrobotnych Polakach na Wyspach Brytyjskich, grupowo i masowo gwałcących Brytyjki.  Przecież taki Polak jest pozbawiony również swojego środowiska naturalnego: polskiej wódki, fajki, języka polskiego z naciskiem na wulgaryzmy, golonki, sąsiada podpinającego się pod jego kablówkę oraz żony w brudnym fartuchu, zmywającej naczynia, czyż nie? A może polscy mężczyźni mają po prostu mózgi?
Sam finał to oczywiście wisienka na lewicowym torcie: „…etyka, np. świecka, ale też chrześcijańska, a nawet jej katolicka odmiana, mówi nam, że wszyscy jesteśmy ludźmi, że bliźniego należy kochać, nawet jeśli nie kochamy jego uczynków, że potrzebującym trzeba pomagać”. Kochajmy się więc wszyscy!
Komentarz pani Magdaleny Środy to osobne wydarzenie. Koniecznie do przebadania przez socjologów i psychiatrów. Etyczka uznała, że problem gwałtów, które miały miejsce w Kolonii leży… w różnicach kulturowych i przekonuje, że „… źródłem problemu jest nierówne traktowanie kobiet i mężczyzn w ogóle”.
Dostało się również polskim kibicom: „Dla tej sytuacji w Niemczech nie ma żadnych usprawiedliwień. Trzeba jednak zastanowić się, jak zachowują się np. nasi kibole. Przecież to też potężne zagrożenie dla porządku publicznego”.  Pasuje jak pięść do oka.

Za naszą zachodnią granicą furorę zrobiła wypowiedź burmistrz Kolonii, pani Henriette Reker, która sugeruje, że winne całemu zajściu są… kobiety. Oburzająca wypowiedź miała miejsce na specjalnie zwołanej konferencji prasowej. Sugerowała ona, że kobiety powinny dostosować się do imigrantów (!?), że  zostaną opublikowane (także w internecie) wytyczne: jak uniknąć gwałtu oraz jak nie zostać narażonym na atak ze strony imigrantów. Ta wypowiedź byłaby naprawdę zabawna, gdyby nie była prawdziwa.  W internecie na panią burmistrz posypały się gromy. Zasugerowano, że pani Reker broni sprawców a nie ofiary. Po lewej stronie nie brakło oczywiście informacji o tym, że atak w Kolonii to pożywka dla rasistowskiej prawicy.

Co się dzieje w Niemczech? Na ulicach niemieckich dochodzi do demonstracji antyrządowych, gdzie ludzi policja traktuje armatkami wodnymi. Dostało się również polskim kibicom (kibolom, przepraszam!) którzy nieśli na owej demonstracji transparent z napisem: „Chrońcie swoje kobiety, nie naszą demokrację”, nawiązując do informacji o tym, że polska demokracja zostanie „sprawdzona”, czy przypadkiem nie łamie się u nas standardów demokratycznych. Polecam władzom niemieckim zastanowienie się nad swoją demokracją, bo nastroje wśród społeczeństwa nie są najlepsze. Sam fakt,że informacja o napaści w Kolonii została podana parę dni po wydarzeniach jest zastanawiająca, czy ktoś nie chciał przypadkiem wyciszyć sprawy. Dziewczyna poszkodowana w Kolonii, tłumacząc w telewizji co miało miejsce, została oskarżona o rasizm. W internecie pojawiła się cenzura na portalach społecznościowych: Twitter i Facebook, w myśl której ludzie będą ścigani przez organy władzy za „mowę nienawiści”. Coraz więcej pojawia się głosów szarych obywateli, że nie należy przyjmować w niekontrolowany sposób ludzi, którzy okazują się w wielu przypadkach barbarzyńcami rodem z filmów o Conanie, przy jednoczesnym zapewnieniu, że jeżeli ktoś przyjeżdża (z obojętnie jakiego powodu: wojna, polepszenie jakości życia) i wykazuje chęć integracji i podjęcia pracy, drzwi stoją przed nim otworem. Niemcy powoli zdają sobie sprawę, że coś co miało uratować ich starzejące się społeczeństwo, jest puszką Pandory.  Ośrodki dla uchodźców stały się celem regularnych podpaleń. Na ulicy dochodzi do pobić. Policja bezradnie rozkłada ręce i mówi, że nad niektórymi dzielnicami w miastach takich jak: Berlin, Gelsenkirchen czy Duisburg nie panuje, a strach sieją tam kryminaliści wiadomego pochodzenia. Niemcy stają się powoli drugą Szwecją, która w odmętach poprawności politycznej gubi swoją tożsamość. Na Europę pada blady strach, wizja romantycznej wycieczki do Paryża zamienia się w szereg pytań o bezpieczeństwo, przez Bałkany masowo ludzie wędrują w stronę Niemiec, masowy exodus przecież jeszcze się nie skończył, w Austrii  z kolei rząd prosi kobiety, by nie wychodziły same z domu. Tych ludzi będzie coraz więcej. Będzie coraz więcej gwałtów, kryminalnych występków i z drugiej strony podpaleń ośrodków i pobić imigrantów. To wszystko przypomina ogromny wir, który może doprowadzić Niemcy do wojny domowej, spowodowanej przez nich samych.  Coraz więcej słychać głosów oburzenia na migracyjny problem, który może zatopić Angelę Merkel. Wraz z nią na dno może pójść ulubiona przez lewicę polityka równości, czyli coś czym Unia Europejska karmi nas od wielu lat,  na co zgadzał się ochoczo cały czas rząd Platformy Obywatelskiej.

