Konserwatywna tęsknota

Donald Trump został 45 prezydentem Stanów Zjednoczonych. Szok Demokratów, euforia Republikanów, cały świat wstrzymuje oddech, a ja stawiam pytanie: Czy powinniśmy faktycznie czuć się zaskoczeni?

Otóż nie. Nie powinniśmy się czuć w najmniejszym stopniu zaskoczeni lub zszokowani takim obrotem sprawy, z bardzo prostej przyczyny: Na świecie wraca trend na konserwatyzm i jest on również odczuwalny mocno w Polsce.

Pierwszym takim sygnałem, były wybory do Parlamentu Europejskiego w 2014 roku, w którym to ówczesne ugrupowanie Janusza Korwin-Mikkego – Kongres Nowej Prawicy (KNP) uzyskało zaskakujący wynik i wprowadziło do PE 4 posłów. Od tamtej pory w Polsce, szczególnie wśród najmłodszej grupy wyborców, czyli 18-24 popularna stała się moda na konserwatyzm i patriotyzm czyli: propagowanie symboli narodowych, nawiązywanie do religii, mówienie i dyskutowanie o narodzie oraz podkreślanie swojego pochodzenia. Na fali tego trendu wypłynął również Paweł Kukiz i jego ugrupowanie Kukiz’15, chociaż jego ruch obywatelski zrzesza w swoich szeregach ludzi zarówno prawicy jak i lewicy, to sam fakt wyboru Kukiza – jako postaci antysystemowej, która odrzuca działanie establishmentu pokazał nam wprost, że w społeczeństwie polskim zachodzą duże zmiany.

Te zmiany na płaszczyźnie politycznej dotyczyły głównie utraty wiary w ówczesną władzę. Społeczeństwo polskie przestało ufać aferałom z Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego i zwróciło się w stronę Prawa i Sprawiedliwości oraz wyżej wspomnianego Kukiza. Ludzie powiedzieli: Stop! Na miejsce skompromitowanego i rozbiotego PO wyłoniła się .Nowoczesna Ryszarda Petru, jako twór, który w następnych wyborach będzie miał bić się o władzę, o ile jej lider nie skompromituje się doszczętnie. Platforma jest jednak dalej obecna w sondażach dosyć wysoko, jednak na tę chwilę nie ma zagrożenia dla partii Jarosława Kaczyńskiego.

Amerykanie zorientowali się o co chodzi. Hilary Clinton miała zostać pierwszą panią prezydent w Białym Domu, ale jak mawiają: Pycha kroczy przed upadkiem. Kandydatka Demokratów miała wszystko, żeby te wybory wygrać. Nieograniczona ilość pieniędzy, nieosiągalny dla oponenta dostęp do mediów, który kreował wizerunek przyszłej pani prezydent i to co Donald Trump wielokrotnie podkreślał: niemożliwa amoralność otoczenia Hilary Clinton. I mimo tych wszystkich atrybutów, Clinton poniosła klęskę. Amerykanie sprzeciwili się poprawności politycznej i propagandzie medialnej. Trump udowodnił, że słowo jest jest silniejsze od miecza, którym media chciały ściąć jego karierę. To również przypomina wybory prezydenckie w Polsce. Sondaże  telewizji TVN były tak przychylne Bronisławowi Komorowskiemu, że gdyby mogły to w studiu ogłosiłyby jego zaprzysiężenie tuż po wydaniu faktów. Polacy podobnie jednak jak Amerykanie odrzucili medialny bełkot i zagłosowali według własnego uznania, spychając Grzegorza Schetynę, Ewę Kopacz i ich Platformę z piedestału władzy i wystawili niemą naganę mediom, które zamiast opisywać rzeczywistość, zaczęły ją nieobiektywnie tworzyć.

Zastanawiające jest to również jak bardzo zwolennicy demokracji nie mogą pogodzić się z wynikami wyborów. Czy nie o to przecież chodzi? Wygrywa większość wedle ściśle określonych reguł, znanych każdemu przed głosowaniem. Niezrozumiałe są więc pochody KOD-u w Polsce jak i protesty Amerykanów po wyborze Donalda Trumpa. Demokraci powinni raczej bez kręcenia nosem zaakceptować wyniki demokratycznych wyborów, prawda? Skoro nie są w stanie tego uczynić, wniosek jest bardzo prosty: „Demokracja jest wtedy, kiedy my wygrywamy”. A na to ludność czy to Stanów Zjednoczonych, czy Polski się nie zgodzi, czego wyraz wydali podczas wyborów.

Nie tylko Polska i Stany Zjednoczone zwracają się w stronę konserwatyzmu. Przez Europę przechodzi fala eurosceptyków, którzy rok w rok rosną w siłę. Już dzisiaj skrajnie prawicowy Front Narodowy wyrasta na najsilniejsze ugrupowanie we Francji, gdzie ilość zwolenników Unii Europejskiej jest dwukrotnie mniejsza od jej przeciwników. Już w 2014 roku podczas wyżej wymienionych przeze mnie wyborach do Parlamentu Europejskiego eurosceptycy z Danii (Duńska Partia Ludowa) oraz Austrii (Partia Wolności) uzyskali bardzo korzystne wyniki. Jeżeli chodzi o Austrię to za miesiąc urząd prezydenta Austrii może zdobyć skrajnie prawicowy Norbert Hofer, który ma za sobą bardzo mocny elektorat, a wynik jego starcia z lewicowym Alexandrem Van der  Bellenem nie jest jednoznaczny do rozstrzygnięcia. Europa przecież dopiero co wyszła z szoku po Brexicie. Dodajemy do tego Węgry Victora Orbana i coraz głośniej słyszalny sprzeciw Słowacji i Czech w sprawie przyjęcia określonej liczby uchodźców i mamy tutaj naprawdę niezły orzech do zgryzienia. Bo tego typu działania prowadzą do jednego. Zamknięcia granic i niech każdy sobie rzepkę skrobie u siebie.

