Das Audit

Tak jak PiS obiecywało w kampanii, doszło do rozliczenia 8 lat rządów PO/PSL. I jak można było się spodziewać rządy proniemieckiego polskiego rządu pod batutą Donalda Tuska i Ewy Kopacz do najbardziej gospodarnych nie należały.

Po marszu 7 maja, w którym według szacunków PO przyszło 200 tysięcy ludzi, była partia rządząca zasugerowała, że tak zwany audyt, który miał na celu rozliczenie ich rządów to tylko chęć zatarcia wrażenia po owym marszu. Dzisiaj wiemy, że 200 tysięcy ludzi nie było, choć krzyki, manifesty, piski i jazgoty sugerowałyby coś innego. Co do samego marszu, mam neutralne zdanie na jego temat. Demokracja umożliwia tego typu protesty uliczne. Zorganizowali się, pokrzyczeli, przeszli, poszli do domów. Tyle. Sugerowanie przez panów: Schetynę, Kijowskiego (skąd oni go wzięli?!), Petru, że w Polsce łamane są prawa demokracji jest co najmniej nielogiczne.

Już tłumaczę dlaczego jest to nielogiczne. PiS, partia Jarosława Kaczyńskiego wygrała wybory w, zaskoczę ludzi PO/PSL – demokratycznych wyborach, więc sugestie, że TA demokracja jest przez nich łamana przez podejmowanie przez ich ludzi różnych decyzji (słusznych, niesłusznych, przyjdzie ocenić) jest w moim odczuciu zwykłą frustracją. Jak wiemy, PO utraciła większość w sejmie, urząd prezydenta po fatalnej kampanii wyborczej pełnej gaf i wpadek Bronisława Komorowskiego, który oddali na własne życzenie. Przegrali DEMOKRATYCZNE wybory, czyli za pomocą oręża, o który teraz walczą.

Audyt jak wielu zainteresowanych się spodziewało, wykazał kompletny brak rozwagi w wydawaniu publicznych pieniędzy (Twoich Drogi Czytelniku również). Marszałek Marek Kuchciński rozpoczął 18 posiedzenie Sejmu RP o godzinie 9.05. O 9.11 na sali plenarnej Nowoczesna (a jakże) poprosiła o przerwę w obradach. To dziwne bo ból brzucha spowodowany stresem powinien raczej pojawić się u posłów PO i PSL. Chyba, że mówimy o posłach, którzy zdążyli już zmienić szyld i z PO przeszli pod skrzydła naczelnego Nowoczesnej – Ryszarda Petru, którego książki, jak wyszło z audytu sponsorowane były przez Narodowe Centrum Kultury, zanim został posłem. Po wypowiedziach Petru z ostatnich miesięcy spodziewałbym się po nim (co najwyżej) kolorowanek, a nie książek, ale to już moja prywatna opinia.

Na wstępie premier Beata Szydło wspomniała, że rządy PO/PSL kosztowały Polaków około 340 miliardów złotych. Szok? Chyba tylko ze strony internautów na bieżąco komentujących sejmowe przemówienia. Politycy PiS zaskoczeni nie mogli być, pracowali przecież nad tym ostatnie miesiące. Posłowie PO i PSL siedzieli z zasępionymi minami niczym uczniowie w klasie złapani na paleniu fajek w toalecie. Skrucha? Wykluczone.

Po premier Szydło na mównicy pojawiali się szefowie kolejnych resortów zdający sprawozdania finansowe o zastanych przez nich oddziałach w momencie przejmowania urzędu. Warto wspomnieć, że dla przeciętnego Kowalskiego, nie tylko liczby, ale wszystkie te informacje były raczej niezrozumiałe. Umówmy się, że decyzje o zakupach, przetargach i procesach sprzedażowych nie mają siły zainteresować zwykłego zjadacza chleba. Wynikał z tych informacji jednak jasny przekaz – marnotrawstwo.