Jeżeli ta wędrówka ludów będzie trwała dalej, tym większe prawdopodobieństwo, że Niemcy, a za nimi cała Europa pogrąży się w chaosie. W kulminacyjnym momencie do wyboru zostaną prawdopodobnie dwie drogi: radykalnie prawicowa z powrotem do kontroli granic, eksponowanie tożsamości narodowej oraz poszanowanie własnej historii i cywilizacyjnych korzeni, oraz radykalnie lewicowa, czyli: wymieszanie się społeczeństw, cywilizacji europejskiej z bliskowschodnią, brak zgody na krytykę czegokolwiek oraz powszechne dążenie do równości. Same problemy!
Cóż, pozostaje nam wierzyć w to, że pani Dunin ma rację i zostaje nam tylko kochać i być kochanym.

P.

 

 

Wampiry bez zębów

Po debacie liderów, która miała być przełomem w kampanii wyborczej wiemy jedno: Do studia zamiast krwiożerczych bestii, które miały gryźć się i walczyć nawzajem, przybyły wampiry bez zębów, które tylko „podgryzały” swoich oponentów. Brakło krwi. A debaty jej potrzebują.

Dzień wcześniej miała miejsce „mała debatka – Ewcia i Beatka”, czyli przedstawicielki największych ugrupowań na tę chwilę w sejmie.  Beata Szydło i Ewa Kopacz wymieniły się uwagami, zarzuciły sobie po razie nieprzygotowanie przez sztaby wyborcze i wałkowały swoje obietnice i lały wodę. Przedstawicielka Prawa i Sprawiedliwości raz po raz zarzucała swoją oponentkę planami gotowych ustaw, które trzeba przecież tylko złożyć do sejmu i już ciach-prach będzie nam się żyło dostatniej, oponentka natomiast – przedstawicielka Platformy Obywatelskiej odbijała piłkę do swojej interlokutorki sugerując, że przecież jest tak dobrze, że jej partia się rozkręca, że tylko trzeba na nich zagłosować, a będzie fantastycznie,  a to, a tamto.  Obie Panie wypadły blado, chociaż w moim odczuciu Szydło wyszła ciut lepiej, ale to może ten wewnętrzny impuls zmiany, jakiejkolwiek – ale zmiany – dał o sobie znać w momencie oceny. „Remis ze wskazaniem” jak to określiły media.  Słuchając jednak prowadzącego dżentelmena – Piotra Kraśko, który stwierdził, że „jedna z obecnych pań będzie przecież rządzić naszym krajem”, miałem ochotę wyciągnąć jego postać z monitora i spuścić w klozecie. Ot, całe polskie media zamknięte w jednym zdaniu. A co z innymi partiami? Czy im nie należy się prawo głosu? Dlaczego faworyzuje się dwa największe ugrupowania? Co w przypadku gdyby do władzy doszedł Janusz Piechociński? No dobra, to tylko przykład. Ale istotny. Debata Szydło – Kopacz nie miała prawa się odbyć w takiej formie.

Dzień później druga debata, w której wzięli już udział wszyscy partyjni liderzy (pierwotnie Prawo i Sprawiedliwość oraz Platforma Obywatelska miały wystawić innych kandydatów) pokazała nam cały wachlarz frakcji od prawa do lewa.  O Polsce rozmawiali: Ewa Kopacz (PO), Beata Szydło (PiS), Janusz Piechociński (PSL), Barbara Nowacka (ZLEW), Adrian Zandberg (Razem), Janusz Korwin-Mikke (KORWiN), Paweł Kukiz (Kukiz ’15) oraz Ryszard Petru (.Nowoczesna). Jak można było się spodziewać Ameryka odkryta nie została, a forma debaty w mojej opinii pozostawiała wiele do życzenia. Minutowe odpowiedzi na często złożone pytania (Redaktor Gugała) czy  kompletnie nieistotne dla przeciętnego Polaka nie dawały tak naprawdę szansy na swobodne wyrażenie poglądu na daną kwestię.