Trump to duże zmiany w Stanach Zjednoczonych. Jakie? O tym się przekonamy wkrótce. Jego zwycięstwo ma również dużą wartość symboliczną, pokazującą, że nawet mając nieograniczone zasoby gotówki i mediów, w dzisiejszych czasach można się temu przeciwstawić i wygrać. Na to oczywiście składa się wiele czynników włącznie ze szczęściem, ale czy nie jest to historia podobna do klasycznego „American dream”? Oczywiście na dużo wyższej płaszczyźnie niż to ma się w zwyczaju mówić, ale mimo wszystko, nowy prezydent może służyć jako przykład nieugiętości i konsekwencji w dążeniu do celu. Trump to przede wszystkim chęć obniżenia podatków i walka z nielegalnymi imigrantami.Wielu ekspertów twierdzi, że na miejscu byłby reset stosunków z Władimirem Putinem. Wydaje mi się, że byłby chętny na takie spotkanie, które mogłoby być owocne dla każdej ze stron. Gdzie u Trumpa jest Polska? Wspominał, że zniesienie wiz dla Polaków będzie jednym z priorytetów jego obozu rządzącego, wypowiadał się w wielu superlatywach o Polonii mieszkającej w Stanach Zjednoczonych, ale jak będzie naprawdę, przekonamy się już niedługo. Jak widać po Polsce i USA, historia lubi się powtarzać. Kilkanaście lat temu dążyliśmy do wspólnoty, dzisiaj tęskno nam do konserwatywnych wartości i skupiania się na sobie. I tak w kółko.

P.

Das Audit

Tak jak PiS obiecywało w kampanii, doszło do rozliczenia 8 lat rządów PO/PSL. I jak można było się spodziewać rządy proniemieckiego polskiego rządu pod batutą Donalda Tuska i Ewy Kopacz do najbardziej gospodarnych nie należały.

Po marszu 7 maja, w którym według szacunków PO przyszło 200 tysięcy ludzi, była partia rządząca zasugerowała, że tak zwany audyt, który miał na celu rozliczenie ich rządów to tylko chęć zatarcia wrażenia po owym marszu. Dzisiaj wiemy, że 200 tysięcy ludzi nie było, choć krzyki, manifesty, piski i jazgoty sugerowałyby coś innego. Co do samego marszu, mam neutralne zdanie na jego temat. Demokracja umożliwia tego typu protesty uliczne. Zorganizowali się, pokrzyczeli, przeszli, poszli do domów. Tyle. Sugerowanie przez panów: Schetynę, Kijowskiego (skąd oni go wzięli?!), Petru, że w Polsce łamane są prawa demokracji jest co najmniej nielogiczne.

Już tłumaczę dlaczego jest to nielogiczne. PiS, partia Jarosława Kaczyńskiego wygrała wybory w, zaskoczę ludzi PO/PSL – demokratycznych wyborach, więc sugestie, że TA demokracja jest przez nich łamana przez podejmowanie przez ich ludzi różnych decyzji (słusznych, niesłusznych, przyjdzie ocenić) jest w moim odczuciu zwykłą frustracją. Jak wiemy, PO utraciła większość w sejmie, urząd prezydenta po fatalnej kampanii wyborczej pełnej gaf i wpadek Bronisława Komorowskiego, który oddali na własne życzenie. Przegrali DEMOKRATYCZNE wybory, czyli za pomocą oręża, o który teraz walczą.

Audyt jak wielu zainteresowanych się spodziewało, wykazał kompletny brak rozwagi w wydawaniu publicznych pieniędzy (Twoich Drogi Czytelniku również). Marszałek Marek Kuchciński rozpoczął 18 posiedzenie Sejmu RP o godzinie 9.05. O 9.11 na sali plenarnej Nowoczesna (a jakże) poprosiła o przerwę w obradach. To dziwne bo ból brzucha spowodowany stresem powinien raczej pojawić się u posłów PO i PSL. Chyba, że mówimy o posłach, którzy zdążyli już zmienić szyld i z PO przeszli pod skrzydła naczelnego Nowoczesnej – Ryszarda Petru, którego książki, jak wyszło z audytu sponsorowane były przez Narodowe Centrum Kultury, zanim został posłem. Po wypowiedziach Petru z ostatnich miesięcy spodziewałbym się po nim (co najwyżej) kolorowanek, a nie książek, ale to już moja prywatna opinia.

Na wstępie premier Beata Szydło wspomniała, że rządy PO/PSL kosztowały Polaków około 340 miliardów złotych. Szok? Chyba tylko ze strony internautów na bieżąco komentujących sejmowe przemówienia. Politycy PiS zaskoczeni nie mogli być, pracowali przecież nad tym ostatnie miesiące. Posłowie PO i PSL siedzieli z zasępionymi minami niczym uczniowie w klasie złapani na paleniu fajek w toalecie. Skrucha? Wykluczone.

Po premier Szydło na mównicy pojawiali się szefowie kolejnych resortów zdający sprawozdania finansowe o zastanych przez nich oddziałach w momencie przejmowania urzędu. Warto wspomnieć, że dla przeciętnego Kowalskiego, nie tylko liczby, ale wszystkie te informacje były raczej niezrozumiałe. Umówmy się, że decyzje o zakupach, przetargach i procesach sprzedażowych nie mają siły zainteresować zwykłego zjadacza chleba. Wynikał z tych informacji jednak jasny przekaz – marnotrawstwo.

„Możemy uznać, że to obywatele najlepiej dokonali rozliczenia, jednak my zobowiązaliśmy się przed wyborcami, że polityka stanie się w końcu poważna i odpowiedzialna, że ludzie sprawujący władze będą odpowiadać za swoje czyny i zaniechania. Osiem ostatnich lat to czas, kiedy przedstawiciele władzy nie brali odpowiedzialności za swoje czyny” – mówiła Beata Szydło.