„Możemy uznać, że to obywatele najlepiej dokonali rozliczenia, jednak my zobowiązaliśmy się przed wyborcami, że polityka stanie się w końcu poważna i odpowiedzialna, że ludzie sprawujący władze będą odpowiadać za swoje czyny i zaniechania. Osiem ostatnich lat to czas, kiedy przedstawiciele władzy nie brali odpowiedzialności za swoje czyny” – mówiła Beata Szydło.

Co do samego audytu: Na początku minister Paweł Szałamacha stwierdził, że rządy PO/PSL miały ogromny wpływ na gospodarkę, przyczyniając się do upadku wielu polskich firm. Wielokrotnie padały słowa takie jak: rozrzutność, niegospodarność oraz pazerność. Szefowie resortów punktowali Ludowców i posłów Platformy. Wielomilionowe pensje i odprawy dla prezesów spółek Skarbu Państwa – tego można było się spodziewać. Złoty mercedes, który okazał się beżowy? Też się pojawił. Łóżko do masażu, które woził za sobą marszałek Radosław Sikorski, sprzęt za wiele milionów, który trafił do magazynu bo brakło na niego hali? Też był. Hitem okazał się pokazany przez ministra Waszczykowskiego bączek, który miał być symbolem polskiej prezydentury w Unii Europejskiej.  Puszczony w ruch nie zakręcił się. Chyba ze wstydu. Kosztował około miliona złotych.

Posłowie PiS podeszli do sprawy niezwykle skrupulatnie. Każda nieścisłość została wygłoszona z mównicy. Mateusz Morawiecki stwierdził, że koszt utrzymania urzędników to 50 miliardów złotych rocznie. Dług publiczny sięgający biliona. Inwigilacja dziennikarzy. Długo kazał na siebie czekać Antoni Macierewicz. Gdy wszedł już na mównicę, okazało się, że niegospodarność obecnej opozycji w dużym stopniu uderzyła w resort, którym zarządza. Macierewicz powiedział, że żaden projekt rozwoju Sił Zbrojnych nie został ukończony. Wydano na to 50 miliardów złotych. Dużym absurdem okazało się zakupienie nowoczesnych moździerzy o wartości 1,1 miliarda złotych. Zrezygnowano jednak z zakupu… amunicji do niego. Tradycyjnie u niego nie brakło informacji o „ukrywaniu kluczowych dokumentów w sprawie katastrofy z 10 kwietnia”. Tego można się było spodziewać.

Wszystkie przykłady podane w tekście są tylko wierzchołkiem góry lodowej. Z mównicy wysypywały się przykłady nieumiejętnego dysponowania pieniędzmi oraz ogromnej niefrasobliwości.

Po wypowiedziach wszystkich szefów resortów przyszedł czas na podsumowania. Głos zabrała między innymi Ewa Kopacz, która stwierdziła, że z 8 lat rządów PO/PSL jest… dumna. Trwały małe przepychanki słowne, co zaskakiwać raczej nie może. Istotną rzecz powiedział poseł Tomasz Jaskóła z Kukiz’15, który wspomniał , że „Pieniądze były wyciągane na masową skalę z kieszeni Polaków. 150 mld z OFE – przypominam, one zostały ukradzione Polakom przez PO-PSL. to, co zrobiliście jest nie do wybaczenia”.

