Chwała Bohaterom

71 lat temu, 1 sierpnia 1944 na rozkaz Tadeusza „Bora” Komorowskiego miało miejsce największe zbrojne wystąpieniem podziemia przeciwko nazistowskiej III Rzeszy w okupowanej przez nich Europie. Militarnie przeciwko III Rzeszy, politycznie przeciwko ZSRR.

Powstanie, w założeniu mające trwać parę dni, zakończone zostało 2 października 1944 r. Określane jest często „63 dniami chwały”. Na wieść o jego wybuchu , Hitler wydał rozkaz Himmlerowi:

„Każdego mieszkańca należy zabić, nie wolno brać żadnych jeńców. Warszawa ma być zrównana z ziemią i w ten sposób ma być stworzony zastraszający przykład dla całej Europy”

W Powstaniu Warszawskim zginęło od 150 do 200 tysięcy ludności cywilnej, 16 tysięcy powstańców (10 tysięcy zginęło, 6 tysięcy zaginęło, uznano ich za zabitych). Warszawę zamieniono w pył, stracono niesamowicie cenny dorobek kulturowy.

W dzisiejszych czasach, gdzie prawdziwym problemem ludzi jest ich dochód, zazdrość wobec drugiego człowieka i szalona gonitwa za czymś nieuchwytnym, dzisiaj – 1 sierpnia, a także za rok, za dwa lata i zawsze – o godzinie  17.00,  godzinie „W”, możemy stanąć na chwilę ,pomyśleć, zadumać się, że ktoś, kiedyś oddał życie za to by Polska była wolna.  Cześć i chwała Bohaterom.

P.

Reklamy

Prawy do lewego

Miesiąc po ogłoszeniu wyborów prezydenckich, gdzie Paweł Kukiz osiągnął fantastyczny trzeci wynik, na scenie politycznej mamy prawdziwą rozgrywkę szachową, w której gra on główną rolę. Ci, którzy myśleli, że muzyk jest „antysystemowym Mesjaszem”, który w końcu uzdrowi  polską prawą strone polityczną, ujednolici ją i sprawi, że jego ruch obywatelski wraz z partiami: KORWiN, Kongresem Nowej Prawicy i Ruchem Narodowym wystartuje wspólnie w jesiennych wyborach parlamentarnych, mocno sie zawiodą, ale chyba przede wszystkim spojrzą na Kukiza już nieco chłodniejszym okiem, bez emocji, które bez wątpienia wzbudzał i jakby nie patrzeć wzbudza nadal. Wokół niego zaczynają pojawiać się jednak kontrowersje.

Jeden z przedstawicieli partii KORWiN – Przemysław Wipler podzielił się, za pomocą swojego konta na Facebooku kulisami rozmów z negocjatorami Pawła Kukiza – Stanisławem Tyszką i Marcinem Palade. Po przeczytaniu ich opadła mi szczęka. Jeżeli Wipler napisał prawdę, o czym jestem przekonany w 99%, wynika z tego, że Kukiz wielkiego, przemyślanego planu na „naprawę” Polski nie ma. Z informacji od współzałożyciela partii KORWiN wynika, że Pan Tyszka składał propozycję ludziom z partii Korwin-Mikkego i Wiplera  przejścia „pod sztandar Kukiza”, bez afiszowania się, że pochodzą z ich ugrupowania. Przyczyną, dla której mieliby się nie utożsamiać podczas kampanii wyborczej z logiem swojej partii jest walka o elektorat lewicowy i lewicowo-centrowy, który za Kukizem jako alternatywą dla przedstawicieli dwóch największych partii chętnie poszedł do wyborów prezydenckich. Negocjacje na temat współpracy zostały zakończone, sam Kukiz wydaje się być obrażony ze względu na fakt, że  te informacje ujrzały światło dzienne, wchodzi często w dyskusje ze ludźmi, którzy komentują jego posty. Czesto bywa w nich szyderczy, szczególnie w stosunku do zwolenników jego współpracy z KORWiNem. Kukiz zachowuje się trochę jak Rosja na arenie międzynarodowej, która nigdy nie prowadzi działań ofensywnych. Oni się tylko bronią. Zawsze. Postawa byłego muzyka zespołu „Piersi” trochę takie coś przypomina. „Zobaczcie, oni nie dotrzymują słów, ja jestem w porządku, to ich wina”. Fakt jednak, że jest chętny do współpracy z Robertem Gwiazdowskim i stowarzyszeniem KoLiber, którego współzałożycielem jest… Przemysław Wipler pokazuje, że ciężko określić jego miejsce na scenie politycznej. Jestem przekonany, że propozycja współpracy z Ruchem Narodowym oraz Kongresem Nowej Prawicy na podobnych warunkach, jakie zostały przedstawione Wiplerowi i spółce również spełznie na niczym, ponieważ nikt nie przystanie na takie rzeczy.

Wynik Kukiza to nie sukces JOW-ów, których on sam broni jak ognia przed wodą. Jego wyborczy sukces to sygnał niezadowolenia ludzi, którzy mają dość wyboru tych samych gęb od 26 lat.  Jednak, żeby nie wybierać tychże gęb, potrzebni są nowe gęby, które podźwigną kraj z kolan. Po wyborach prezydenckich z umiarkowanym optymizmem patrzyłem na dzialania Pawła Kukiza, który był dla mnie ciekawy i autentyczny, różniący się od stałych bywalców parlamentu, dobrze ubranych, znających wszystkie wymijające odpowiedzi świata, na każde podchwytliwe pytanie. Problemem Kukiza może stać się publikacja znanego blogera – MatkiKurki, który obnażył w swoim tekście „backstage” rockowego kandydata na prezydenta. Wynika z niego, że „Bezpartyjni samorządowcy” finansujący i „pompujący” Kukiza to nikt inny jak baronowie dolnośląscy, którzy zaliczali w swojej przeszłości niejedne komitety.  W tekście można przeczytać również ciekawostkę o tym, że na tydzień przed złożeniem podpisów na wybory prezydenckie, Kukiz miał ich raptem 30 tysięcy. Czary mary ? W tekście pojawia się również tajemnicza postać, która nad wszystkim ma trzymać  pieczę.

„Ta „mapa drogowa” nie powstał w głowie gówniarza, czy jakiegoś grajka bez pojęcia i doświadczenia politycznego. Wątpię też, aby to było samodzielne działo Raczyńskiego, on może poustawiać sprawy lokalnie, ale wywiadów w TVN u Olejnik i Wojewódzkiego nie załatwi, podobnie jak pompowanych sondaży i ciszy medialnej wokół szemranego towarzystwa. Plan wielkiego i póki co nieznanego gracza, zmierza w jednym kierunku, usadzić na stołkach nowych tłustych misiów i młode wilczki z rodzinami, w miejsce zgranych starców z wierchuszki PO”.

Kim jest ów wielki gracz ? Nie wiadomo.

Ludzie nakarmieni nadzieją raz, łakną jej coraz więcej. Presja na Kukizie nieustannie rośnie, on z kolei twardo trzyma wszystkich w szachu. Przypominająć sobie wywiad z nim podczas wieczoru wyborczego, w którym wspominał o tym, że JOW-y miały tylko skanalizować elektorat, a na program przyjdzie czas po wyborach i sukcesywnie będzie go przedstawiać – dzisiaj widzę osobę, którą przerosły pewne rzeczy. Coraz głośniej ludzie domagają się od niego konkretnych działań lub programu- którego sam muzyk nie jest zwolennikiem. Kukiz jest zwolennikiem strategii i działań naprawczych. Brzmi fantastycznie i nowocześnie. Jest jeden szkopuł – szczegółów wciąż brak. „Jeszcze się taki nie urodził, co by wszystkim dogodził”. Zdobywca trzeciego wyniku w wyborach prezydenckich definitywnie chce zlamać to przysłowie i udowodnić, że jednak tak nie jest. Próba ujednolicenia elektoratu od prawa do lewa, ze wspólnymi mianownikami nie ma szans przetrwania. Łapiąc kilka srok za ogon zazwyczaj zostaje się z paroma piórami w ręce. Życząc jak najlepiej Polsce, niecierpliwie czekam na rozwój wydarzeń.

P.

Taki mamy klimat

Sytuacja sprzed paru dni pokazuje nam, że nie trzeba znajdować się na Haiti , w Japonii czy Nepalu by przeżyć prawdziwe trzęsienie ziemi . Polityczny klimat Polski znalazł się pod wpływem rozległego niżu służb (nie wiemy niestety skąd nadciągnął), a wstrząsy sejsmiczne przy ul. Wiejskiej połączone z silnym wiatrem spowodowały wywianie niektórych polityków. Niestety prawdopodobne jest, że nie na długo. Tacy cyniczni ludzie zawsze znajdą sobie ciepłe miejsce w cieniu, przeczekując, by po kilku latach, kiedy ludzie zapomną, bo ludzie z reguły zapominają – uderzyć ponownie w politykę.