Co do samego audytu: Na początku minister Paweł Szałamacha stwierdził, że rządy PO/PSL miały ogromny wpływ na gospodarkę, przyczyniając się do upadku wielu polskich firm. Wielokrotnie padały słowa takie jak: rozrzutność, niegospodarność oraz pazerność. Szefowie resortów punktowali Ludowców i posłów Platformy. Wielomilionowe pensje i odprawy dla prezesów spółek Skarbu Państwa – tego można było się spodziewać. Złoty mercedes, który okazał się beżowy? Też się pojawił. Łóżko do masażu, które woził za sobą marszałek Radosław Sikorski, sprzęt za wiele milionów, który trafił do magazynu bo brakło na niego hali? Też był. Hitem okazał się pokazany przez ministra Waszczykowskiego bączek, który miał być symbolem polskiej prezydentury w Unii Europejskiej.  Puszczony w ruch nie zakręcił się. Chyba ze wstydu. Kosztował około miliona złotych.

Posłowie PiS podeszli do sprawy niezwykle skrupulatnie. Każda nieścisłość została wygłoszona z mównicy. Mateusz Morawiecki stwierdził, że koszt utrzymania urzędników to 50 miliardów złotych rocznie. Dług publiczny sięgający biliona. Inwigilacja dziennikarzy. Długo kazał na siebie czekać Antoni Macierewicz. Gdy wszedł już na mównicę, okazało się, że niegospodarność obecnej opozycji w dużym stopniu uderzyła w resort, którym zarządza. Macierewicz powiedział, że żaden projekt rozwoju Sił Zbrojnych nie został ukończony. Wydano na to 50 miliardów złotych. Dużym absurdem okazało się zakupienie nowoczesnych moździerzy o wartości 1,1 miliarda złotych. Zrezygnowano jednak z zakupu… amunicji do niego. Tradycyjnie u niego nie brakło informacji o „ukrywaniu kluczowych dokumentów w sprawie katastrofy z 10 kwietnia”. Tego można się było spodziewać.

Wszystkie przykłady podane w tekście są tylko wierzchołkiem góry lodowej. Z mównicy wysypywały się przykłady nieumiejętnego dysponowania pieniędzmi oraz ogromnej niefrasobliwości.

Po wypowiedziach wszystkich szefów resortów przyszedł czas na podsumowania. Głos zabrała między innymi Ewa Kopacz, która stwierdziła, że z 8 lat rządów PO/PSL jest… dumna. Trwały małe przepychanki słowne, co zaskakiwać raczej nie może. Istotną rzecz powiedział poseł Tomasz Jaskóła z Kukiz’15, który wspomniał , że „Pieniądze były wyciągane na masową skalę z kieszeni Polaków. 150 mld z OFE – przypominam, one zostały ukradzione Polakom przez PO-PSL. to, co zrobiliście jest nie do wybaczenia”.

Śmiało można stwierdzić, że cały audyt jest na pewno zagrywką polityczną skierowaną w były rząd. Jest to jednak broń obosieczna. W przypadku porażki PiS w kolejnych wyborach, to kolejna ekipa rządząca będzie miała pole do popisu i rozliczenie obecnego rządu za swoje lata/miesiące u władzy. Kwoty, które padły z ust polityków PiS-u na pewno powinny robić wrażenie. Jeżeli okaże się to wszystko prawdą (dowody mają się pojawić wkrótce), to może być to koniec PO i PSL w takiej formie w jakiej te partie znamy. Jak to mówią – w cywilizowanej demokracji tacy ludzie nie mieliby możliwości więcej zasiadać w ławach sejmowych. I coś w tym jest smutnego i przejmującego zarazem, bo Polacy mają pewną wadę i na przestrzeni ostatnich lat często się ona Otóż Polacy bardzo często zapominają. Taki zanik pamięci krótkotrwałej. Jest to smutne i przejmujące zarazem, bo skoro nie potrafimy odsunąć od władzy (całkowicie, również z opozycji) ludzi działających na szkodę Polski i grabiącej nasz kraj oraz Twoją i moją kieszeń Drogi Czytelniku, to zadajmy sobie pytanie: Czy zasługujemy na coś lepszego od nich?
Jeżeli jednak audyt okaże się tylko pozbawionym dowodów słuchowiskiem, biada posłom PiS. Byłaby to woda na młyn dla Grzegorza Schetyny, Ryszarda Petru i PSL, którzy natychmiastowo domagaliby się odsunięcia rządzących od władzy (w zasadzie to bez różnicy, i tak tego się domagają). Stawka jest ogromna bo chodzi o reputację i o władzę. Wchodzimy w kolejny etap wojny polsko – polskiej. Także, Drogi Czytelniku, u nas, w Polsce – bez zmian – a my na tej wojnie, ładnych parę lat.

P.

Wampiry bez zębów

Po debacie liderów, która miała być przełomem w kampanii wyborczej wiemy jedno: Do studia zamiast krwiożerczych bestii, które miały gryźć się i walczyć nawzajem, przybyły wampiry bez zębów, które tylko „podgryzały” swoich oponentów. Brakło krwi. A debaty jej potrzebują.