Cała debata przebiegała w sennej atmosferze, najczęściej liderzy odwoływali się do ośmioletnich rządów koalicji PO-PSL. Ewa Kopacz już niejednokrotnie udowadniała, że jest tylko sztucznym tworem, który ma problem z powtarzaniem wcześniej wyuczonych zdań i fraz, co ma też odzwierciedlenie w sondażach. Platforma traci do PiS już bardzo dużo  i jeżeli debata miała być dla niej „gejmczendżerem”, to niestety ale fani rządów Tuska i Kopacz mogą być zawiedzeni. Ewa Kopacz wypadła bardzo blado. Zarówno premier jak i liderka Prawa i Sprawiedliwości – Beata Szydło nie powiedziały nic co nie padło dzień wcześniej, stąd może ich słabsza dyspozycja, chociaż przedstawicielka Prawa i Sprawiedliwości sprzedała się kolejny raz lepiej od Ewy Kopacz. Wicepremier Janusz Piechociński z kolei odegrał rolę dobrego wujka Sama z sadu reklamy soków Fortuny. Jabłko na jego stoliku zrobiło furorę na portalu Twitter. To zabawne, że tylko przez 3 lata PSL nie był w rządzie III RP, a zostaliśmy zasypani przez niego listą rzeczy które trzeba zrobić. Hipokryzja? Nie. Nie od dzisiaj wiadomo, że PSL jest elastyczny jak plastelina. Dostosuje się do rządów każdego za parę stołków. Po waśniach i wojach z debaty prezydenckiej można było podejrzewać, że Janusz Korwin-Mikke oraz Paweł Kukiz będą dla siebie oponentami. Zdziwiłem się gdy obydwoje przytakiwali sobie, ba! Nawet brawo bili! Korwin-Mikke tym razem nie wypalił autodestrukcyjnej bomby, jak to ma w zwyczaju, natomiast powiedział jedną bardzo istotną rzecz skierowaną do Barbary Nowackiej, mianowicie: „Kościół to sojusznik w walce z lewicową głupotą”. Być może była to jedna z najlepszych jego wypowiedzi od miesięcy.  Ciekawie również podsumował swój występ „My państwu nic nie damy, ale też nic nie zabierzemy”.  Paweł Kukiz z kolei postanowił emocjonalnie doprowadzić dziennikarzy do porządku, ustawowo napominając, że pytania są durne (Sprawdzone, potwierdzam) i zaapelował, że w koalicję z nikim nie wejdzie.  Wyżej wymieniona Barbara Nowacka, poza postkomunistycznymi standardami, które wygłosiła na temat równości i pomocy, została osunięta w cień, przez (podobno) rewelację debaty – Adriana Zandberga z szerzej nieznanej partii Razem. Kulturalny, miły głos mówiący ile trzeba zmienić, gdzie trzeba dołożyć, zyskał wielu zwolenników po debacie, którzy jednak przyglądając się programowi jego partii mogą poczuć lekkie rozczarowanie. Program partii Razem życzy sobie między innymi karać przedsiębiorczych i bogatych podatkiem 75%! O tym, że to nie funkcjonuje przekonali się już Francuzi.  Do oceny został Ryszard Petru, którego .Nowoczesna pompowana w mediach niczym balon będzie musiała się tłumaczyć  (według Przemysława Wiplera) z niedozwolonych środków na kampanię wyborczą. Sam Petru wypadł podobnie jak Janusz Piechociński, tyle, że bez jabłka, za to z tabliczką, z której powstało już milion memów. Bez kolorów. Bez wyraźnego zaznaczenia swojej obecności.

Brakło w starciu liderów gorących dyskusji, żywiołowych reakcji (poza Kukizem), adrenaliny, celnych ataków i szybkich ripost, czegoś co mogłoby mnie skłonić do napisania, że debata nie była nudna. Ale była. Forma debaty pozostawia również wiele do życzenia, jak już wspominałem wcześniej  – 60 sekund na przekonanie do siebie potrafią nieliczni, którzy wstrzelą się w klucz oczekiwań każdego głosującego. Nie każdy to potrafi, ale każdy powinien mieć szansę pokazania czegoś, sprzedania się. Ta forma mi nie odpowiada. Debata nie miała zwycięzcy. Każdy sztab ogłosił swoją wygraną, każdy wrócił do domu zadowolony, stwierdzając, że jego wampirze zęby zostały w szklance.  Pytanie kto będzie ucztował w sunday, bloody sunday?

P.

 

Polityczny magiel 1

Od jakiegoś czasu próbuję się przemóc i chwycić jakiś temat do napisania. Nie da się. W gąszczu, chaszczach i trzewiach internetu, dawno nie było takiego bezsensu. Choć przeglądam wiele internetowych wydań: dzienników i tygodników opinii, to w dużej mierze mamy sezon ogórkowy, wydawać by się mogło typowy na okres poprzedzający główną część kampanii. Parę rzeczy rzuciło mi się w oczy i postaram się nimi z Wami podzielić.

Po pierwsze, oczywiste medialne bicie „autorytetu” – Tomcia Lisa w nowego prezydena . Andrzej Duda nie ma łatwego życia, i przyznam szczerze, jest mi go żal, kiedy widze w jakim tonie minister POpagandy – Tomcio, w swój własny, obiektywny  (według siebie samego) rzecz jasna, sposób – uważa, że orędzie prezydenta mu się nie podoba i basta.  Że ludzie są „zaczadzeni PiS-em”, oraz, że Jarosław Kaczyński stworzył z PiS religię i zadaje pytanie: „Czy będzie to w Polsce religia panująca” ? Daj chłopu żyć, człowieku ! Ledwo facet usiadł „pod żyrandolem”, a tutaj koalicjant PO-PSL pisze list otwarty z prośbą o unieważnienie referendum, za którym sami optowali ! Susza w kraju, „wiejskim” chłopakom słońce przygrzało, to zaczęli szaleć. Niemożliwi.

Gdyby ktoś wpadł na genialny pomysł sfilmowania w formie „Big Brothera” każdego dnia urzędowania naszej pani Premier/Premierzycy Ewy Kopacz, mógłby na tym zbić ogromny majątek, a ów show stałby się najpopularniejszym komediowym programem w Polsce. Z miejsca. Serio. Liczba wpadek na dzień, dawno przekroczyła normy unijne, a teksty I lekarki III RP w postaci memów osiągnęły milionowe odsłony. Szkoda, że za ten kabaretowy maraton płacimy mimowolnie z własnej kieszeni. A wyłączyć się nie da. Draństwo.