Śmiało można stwierdzić, że cały audyt jest na pewno zagrywką polityczną skierowaną w były rząd. Jest to jednak broń obosieczna. W przypadku porażki PiS w kolejnych wyborach, to kolejna ekipa rządząca będzie miała pole do popisu i rozliczenie obecnego rządu za swoje lata/miesiące u władzy. Kwoty, które padły z ust polityków PiS-u na pewno powinny robić wrażenie. Jeżeli okaże się to wszystko prawdą (dowody mają się pojawić wkrótce), to może być to koniec PO i PSL w takiej formie w jakiej te partie znamy. Jak to mówią – w cywilizowanej demokracji tacy ludzie nie mieliby możliwości więcej zasiadać w ławach sejmowych. I coś w tym jest smutnego i przejmującego zarazem, bo Polacy mają pewną wadę i na przestrzeni ostatnich lat często się ona Otóż Polacy bardzo często zapominają. Taki zanik pamięci krótkotrwałej. Jest to smutne i przejmujące zarazem, bo skoro nie potrafimy odsunąć od władzy (całkowicie, również z opozycji) ludzi działających na szkodę Polski i grabiącej nasz kraj oraz Twoją i moją kieszeń Drogi Czytelniku, to zadajmy sobie pytanie: Czy zasługujemy na coś lepszego od nich?
Jeżeli jednak audyt okaże się tylko pozbawionym dowodów słuchowiskiem, biada posłom PiS. Byłaby to woda na młyn dla Grzegorza Schetyny, Ryszarda Petru i PSL, którzy natychmiastowo domagaliby się odsunięcia rządzących od władzy (w zasadzie to bez różnicy, i tak tego się domagają). Stawka jest ogromna bo chodzi o reputację i o władzę. Wchodzimy w kolejny etap wojny polsko – polskiej. Także, Drogi Czytelniku, u nas, w Polsce – bez zmian – a my na tej wojnie, ładnych parę lat.

P.

Reklamy

Taki mamy klimat

Sytuacja sprzed paru dni pokazuje nam, że nie trzeba znajdować się na Haiti , w Japonii czy Nepalu by przeżyć prawdziwe trzęsienie ziemi . Polityczny klimat Polski znalazł się pod wpływem rozległego niżu służb (nie wiemy niestety skąd nadciągnął), a wstrząsy sejsmiczne przy ul. Wiejskiej połączone z silnym wiatrem spowodowały wywianie niektórych polityków. Niestety prawdopodobne jest, że nie na długo. Tacy cyniczni ludzie zawsze znajdą sobie ciepłe miejsce w cieniu, przeczekując, by po kilku latach, kiedy ludzie zapomną, bo ludzie z reguły zapominają – uderzyć ponownie w politykę.

Ujawnienie 13 tomów akt z afery podsłuchowej przez Zbigniewa Stonogę spowodowało lawinę dymisji  w rządzie Ewy Kopacz. Głową zapłacili m.in. minister zdrowia – Bartosz Arłukowicz, minister skarbu – Włodzimierz Karpiński, ale także szef doradców politycznych premier Ewy Kopacz – Jan Rostowski i tak bardzo wyśmiewany w internecie – marszałek sejmu – Radosław Sikorski, który podobno opierał się najbardziej. Dziw nie bierze. Ktoś z aspiracjami na sekretarza generalnego NATO, w tej chwili musi zadowolić się  jako 1 w Bydgoszczy na listach do parlamentu, a i to nie jest jeszcze pewne. Rozczarowanie. Upadek.

Mnie jako szarego obserwatora martwi coś innego. Dlaczego rok po wybuchu afery, dowiadujemy się o szczegółach od biznesmena, który swoją sławę zbudował na inwektywach skierowanych w policję i rząd ? Co robiła prokuratura przez okrągłe 12 miesięcy  ?  Nie chcę oceniać Stonogi, uważam, że dobrze się stało, że akta ujrzały światło dzienne. By Polacy mogli „poczuć” jak to jest żreć obiad za 1300 zł w restauracji. Jak to jest „usuwać” kogoś ze stanowiska i jak bardzo mamy niską samoocenę jako Polacy –„Murzyńskość” – to już Radosław Sikorski. Pani poseł Bieńkowska z kolei uraczyła nas określeniem „idioci”. Bo przecież tylko „idioci” pracują za mniej niż 6 tysięcy złotych. Pieprzu dodaje obsceniczny język, w jakim te wszystkie rozmowy są prowadzone. Czasami można odnieść wrażenie, że rozmowa jest prowadzona w knajpie o średniej renomie w Sanoku (przy całym szacunku), niż w VIP roomie, jednej z droższych restauracji.