Dzień wcześniej miała miejsce „mała debatka – Ewcia i Beatka”, czyli przedstawicielki największych ugrupowań na tę chwilę w sejmie.  Beata Szydło i Ewa Kopacz wymieniły się uwagami, zarzuciły sobie po razie nieprzygotowanie przez sztaby wyborcze i wałkowały swoje obietnice i lały wodę. Przedstawicielka Prawa i Sprawiedliwości raz po raz zarzucała swoją oponentkę planami gotowych ustaw, które trzeba przecież tylko złożyć do sejmu i już ciach-prach będzie nam się żyło dostatniej, oponentka natomiast – przedstawicielka Platformy Obywatelskiej odbijała piłkę do swojej interlokutorki sugerując, że przecież jest tak dobrze, że jej partia się rozkręca, że tylko trzeba na nich zagłosować, a będzie fantastycznie,  a to, a tamto.  Obie Panie wypadły blado, chociaż w moim odczuciu Szydło wyszła ciut lepiej, ale to może ten wewnętrzny impuls zmiany, jakiejkolwiek – ale zmiany – dał o sobie znać w momencie oceny. „Remis ze wskazaniem” jak to określiły media.  Słuchając jednak prowadzącego dżentelmena – Piotra Kraśko, który stwierdził, że „jedna z obecnych pań będzie przecież rządzić naszym krajem”, miałem ochotę wyciągnąć jego postać z monitora i spuścić w klozecie. Ot, całe polskie media zamknięte w jednym zdaniu. A co z innymi partiami? Czy im nie należy się prawo głosu? Dlaczego faworyzuje się dwa największe ugrupowania? Co w przypadku gdyby do władzy doszedł Janusz Piechociński? No dobra, to tylko przykład. Ale istotny. Debata Szydło – Kopacz nie miała prawa się odbyć w takiej formie.

Dzień później druga debata, w której wzięli już udział wszyscy partyjni liderzy (pierwotnie Prawo i Sprawiedliwość oraz Platforma Obywatelska miały wystawić innych kandydatów) pokazała nam cały wachlarz frakcji od prawa do lewa.  O Polsce rozmawiali: Ewa Kopacz (PO), Beata Szydło (PiS), Janusz Piechociński (PSL), Barbara Nowacka (ZLEW), Adrian Zandberg (Razem), Janusz Korwin-Mikke (KORWiN), Paweł Kukiz (Kukiz ’15) oraz Ryszard Petru (.Nowoczesna). Jak można było się spodziewać Ameryka odkryta nie została, a forma debaty w mojej opinii pozostawiała wiele do życzenia. Minutowe odpowiedzi na często złożone pytania (Redaktor Gugała) czy  kompletnie nieistotne dla przeciętnego Polaka nie dawały tak naprawdę szansy na swobodne wyrażenie poglądu na daną kwestię.

Cała debata przebiegała w sennej atmosferze, najczęściej liderzy odwoływali się do ośmioletnich rządów koalicji PO-PSL. Ewa Kopacz już niejednokrotnie udowadniała, że jest tylko sztucznym tworem, który ma problem z powtarzaniem wcześniej wyuczonych zdań i fraz, co ma też odzwierciedlenie w sondażach. Platforma traci do PiS już bardzo dużo  i jeżeli debata miała być dla niej „gejmczendżerem”, to niestety ale fani rządów Tuska i Kopacz mogą być zawiedzeni. Ewa Kopacz wypadła bardzo blado. Zarówno premier jak i liderka Prawa i Sprawiedliwości – Beata Szydło nie powiedziały nic co nie padło dzień wcześniej, stąd może ich słabsza dyspozycja, chociaż przedstawicielka Prawa i Sprawiedliwości sprzedała się kolejny raz lepiej od Ewy Kopacz. Wicepremier Janusz Piechociński z kolei odegrał rolę dobrego wujka Sama z sadu reklamy soków Fortuny. Jabłko na jego stoliku zrobiło furorę na portalu Twitter. To zabawne, że tylko przez 3 lata PSL nie był w rządzie III RP, a zostaliśmy zasypani przez niego listą rzeczy które trzeba zrobić. Hipokryzja? Nie. Nie od dzisiaj wiadomo, że PSL jest elastyczny jak plastelina. Dostosuje się do rządów każdego za parę stołków. Po waśniach i wojach z debaty prezydenckiej można było podejrzewać, że Janusz Korwin-Mikke oraz Paweł Kukiz będą dla siebie oponentami. Zdziwiłem się gdy obydwoje przytakiwali sobie, ba! Nawet brawo bili! Korwin-Mikke tym razem nie wypalił autodestrukcyjnej bomby, jak to ma w zwyczaju, natomiast powiedział jedną bardzo istotną rzecz skierowaną do Barbary Nowackiej, mianowicie: „Kościół to sojusznik w walce z lewicową głupotą”. Być może była to jedna z najlepszych jego wypowiedzi od miesięcy.  Ciekawie również podsumował swój występ „My państwu nic nie damy, ale też nic nie zabierzemy”.  Paweł Kukiz z kolei postanowił emocjonalnie doprowadzić dziennikarzy do porządku, ustawowo napominając, że pytania są durne (Sprawdzone, potwierdzam) i zaapelował, że w koalicję z nikim nie wejdzie.  Wyżej wymieniona Barbara Nowacka, poza postkomunistycznymi standardami, które wygłosiła na temat równości i pomocy, została osunięta w cień, przez (podobno) rewelację debaty – Adriana Zandberga z szerzej nieznanej partii Razem. Kulturalny, miły głos mówiący ile trzeba zmienić, gdzie trzeba dołożyć, zyskał wielu zwolenników po debacie, którzy jednak przyglądając się programowi jego partii mogą poczuć lekkie rozczarowanie. Program partii Razem życzy sobie między innymi karać przedsiębiorczych i bogatych podatkiem 75%! O tym, że to nie funkcjonuje przekonali się już Francuzi.  Do oceny został Ryszard Petru, którego .Nowoczesna pompowana w mediach niczym balon będzie musiała się tłumaczyć  (według Przemysława Wiplera) z niedozwolonych środków na kampanię wyborczą. Sam Petru wypadł podobnie jak Janusz Piechociński, tyle, że bez jabłka, za to z tabliczką, z której powstało już milion memów. Bez kolorów. Bez wyraźnego zaznaczenia swojej obecności.