Zbigniew Stonoga, wróg rządowy numer I, ulubieniec wszystkich Polaków w wieku 14-20  z wypranymi mózgami, właśnie ucieka z kraju przed rządem i odsiadką. Zostaje kandydatem na kandydata na prezydenta. Zakłada partię. Jedzie na operacją. Nienawidzi rządu. Kupuje dług Mariana Sokołowskiego. Zakłada partię. Popiera antysystemowcow. Pierydoli złodziei z Wiejskiej. Nienawidzi rządu. Wysadza rząd taśmami. Nagrywa. Komentuje. Lamentuje. Działa. Pomaga. O ile do pewnego stopnia byłem wyrozumiały dla tego człowieka, akceptowałem jego działalnośc dobroczynną, tak po ujawnieniu treści SMS-ów do „Gabinetu Prezydenta RP”, w których domaga się ułaskawienia, uśmiechnąłem się szeroko i pomyślałem: „Moja Polska, taka piękna”.  Była taka reklama Mastercard: „Są rzeczy, których kupić nie można”.  To między innymi wyobraźnia.

Dobrze, że przyszło trochę deszczu. Topiłem się jak poparcie Pawła Kukiza.

S.

Taki mamy klimat

Sytuacja sprzed paru dni pokazuje nam, że nie trzeba znajdować się na Haiti , w Japonii czy Nepalu by przeżyć prawdziwe trzęsienie ziemi . Polityczny klimat Polski znalazł się pod wpływem rozległego niżu służb (nie wiemy niestety skąd nadciągnął), a wstrząsy sejsmiczne przy ul. Wiejskiej połączone z silnym wiatrem spowodowały wywianie niektórych polityków. Niestety prawdopodobne jest, że nie na długo. Tacy cyniczni ludzie zawsze znajdą sobie ciepłe miejsce w cieniu, przeczekując, by po kilku latach, kiedy ludzie zapomną, bo ludzie z reguły zapominają – uderzyć ponownie w politykę.

Ujawnienie 13 tomów akt z afery podsłuchowej przez Zbigniewa Stonogę spowodowało lawinę dymisji  w rządzie Ewy Kopacz. Głową zapłacili m.in. minister zdrowia – Bartosz Arłukowicz, minister skarbu – Włodzimierz Karpiński, ale także szef doradców politycznych premier Ewy Kopacz – Jan Rostowski i tak bardzo wyśmiewany w internecie – marszałek sejmu – Radosław Sikorski, który podobno opierał się najbardziej. Dziw nie bierze. Ktoś z aspiracjami na sekretarza generalnego NATO, w tej chwili musi zadowolić się  jako 1 w Bydgoszczy na listach do parlamentu, a i to nie jest jeszcze pewne. Rozczarowanie. Upadek.

Mnie jako szarego obserwatora martwi coś innego. Dlaczego rok po wybuchu afery, dowiadujemy się o szczegółach od biznesmena, który swoją sławę zbudował na inwektywach skierowanych w policję i rząd ? Co robiła prokuratura przez okrągłe 12 miesięcy  ?  Nie chcę oceniać Stonogi, uważam, że dobrze się stało, że akta ujrzały światło dzienne. By Polacy mogli „poczuć” jak to jest żreć obiad za 1300 zł w restauracji. Jak to jest „usuwać” kogoś ze stanowiska i jak bardzo mamy niską samoocenę jako Polacy –„Murzyńskość” – to już Radosław Sikorski. Pani poseł Bieńkowska z kolei uraczyła nas określeniem „idioci”. Bo przecież tylko „idioci” pracują za mniej niż 6 tysięcy złotych. Pieprzu dodaje obsceniczny język, w jakim te wszystkie rozmowy są prowadzone. Czasami można odnieść wrażenie, że rozmowa jest prowadzona w knajpie o średniej renomie w Sanoku (przy całym szacunku), niż w VIP roomie, jednej z droższych restauracji.

To przykre, że ludzie, którzy reprezentują obywateli zachowują się jak stado troglodytów. A chyba najsmutniejsze dla nas, ludzi, jest to, że gdyby nie Stonoga nigdy byśmy się o tym nie dowiedzieli, politycy nie zgłosiliby swoich dymisji i cała degrengolada trwałaby w najlepsze. Sprawa ciągnęłaby się latami, a koniec końców zostałaby umorzona przez prokuraturę, która pracując w tak opieszały sposób, przy tak ważnej sprawie – po prostu pluje Polakom w twarz. Nastąpiły jednak wstrząsy wtórne, które wywróciły scenę polityczną. Ileż to już było tego typu afer w Polsce. Gdy  taśmy wyciekły, afera nabierała rozpędu, ówczesny premier – Donald Tusk „nie lekceważył problemu” i miał odnieść się do niego po kilku dniach. Są jednak rzeczy ważne i ważniejsze. Posada w Brukseli czekała, trzeba było się wyprowadzić, a przecież wiemy jak to z przeprowadzkami jest. Dużo kurzu, przenoszenia, kto by chciał jeszcze sobie dodatkowo ręce brudzić. I tak sprawa sobie leżała. Aż do teraz.