To przykre, że ludzie, którzy reprezentują obywateli zachowują się jak stado troglodytów. A chyba najsmutniejsze dla nas, ludzi, jest to, że gdyby nie Stonoga nigdy byśmy się o tym nie dowiedzieli, politycy nie zgłosiliby swoich dymisji i cała degrengolada trwałaby w najlepsze. Sprawa ciągnęłaby się latami, a koniec końców zostałaby umorzona przez prokuraturę, która pracując w tak opieszały sposób, przy tak ważnej sprawie – po prostu pluje Polakom w twarz. Nastąpiły jednak wstrząsy wtórne, które wywróciły scenę polityczną. Ileż to już było tego typu afer w Polsce. Gdy  taśmy wyciekły, afera nabierała rozpędu, ówczesny premier – Donald Tusk „nie lekceważył problemu” i miał odnieść się do niego po kilku dniach. Są jednak rzeczy ważne i ważniejsze. Posada w Brukseli czekała, trzeba było się wyprowadzić, a przecież wiemy jak to z przeprowadzkami jest. Dużo kurzu, przenoszenia, kto by chciał jeszcze sobie dodatkowo ręce brudzić. I tak sprawa sobie leżała. Aż do teraz.

Stonoga z dnia na dzień stał się bohaterem internautów. Został zatrzymany, konsekwencji nie poniesie prawdopodobnie żadnych. Dokumenty ściągnął podobno z chińskich serwerów na swój komputer (dzięki czyjej infrmacji nie wiadomo dotąd). Prokuratura musiała jednak coś zrobić, więc zatrzymali Stonogę na parę godzin, zarzutów jak dotąd mu nie postawiono. Niezrozumiałe dla wielu ludzi jest to, że posłowie koalicji PO-PSL wraz z wieloma dziennikarzami nawołują do linczu medialnego Stonogi, który obnażył tylko miałkość prokuratury. To wydaje się być ucieczką od głównego problemu, którym niewątpliwie jest zawartość taśm. Dodajmy, że decyzja Ewy Kopacz to nie „załatwienie problemu”, tylko „ucieczka z płonącego burdelu”.  Zdymisjonowani ministrowie niespecjalnie się przejęli i wybornie bawili się na imprezie u Ewy Kopacz w restauracji przy ulicy Parkowej. Kto wie, może i tam coś nagrywano ?Wybory parlamentarne za pasem. Po porażce PO w wyborach prezydenckich, które poprzedziła bardzo słaba kampania wyborcza Bronisława Komorowskiego, partia, którą trawią również wewnętrzne konflikty traci poparcie (w jednym z sondaży – 17% – najsłabiej od wielu lat), nie jest w stanie powstrzymać rosnącej presji i nagonki, głównie internetowej, gdzie młodzi ludzie wylewają nie tylko żale, ale głównie frustracje i złość na Platformę, która w ich odczuciu przez 8 lat zawiodła, przede wszystkim  pokolenie obecnych 30 latków.

Niefortunnie dobierane słowa, zatrudnianie „hejterów” internetowych, którzy mieli prowadzić nagonkę na opozycję, ale także twarze afer (m.in. zegarkowej ze Sławomirem Nowakiem), które po raz kolejny pojawiają się pomiędzy wierszami, nie służą utrzymywaniu nas – wyborców w przekonaniu, że nic się nie dzieje, choć zapewne chcieliby żebyśmy tak myśleli. Cały ten spektakl ma miejsce w scenerii polskiego „piekiełka” i główna rolą wiecznie uśmiechniętego Stonogi mogą przyprawiać Ewę Kopacz o ból głowy. Nic tak nie frustruje jak granie na nosie władzy, dodatkowo z wyszczerzonymi jak u Jokera zębami. Zawsze nam zostaje rozłożyć bezranie ręcę i zacytować posłankę Bieńkowską (który to już raz, ho ho)Sorry, taki mamy klimat”.