Ujawnienie 13 tomów akt z afery podsłuchowej przez Zbigniewa Stonogę spowodowało lawinę dymisji  w rządzie Ewy Kopacz. Głową zapłacili m.in. minister zdrowia – Bartosz Arłukowicz, minister skarbu – Włodzimierz Karpiński, ale także szef doradców politycznych premier Ewy Kopacz – Jan Rostowski i tak bardzo wyśmiewany w internecie – marszałek sejmu – Radosław Sikorski, który podobno opierał się najbardziej. Dziw nie bierze. Ktoś z aspiracjami na sekretarza generalnego NATO, w tej chwili musi zadowolić się  jako 1 w Bydgoszczy na listach do parlamentu, a i to nie jest jeszcze pewne. Rozczarowanie. Upadek.

Mnie jako szarego obserwatora martwi coś innego. Dlaczego rok po wybuchu afery, dowiadujemy się o szczegółach od biznesmena, który swoją sławę zbudował na inwektywach skierowanych w policję i rząd ? Co robiła prokuratura przez okrągłe 12 miesięcy  ?  Nie chcę oceniać Stonogi, uważam, że dobrze się stało, że akta ujrzały światło dzienne. By Polacy mogli „poczuć” jak to jest żreć obiad za 1300 zł w restauracji. Jak to jest „usuwać” kogoś ze stanowiska i jak bardzo mamy niską samoocenę jako Polacy –„Murzyńskość” – to już Radosław Sikorski. Pani poseł Bieńkowska z kolei uraczyła nas określeniem „idioci”. Bo przecież tylko „idioci” pracują za mniej niż 6 tysięcy złotych. Pieprzu dodaje obsceniczny język, w jakim te wszystkie rozmowy są prowadzone. Czasami można odnieść wrażenie, że rozmowa jest prowadzona w knajpie o średniej renomie w Sanoku (przy całym szacunku), niż w VIP roomie, jednej z droższych restauracji.

To przykre, że ludzie, którzy reprezentują obywateli zachowują się jak stado troglodytów. A chyba najsmutniejsze dla nas, ludzi, jest to, że gdyby nie Stonoga nigdy byśmy się o tym nie dowiedzieli, politycy nie zgłosiliby swoich dymisji i cała degrengolada trwałaby w najlepsze. Sprawa ciągnęłaby się latami, a koniec końców zostałaby umorzona przez prokuraturę, która pracując w tak opieszały sposób, przy tak ważnej sprawie – po prostu pluje Polakom w twarz. Nastąpiły jednak wstrząsy wtórne, które wywróciły scenę polityczną. Ileż to już było tego typu afer w Polsce. Gdy  taśmy wyciekły, afera nabierała rozpędu, ówczesny premier – Donald Tusk „nie lekceważył problemu” i miał odnieść się do niego po kilku dniach. Są jednak rzeczy ważne i ważniejsze. Posada w Brukseli czekała, trzeba było się wyprowadzić, a przecież wiemy jak to z przeprowadzkami jest. Dużo kurzu, przenoszenia, kto by chciał jeszcze sobie dodatkowo ręce brudzić. I tak sprawa sobie leżała. Aż do teraz.

Stonoga z dnia na dzień stał się bohaterem internautów. Został zatrzymany, konsekwencji nie poniesie prawdopodobnie żadnych. Dokumenty ściągnął podobno z chińskich serwerów na swój komputer (dzięki czyjej infrmacji nie wiadomo dotąd). Prokuratura musiała jednak coś zrobić, więc zatrzymali Stonogę na parę godzin, zarzutów jak dotąd mu nie postawiono. Niezrozumiałe dla wielu ludzi jest to, że posłowie koalicji PO-PSL wraz z wieloma dziennikarzami nawołują do linczu medialnego Stonogi, który obnażył tylko miałkość prokuratury. To wydaje się być ucieczką od głównego problemu, którym niewątpliwie jest zawartość taśm. Dodajmy, że decyzja Ewy Kopacz to nie „załatwienie problemu”, tylko „ucieczka z płonącego burdelu”.  Zdymisjonowani ministrowie niespecjalnie się przejęli i wybornie bawili się na imprezie u Ewy Kopacz w restauracji przy ulicy Parkowej. Kto wie, może i tam coś nagrywano ?Wybory parlamentarne za pasem. Po porażce PO w wyborach prezydenckich, które poprzedziła bardzo słaba kampania wyborcza Bronisława Komorowskiego, partia, którą trawią również wewnętrzne konflikty traci poparcie (w jednym z sondaży – 17% – najsłabiej od wielu lat), nie jest w stanie powstrzymać rosnącej presji i nagonki, głównie internetowej, gdzie młodzi ludzie wylewają nie tylko żale, ale głównie frustracje i złość na Platformę, która w ich odczuciu przez 8 lat zawiodła, przede wszystkim  pokolenie obecnych 30 latków.

Niefortunnie dobierane słowa, zatrudnianie „hejterów” internetowych, którzy mieli prowadzić nagonkę na opozycję, ale także twarze afer (m.in. zegarkowej ze Sławomirem Nowakiem), które po raz kolejny pojawiają się pomiędzy wierszami, nie służą utrzymywaniu nas – wyborców w przekonaniu, że nic się nie dzieje, choć zapewne chcieliby żebyśmy tak myśleli. Cały ten spektakl ma miejsce w scenerii polskiego „piekiełka” i główna rolą wiecznie uśmiechniętego Stonogi mogą przyprawiać Ewę Kopacz o ból głowy. Nic tak nie frustruje jak granie na nosie władzy, dodatkowo z wyszczerzonymi jak u Jokera zębami. Zawsze nam zostaje rozłożyć bezranie ręcę i zacytować posłankę Bieńkowską (który to już raz, ho ho)Sorry, taki mamy klimat”.

P.

Nowoczesna.PO

Po niespodziewanej (nie dla wszystkich, o tym tu: „Pycha kroczy przed upadkiem„) klęsce kandydata PO – Bronisława Komorowskiego w wyborach prezydenckich, na polskiej scenie politycznej doszło do prawdziwych przetasowań. Platforma Ewy Kopacz nie jest nawet w połowie tak silna jak ta Donalda Tuska, a nijaka kampania Komorowskiego tylko to potwierdziła.

I nagle po wyborach pojawia się sondaż wyborczy, gdzie na pierwszym miejscu znajduje się Prawo i Sprawiedliwość, za nim Platforma Obywatelska i Ruch Kukiza oraz … Nowoczesna.pl, która uzyskała 11%. To zabawne, że partia, której oficjalnie nie ma oraz nie posiada programu wyborczego (podobnie jak ruch Kukiza) uzyskuje w sondażu tak wysoki wynik. Czym jest tak naprawdę Nowoczesna.pl ? Otóż jest to stowarzyszenie, które niedługo stanie się partią polityczną i będzie startowało w wyborach parlamentarnych. Główną rolę w tej komedii gra Ryszard Petru, bankowy lobbysta, nieoficjalny doradca Donalda Tuska, co mogłoby sugerować skąd pieniądze na rozwój tego tworu. Nad wszystkim swoim sprytnym okiem czuwa Leszek Balcerowicz – członek partii komunistycznej i pracownik Instytutu Podstawowych Problemów Marksizmu-Leninizmu przy KC PZPR, który niezależnie od tego, kto zasiada u sterów władzy – czy to jest prawica czy lewica, zawsze pojawia się jako „ekonomiczny guru” stołu rządzącego. Do tej „wybitnej” śmietanki ekspertów dodajmy ich starych znajomych z UW i PO: Władysława Frasyniuka i Andrzeja Olechowskiego i mamy smaczny przepis na kolejne lata rządzenia tych samych twarzy.

Na szczęście dla ludzi młodych, którzy mają większą wiedzę niż Ci ludzie myślą, do tragedii raczej nie dojdzie. Internauci podobnie jak obnażyli prawdziwą twarz Bronisława Komorowskiego, również z Nowoczesna.pl zwietrzyli pismo nosem, uznając stowarzyszenie Petru kompletnie niewiarygodnym. O kompetencjach Ryszarda Petru pisał m.in. portal wgospodarce.pl tutaj: 6 cytatów ujawniających rzeczywiste kompetencje Ryszarda Petru . Warto przeczytać ten krótki wpis i zastanowić się nad tym czy warto powierzać władzę komuś skrajnie niekompetentnemu, który – umówmy się – tworzy twór polityczny  będący kołem ratunkowym dla Platformy Obywatelskiej, dla której zaufanie i poparcie topnieje w oczach jak lód.