Stonoga z dnia na dzień stał się bohaterem internautów. Został zatrzymany, konsekwencji nie poniesie prawdopodobnie żadnych. Dokumenty ściągnął podobno z chińskich serwerów na swój komputer (dzięki czyjej infrmacji nie wiadomo dotąd). Prokuratura musiała jednak coś zrobić, więc zatrzymali Stonogę na parę godzin, zarzutów jak dotąd mu nie postawiono. Niezrozumiałe dla wielu ludzi jest to, że posłowie koalicji PO-PSL wraz z wieloma dziennikarzami nawołują do linczu medialnego Stonogi, który obnażył tylko miałkość prokuratury. To wydaje się być ucieczką od głównego problemu, którym niewątpliwie jest zawartość taśm. Dodajmy, że decyzja Ewy Kopacz to nie „załatwienie problemu”, tylko „ucieczka z płonącego burdelu”.  Zdymisjonowani ministrowie niespecjalnie się przejęli i wybornie bawili się na imprezie u Ewy Kopacz w restauracji przy ulicy Parkowej. Kto wie, może i tam coś nagrywano ?Wybory parlamentarne za pasem. Po porażce PO w wyborach prezydenckich, które poprzedziła bardzo słaba kampania wyborcza Bronisława Komorowskiego, partia, którą trawią również wewnętrzne konflikty traci poparcie (w jednym z sondaży – 17% – najsłabiej od wielu lat), nie jest w stanie powstrzymać rosnącej presji i nagonki, głównie internetowej, gdzie młodzi ludzie wylewają nie tylko żale, ale głównie frustracje i złość na Platformę, która w ich odczuciu przez 8 lat zawiodła, przede wszystkim  pokolenie obecnych 30 latków.

Niefortunnie dobierane słowa, zatrudnianie „hejterów” internetowych, którzy mieli prowadzić nagonkę na opozycję, ale także twarze afer (m.in. zegarkowej ze Sławomirem Nowakiem), które po raz kolejny pojawiają się pomiędzy wierszami, nie służą utrzymywaniu nas – wyborców w przekonaniu, że nic się nie dzieje, choć zapewne chcieliby żebyśmy tak myśleli. Cały ten spektakl ma miejsce w scenerii polskiego „piekiełka” i główna rolą wiecznie uśmiechniętego Stonogi mogą przyprawiać Ewę Kopacz o ból głowy. Nic tak nie frustruje jak granie na nosie władzy, dodatkowo z wyszczerzonymi jak u Jokera zębami. Zawsze nam zostaje rozłożyć bezranie ręcę i zacytować posłankę Bieńkowską (który to już raz, ho ho)Sorry, taki mamy klimat”.

P.

Nowoczesna.PO

Po niespodziewanej (nie dla wszystkich, o tym tu: „Pycha kroczy przed upadkiem„) klęsce kandydata PO – Bronisława Komorowskiego w wyborach prezydenckich, na polskiej scenie politycznej doszło do prawdziwych przetasowań. Platforma Ewy Kopacz nie jest nawet w połowie tak silna jak ta Donalda Tuska, a nijaka kampania Komorowskiego tylko to potwierdziła.

I nagle po wyborach pojawia się sondaż wyborczy, gdzie na pierwszym miejscu znajduje się Prawo i Sprawiedliwość, za nim Platforma Obywatelska i Ruch Kukiza oraz … Nowoczesna.pl, która uzyskała 11%. To zabawne, że partia, której oficjalnie nie ma oraz nie posiada programu wyborczego (podobnie jak ruch Kukiza) uzyskuje w sondażu tak wysoki wynik. Czym jest tak naprawdę Nowoczesna.pl ? Otóż jest to stowarzyszenie, które niedługo stanie się partią polityczną i będzie startowało w wyborach parlamentarnych. Główną rolę w tej komedii gra Ryszard Petru, bankowy lobbysta, nieoficjalny doradca Donalda Tuska, co mogłoby sugerować skąd pieniądze na rozwój tego tworu. Nad wszystkim swoim sprytnym okiem czuwa Leszek Balcerowicz – członek partii komunistycznej i pracownik Instytutu Podstawowych Problemów Marksizmu-Leninizmu przy KC PZPR, który niezależnie od tego, kto zasiada u sterów władzy – czy to jest prawica czy lewica, zawsze pojawia się jako „ekonomiczny guru” stołu rządzącego. Do tej „wybitnej” śmietanki ekspertów dodajmy ich starych znajomych z UW i PO: Władysława Frasyniuka i Andrzeja Olechowskiego i mamy smaczny przepis na kolejne lata rządzenia tych samych twarzy.

Na szczęście dla ludzi młodych, którzy mają większą wiedzę niż Ci ludzie myślą, do tragedii raczej nie dojdzie. Internauci podobnie jak obnażyli prawdziwą twarz Bronisława Komorowskiego, również z Nowoczesna.pl zwietrzyli pismo nosem, uznając stowarzyszenie Petru kompletnie niewiarygodnym. O kompetencjach Ryszarda Petru pisał m.in. portal wgospodarce.pl tutaj: 6 cytatów ujawniających rzeczywiste kompetencje Ryszarda Petru . Warto przeczytać ten krótki wpis i zastanowić się nad tym czy warto powierzać władzę komuś skrajnie niekompetentnemu, który – umówmy się – tworzy twór polityczny  będący kołem ratunkowym dla Platformy Obywatelskiej, dla której zaufanie i poparcie topnieje w oczach jak lód.

Można zaśpiewać: „Ale to już było”. Wiele się nie pomylimy. W 2005 roku, uznawany za „klauna polityki” Andrzej Lepper powiedział, że „…przyjdzie Balcerowicz z Petru naobiecuje złotych gór i zrobi wam Polskę”. Wiecznie wyśmiewany za brak taktu i kultury, miał jednak niesamowite wyczucie do czytania politycznych „gierek”. To bardzo gorzkie, że dopiero po jego śmierci (samobójstwie ?) mogliśmy się o tym przekonać. Tak jak Platforma Obywatelska osunęła w cień Unię Wolności, tak teraz Nowoczesna.pl stara się być wyreżyserowanym spadkobiercą Platformy, tworząc dla niej alternatywę, posiadając jednak cały czas tą samą twarz. Sytuacja przypomina picie trzeci raz herbaty z tej samej torebki. Zabarwienie podobne, w smaku jednak nie do przyjęcia. Rozwodniona papka, w którą mało kto już uwierzy.