P.

Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet

Na portalu Twitter w ostatnim czasie popularna była akcja z hashtagiem #wygaszone. Ludzie wysyłali zdjęcia z zamkniętymi zakładami przemysłowymi. Był to drwiący efekt na słowa Ewy Kopacz, która poczas górniczych protestów informowała, że : „w restrukturyzacji Kompanii Węglowej nie chodzi o likwidację, a o wygaszanie kopalni”. Dziesiątki zdjęć pokazały smutny obraz polskiego przemysłu. Dzisiaj (tj. 6.02.2015) w Sejmie mocą większości koalicyjnej PO-PSL przegłosowano ustawę ws. Konwencji o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. Za było 254 posłów, przeciw 175, 8 wstrzymało się od głosu. Wygaszono tym razem polski, tradycyjny model rodziny.

Zanim zostanę nazwany średniowiecznym ciemnym ludem i człowiekiem, który „skoro jest przeciw musi nienawidzić kobiet” odpowiem, że każda forma walki z przemocą jest ważna i to niezależnie od tego czy dotyczy kobiet, dzieci czy mężczyzn, których również ten problem dotyczy (zdziwiliby się Państwo w jak wielu przypadkach), należy ją podjąć. Problem polega nie tyle na samej walce, co na instrumentach, którymi dzisiaj możemy się posługiwać.  Polskie prawo karne jest dalekie od idealnego, ale może zacznijmy od jego zmiany zamiast podpisywać jak leci wszystkie dekrety unijne. Kolejny raz podpisaliśmy unijny dokument, który tak naprawdę uderza w tradycyjny model rodziny. Dlaczego ? Otóż proszę Państwa wg. badań Unii Europejskiej w Polsce mamy najmniej przypadków przemocy wobec kobiet spośród wszystkich krajów UE. Powodem jest to, że u nas w kraju panuje przekonanie, wywodządze się oczywiście z tradycji o klasycznym modelu rodziny: mama+tata+dziecko/dzieci. Konwencja natomiast oparta jest na feministycznej ideologii gender, która z kolei wymaga od kraju przyjmującego ów konwencję na zmianę definicji płci z biologicznej na… kulturowo-społeczną. Ten konwencyjny bełkot prowadzi tylko do tego, że w szkołach dzieciaki będa się uczyły o „niestereotypowej roli plci”, co prowadzi tylko do promowania homoseksualizmu i innych dewiacji oraz orientacji płciowych (LGBT), za którymi w ostatnim czasie chętnie wstawiał się były polsko-niemiecki mistrz świata w boksie – Dariusz Michalczewski.

Posłowie PO i PSL pokazali tylko swoją miałkość i brak chęci do zmian, które mogliby sami zaproponować, bo konwencja nie wnosi żadnych nowy prawnych rozwiązań problemu przemocy domowej oraz żadnej nowej ochrony dla poszkodowanych. Jest to tylko kawałeczek papieru, który dzięki mediom został okrzyknięty „panaceum na wszelka przemoc”. To nieprawda. Podpisanie konwencji będzie kosztowało kieszenie podatników bagatela 200 mln złotych, za które nie otrzymamy praktycznie nic w zamian poza kolejnym „wypraniem” polskiej kultury i zastąpieniem jej „europejskim dobrem wspólnym”. Polska podpisując kolejne traktaty, konwencje i inne dokumenty staje się kolejnym „bezłpciowym województwem Europy”. Najsmutniejsze, że  podczas głosowania nad konwencją zastosowano tzw. „sleight of hand” czyli rzucenie tematu, który budzi kontrowersje i po cichu głosowanie/przepychanie czegoś innego. Dzisiaj miało miejsce również głosowanie za podwyższeniem kwoty wolnej od podatku i dzięki tej samej koalicji, która głosowała za uchwaleniem konwencji, została ona odrzucona. Co za tym idzie ? Po raz kolejny dobranie się do kieszeni, tym razem tych najbiedniejszych, żyjących najskromniej Polaków…

P.