Brakło w starciu liderów gorących dyskusji, żywiołowych reakcji (poza Kukizem), adrenaliny, celnych ataków i szybkich ripost, czegoś co mogłoby mnie skłonić do napisania, że debata nie była nudna. Ale była. Forma debaty pozostawia również wiele do życzenia, jak już wspominałem wcześniej  – 60 sekund na przekonanie do siebie potrafią nieliczni, którzy wstrzelą się w klucz oczekiwań każdego głosującego. Nie każdy to potrafi, ale każdy powinien mieć szansę pokazania czegoś, sprzedania się. Ta forma mi nie odpowiada. Debata nie miała zwycięzcy. Każdy sztab ogłosił swoją wygraną, każdy wrócił do domu zadowolony, stwierdzając, że jego wampirze zęby zostały w szklance.  Pytanie kto będzie ucztował w sunday, bloody sunday?

P.

 

Polityczny magiel 1

Od jakiegoś czasu próbuję się przemóc i chwycić jakiś temat do napisania. Nie da się. W gąszczu, chaszczach i trzewiach internetu, dawno nie było takiego bezsensu. Choć przeglądam wiele internetowych wydań: dzienników i tygodników opinii, to w dużej mierze mamy sezon ogórkowy, wydawać by się mogło typowy na okres poprzedzający główną część kampanii. Parę rzeczy rzuciło mi się w oczy i postaram się nimi z Wami podzielić.

Po pierwsze, oczywiste medialne bicie „autorytetu” – Tomcia Lisa w nowego prezydena . Andrzej Duda nie ma łatwego życia, i przyznam szczerze, jest mi go żal, kiedy widze w jakim tonie minister POpagandy – Tomcio, w swój własny, obiektywny  (według siebie samego) rzecz jasna, sposób – uważa, że orędzie prezydenta mu się nie podoba i basta.  Że ludzie są „zaczadzeni PiS-em”, oraz, że Jarosław Kaczyński stworzył z PiS religię i zadaje pytanie: „Czy będzie to w Polsce religia panująca” ? Daj chłopu żyć, człowieku ! Ledwo facet usiadł „pod żyrandolem”, a tutaj koalicjant PO-PSL pisze list otwarty z prośbą o unieważnienie referendum, za którym sami optowali ! Susza w kraju, „wiejskim” chłopakom słońce przygrzało, to zaczęli szaleć. Niemożliwi.

Gdyby ktoś wpadł na genialny pomysł sfilmowania w formie „Big Brothera” każdego dnia urzędowania naszej pani Premier/Premierzycy Ewy Kopacz, mógłby na tym zbić ogromny majątek, a ów show stałby się najpopularniejszym komediowym programem w Polsce. Z miejsca. Serio. Liczba wpadek na dzień, dawno przekroczyła normy unijne, a teksty I lekarki III RP w postaci memów osiągnęły milionowe odsłony. Szkoda, że za ten kabaretowy maraton płacimy mimowolnie z własnej kieszeni. A wyłączyć się nie da. Draństwo.

Zbigniew Stonoga, wróg rządowy numer I, ulubieniec wszystkich Polaków w wieku 14-20  z wypranymi mózgami, właśnie ucieka z kraju przed rządem i odsiadką. Zostaje kandydatem na kandydata na prezydenta. Zakłada partię. Jedzie na operacją. Nienawidzi rządu. Kupuje dług Mariana Sokołowskiego. Zakłada partię. Popiera antysystemowcow. Pierydoli złodziei z Wiejskiej. Nienawidzi rządu. Wysadza rząd taśmami. Nagrywa. Komentuje. Lamentuje. Działa. Pomaga. O ile do pewnego stopnia byłem wyrozumiały dla tego człowieka, akceptowałem jego działalnośc dobroczynną, tak po ujawnieniu treści SMS-ów do „Gabinetu Prezydenta RP”, w których domaga się ułaskawienia, uśmiechnąłem się szeroko i pomyślałem: „Moja Polska, taka piękna”.  Była taka reklama Mastercard: „Są rzeczy, których kupić nie można”.  To między innymi wyobraźnia.

Dobrze, że przyszło trochę deszczu. Topiłem się jak poparcie Pawła Kukiza.

S.

Taki mamy klimat

Sytuacja sprzed paru dni pokazuje nam, że nie trzeba znajdować się na Haiti , w Japonii czy Nepalu by przeżyć prawdziwe trzęsienie ziemi . Polityczny klimat Polski znalazł się pod wpływem rozległego niżu służb (nie wiemy niestety skąd nadciągnął), a wstrząsy sejsmiczne przy ul. Wiejskiej połączone z silnym wiatrem spowodowały wywianie niektórych polityków. Niestety prawdopodobne jest, że nie na długo. Tacy cyniczni ludzie zawsze znajdą sobie ciepłe miejsce w cieniu, przeczekując, by po kilku latach, kiedy ludzie zapomną, bo ludzie z reguły zapominają – uderzyć ponownie w politykę.

Ujawnienie 13 tomów akt z afery podsłuchowej przez Zbigniewa Stonogę spowodowało lawinę dymisji  w rządzie Ewy Kopacz. Głową zapłacili m.in. minister zdrowia – Bartosz Arłukowicz, minister skarbu – Włodzimierz Karpiński, ale także szef doradców politycznych premier Ewy Kopacz – Jan Rostowski i tak bardzo wyśmiewany w internecie – marszałek sejmu – Radosław Sikorski, który podobno opierał się najbardziej. Dziw nie bierze. Ktoś z aspiracjami na sekretarza generalnego NATO, w tej chwili musi zadowolić się  jako 1 w Bydgoszczy na listach do parlamentu, a i to nie jest jeszcze pewne. Rozczarowanie. Upadek.