Można zaśpiewać: „Ale to już było”. Wiele się nie pomylimy. W 2005 roku, uznawany za „klauna polityki” Andrzej Lepper powiedział, że „…przyjdzie Balcerowicz z Petru naobiecuje złotych gór i zrobi wam Polskę”. Wiecznie wyśmiewany za brak taktu i kultury, miał jednak niesamowite wyczucie do czytania politycznych „gierek”. To bardzo gorzkie, że dopiero po jego śmierci (samobójstwie ?) mogliśmy się o tym przekonać. Tak jak Platforma Obywatelska osunęła w cień Unię Wolności, tak teraz Nowoczesna.pl stara się być wyreżyserowanym spadkobiercą Platformy, tworząc dla niej alternatywę, posiadając jednak cały czas tą samą twarz. Sytuacja przypomina picie trzeci raz herbaty z tej samej torebki. Zabarwienie podobne, w smaku jednak nie do przyjęcia. Rozwodniona papka, w którą mało kto już uwierzy.

P.

Gniew narodu

10 maja  odbyła się I tura wyborów prezydenckich 2015. Nie posiadam na tą chwilę oficjalnych, pełnych wyników, ale mogę (mam nadzieję!) śmiało napisać, że zwycięzcą został Andrzej Duda z PiS (35,31%-dane z 11.04, godz 20.30), który wyprzedził „władcę żyrandola” i urzędującego prezydenta – Bronisława Komorowkiego (33,32%), którego poparło PO. Na podium niespodziewanie znalazł się Paweł Kukiz (20,77%), którego notowania w ostatnich dniach niespodziewanie wzrosły, a jego przypadek, zdaje mi się, będzie ochoczo opisywany przez socjologów w najbliższych latach. Fenomen emocji.

Powiedzmy sobie szczerze, że obecny prezydent – Bronisław Komorowski nie zrobił nic by te wybory wygrać. Jak widać wiele lat u władzy potrafi rozleniwić, co w zestawieniu z Andrzejem Dudą, który w kilka miesięcy, z szerzej nieznanego nikomu europosła stał się zawodnikiem politycznej wagi ciężkiej i na samym finiszu kampanii znokdaunował Komorowskiego, który w tej chwili jest liczony. Jest jednak dalej w ringu i będzie walczył do końca. Na ile jednak Komorowski jest w stanie wzbudzić ponownie zaufanie wyborców przez dwa tygodnie, skoro przez 5 lat nie zrobił w tym kierunku tak naprawdę niczego ?

Obydwaj kandydaci dwóch największych ugrupowań zdobyli prawie 70% wyborców, co specjalnie nie dziwi. Jednak zarówno Duda jak i Komorowski nie zauważyli czegoś, co w społeczeństwie rosło od jakiegoś czasu tuż obok nich. Napięcie, złość, niechęć do ekipy rządzącej, frustracja ludzi na emigracji oraz chęć radykalnej zmiany. I nagle na scenie politycznej pojawił się ktoś, kto ze sceną jest mocno obyty, ale tą muzyczną. Paweł Kukiz, który zdecydował się na start w wyborach prezydenckich oparł swą kampanię na jednym postulacie – Jednomandatowych Okręgów Wyborczych. Udowodnił on, że w marginalnym, w porównaniu z PiS-em i PO zapleczem finansowym, jest w stanie skupić wokół siebie wielu ludzi. Coraz liczniejsze telewizyjne wystąpienia, ale przede wszystkim szczerość, ogromna chęć i zrozumienie „szarego Kowalskiego” (nie mylić z Marianem Kowalskim – kandydatem Ruchu Narodowego!) spowodowały, że jego poparcie stale rosło, by na finiszu kampanii wskoczyć na nieosiągalny dla reszty „antysystemowych” kandydatów poziom i zdystansować  zbyt radykalnego dla niezdecydowanych wyborców Janusza Korwin-Mikkego (3,22%) w rywalizacji o trzecią pozycję. To ogromnu sukces Kukiza i jego niewielkiej grupy ludzi, która go wspomagała podczas kampanii.

Ogromnym przegranym jest lewica – od Magdaleny Ogórek z SLD (2,42%)  aż po Janusza Palikota z Twojego Ruchu (1,35%). Brak pomysłu na kampanię, częste unikanie mediów (w przypadku Ogórek), kolejne zmiany poglądów (Palikot), doprowadziły do koszmarnego wyniku tych kandydatów, co w połączeniu z faktem, że ponad 1/4 Polaków poparła „antysystemowców” (Kukiz, Korwin-Mikke, Braun, Kowalski, Wilk) daje nam obraz tego co może się dziać jeienią tego roku w wyborach parlamentarnych. Lewica może nie znaleźć się w parlamencie. Gniew narodu znalazł w końcu ujście. Czeka nas parę miesięcy intensywnej kampanii, a wyniki – co widać po wyborach prezydenckich – mogą być zaskakujące.

Przez najbliższe dwa tygodnie czeka nas prawdziwe „love story” w trójkącie, jak bardzo perwersyjnie to brzmi. Komorowski i Duda będą zabiegali o względy i głosy wyborców Pawła Kukiza, ktory jednak na swoim wieczorze wyborczym podkreślił, że nie może dysponować głosami swoich wyborców i ogłosił swoją neutralność. To jeszcze bardziej cementuje jego wiarygodność.Podczas swojego wystąpienia Kukiz skrytykował również TVN24 oskarżając stację o nieobiektywność i manipulacje. A wszystko to… na żywo w TVN24. Muszę przyznać, że była to wisienka na torcie wczorajszego wieczoru.

Bronisław Komorowski tracąc 30% (Jak !?) poparcia w parę miesięcy, ucieka się dzisiaj do referendum, którego nie był w stanie zorganizować przez 5 lat. Tematy ? JOW-y (konik Kukiza), finansowanie partii i podatki. Apeluje też o debatę z kontrkandydatem – Andrzejem Dudą przed II turą. Tonący brzytwy się chwyta ? Na to wygląda. Chęć zmian jest ogromna, ale wynik II tury w pełni otwarty. Pytanie tylko, który elektorat jest silniejszy: ten, który poczuł krew i chce zmiany czyli ten idący za Andrzejem Dudą ? Czy omamieni mediami ludzie, aparat administracyjny Bronisława Komorowskiego ?

P.

10.04.

10 kwietnia nie będzie w Polsce już nigdy taki sam. Wszyscy wiemy dlaczego. Smoleńsk. To najbardziej znienawidzone słowo przez obóz rządzący, w okresie przedwyborczym zyskuje bardzo na znaczeniu. Używany jest w parszywej partyjnej grze, na którą przykro mi patrzeć. Ów słowo według nich (Obóz rządzący) dzieli Polaków na tych normalnych, którzy po katastrofie przywrócili ład społeczny, nie doprowadzili do ruiny państwa i wrócili do porządku dziennego w najszybszy możliwy sposób oraz na tych krzyczących oszołomów, którzy wymyślonym przez siebie spiskiem i zamachem próbują obalić sprawnie przecież działające państwo (wg. tegoż obozu rządzącego),  dlatego ludzie normalni, idąc w sukurs PO muszą zagłosować po raz kolejny na koalicję rządzącą, która dzielnie obroni nas – masy, przed coraz bardziej absurdalnymi atakami opozycji w postaci tego krzyczącego, złego PiS-u !

Lech Kaczyński nie był moim kandydatem na prezydenta i nie głosowałem na niego. Podejrzewam,że nie głosowałbym również i teraz. Nie zmienia to postaci rzeczy, że pełnił urząd prezydenta Polski, został wybrany przez większość i trzeba to uszanować. Dla nas najsmutniejsza wiadomość jest taka: Prezydenci nie spadają na ziemię samolotem. Takie rzeczy się nie zdarzają w krajach, gdzie Państwo jako instytucja dba o swojego prezydenta, chroni go i zapewnia bezpieczeństwo. Katastrofa, w której zginęły  najważniejsze osoby w państwie, łącznie z wszystkimi dowódcami wojska polskiego  (mimo dyrektyw NATO, które zabraniają  ich wspólnych podróży ) każe nam jednak postawić pytanie: Skoro instytucja państwa nie jest w stanie zapewnić bezpieczeństwa prezydentowi, w jaki sposób chce chronić własnych obywateli ? Ta tragedia pociągnęła za sobą oczywiście lawinę spekulacji co do przyczyn katastrofy. Poza stratą ludzką, której nie da się zniwelować , boli również to, że Rosjanie ograli nas jak juniorów już po katastrofie. Nie potrafiliśmy zorganizować sztabu ekspertów zdolnych odpowiedzieć nam na nurtujące pytania, BOR nie potrafił sprawdzić gotowości lotniska do lądowania, cała podróż VIP-owska w ogóle nie powinna dojść do skutku w takim składzie personalnym, ale przede wszystkim nie byliśmy w stanie twardo z nimi rozmawiać. Byliśmy i jesteśmy od nich uzależnieni.  Niech najlepszym komentarzem dla całej sytuacji będzie fakt, że wrak Tu-154 i jego czarne skrzynki dalej znajdują się na terenie Rosji. Zgroza.