Farszawa-Stolica nieudolności

O Polsce znowu głośno. Tak,  niestety znowu w negatywnym świetle. Tak, niestety znowu winna jest polityka. A może własnie brak kontroli nad nią ?

Wybory samorządowe Anno Domini 2014, były najdroższymi wyborami w historii Polski. Około 291 milionów złotych zostało zainwestowanych w: główny system informatyczny, wydrukowanie kart wyborczych oraz i chyba przede wszystkim opłacenie kosztów pracy komisji wyborczych. Ciekawostką jest, że dotychczasowe najdroższe wybory w Polsce miały miejsce w 2006 roku i PKW wyznaczyło na nie ok. 118 milionów złotych. Państwowa Komisja Wyborcza tłumaczyła wzrost kosztów podwyżkami dla członków komisji, które sama zatwierdziła w lipcu bieżącego roku (A czemu nie?). Z danych wynika, że podwyżki po zmianach sięgały nawet ponad 100%. (A czemu nie?)

Kto był wykonawcą fantastycznego programu do liczenia głosów ? Ile pieniędzy za to dostał ? To są pytania, jakie często zadają sobie ludzie i na które postaram się odpowiedzieć. Otóż, w listopadzie 2013 roku Państwowa Komisja Wyborcza ogłosiła przetarg na Zaprojektowanie, wykonanie, wdrożenie kompleksowego systemu informatycznego Platforma Wyborcza 2.0 (PW2) wraz z administrowaniem, utrzymaniem, rozbudową i modyfikacją systemu. To oczywiście mogłoby się udać, gdyby nie fakt, że przetarg łamał 11 punktów regulaminu o zamówieniach publicznych. Dzielna komisja nie poddawała się, czego efektem było rozbicie projektu na mniejsze projekciki i projektunie. Pierwszy przetarg: „Zaprojektowanie i wykonanie witryn internetowych wyników głosowania i wyników wyborów wraz z prowadzeniem i administrowaniem” kosztujący 209 tysięcy złotych, wygrała firma Nabino, powstała w 2009 roku, o której nie wiadomo praktycznie nic poza tym, że w swoim portfolio posiada 8 zrealizowanych projektów, w tym m.in. dla MSWiA. Drugi przetarg: „Zaprojektowanie, wykonanie i rozbudowę modułów wyborów do Parlamentu Europejskiego, wraz z administrowaniem i utrzymaniem” za 493 tys. złotych do zrealizowania otrzymała firma Pixel Technology, która swego czasu też miała swoje za uszami w związku z wyborami. Przypadek ?

PKW ogłosiła kolejne drobne przetargi, z których najważniejszy: „Zaprojektowanie i wykonanie modułów do wyborów samorządowych 2014 wraz z administrowaniem i utrzymywaniem” , wygrala firma … Nabino, która stanęła samotnie do przetargu. Logicznym wytłumaczeniem braku zainteresowania firm, które mogłyby zrealizować projekt, jest fakt, że do wyborów od momentu ogłoszenia wyników przetargu pozostawały… 3 miesiące. Tak kompleksowego systemu, który działałby bezbłędnie, wraz z przeprowadzeniem odpowiednich testów, nie dało się zrealizować w tak krótkim czasie.  Nabino zaproponowało 493 tysięcy złotych za realizację projektu, a komisja zgodziła się na takie warunki (Pierwotnie na projekt przeznaczono więcej niż 500 tysięcy złotych). Pracę nad projektem rozpoczęła 23-letnia studentka z Łodzi, która w Nabino pracuje od… kwietnia bieżącego roku. Efekty pracy poznaliśmy w ubiegłym tygodniu. Szkoda, że o „poważnych zastrzeżeniach” co do pracy systemu mówiono już wcześniej. Nikt się tym nie zainteresował.