Mnie jako szarego obserwatora martwi coś innego. Dlaczego rok po wybuchu afery, dowiadujemy się o szczegółach od biznesmena, który swoją sławę zbudował na inwektywach skierowanych w policję i rząd ? Co robiła prokuratura przez okrągłe 12 miesięcy  ?  Nie chcę oceniać Stonogi, uważam, że dobrze się stało, że akta ujrzały światło dzienne. By Polacy mogli „poczuć” jak to jest żreć obiad za 1300 zł w restauracji. Jak to jest „usuwać” kogoś ze stanowiska i jak bardzo mamy niską samoocenę jako Polacy –„Murzyńskość” – to już Radosław Sikorski. Pani poseł Bieńkowska z kolei uraczyła nas określeniem „idioci”. Bo przecież tylko „idioci” pracują za mniej niż 6 tysięcy złotych. Pieprzu dodaje obsceniczny język, w jakim te wszystkie rozmowy są prowadzone. Czasami można odnieść wrażenie, że rozmowa jest prowadzona w knajpie o średniej renomie w Sanoku (przy całym szacunku), niż w VIP roomie, jednej z droższych restauracji.

To przykre, że ludzie, którzy reprezentują obywateli zachowują się jak stado troglodytów. A chyba najsmutniejsze dla nas, ludzi, jest to, że gdyby nie Stonoga nigdy byśmy się o tym nie dowiedzieli, politycy nie zgłosiliby swoich dymisji i cała degrengolada trwałaby w najlepsze. Sprawa ciągnęłaby się latami, a koniec końców zostałaby umorzona przez prokuraturę, która pracując w tak opieszały sposób, przy tak ważnej sprawie – po prostu pluje Polakom w twarz. Nastąpiły jednak wstrząsy wtórne, które wywróciły scenę polityczną. Ileż to już było tego typu afer w Polsce. Gdy  taśmy wyciekły, afera nabierała rozpędu, ówczesny premier – Donald Tusk „nie lekceważył problemu” i miał odnieść się do niego po kilku dniach. Są jednak rzeczy ważne i ważniejsze. Posada w Brukseli czekała, trzeba było się wyprowadzić, a przecież wiemy jak to z przeprowadzkami jest. Dużo kurzu, przenoszenia, kto by chciał jeszcze sobie dodatkowo ręce brudzić. I tak sprawa sobie leżała. Aż do teraz.

Stonoga z dnia na dzień stał się bohaterem internautów. Został zatrzymany, konsekwencji nie poniesie prawdopodobnie żadnych. Dokumenty ściągnął podobno z chińskich serwerów na swój komputer (dzięki czyjej infrmacji nie wiadomo dotąd). Prokuratura musiała jednak coś zrobić, więc zatrzymali Stonogę na parę godzin, zarzutów jak dotąd mu nie postawiono. Niezrozumiałe dla wielu ludzi jest to, że posłowie koalicji PO-PSL wraz z wieloma dziennikarzami nawołują do linczu medialnego Stonogi, który obnażył tylko miałkość prokuratury. To wydaje się być ucieczką od głównego problemu, którym niewątpliwie jest zawartość taśm. Dodajmy, że decyzja Ewy Kopacz to nie „załatwienie problemu”, tylko „ucieczka z płonącego burdelu”.  Zdymisjonowani ministrowie niespecjalnie się przejęli i wybornie bawili się na imprezie u Ewy Kopacz w restauracji przy ulicy Parkowej. Kto wie, może i tam coś nagrywano ?Wybory parlamentarne za pasem. Po porażce PO w wyborach prezydenckich, które poprzedziła bardzo słaba kampania wyborcza Bronisława Komorowskiego, partia, którą trawią również wewnętrzne konflikty traci poparcie (w jednym z sondaży – 17% – najsłabiej od wielu lat), nie jest w stanie powstrzymać rosnącej presji i nagonki, głównie internetowej, gdzie młodzi ludzie wylewają nie tylko żale, ale głównie frustracje i złość na Platformę, która w ich odczuciu przez 8 lat zawiodła, przede wszystkim  pokolenie obecnych 30 latków.

Niefortunnie dobierane słowa, zatrudnianie „hejterów” internetowych, którzy mieli prowadzić nagonkę na opozycję, ale także twarze afer (m.in. zegarkowej ze Sławomirem Nowakiem), które po raz kolejny pojawiają się pomiędzy wierszami, nie służą utrzymywaniu nas – wyborców w przekonaniu, że nic się nie dzieje, choć zapewne chcieliby żebyśmy tak myśleli. Cały ten spektakl ma miejsce w scenerii polskiego „piekiełka” i główna rolą wiecznie uśmiechniętego Stonogi mogą przyprawiać Ewę Kopacz o ból głowy. Nic tak nie frustruje jak granie na nosie władzy, dodatkowo z wyszczerzonymi jak u Jokera zębami. Zawsze nam zostaje rozłożyć bezranie ręcę i zacytować posłankę Bieńkowską (który to już raz, ho ho)Sorry, taki mamy klimat”.

P.

Nowoczesna.PO

Po niespodziewanej (nie dla wszystkich, o tym tu: „Pycha kroczy przed upadkiem„) klęsce kandydata PO – Bronisława Komorowskiego w wyborach prezydenckich, na polskiej scenie politycznej doszło do prawdziwych przetasowań. Platforma Ewy Kopacz nie jest nawet w połowie tak silna jak ta Donalda Tuska, a nijaka kampania Komorowskiego tylko to potwierdziła.