P.

Pycha kroczy przed upadkiem

Prezydentem Polski został facet, którego jeszcze pół roku temu kojarzyła garstka ludzi. Andrzej Duda –  człowiek, który każdy z kampanijnych miesięcy wycisnął jak cytrynę, a sama kampania, która miała przebiegać jak mecz do jednej bramki, stała się prawdziwym gamechangerowym pościgiemCo najważniejsze jednak – niepotrzebne były fajerwerki by objąć urząd prezydenta. I nie piszę tego ze złośliwością. Wystarczyła sumienna praca każdego dnia, na początku od zapoznania Polaków z twarzą kandydata największej partii opozycyjnej, pobawienie się partyjnym equalizerem – przez wyciszenie w mediach prezesa Jarosława Kaczyńskiego i Antoniego Macierewicza, którzy w wielu mediach uchodzą za krzykaczy i demony polskiej polityki – aż po debatę w stacji TVN, w której ten cichy, schludnie ubrany mężczyzna, agresywnie rozbijał gardę byłego już prezydenta – Bronisława Komorowskiego. Bądźmy szczerzy – Andrzej Duda nie uniknął błędów podczas tej kampanii, ale w zestawieniu z katastrofami medialnymi Komorowskiego, wypadł co najmniej dobrze i bardziej mu się chciało, czego przykładem może być fakt rozdawania kawy rano, po debacie. Proste, symboliczne, można powiedziec zabawne – ale świadczące o tym, że chęci były raczej po jego stronie. Na ile był to zamierzone działanie, na ile polecenie sztabu – tego nie wiem.

W kampanijniej drodze krzyżowej, Komorowski  zaliczył trzy upadki. Wizyta w Japonii, podczas której stanął na krześle i nazwał Generała Kozieja – Szogunem, odpowiedź „Zmienić pracę i wziąć kredyt” – na pytanie o to jak żyć za 2 tysiące złotych oraz scena z niepełnosprawną na wózku inwalidzkim, podczas której poznaliśmy suflerkę prezydenta –  Jowitę Kacik. Nawet jeżeli sceny z wieców były prowokacjami, Komorowski, jak na tak doświadczonego polityka wypadł w nich bardzo blado, a internauci byli dla niego bezlitośni. W porównaniu do wieców Andrzeja Dudy, które przebiegały raczej bez ekscesów, wiece Komorowskiego były dlań prawdziwą męką i dały obraz tego, że w spotkaniach z szarymi obywatelami nie ma on im tak naprawdę nic do zaoferowania – łącznie z rozmową. Na pewno nie pomogła mu również publikacja książki Wojciecha Sumlińskiego – „Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego”, którą również chciałem kupić i jak się okazało… nie mogłem! Pani w księgarni Matras powiedziała mi, że sprzedaż zostanie wznowiona po II turze wyborów.

Zwycięstwo Andrzeja Dudy to również pstryczek w nos dla mediów sprzyjających obozowi władzy. Tak znowu Gazeta Wyborcza. Tak znowu TVN. Te dwa kompletnie oderwane od obiektywności media, próbujące w ostatnich tygodniach dźwignąć ospałego prezydenta Bronisława w sondażach, pokazały tylko cynizm, obłudę i fakt, że z dziennikarstwem to nie mają nic wspólnego. Adam Michnik powiedział, że „nie oddamy Polski gówniarzom”, a i również „Lisie” okładki Newsweeka z tytułami: „Zamachowiec” i „Fałszerstwo wyborcze: Komorowski albo Kaczyński to realny wybór w drugiej turze” pokazały, że by utrzymać się na stołkach, ci ludzie gotowi są zrobić bardzo dużo, posuwając się nawet do kłamstwa. (Sprawa konta twitterowego Kingi Dudy, tak sprawnie omówiona przez aktora – Tomasza Karolaka z Tomaszem Lisem). Tego typu działania mogą nam sugerować, że współpraca polityków koalicji rządzącej z dziennikarzami działa/działała bez szkody dla żadnej ze stron.

Uważam, że II tura nie wygladałaby tak, gdyby nie fantastyczny wynik Pawła Kukiza w turze I, który stał się silnikiem napędowym frustracji i rozczarowania ekipą rzadzącą, z którą Komorowski (niestety dla niego) jest utożsamiany oraz chęcią jakichkolwiek zmian, szczególnie u młodych ludzi. Różnica w II turze na korzyść Andrzeja Dudy wśród ludzi do 29 roku życia wyniosła ponad 20%, co jest totalną przepaścią. Duda bardziej od Komorowskiego rozumiał tą grupę wiekową i potrafił do niej trafić w skuteczniejszy sposób.