I tak w 5 lat po katastrofie, kiedy słyszę, że „wrak ma znaczenie przecież tylko symboliczne”, chciałbym spytać przedstawicieli PO: Czy tak ma być prowadzone najważniejsze śledztwo III RP ? Czy wszystko zostało dobrze zorganizowane i przeprowadzone ? Kiedy patrzę na okładkę Newsweeka, pisma Tomcia Lisa, który wspólnie z TVN-em piorą mózgi milionom ludzi, prowadząc swoją brudną indoktrynację obozu rządzącego, która od propagandy rosyjskiej i północnokoreańskiej różni się tylko tym, że jest w języku polskim, czuję wstyd. Nie wiem jak bardzo pozbawionym empatii trzeba być człowiekiem, by pokazać okładkę swojego pisma z takim wydźwiękiem (przypominam: na okładce znajduje się Jarosław Kaczyński z podpisem: „Zamachowiec”) i jak bardzo śmierdzącą politykę uprawia Lis, ale z dziennikarstwem to nie ma nic wspólnego. Swoje do pieca dorzucił oczywiście „Król Europy” Tusk, który nie raczył nawet przybyć z ciepłego fotela z Brukseli złożyć wieniec na grób. To potwierdza tylko jak bardzo Polska jest podzielona i jaki stosunek ma obecna władza do katastrofy. Dla nich jest to wrzód na dupie, który trzeba wyciąć. Ja nie wierzę również w to, że nagłe „pojawienie się” nowych stenogramów to przypadek przed wyborami prezydenckimi. To zręczna gra, którą Platforma Obywatelska opanowała do perfekcji przy użyciu mediów. To ile czasu będziemy jeszcze znosić ludzi pokroju Niesiołowskiego plującego na wszystkich dookoła wraz z rodzinami ofiar smoleńskich zależy wyłącznie od nas. Najbliższa możliwa zmiana już tej jesieni.

Nie jestem wyznawcą teorii zamachu, ale nie jest dla mnie normalne, że po katastrofach lotniczych, nawet tych, które miały miejsce niedawno – wiadomo było wszystko już w 24 godziny od upadku samolotu, tak my w 5 lat po tej tragedii, gdzie zginęła nasza elita polityczna mamy coraz więcej znaków zapytania. A jeżeli są znaki zapytania to pojawiają się i teorie spiskowe. Musimy dalej polegać na Rosjanach, którzy wydają nam stenogramy, dokumenty i zapiski, a my przecież nie dażymy ich w ogóle zaufaniem ! Jak więc ludzie mają dać wiarę temu co mówi nam obóz rządzący ? Nie dziwię się rodzinom ofiar, które 5 lat po tragedii, domagają się np. ekshumacji zwłok i ponownych śledztw. Polska jako państwo nie zdało kompletnie egzaminu po 10 kwietnia. W obliczu tragedii, w czasie zadumy, gdzie wszystkie spory i kłótnie powinny zejść na dalszy plan, politycy pogrążyli się w wojnie polsko-polskiej, a wraz z nimi ludzie podzielili się na dwa obozy. Trwa to 5 lat, przez które nie nauczyliśmy się niczego. Szacunku wobec nas samych, przede wszystkim.

P.

Historia najlepszym sędzią na ziemi. 7 lat PO w Polsce.

To już 7 lat pod rządami Platformy Obywatelskiej (dalej w tekście – PO). 7 lat niejasności, niespełnionych obietnic i afer zamiatanych pod dywan. Problem PO polega na tym, że pod tym dywanem nie ma już wiele miejsca. W tekście przytaczam grzechy główne, których dopuściła się partia Donalda Tuska, a obecnie Ewy Kopacz. Tekst po przeczytaniu którego powinniście się dwa razy zastanowić podczas nadchodzących wyborów.

1) Afera stoczniowa

Operacja CBA pod kryptonimem „Hornet” ujawniła, że zorganizowany przez Ministerstwo Skarbu Państwa (MSP) oraz Agencja Rozwoju Przemysłu  (ARP) przetarg na zakup majątku stoczni w Gdynii i  Szczecinie od początku był ustawiony. Wysoko postawieni urzędnicy MSP i ARP lobbowali zakup przez tajemniczą firmę z Karaibów, za którą stali arabscy szejkowie- Stiching Particulier Fonds Greenrights.  Oświadczenia rejestracyjne i wpłacenie wadium miało mieć miejsce do 30 kwietnia, ale przesunięto je do 8 kwietnia, tego samego dnia wpłynęły pieniądze od katarskiego inwestora. Przypadek ? Fakt, że szef ARP – Wojciech Dąbrowski i Wiceminister Skarbu Państwa – Zdzisław Gawlik wiedzę na temat kontrachenta czerpali z  internetu daje dużo do myślenia. Ówczesny szef CBA – Mariusz Kamiński komentował przetarg w taki sposób: działania te prowadzone były nie tylko wbrew interesom ekonomicznym państwa, ale również wbrew zdrowemu rozsądkowi”, co wydaje się być zbyt lekką oceną. To była kompromitacja. „Rz” opisujac aferę wskazała, że w transakcji brał udział Abdul Rahman El-Assir – libański handlarz bronią, który miał nawet wpłacić  w.w. kwotę wadium w imieniu katarskiej firmy.  Do tego dochodzą liczne nieprawidłowości m.in. z wyborem Jacka Goszczyńskiego na wiceprezesa ARP z pominięciem procedury konkursowej. Mimo, że Donald Tusk zapewniał, że władze państwowych spółek nie będą wybierane „w zaciszu gabinetów politycznych”, do konkursu na stanowisko wiceprezesa ARP nie doszło. Wyboru dokonał minister skarbu państwa – Aleksander Grad, który o całej aferze z przetargiem wiedział. W internecie można znaleźć bez problemu stenogramy rozmów, z których jasno wynika, że korupcja na wysokich szczeblach władzy to nie „wymysł internetowych hejterów”, ale smutne fakty.

2) Afera hazardowa

Afera ujawniona na łamach „Rzeczpospolitej” w 2009 roku wraz ze stenogramami rozmów ówczesnego szefa klubu parlamentarnego PO – Zbigniewa Chlebowskiego z jednym z biznesmenów branży hazardowej – Ryszardem Sobiesiakiem. W rozmowach brali udział również umawiający spotkania znajomi Chlebowskiego oraz lobbysta – Jan Kosek. W sprawę mocno zaangażowany był pełniący wówczas funkcję ministra sportu i turystyki – Mirosław Drzewiecki, który m.in. wysyłał pismo do wiceministra finansow o wykreślenie z ustawy obciążeń niekorzystnych dla biznesmenów. Politycznym efektem było m.in. odwołanie ze stanowiska szefa CBA – Mariusza Kamińskiego, w trybie przyspieszonym uchwalono również ustawę hazardową. W międzyczasie wyszły kolejne niewygodne fakty dotyczące m.in. intensywne próby  Mirosława Drzewieckiego i jego asystenta Marcina Rosoła włączenia do władz totalizatora Magdaleny Sobiesiak, córki Ryszarda Sobiesiaka, który jak się okazało później ma wielu znajomych na wysokich szczeblach władzy.  Przeprowadzono śledztwo, które nie wykazując większych nieprawidłowości zostało później umorzone, co w szeregach Prawa i Sprawiedliwości określono mianem skandalu.

3) Sprzedaż lasów

Podczas gdy media głównego nurtu obśmiały Krystynę Pawłowicz za pałaszowanie sałatki, w Sejmie podjęto próbę zmiany Konstytucji, w myśl której w momencie, w którym wymagałoby tego „dobro publiczne” można by sprzedać Lasy Państwowe, co w chwili obecnej jest niemożliwe. Według rządu PO „dobro publiczne” to np. załatanie chociaż w części tonącej w długach III RP, lub wypłata odszkodowań za mienie odebrane Żydom przez Niemców i Sowietów. Komorowski złożył taką obietnicę w 2009 roku. Tajna notka ambasadora USA w Polsce ujawniona przez WikiLeaks nie pozostawia złudzeń :

„Jeśli chodzi o regulację kwestii restytucji mienia odebranego w czasie II wojny światowej i epoce komunizmu, Komorowski wyraził zaniepokojenie związane z kryzysem finansowym, który według niego zmienił nieco okoliczności. Niemniej jednak powiedział, że premier Tusk zmusi niepokornych ministrów, m.in. rolnictwa i ochrony środowiska, do tego by „dołożyli się do rekompensat” sprzedając państwowe lasy i nieruchomości”. 