Człowiekiem odpowiedzialnym za informatyzację w Państwowej Komisji Wyborcze jest Romuald Drapiński – wicedyrektor ds. informatycznego systemu wyborczego i statystyki wyborczej w Zespole Prawnym i Organizacji Wyborów. Zamówienia publiczne mają to do siebie, że wybiera się praktycznie zawsze najtańszą opcję. Musimy oddać Stefanowi Jaworskiemu sprawiedliwość, byłemu już prezesowi PKW, że wielokrotnie prosił on władze o wyłączenie projektu systemu wyborczego z przepisów o zamówieniach publicznych, ponieważ uważał, że „…powodują one bardzo duże problemy przy projektach informatycznych”. Prosił bezskutecznie, oczywiście.

Chaos i bałagan jakie nastąpiły podczas liczenia głosów jest bardzo trudny do opisania. W całym kraju zaczęło dochodzić do kuriozalnych sytuacji. Pod siedzibą PKW, skrajna prawica zorganizowała manifestację, kwestionującą wiarygodność wyborów i żądając dymisji wszystkich członków PKW. (Jak się okazało domagano się skutecznie, do dymisji podali się wszyscy członkowie PKW) Ciężko wymienić wszystkie znaki zapytania, które nie tylko każą zastanowić się nad pojęciami : „Demokracja”  i „Wolne wybory”, ale również nad tym, jak nieudolnie wydawane są nasze ciężko zarobione pieniądze.

1) PKW podczas, gdy system działał nieudolnie, poinformowała, iż zaczyna „wprowadzać alternatywne systemy podsumowywania wyborów” – czyli stare dobre liczenie ręczne. Wiarygodne. (A czemu nie?)

2) System PKW ogłosił, że prezydentem Szczecina został Krzysztof Woźniak. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że nie znajdował się na kartach do głosowania…

3) Spot PKW informujący ludzi jak należy głosować był nieprzejrzysty. W spocie pada hasło: „na każdej z kart stawiasz X przy nazwisku kandydata”. Problem pojawiał się w momencie, gdy wyborcy w lokalach zamiast karty do głosowania, dostawali wielostronicową książeczkę. W myśl zasady „na kazdej z kart stawiasz X”, oddawali na kolejnych stronach nieważne głosy…

4) Ujawnione przez Przemysława Wiplera protokoły z posiedzeń PKW sygnalizowały na 3 dni przed wyborami „zaniepokojenie stanem przygotowania wyborczego programu informatycznego, są przykłady i sygnały z terenu że nie wszystko funkcjonuje należycie”. Członkowie PKW do ostatniej chwili zapewniali opinię publiczną, że wszystko funkcjonuje bez zarzutu.

5) Czyste ręce ministra administracji i cyfryzacji Andrzeja Halickiego: „Nie jestem odpowiedzialny za PKW. Komisja jest osobną i niezależną instytucją, grupą osób delegowaną przez trzy instytucje sądowe … sama zamawia sobie usługi”. Teraz zadajmy sobie pytanie: Czym zajmuje się ów minister ?

6) Rozbieżności między Wojewódzkimi Komisjami Wyborczymi a Państwowymi Komisjami Wyborczymi dochodziły do 130 tysięcy głosów (!?).

7) Głosy i protokoły przez wiele godzin oczekiwania pozostawały bez nadzoru. z16991643Q,Sala-konferencyjna-polnocnopraskiego-urzedu-posluz

fot. Kamil Ciepeńko

8) W czasie liczenia głosów doszło do włamań hakerów na serwery PKW.

9) Każdy mógł wygenerować sobie certyfikat i zalogować się do systemu liczącego głosy jako członek komisji. (A czemu nie ?)