Można się teraz mocno zastanowić – co jest większe: zwycięstwo Dudy ? Porażka Komorowskiego ? W moim tekście z 11 maja „Gniew narodu” pisałem, że prezydent Komorowski nie zrobił w tej kampanii nic, co mogłoby go choć trochę zbliżyć do zwycięstwa, a pycha jaką się wykazał, zepchęła go w przepaść, lub odmęty szaleństwa – jak sam zwykł mawiać. Andrzej Duda wykonał dużą pracę i dostał od Polaków duży kredyt zaufania. Szufladkowanie go już na starcie byłoby nie na miejscu. Dzisiaj Polacy nie obudzili się nagle w państwie wyznaniowym a o 6 rano nie dzwonił Antoni Macierewicz z pytaniem o to czy czytaliśmy już najnowszego „Gościa niedzielnego”, poprzedzonego paroma starymi, dobrymi zdrowaśkami. Styczniowe sondaże, według których Komorowski dzierżył 73% poparcia brzmią dzisiaj jak ponury żart, a roztrwonienie takiego zaufania w parę miesięcy to rzecz – wydawałoby się – niemożliwa. Ale z tymi niemożliwymi rzeczami tak już jest, ktoś powie, że coś jest niemożliwe, a potem zjawia się ktoś, kto to po prostu robi.

P.

10.04.

10 kwietnia nie będzie w Polsce już nigdy taki sam. Wszyscy wiemy dlaczego. Smoleńsk. To najbardziej znienawidzone słowo przez obóz rządzący, w okresie przedwyborczym zyskuje bardzo na znaczeniu. Używany jest w parszywej partyjnej grze, na którą przykro mi patrzeć. Ów słowo według nich (Obóz rządzący) dzieli Polaków na tych normalnych, którzy po katastrofie przywrócili ład społeczny, nie doprowadzili do ruiny państwa i wrócili do porządku dziennego w najszybszy możliwy sposób oraz na tych krzyczących oszołomów, którzy wymyślonym przez siebie spiskiem i zamachem próbują obalić sprawnie przecież działające państwo (wg. tegoż obozu rządzącego),  dlatego ludzie normalni, idąc w sukurs PO muszą zagłosować po raz kolejny na koalicję rządzącą, która dzielnie obroni nas – masy, przed coraz bardziej absurdalnymi atakami opozycji w postaci tego krzyczącego, złego PiS-u !

Lech Kaczyński nie był moim kandydatem na prezydenta i nie głosowałem na niego. Podejrzewam,że nie głosowałbym również i teraz. Nie zmienia to postaci rzeczy, że pełnił urząd prezydenta Polski, został wybrany przez większość i trzeba to uszanować. Dla nas najsmutniejsza wiadomość jest taka: Prezydenci nie spadają na ziemię samolotem. Takie rzeczy się nie zdarzają w krajach, gdzie Państwo jako instytucja dba o swojego prezydenta, chroni go i zapewnia bezpieczeństwo. Katastrofa, w której zginęły  najważniejsze osoby w państwie, łącznie z wszystkimi dowódcami wojska polskiego  (mimo dyrektyw NATO, które zabraniają  ich wspólnych podróży ) każe nam jednak postawić pytanie: Skoro instytucja państwa nie jest w stanie zapewnić bezpieczeństwa prezydentowi, w jaki sposób chce chronić własnych obywateli ? Ta tragedia pociągnęła za sobą oczywiście lawinę spekulacji co do przyczyn katastrofy. Poza stratą ludzką, której nie da się zniwelować , boli również to, że Rosjanie ograli nas jak juniorów już po katastrofie. Nie potrafiliśmy zorganizować sztabu ekspertów zdolnych odpowiedzieć nam na nurtujące pytania, BOR nie potrafił sprawdzić gotowości lotniska do lądowania, cała podróż VIP-owska w ogóle nie powinna dojść do skutku w takim składzie personalnym, ale przede wszystkim nie byliśmy w stanie twardo z nimi rozmawiać. Byliśmy i jesteśmy od nich uzależnieni.  Niech najlepszym komentarzem dla całej sytuacji będzie fakt, że wrak Tu-154 i jego czarne skrzynki dalej znajdują się na terenie Rosji. Zgroza.

I tak w 5 lat po katastrofie, kiedy słyszę, że „wrak ma znaczenie przecież tylko symboliczne”, chciałbym spytać przedstawicieli PO: Czy tak ma być prowadzone najważniejsze śledztwo III RP ? Czy wszystko zostało dobrze zorganizowane i przeprowadzone ? Kiedy patrzę na okładkę Newsweeka, pisma Tomcia Lisa, który wspólnie z TVN-em piorą mózgi milionom ludzi, prowadząc swoją brudną indoktrynację obozu rządzącego, która od propagandy rosyjskiej i północnokoreańskiej różni się tylko tym, że jest w języku polskim, czuję wstyd. Nie wiem jak bardzo pozbawionym empatii trzeba być człowiekiem, by pokazać okładkę swojego pisma z takim wydźwiękiem (przypominam: na okładce znajduje się Jarosław Kaczyński z podpisem: „Zamachowiec”) i jak bardzo śmierdzącą politykę uprawia Lis, ale z dziennikarstwem to nie ma nic wspólnego. Swoje do pieca dorzucił oczywiście „Król Europy” Tusk, który nie raczył nawet przybyć z ciepłego fotela z Brukseli złożyć wieniec na grób. To potwierdza tylko jak bardzo Polska jest podzielona i jaki stosunek ma obecna władza do katastrofy. Dla nich jest to wrzód na dupie, który trzeba wyciąć. Ja nie wierzę również w to, że nagłe „pojawienie się” nowych stenogramów to przypadek przed wyborami prezydenckimi. To zręczna gra, którą Platforma Obywatelska opanowała do perfekcji przy użyciu mediów. To ile czasu będziemy jeszcze znosić ludzi pokroju Niesiołowskiego plującego na wszystkich dookoła wraz z rodzinami ofiar smoleńskich zależy wyłącznie od nas. Najbliższa możliwa zmiana już tej jesieni.