Nie było o tym tak głośno jak o sałatce z rybą pani Pawłowicz, prawda ?

4) Traktat Klimatyczny

Posłużę się tym samym cytatem, który podawałem w poprzednim tekście. Dr Teluk z 2012 roku:

„Nasz kraj nie prowadzi profesjonalnego lobbingu swoich interesów narodowych w Brukseli. (…) Polscy politycy są albo słabymi negocjatorami, albo działają z premedytacją, za obietnice jakichś lukratywnych miejsc w Brukseli po zakończeniu kadencji.”

Dzisiaj już wiemy, że Donald Tusk jest przewodniczącym Rady Europejskiej, a dzięki Nigelowi Faragowi mamy świadomość ile zarabia (300 tysięcy euro). Ja wiem, to kolejny zbieg okoliczności. Podpisując w 2008 roku traktat klimatyczny, podpisał wyrok śmierci  na polską energetykę, która opiera się na węglu. Kopalnie od lat mają problemy, a  ile firm upadło lub zbankrutowało dzięki tej decyzji niewiadomo. Wiemy natomiast, że od paru lat rezlizowany jest scenariusz „wygaszania” kopalni. Sukces jakim określono dogadanie się między Premier Ewą Kopacz i związkami górniczymi jest tylko chwilowy. Podejrzewam, że wszystko runie po wyborach. Zbiegiem okoliczności oczywiście.

5) Stawka Vat + podniesienie wieku emerytalnego

Jednym z punktów programu gospodarczego Platformy Obywatelskiej był brak zgody na podwyższanie podatków i zapowiedź ich obniżania. Lata rządów Donalda Tuska pokazały, że są to obietnice bez pokrycia. Wzrost stawki VAT do 23%, oraz wydłużenie wieku emerytalnego do 67 lat to po prostu wstyd i grabież ludzi z emerytur.

6) OFE

Poza wydłużeniem wieku emerytalnego, reforma emerytalna to koleje okradanie Polaków. Mówiąc wprost: ZUS część pieniędzy ze składek przekazuje do OFE, które pożyczają je rządowi, który dotuje z nich ZUS, ponieważ ZUSowi brakuje pieniędzy na wypłatę emerytur, m.in. dlatego, że oddał je przed chwilą do OFE. Czyli ZUS dostaje od rządu pieniądze, które przed chwilą miał w ręku jako zupełnie nieoprocentowane – tyle, że teraz musimy jeszcze zapłacić procent dla OFE za pożyczenie tych pieniędzy rządowi. Kręci się.

7) Afera podsłuchowa

14 czerwca „Wprost” opublikował stenogramy z nielegalnie podsłuchany rozmów wysoko postawionych ludzi. Podsłuchane rozmowy zostały nagrane w warszawskich restauracjach.

Dramat I aktu. Rozmowa Ministra Spraw Wewnętrznych – Bartołomieja Sienkiewicza z Prezesem NBP – Markiem Belką. W rozmowie brał udział również szef gabinetu Belki – Sławomir Cytrycki. Rozmowa dotyczyła odwołania Ministra Finansów-Jacka Rostowskiego oraz potencjalne możliwości finansowania przez NBP deficytu budżetowego.

Dramat II aktu z udziałem Radosława Sikorskiego. Jego słowa  (Sikorskiego) do Jacka Rostowskiego:

„Wiesz, że polsko-amerykański sojusz to jest nic niewarty. Jest wręcz szkodliwy, bo stwarza Polsce fałszywe poczucie bezpieczeństwa… bullshit kompletny. Skonfliktujemy się z Niemcami, z Rosją, i będziemy uważali, że wszystko jest super, bo zrobiliśmy laskę Amerykanom. Frajerzy. Kompletni frajerzy „

zostały nie tylko w Polsce uznane za skandal.  Pojęcie, które padło później „Murzyńskość” opisujące polską niską samoocenę i płytką dumę powinno zakopać Sikorskiego jako polityka na lata. Nic takiego miejsca nie miało, a Radek ma się świetnie piastując rolę Marszałka Sejmu.

Rozmów było więcej, m.in. Sławomira Nowaka (b. minister transportu) z Andrzejem Parafianowiczem (b. wiceminister finansów) oraz Pawłem Grasiem (b. rzecznik prasowy rządu) i Dariuszem Jackiem Krawcem (Prezesem PKN Orlen).

18 czerwca funkcjonariusze ABW i prokurator wkroczyli do siedziby „Wprost” i zażądali wydania taśm.  Redaktor naczelny „Wprost” Sylwester Latkowski odmówił powołujac się na konieczność zachowania tajemnicy dziennikarskiej. Pomimo siłowych prób odbicia nośników, funkcjonariusze ABW opuścili redakcję bez nich. Summa Summarum „Wprost” przekazal je później do ABW. Tak walczy się z niewygodnymi faktami. We wrześniu prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie domniemanych nadużyć przez Marka Belkę i Bartołomieja Sienkiewicza.

8) Afera Amber Gold/Układ Gdański

Latem 2012 wybuchła afera w sprawie piramidy finansowej Amber Gold, która oferowała lokaty w złoto i kusiła wysokim zyskiem. 18 tysięcy poszkodowanych i ok. 850 mln złotych ich strat to bilans śledztwa. Dziwne jest to, że Amber Gold działała bez przeszkód mimo faktu, że jej właściciel posiadał na swoim koncie już 9 wyroków w zawieszeniu za oszustwa podatkowe. Nie płacił regularnie podatków i nie składał sprawozdań finansowych, na co dziwnie chętnym okiem spoglądały: urząd skarbowy, prokuratora i sądy.

Po czasie wyszło na jaw, że w liniach lotniczych OLT, których właścicielem był Amber Gold, pracował … syn Donalda Tuska – Michał. Andrzej Jaworski z PiS powiedział, że młody Tusk zarabiał więcej niż dyżurny portu, który odpowiada za bezpieczeństwo pasażerów a pracę dostał po nominacji politycznej.  Jaworski wspominał również, że zatrudnienie Tuska ma bezpośrednie powiązanie z „Układem gdańskim”, który jest swoistym środowiskiem polityczno-biznesowym do którego należą m.in. Paweł Adamowicz (prezydent Gdańska), Ryszard Milewski (skompromitowany sędzia),  prokuratorzy – Bogdan Szegda i Dariusz Witold Pogorzelski i wielu innych jak Andrzej Kowalczyk (pełnomocnik marszałka województwa pomorskiego Mieczysława Struka), który stoi za organizacją futbolowych spotkań PO.

9) Jest tego więcej

Wszystkich afer nie sposób wymienić, zbieranie materiałów zajęłoby lata (całkiem szczerze), jest jednak wiele innych sytuacji co najmniej dwuznacznych, godnych uwagi. Ubiegły rok zdominowany był również dzięki Radosławowi Sikorskiemu (tak, to ten Marszałek Sejmu), który w ramach rekompensaty za wyjazdy poselskie swoim prywatnym samochodem dostał zwrot blisko 80 tysięcy złotych. Mimo posiadania limuzyny rządowej i ochrony BOR-u, zdołał wyjeździć bardzo dużo. Można śmiało powiedzieć, że Marszałek jest wzorem aktywności poselskiej. W świetnym artykule z „Wprost” pod tytułem „Sikorski:Kierowca widmo” przyjrzano się troszkę uważniej jego faktycznej atywności, której… nie stwierdzono. Prokuratura rejonowa: Warszawa – Śródmieście odrzuciła wniosek o wszczęcie śledztwa, nie podając powodów. Ten sam Radek płacił swojemu brytyjskiemu koledze i dyplomacie – Charlesowi Crawfordowi za konsultacje jego wystąpień i poprawki. Ile ? Za 14 przemówień, takie tam około 250 tysięcy złotych.

Ustawianie przetargów, wydawanie pieniędzy dwukrotnie lub trzykrotnie większych niż w założeniu (Stadion Narodowy) i inne defraudacje, nepotyzm, psychopatyczne wystąpienia Stefana Niesiołowskiego i kompromitacje Grzegorza Schetyny. 3 miliony Polaków za granicami kraju szukający godnego życia i na koniec bilion długu publicznego, który stale rośnie.

To wszystko wierzcholek góry lodowej afer, które zdominowały rządy PO. Jesienią ich władza może przejść do skansenu. Historia tak jak kij, ma dwa końce, a koniec końców przychodzi czas na refleksję, ocenę i przemyślenia. Przecież historia jest najlepszym sędzią na ziemi.

P.