10) Ewa Kopacz: „Wykluczam ponowne wybory”. Bronisław Komorowski: „To odmęt absurdu i szaleństwa politycznego! Żadnej powtórki wyborów nie będzie!” W podobnym tonie wypowiadali się szefowie trybunałów. Problem polega na tym, że to nie pani Premier i nie pan Prezydent decydują o tym czy wybory będą powtórzone. Decydują o tym sądy okręgowe, a wywieranie presji na nie, poprzez takie wypowiedzi można traktować jako nacisk na niezawisłe sądy.

11) W sześć miesięcy poparcie dla PSLu w Gdyni urosło o 1125%. Spoko.

12) Jeszcze większym kuriozum okazała się informacja, że po zliczeniu 80% protokołów (nie wliczając dużych miast) z sejmików wojewódzkich, w 10 województwach prowadził … PSL. Dzisiaj Polska, jutro cały świat.

13) W Chorzowie głosy oddawano do kontenera na śmieci, który był obklejony godłem.

e9e224d413e07e392a90dbc109e4355f3640bc8a

 Jeżeli ktoś ma jeszcze wątpliwości co do wiarygodności wyborów, polecam przejrzeć internet, który jest wolny od mediów głównego nurtu, które karmiąc nas pro-platformianą paszą wskazują jak mamy myśleć. Znajdziecie Państwo tam (w internecie) wiele więcej informacji na temat licznych znaków zapytania i kontrowersji dotyczących tegorocznych wyborów samorządowych. Przykro mi, ze nie byłem w stanie przytoczyć wszystkiego. Po tych wyborach należy sobie odpowiedzieć jednak na pytanie: Czy Polska, 25 lat po transformacji zmierza we właściwym kierunku ? Czy to wszystko właśnie tak ma wyglądać? Moja odpowiedź jest prosta: Nie. Polska demokracja skręciła właśnie w ciemny zaułek, gdzie juz niedaleko do „demokratycznych” państw takich jak Białoruś i Rosja, gdzie propaganda mediów, które zamiast patrzeć władzy na ręce, przybijaja jej piątkę, wyśmiewaja opozycję i manipuluje przekazem. Pokazuje jak mamy myśleć.

Tylko co teraz ? Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że każdy w przyszłym tygodniu wróci do porządku dziennego, oddając się sprawom prywatnym, pracy i innym obowiązkom, i niestety zapomni o tym, jak wiele błędów popełniono przy wyborach. Bo ludzie zapominają, nie chcą mieszać się w sprawy, na które w ich odczuciu nie mają wpływu. Dla większości polityka to spór PO z PiS i PiS z PO. To przykre, że władza po raz kolejny zaśmieje nam się w twarz, a my znowu spuścimy głowę, chowając ją w twarz. Po raz wtóry, kolejna afera zostanie zamieciona pod dywan. Ja jednak cały czas po cichu liczę, że pod tym dywanem nie ma już miejsca, a ludzie w końcu pójdą po rozum do głowy i zaczną upominać się o swoje prawa. Manifestacje, które miały miejsce w kilku miastach Polski, dają nadzieję, że nie wszystkim jest obojętne jak przeprowadzane są wybory, co dzieje się z naszymi pieniędzmi z podatków oraz kto i w jaki sposób rządzi Polską. Młodzi ludzie muszą odejść od Facebook’a i Twitter’a i pokazać, że ich definicja wolności to nie tylko możliwość kupienia Coca-Coli lub Pepsi, ale też patrzenie władzy na ręce, bo skoro media nie potrafią tego skutecznie robić, muszą to zacząć robić szarzy ludzie, świadomi problemu i głośno o tym mówić.A co się może stać w przeciwnym razie ? Staniemy się niewolnikami , a władza będzie bezkarna. Czyli to samo co jest teraz, tylko w jeszcze większym wymiarze. Ludzie, pobudka !

 P.