Nie jestem wyznawcą teorii zamachu, ale nie jest dla mnie normalne, że po katastrofach lotniczych, nawet tych, które miały miejsce niedawno – wiadomo było wszystko już w 24 godziny od upadku samolotu, tak my w 5 lat po tej tragedii, gdzie zginęła nasza elita polityczna mamy coraz więcej znaków zapytania. A jeżeli są znaki zapytania to pojawiają się i teorie spiskowe. Musimy dalej polegać na Rosjanach, którzy wydają nam stenogramy, dokumenty i zapiski, a my przecież nie dażymy ich w ogóle zaufaniem ! Jak więc ludzie mają dać wiarę temu co mówi nam obóz rządzący ? Nie dziwię się rodzinom ofiar, które 5 lat po tragedii, domagają się np. ekshumacji zwłok i ponownych śledztw. Polska jako państwo nie zdało kompletnie egzaminu po 10 kwietnia. W obliczu tragedii, w czasie zadumy, gdzie wszystkie spory i kłótnie powinny zejść na dalszy plan, politycy pogrążyli się w wojnie polsko-polskiej, a wraz z nimi ludzie podzielili się na dwa obozy. Trwa to 5 lat, przez które nie nauczyliśmy się niczego. Szacunku wobec nas samych, przede wszystkim.

P.

Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet

Na portalu Twitter w ostatnim czasie popularna była akcja z hashtagiem #wygaszone. Ludzie wysyłali zdjęcia z zamkniętymi zakładami przemysłowymi. Był to drwiący efekt na słowa Ewy Kopacz, która poczas górniczych protestów informowała, że : „w restrukturyzacji Kompanii Węglowej nie chodzi o likwidację, a o wygaszanie kopalni”. Dziesiątki zdjęć pokazały smutny obraz polskiego przemysłu. Dzisiaj (tj. 6.02.2015) w Sejmie mocą większości koalicyjnej PO-PSL przegłosowano ustawę ws. Konwencji o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. Za było 254 posłów, przeciw 175, 8 wstrzymało się od głosu. Wygaszono tym razem polski, tradycyjny model rodziny.

Zanim zostanę nazwany średniowiecznym ciemnym ludem i człowiekiem, który „skoro jest przeciw musi nienawidzić kobiet” odpowiem, że każda forma walki z przemocą jest ważna i to niezależnie od tego czy dotyczy kobiet, dzieci czy mężczyzn, których również ten problem dotyczy (zdziwiliby się Państwo w jak wielu przypadkach), należy ją podjąć. Problem polega nie tyle na samej walce, co na instrumentach, którymi dzisiaj możemy się posługiwać.  Polskie prawo karne jest dalekie od idealnego, ale może zacznijmy od jego zmiany zamiast podpisywać jak leci wszystkie dekrety unijne. Kolejny raz podpisaliśmy unijny dokument, który tak naprawdę uderza w tradycyjny model rodziny. Dlaczego ? Otóż proszę Państwa wg. badań Unii Europejskiej w Polsce mamy najmniej przypadków przemocy wobec kobiet spośród wszystkich krajów UE. Powodem jest to, że u nas w kraju panuje przekonanie, wywodządze się oczywiście z tradycji o klasycznym modelu rodziny: mama+tata+dziecko/dzieci. Konwencja natomiast oparta jest na feministycznej ideologii gender, która z kolei wymaga od kraju przyjmującego ów konwencję na zmianę definicji płci z biologicznej na… kulturowo-społeczną. Ten konwencyjny bełkot prowadzi tylko do tego, że w szkołach dzieciaki będa się uczyły o „niestereotypowej roli plci”, co prowadzi tylko do promowania homoseksualizmu i innych dewiacji oraz orientacji płciowych (LGBT), za którymi w ostatnim czasie chętnie wstawiał się były polsko-niemiecki mistrz świata w boksie – Dariusz Michalczewski.

Posłowie PO i PSL pokazali tylko swoją miałkość i brak chęci do zmian, które mogliby sami zaproponować, bo konwencja nie wnosi żadnych nowy prawnych rozwiązań problemu przemocy domowej oraz żadnej nowej ochrony dla poszkodowanych. Jest to tylko kawałeczek papieru, który dzięki mediom został okrzyknięty „panaceum na wszelka przemoc”. To nieprawda. Podpisanie konwencji będzie kosztowało kieszenie podatników bagatela 200 mln złotych, za które nie otrzymamy praktycznie nic w zamian poza kolejnym „wypraniem” polskiej kultury i zastąpieniem jej „europejskim dobrem wspólnym”. Polska podpisując kolejne traktaty, konwencje i inne dokumenty staje się kolejnym „bezłpciowym województwem Europy”. Najsmutniejsze, że  podczas głosowania nad konwencją zastosowano tzw. „sleight of hand” czyli rzucenie tematu, który budzi kontrowersje i po cichu głosowanie/przepychanie czegoś innego. Dzisiaj miało miejsce również głosowanie za podwyższeniem kwoty wolnej od podatku i dzięki tej samej koalicji, która głosowała za uchwaleniem konwencji, została ona odrzucona. Co za tym idzie ? Po raz kolejny dobranie się do kieszeni, tym razem tych najbiedniejszych, żyjących najskromniej Polaków…

P.