Diagnoza: Rak Europy

Kiedyś

Historycy nie są zgodni co do kwestii najważniejszej bitwy pierwszego najazdu muzułmanów na Europę. W myśl pierwszej grupy, najistotniejszym sukcesem była obrona Konstantynopola przed kalifatem Umajjadów w latach 717/718 dowodzonym przez Maslama ibn Abd al-Malika. Trwająca rok czasu walka między Cesarstwem Bizantyjskim a Arabami zakończyła się odstąpieniem najeźdźców od Konstantynopola. Mimo ogromnej przewagi Arabów nad wojskami Leona III Izauryjczyka i  chana Bułgarii -Terweła (200.000 tys. do 80.000 tys.) nie udało im się pokonać przeciwnika, a główny atak arabski został odparty.

Druga grupa uważa, że to zwycięstwo Karola Młota pod Poitiers w roku 732 nad wojskiem Abda ar-Rahmana i jego 50 tysięcznej armii Maurów i Berberów, było momentem zatrzymania zalewu arabskiego w Europie. Przeciwnicy tej teorii sugerują, że była to tylko łupieżcza wyprawa, a Arabowie byli zbyt słabi na kolejne podboje w Galii. Zdania sa mocno podzielone.

O ile w kwestii pierwszego najazdu Arabów są pewne wątpliwości co do najważniejszej bitwy, tak jeżeli chodzi o drugi najazd  na Europę, nie ma co do tego żadnych pytań. Zwycięstwo Jana III Sobieskiego w 1683 roku, przybywającego z odsieczą w myśl porozumienia polsko-austriackiego przeciwko Turcji, odbiło się szerokim echem w całej Europie. Słowa Sobieskiego: „Przybyłem, zobaczyłem, zwyciężył Bóg”, które zawarł w liście do Ojca Świętego, informując go o zwycięstwie, były komentowane wszędzie, a Polska, która od dawna była postrzegana m.in. przez Papieża Jana XXII za tarczę, która chroni Europę przed najazdami tatarskimi, po raz kolejny pokazała swoją niezwykłą siłę. Przykrą ciekawostką jest fakt, że austriaccy i niemieccy historycy z XIX wieku marginalizowali udział Polski w jednej z najważniejszych o ile nie najważniejszej bitwie w Europie tamtych czasów. Tłumaczenie braku symbolicznego pomnika Jana III Sobieskiego w Wiedniu niewystarczającymi środkami i innymi mało istotnymi argumentami jest co najmniej zabawne. My wiemy swoje. Jan III Sobieski i jego dzielna armia zatrzymali wyznawców Mahometa przed dalszymi podbojami. Bogu niech będą dzięki.

Wczoraj.

Zaczęło się tak samo jak zwykła emigracja zarobkowa. Po II wojnie światowej, podczas przemian gospodarczych, do krajów Europy Zachodniej przybyli mężczyźni podejmujący różnego rodzaju prace, których rodowici mieszkańcy nie chcieli wykonywać. Kuszące zarobki pozwalały utrzymać im wielodzietne rodziny. Wieści rozchodzą się szybko, dlatego do pracujących już mężczyzn, dołączali następni wraz z wielodzietnymi rodzinami. Ponieważ nie chcieli zostać na stałe, nie asymilowali się z resztą społeczeństwa. Załamanie sie sytuacji w krajach arabskich spowodowało, że zostali na stałe w Europie  Zachodniej.

Ponieważ w Europie obowiązuje prawo ziemi obarczone jednak pewnymi restrykacjami (Francja, Niemcy, Wielka Brytania – czyli ulubione kierunki muzułmanów). Dzieci urodzone przez rodziny muzułmańskie w krajach zachodnich automatycznie stawały się obywatelami kraju, w którym osiedlili się jego rodzice, przy założeniu, że spędzili w danym kraju okreslony czas, z czego nie wynikał zazwyczaj problem.  Mijają lata, a efektem tego procesu są kolejne pokolenia Muzułmanów, swobodnie posługujących się językiem kraju, w którym się wychowali. Stali się oni dużą częścią społeczeństwa, które coraz częściej domaga się swoich praw.

Dzisiaj.

W niektórych państwach europejskich jest po rybach. Jak banalnie by to nie brzmiało, to smutna prawda. Niemcy swoją polityką otwartości doprowadzili do tego, że ludzie boją się głośno mówić o Muzułmanach, ale mimo wszystko ponad 75% odczuwa obawy w związku z coraz większą ekspansją islamu w ich kraju. W ostatnim czasie przeciwko muzułmanom wyszli protestować kibice piłkarscy w Kolonii. Prasa nazwała ich (kibiców, rzecz jasna) „Naszym (niemieckim) największym problemem”. Ludzie mają dość wielogodzinnych bitew m.in. w Hamburgu pomiędzy salafitami a kurdami. Świadkowie opowiadali, że mieli wrażenie „jakby konflikt z Syrii przeniósł się do ich miast”. Tu nie chodzi o grupę Turków, chcących wybudować meczet. Tu chodzi o tych najbardziej zradykalizowanych salafitów, którzy dążą do narzucenia całkowitego prawa szariatu oraz zachęcają do tego młodych Niemców rozdając im egzemplarze Koranu. Do końca roku salafitów ma być u naszych zachodnich sąsiadów ok. 7 tysięcy. Jeszcze parę lat temu była to liczba 2 tysięcy. Kibice, ale i nie tylko oni boją się, że tak szybko rozwijająca się grupa radykałów zrobi w którymś momencie z jednego z niemieckich miast krwawą łaźnię.

Powstały specjalne szkoły (m.in. we Frankfurcie (O nein!),Norynberdze, Munster, oraz w kilku innych krajach Europy), gdzie naucza się już Islamu. Jest to element tzw. „Operacji Trojan Horse”, w myśl której Muzułmanie zaczynają … przejmować europejskie szkoły, narzucając im swoje prawa salafizmu. Dyskredytacja obecnych władz szkół i ich zastępstwo przez „odpowiednie osoby”, które byłyby w stanie dokonać zmian. Taka jest taktyka. Co ciekawe, po raz pierwszy usłyszano o „Operacji Trojan Horse” w Birmingham, w Wielkiej Brytanii, gdzie do władz miasta trafił… anonimowy list. Do jakiego stopnia szkoły zostały już opanowane, tego nie udało się stwierdzić.

Polityka wielokulturowości nie zdała egzaminu w Wielkiej Brytanii. Aż 95% ankietowanych jest zdania, że wielokulturowość zmierza w złym kierunku. Gdy Islamiści zabili brytyjskiego żołnierza na ulicach Londynu, sprawa została zamieciona pod dywan. Również w Londynie pojawiły się patrole szariatu informujące wyznawców innej niż Islam wiary, że nie mogą spożywać alkoholu na danej ulicy. W Birmingham (znowu) muzułmański policjant zabronił dwóm kaznodziejom rozdawania Biblii, ponieważ znajdowali sie w „muzułmańskiej dzielnicy”. Pewna nauczycielka w brytyjskiej szkole nie podała jednemu z dzieci szklanki wody, ponieważ nie chciała by jego rówieśnicy, obchodzący ramadan nie poczuli się urażeni. Dziecko trafiło do szpitala z powodu odwodnienia. W strefach, gdzie dominującą religią jest islam, powstają „muzułmańskie getta”, które wyznawcy innych religii omijają szerokim łukiem. Staliśmy się więźniami własnych państw. 

Francuzi przestają milczeć w kwestii imigrantów m.in. z Maroka i Algierii a także Iranu i Pakistanu. Zaczęło dochodzić do kuriozalnych sytuacji, w których imigranci, zachęceni polityką socjalną Wielkiej Brytanii, próbują dostać się na Wyspy przez port Calais (kanał La Manche). Masowy, nielegalny przepływ ludzi nie mógł ujść z oczu Francuzom, którzy z biegiem czasu przestali radzić sobie ze stale rosnącą liczbą imigrantów. Burmistrz Calais – Natacha Bouchart zagroziła, że zamknie port. Kuriozalna sytuacja, gdzie obydwie strony: francuska jak i brytyjska umywają ręce, nie służy kierowcom, którzy wyraźnie podkreślali, że boją się jeździć trasą przez Calais.

Szwecja w 2010 roku zajmowała 15 miejsce w rankingu ONZ wg. wskaźnika rozwoju. W wyniku procesu przyjmowania imigrantów (100.000 ludzi rocznie!), szacunkowo w 2030 roku, Szwedzi zajmą miejsce… 45 i tym samym dołączą do krajów trzeciego świata.  Duński dziennikarz Mikael Jalving twierdzi, iż asymilacja w Szwecji jest wykluczona, a partie polityczne uznają to słowo za nazistowskie. Politycy milczą, a od nowego roku będzie można karać obywateli za krytykę polityki imigracyjnej. Pod koniec października, szwedzka policja okresliła 55 stref, do których nie wjeżdża jak i karetki oraz straż pożarna. Strefy te znajdują się poza kontrolą władz. Nielegalną władzę pełnia tam muzułmańskie gangi, a proceder handlu narkotykami, wymuszenia i strzelaniny to porządek dzienny. Strefy te znajdują się głównie na przedmieściach wielkich miast takich jak Sztokholm i Goeteborg.