I nagle po wyborach pojawia się sondaż wyborczy, gdzie na pierwszym miejscu znajduje się Prawo i Sprawiedliwość, za nim Platforma Obywatelska i Ruch Kukiza oraz … Nowoczesna.pl, która uzyskała 11%. To zabawne, że partia, której oficjalnie nie ma oraz nie posiada programu wyborczego (podobnie jak ruch Kukiza) uzyskuje w sondażu tak wysoki wynik. Czym jest tak naprawdę Nowoczesna.pl ? Otóż jest to stowarzyszenie, które niedługo stanie się partią polityczną i będzie startowało w wyborach parlamentarnych. Główną rolę w tej komedii gra Ryszard Petru, bankowy lobbysta, nieoficjalny doradca Donalda Tuska, co mogłoby sugerować skąd pieniądze na rozwój tego tworu. Nad wszystkim swoim sprytnym okiem czuwa Leszek Balcerowicz – członek partii komunistycznej i pracownik Instytutu Podstawowych Problemów Marksizmu-Leninizmu przy KC PZPR, który niezależnie od tego, kto zasiada u sterów władzy – czy to jest prawica czy lewica, zawsze pojawia się jako „ekonomiczny guru” stołu rządzącego. Do tej „wybitnej” śmietanki ekspertów dodajmy ich starych znajomych z UW i PO: Władysława Frasyniuka i Andrzeja Olechowskiego i mamy smaczny przepis na kolejne lata rządzenia tych samych twarzy.

Na szczęście dla ludzi młodych, którzy mają większą wiedzę niż Ci ludzie myślą, do tragedii raczej nie dojdzie. Internauci podobnie jak obnażyli prawdziwą twarz Bronisława Komorowskiego, również z Nowoczesna.pl zwietrzyli pismo nosem, uznając stowarzyszenie Petru kompletnie niewiarygodnym. O kompetencjach Ryszarda Petru pisał m.in. portal wgospodarce.pl tutaj: 6 cytatów ujawniających rzeczywiste kompetencje Ryszarda Petru . Warto przeczytać ten krótki wpis i zastanowić się nad tym czy warto powierzać władzę komuś skrajnie niekompetentnemu, który – umówmy się – tworzy twór polityczny  będący kołem ratunkowym dla Platformy Obywatelskiej, dla której zaufanie i poparcie topnieje w oczach jak lód.

Można zaśpiewać: „Ale to już było”. Wiele się nie pomylimy. W 2005 roku, uznawany za „klauna polityki” Andrzej Lepper powiedział, że „…przyjdzie Balcerowicz z Petru naobiecuje złotych gór i zrobi wam Polskę”. Wiecznie wyśmiewany za brak taktu i kultury, miał jednak niesamowite wyczucie do czytania politycznych „gierek”. To bardzo gorzkie, że dopiero po jego śmierci (samobójstwie ?) mogliśmy się o tym przekonać. Tak jak Platforma Obywatelska osunęła w cień Unię Wolności, tak teraz Nowoczesna.pl stara się być wyreżyserowanym spadkobiercą Platformy, tworząc dla niej alternatywę, posiadając jednak cały czas tą samą twarz. Sytuacja przypomina picie trzeci raz herbaty z tej samej torebki. Zabarwienie podobne, w smaku jednak nie do przyjęcia. Rozwodniona papka, w którą mało kto już uwierzy.

P.

Pycha kroczy przed upadkiem

Prezydentem Polski został facet, którego jeszcze pół roku temu kojarzyła garstka ludzi. Andrzej Duda –  człowiek, który każdy z kampanijnych miesięcy wycisnął jak cytrynę, a sama kampania, która miała przebiegać jak mecz do jednej bramki, stała się prawdziwym gamechangerowym pościgiemCo najważniejsze jednak – niepotrzebne były fajerwerki by objąć urząd prezydenta. I nie piszę tego ze złośliwością. Wystarczyła sumienna praca każdego dnia, na początku od zapoznania Polaków z twarzą kandydata największej partii opozycyjnej, pobawienie się partyjnym equalizerem – przez wyciszenie w mediach prezesa Jarosława Kaczyńskiego i Antoniego Macierewicza, którzy w wielu mediach uchodzą za krzykaczy i demony polskiej polityki – aż po debatę w stacji TVN, w której ten cichy, schludnie ubrany mężczyzna, agresywnie rozbijał gardę byłego już prezydenta – Bronisława Komorowskiego. Bądźmy szczerzy – Andrzej Duda nie uniknął błędów podczas tej kampanii, ale w zestawieniu z katastrofami medialnymi Komorowskiego, wypadł co najmniej dobrze i bardziej mu się chciało, czego przykładem może być fakt rozdawania kawy rano, po debacie. Proste, symboliczne, można powiedziec zabawne – ale świadczące o tym, że chęci były raczej po jego stronie. Na ile był to zamierzone działanie, na ile polecenie sztabu – tego nie wiem.

W kampanijniej drodze krzyżowej, Komorowski  zaliczył trzy upadki. Wizyta w Japonii, podczas której stanął na krześle i nazwał Generała Kozieja – Szogunem, odpowiedź „Zmienić pracę i wziąć kredyt” – na pytanie o to jak żyć za 2 tysiące złotych oraz scena z niepełnosprawną na wózku inwalidzkim, podczas której poznaliśmy suflerkę prezydenta –  Jowitę Kacik. Nawet jeżeli sceny z wieców były prowokacjami, Komorowski, jak na tak doświadczonego polityka wypadł w nich bardzo blado, a internauci byli dla niego bezlitośni. W porównaniu do wieców Andrzeja Dudy, które przebiegały raczej bez ekscesów, wiece Komorowskiego były dlań prawdziwą męką i dały obraz tego, że w spotkaniach z szarymi obywatelami nie ma on im tak naprawdę nic do zaoferowania – łącznie z rozmową. Na pewno nie pomogła mu również publikacja książki Wojciecha Sumlińskiego – „Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego”, którą również chciałem kupić i jak się okazało… nie mogłem! Pani w księgarni Matras powiedziała mi, że sprzedaż zostanie wznowiona po II turze wyborów.