Wisienka na torcie. Rotherham, Wielka Brytania. Między 1997 a 2013 rokiem zgwałconych zostaje 1.400 nieletnich przez pakistański gang pedofilii. Policja i władze przez lata umywały ręce. Nikt nie reagował. Powód? Zaskoczę Was: Ludzie bali się posądzenia o RASIZM. Po tej kompromitacji ze stanowiska rady miejskiej zrezygnował jej przewodniczący. Proces trwa drugi rok. Do tej pory skazano 5 osób, następne 15 złapano i przedstawiono im zarzuty. Podobne procesy toczą się w: Rochdale, Derby i Oksfordzie.

I jeszcze garść danych: wg. szacunków Wiedeńskiego Instytutu Demograficznego w połowie stulecia, w Austrii, dominującą religią wśród uczniów do lat 15 będzie islam. Wpływ islamu na holenderskie społeczeństwo jest taki, że na tą chwilę mamy tam ponad milion wyznawców tej religii i prawie 500 meczetów. Przez długi czas Holendrzy akceptowali muzułmanów, którzy „póki dawali wszystkim spokój, byli nieszkodliwi”. Kompletnie odwrotny nastrój zapanował wśród ludzi, gdy dowiedziano się, że zamordowano polityka Pima Fortuyna i dziennikarza-reżysera Theo Van Gocha (nakręcił głośny film dokumentalny o trudnej pozycji kobiet w islamie) Sprawcami byli fanatyczni muzułmanie. Od tamtej pory konflikt między Holendrami a muzułmanami zaognił się. W lutym 2013 roku radykalny brytyjski islamista Anjem Choudary mówił do swoich zwolenników : „Branie pieniędzy od niemuzułmanów, czyli ludzi kaffir, jest całkowicie w porządku. Bierzemy po prostu zasiłek dla „poszukujących dżihadu”. Potrzebujemy przecież wsparcia” i naśmiewał się z Brytyjczyków, którzy „pracują całe swoje życie od 9 do 17”. Europa  bankrutuje w dużej mierze przez zasiłki dla muzułmanów. Muammar Kadafi, jeszcze za życia oznajmił, że: „Wszystko wskazuje na to, iż Allah zapewni islamowi zwycięstwo w Europie bez użycia miecza czy  broni, bez podboju. Nie potrzebujemy terrorystów, nie potrzebujemy zamachowców. Miliony europejskich muzułmanów zmienią ten kontynent w islamski w ciągu zaledwie kilku dekad”.

Jutro.

Jeżeli nie zatrzymamy tego szaleństwa, za kilkadziesiąt lat nasze dzieci, wnuki, a może nawet i my będziemy w Europie mniejszością religijną. To nie są żarty. Statystyki są zatrważające. Co więcej, nie uczymy się na błędach. Większość państw Europy zachodniej dalej prowadzi „politykę otwartych drzwi”, pozwalając coraz częściej  muzułmanom na dyktowanie swoich praw. Szwedzi we własnym państwie mają mniej praw niż imigranci, a po nowym roku będą mieli ich jeszcze mniej. Zamyka się im usta.

Zderzenie kulturowe nie służy Europie. Hierarchia wartości jest kompletnie inna. Muzułmanie stawiają na pierwszym miejscu Boga, dalej rodzinę i poczucie wspólnoty. Europa to konsumpcjonizm, realizacja własnych prywatnych celów oraz również i nie bójmy sie tego stwierdzić – egoizm. Nie mamy twardego kręgosłupa moralnego, który mógłby to wszystko utrzymać tak jak to robi religia u muzułmanów. Europejczykom brakuje tożsamości. Granice w Unii Europejskiej zniknęły a wraz z nimi poczucie bycia europejczykiem. Płyniemy z prądem rzeki, nie widząc nic dookoła. Kiedyś może być za późno.

Nie wszyscy muzułmanie są zradykalizowani. To oczywiste, że część przyjeżdża tylko i wyłącznie w celach zarobkowych. Problemem jest to, że Ci ludzie nie chcą się asymilować ze „zdegradowanym moralnie” społeczeństwem europejskim. Tworzą oni zamknięte kręgi i struktury w których żyją a właśnie na takie „zagubione dusze” polują fundamentaliści, którzy pomagają im odnaleźć się w nowym świecie, oferują opiekę, wspólnotę, a następnie dokonują indoktrynacji i werbują do samobójczych ataków. Nikt w życiu by nie powiedział, że Muhammad Atta, wzorowy student egipskiego pochodzenia, który obronił doktorat z architektury, odrzuci zachodni system wartości i odnajdzie sens w islamskim radykaliźmie czego efektem będzie zamach z 11 września na World Trade Center w 2001 roku. Nie wiemy kto i gdzie zrobi coś podobnego następnym razem, a ataków terrorystycznych i ich prób przybywa z roku na rok.

Przyszłość

Ciężko pozbyć się z krajów ludzi, którzy drugie pokolenie spędzają na ziemiach europejskich i coraz głośniej domagają się swoich praw. Jedną z opcji zniwelowania liczby muzułmanów jest deportacja. Dlaczego uważam, że jest to dobry pomysł ? Norwegia (w Oslo najpopularniejszym męskim imieniem jest Mohammed) do końca 2014 roku deportuje ok. 7100 osób. Efektem comiesięcznych deportacji jest spadek przestępczości. Przypadek ? Śmiem wątpić. Druga opcja: należy ograniczyć prawa imigrantów w zakresie pomocy socjalnej, z której muzułmanie czerpią całymi garściami. I ciągle im mało. Władimir Putin powiedział: „Jeżeli ktoś woli prawo szariatu, to my proponujemy im aby przenieśli się do krajów, gdzie takie prawo obowiązuje. Rosja nie potrzebuje mniejszości… i my nie damy im specjalnych przywilejów oraz nie zmienimy naszego prawa aby je dopasować do ich pragnień, bez wzglęgu na to jak głośno będą krzyczeć: „dyskryminacja”. Prezydent Rosji trafił w sedno. Powoli zaczyna docierać do polityków, że Europa kopie sobie grób. We Francji podtrzymano zakaz noszenia burek, mimo licznych protestów i skarg jakoby „odsłanianie się w miejscach publicznych jest poniżające i jest to naruszanie praw religijnych”.  W dalekiej Australii słowa Julii Gillard, byłej już Pani Premier odbiły sie szerokim echem na całym świecie. Utrzymane były w podobnym tonie jak te, które wypowiedział Władimir Putin: „Imigranci muszą się zaadoptować lub wyjechać…to jest nasz kraj, nasza ziemia, nasz styl życia i dajemy wam możliwość korzystania z tego wszystkiego. Ale od momentu kiedy zaczynacie narzekać, jęczeć co do naszej flagi, zaangażowania, naszych przekonań chrześcijańskich, gorąco zachęcamy jeszcze do skorzystania z jeszcze jednej australijskiej wolności – prawa do wyjazdu”. Myślę, że warto pamiętać te słowa, jak i fakt, że ktoś już się postawił narzucaniu przez muzułmanów swoich praw w państwach jak widać nie tylko europejskich. To muzułmanie są gośćmi w Europie, nie odwrotnie. Nie możemy się bać funkcjonować w swoim własnym kraju. Otworzyliśmy drzwi, daliśmy wszystko co mieliśmy i jesteśmy dalej posądzani o dyskryminację. Tak być nie może. Jesteś gościem – dostosuj się. Muzułmanów to nie dotyczy. Zapatrzeni w Koran przypominają raka, który trawi przerzutami cały organizm. 

Polski bezpośrednio w chwili obecnej ten problem nie dotyczy. Przyczyna jest prosta. Jesteśmy biedni, a system socjalny tak ochoczo używany przez muzułmanów na zachodzie u nas przypomina konające zwierzę. W każdej stolicy zachodniej Europy poza Warszawą tworzą się muzułmańskie getta. Myślę, że to nasz handicap, ale jeżeli zachód nie zmieni polityki wobec imigrantów z krajów muzułmańskich w przyszłości stanie się to również naszym problemem. Wydaje mi się, że problem ten przyjdzie do nas szybciej niż nam się wydaje. Pytanie tylko: Kto wtedy obroni Polskę i Europę, tak jak kiedyś Jan III Sobieski ?

P.

Hala Madrid !

Jak mawiają : „Jak się bawić to się bawić, drzwi wyj****, okna wstawić”. Za bardzo do serca wzięli sobie to posłowie PiS: Adam Hoffman, Mariusz Antoni Kamiński oraz Adam Rogacki, którzy w towarzystwie europosła (również z ramienia PiS) Dawida Jackiewicza i swoich żon, prawie doprowadzili do międzylądowania samolotu na linii: Warszawa-Madryt. Powodem była awantura w jaką wdały się żony naszych świetnych polityków ze stewardesą, która chciała odebrać kobietom wcześniej wniesiony na pokład alkohol, co wedle regulaminu jest zabronione. Żony polityków, odważne niczym matka chroniąca własne dziecko przez złem wszelkim postanowiły, że alkoholu nie oddadzą i basta. Dopiero interwencja kapitana samolotu ostudziły gorący charakter kobiet.

Następstwa to prawdziwy efekt domina. Okazało się, że posłowie wzięli kilkanaście tysięcy złotych zaliczki na wyjazd i zgłosili,że … pojadą samochodem. Wybrali jednak linie lotnicze (tanie, podobno). Skąd ta nagła zmiana ?

Co ciekawe, Adam Hoffman wyruszał w podróż służbową własnym samochodem 20 razy. Koszty wyprawaw ? Takie tam, 56 tysięcy złotych (około). Mariusz Antoni Kamiński również wydał na paliwo podobna kwotę. Rekordzistą jest jednak Adam Rogacki, który wycenił swoje podróże na 75 tysięcy złotych. Ciekawostką jest, że w oświadczeniach majątkowych samochod posiada tylko Adam Hoffman (10 letnie, Renault Megane, a dla niepoznaki jeździ wartym ok. 200 tysięcy zlotych Mercedesem GLK, chyba ,że zdążył już go zmienić #ZaWaszHajs). Z tego Adama to w ogóle fajny człowiek. Po piwku na czerwonym i długa. Diabeł ! A wszystko uwiecznione na okładkach tabloidów. Mógłby z powodzeniem występować w „Szybkich i wściekłych”, w „Prawych i Sprawiedliwych” również  dałby radę. Żona nie ma pracy ? Przecież jest KGHM i fucha asystentki prezesa, to przecież idealne dla niej. Nie, nie musisz chodzić do pracy, wypisze (ktoś) zwolnienie (które będzie trwać np.2 lata, a pensja będzie sobie wpływać, ok. 6 tysięcy zł miesięcznie, pasuje Ci?) Fajne jest tez to, że to facet z gestem. Żona musi zawieść taksówką dzieciaki do szkoły ? Kochanie, weź moją kartę służbową ! (dodam,że taksówkarz po ujawnieniu tego przekrętu, który mu się nie spodobał, zgłosił to i … stracił pracę). Adam Hoffman niczym Ojciec Pio posiadł zdolnośc bilokacji. Wg. oficjalnych dokumentów między 20 a 25 maja był na delegacji w Londynie. Co ciekawe 23 maja spotkał się z Konradem Piaseckim podczas Kontrwywiadu RMF FM w Warszawie. Jak tu nie uwielbiać naszych polityków ?

Całość „delegacji”, które wyglądają jak wakacje polityków na koszt ciemnego ludu można podejrzeć tutaj: http://orka.sejm.gov.pl/media.nsf/files/MDUA-9QSMYW/%24File/ZA%C5%81%C4%84CZNIK%20NR%205%20_Wyjazdy%20zagraniczne%20pos%C5%82%C3%B3w_VII%20kadencja.pdf (link podany przez Pana Przemysława Wiplera na oficjalnym koncie facebookowym). Z tego dokumentu wynika, że w obecnej kadencji posłowie wyjeżdżali 791 razy, a cały koszt to około 8 mln 660 tysięcy złotych. Ludzie, przejrzyjcie na oczy !

Hoffman, Kamiński i Rogacki zostali usunięci z partii oficjalnie 10 listopada na wniosek Jarosława Kaczyńskiego zaraz po wypłynieciu do mediów afery. Ostał się za to Jackiewicz, który pojechał, przepraszam polecial do Madrytu za swoje pieniądze. Teraz była trójka z PiS może pogratulować mu żony, która awanturowała się najbardziej. Tym samym PiS jak zwykle strzelił sobie w obie nogi tuż przed wyborami.  Nie pomógł im na pewno filmik, który wyciekł  do sieci niejakiego Eryka „wykfalifikowanego w ch*j !” Brodnickiego, kandydata na radnego Radomia: https://www.youtube.com/watch?v=u-2NMsS4l80&feature=youtu.be . Prawdziwe barwy kampanii. Pogratulować.

Efektem kolejnej aferki z udziałem naszych polityków był występ I Don Kichota RP – Radosława Sikorskiego.  W myśl tego występu w Sejmie powstanie komisja do spraw zagranicznych wyjazdów parlamentarzystów oraz powołany zostanie pełnomocnik ds. procedur antykorupcyjnych. Zostanie również wprowadzony limit kilometrowy samochodowo-samolotowych podróży naszej elyty polytycznej. I pomyśleć, że wszystko trwałoby w najlepsze gdyby nie awantury pijanych (przepraszam zestresowanych lotem) żon posłow. Ach te baby …

P.

Kokytos

Ale to już było, można by zaśpiewać. Podsłuchy, taśmy, oskarżenia. Owszem było, ale nieco inaczej. Wtedy za aferę z taśmami pani Beger, premier Donald żądał przegłosowania wniosku o wotum nieufności dla rządu oraz samorozwiązania Sejmu. Co dzisiaj ? W podobnej sytuacji (ale z odwrotnej pozycji) umywa on ręce, unika niewygodnych pytań i lakonicznie komentuje na gorąco – „przykra sprawa”. Premier i jego klika trafili do rzeki Kokytos (jedna z mitologicznych rzek Hadesu. Kokytos tłum. „Oskarżony”). Czeka ich ciężki czas, trudne pytania i odpieranie zarzutów opozycji.

Największy uśmiech na mej grubej od tłustych żartów twarzy spowodował komentarz Pani Agnieszki Gozdyry: „No, przykra sprawa to jest oblać sobie kawą świeżą koszulę albo zaliczyć stłuczkę…”.  Miałkość premiera objawiła się nam również tym,że musieliśmy czekać do poniedziałku na pierwszą konferencję prasową. Z konferencji oczywiście nic konkretnego się nie dowiedzieliśmy, poza tym ,że sztukę mowy o wszystkim i o niczym Platforma Obywatelska i jej PR-owcy opanowali do perfekcji. Równie dobrze można było powiedzieć: „Proszę się nie obawiać, nic się nie stało, jesteście Państwo bezpieczni, prosze się rozejść, nad wszystkim panujemy, ludzie, którzy nagrali taśmy popełnią niedługo samobójstwo, do widzenia”. A my jako,że uważa się nas za kretynów i ciemny lud, powinniśmy powiedzieć: „Yes master” głosem Lorda Vadera.

Co do samych taśm, które na tą chwilę zostały opublikowanee myślę,że zbytnio nie ma się nad czym rozwodzić. Neutralny politycznie (w założeniu) Prezes NBP, który ma wspierać partię rządzącą pod warunkiem zdymisjonowania Jacka Rostowskiego (Ministra Finansów) oraz określanie Polski przez Bartołomieja Sienkiewicza jako „Państwo, które istnieje tylko w teorii” i stanu polskich inwestycji mianem „ch**, du** i kamieni kupy” mówią same za siebie. To kompromitacja. Tłumaczenie Premiera, że to język nieparlamentarny i luźna rozmowa, a zdania wyjęte z kontekstu to wstyd. Taki język to jest rynsztok. Nawet w burdelu się takiego języka nie używa.

W środę ABW wjechało jak czołg do redakcji „Wprost” rządając wydania taśm. Użyto siły wobec redaktora naczelnego Sylwestra Latkowskiego. W ten sposób własnie walczymy z nieprzychylnymi publikacjami w tym kraju. Dziennikarze solidaryzowali się w obronie tajemnicy dziennikarskiej. Chęć zgrania potrzebnych plików na drugi nośnik spotkało się z … komplikacją. Okazało się,że przez parę godzin przedstawiciele ABW mieli problemy ze skopiowaniem plików. Kolejna farsa. Na konferencji prasowej dzień później, do dziennikarskiego linczu dołączyła nawet Monika Olejnik. Premier tłumaczył się gorączkowo, ale do konkretów oczywiście nie doszło, a Bartołomiej Sienkiewicz zachował stanowisko. Zakopano pod dywan wszystko.

Grunt pod nogami już się spalił i teraz klika Pana Tuska płynie Kokytosem. Sondaże już w tej chwili okazują się bezlitosne dla PO,  ankiety z pytaniem o dymisję premiera zalały internet. a opozycja na czele z PiS i KNP  zaciera ręce. A to dopiero początek. Pytania o to kto nagrywał i ile jeszcze jest taśm przewijają się w każdym medium. Przy najczarniejszym scenariuszu Tusk Kokytosem („oskarżony”) dopłynie do Lete, kolejnej rzeki Hadesu. W tłumaczeniu: „zapomnienie”.

P.