Zwycięstwo Andrzeja Dudy to również pstryczek w nos dla mediów sprzyjających obozowi władzy. Tak znowu Gazeta Wyborcza. Tak znowu TVN. Te dwa kompletnie oderwane od obiektywności media, próbujące w ostatnich tygodniach dźwignąć ospałego prezydenta Bronisława w sondażach, pokazały tylko cynizm, obłudę i fakt, że z dziennikarstwem to nie mają nic wspólnego. Adam Michnik powiedział, że „nie oddamy Polski gówniarzom”, a i również „Lisie” okładki Newsweeka z tytułami: „Zamachowiec” i „Fałszerstwo wyborcze: Komorowski albo Kaczyński to realny wybór w drugiej turze” pokazały, że by utrzymać się na stołkach, ci ludzie gotowi są zrobić bardzo dużo, posuwając się nawet do kłamstwa. (Sprawa konta twitterowego Kingi Dudy, tak sprawnie omówiona przez aktora – Tomasza Karolaka z Tomaszem Lisem). Tego typu działania mogą nam sugerować, że współpraca polityków koalicji rządzącej z dziennikarzami działa/działała bez szkody dla żadnej ze stron.

Uważam, że II tura nie wygladałaby tak, gdyby nie fantastyczny wynik Pawła Kukiza w turze I, który stał się silnikiem napędowym frustracji i rozczarowania ekipą rzadzącą, z którą Komorowski (niestety dla niego) jest utożsamiany oraz chęcią jakichkolwiek zmian, szczególnie u młodych ludzi. Różnica w II turze na korzyść Andrzeja Dudy wśród ludzi do 29 roku życia wyniosła ponad 20%, co jest totalną przepaścią. Duda bardziej od Komorowskiego rozumiał tą grupę wiekową i potrafił do niej trafić w skuteczniejszy sposób.

Można się teraz mocno zastanowić – co jest większe: zwycięstwo Dudy ? Porażka Komorowskiego ? W moim tekście z 11 maja „Gniew narodu” pisałem, że prezydent Komorowski nie zrobił w tej kampanii nic, co mogłoby go choć trochę zbliżyć do zwycięstwa, a pycha jaką się wykazał, zepchęła go w przepaść, lub odmęty szaleństwa – jak sam zwykł mawiać. Andrzej Duda wykonał dużą pracę i dostał od Polaków duży kredyt zaufania. Szufladkowanie go już na starcie byłoby nie na miejscu. Dzisiaj Polacy nie obudzili się nagle w państwie wyznaniowym a o 6 rano nie dzwonił Antoni Macierewicz z pytaniem o to czy czytaliśmy już najnowszego „Gościa niedzielnego”, poprzedzonego paroma starymi, dobrymi zdrowaśkami. Styczniowe sondaże, według których Komorowski dzierżył 73% poparcia brzmią dzisiaj jak ponury żart, a roztrwonienie takiego zaufania w parę miesięcy to rzecz – wydawałoby się – niemożliwa. Ale z tymi niemożliwymi rzeczami tak już jest, ktoś powie, że coś jest niemożliwe, a potem zjawia się ktoś, kto to po prostu robi.

P.

Gniew narodu

10 maja  odbyła się I tura wyborów prezydenckich 2015. Nie posiadam na tą chwilę oficjalnych, pełnych wyników, ale mogę (mam nadzieję!) śmiało napisać, że zwycięzcą został Andrzej Duda z PiS (35,31%-dane z 11.04, godz 20.30), który wyprzedził „władcę żyrandola” i urzędującego prezydenta – Bronisława Komorowkiego (33,32%), którego poparło PO. Na podium niespodziewanie znalazł się Paweł Kukiz (20,77%), którego notowania w ostatnich dniach niespodziewanie wzrosły, a jego przypadek, zdaje mi się, będzie ochoczo opisywany przez socjologów w najbliższych latach. Fenomen emocji.

Powiedzmy sobie szczerze, że obecny prezydent – Bronisław Komorowski nie zrobił nic by te wybory wygrać. Jak widać wiele lat u władzy potrafi rozleniwić, co w zestawieniu z Andrzejem Dudą, który w kilka miesięcy, z szerzej nieznanego nikomu europosła stał się zawodnikiem politycznej wagi ciężkiej i na samym finiszu kampanii znokdaunował Komorowskiego, który w tej chwili jest liczony. Jest jednak dalej w ringu i będzie walczył do końca. Na ile jednak Komorowski jest w stanie wzbudzić ponownie zaufanie wyborców przez dwa tygodnie, skoro przez 5 lat nie zrobił w tym kierunku tak naprawdę niczego ?

Obydwaj kandydaci dwóch największych ugrupowań zdobyli prawie 70% wyborców, co specjalnie nie dziwi. Jednak zarówno Duda jak i Komorowski nie zauważyli czegoś, co w społeczeństwie rosło od jakiegoś czasu tuż obok nich. Napięcie, złość, niechęć do ekipy rządzącej, frustracja ludzi na emigracji oraz chęć radykalnej zmiany. I nagle na scenie politycznej pojawił się ktoś, kto ze sceną jest mocno obyty, ale tą muzyczną. Paweł Kukiz, który zdecydował się na start w wyborach prezydenckich oparł swą kampanię na jednym postulacie – Jednomandatowych Okręgów Wyborczych. Udowodnił on, że w marginalnym, w porównaniu z PiS-em i PO zapleczem finansowym, jest w stanie skupić wokół siebie wielu ludzi. Coraz liczniejsze telewizyjne wystąpienia, ale przede wszystkim szczerość, ogromna chęć i zrozumienie „szarego Kowalskiego” (nie mylić z Marianem Kowalskim – kandydatem Ruchu Narodowego!) spowodowały, że jego poparcie stale rosło, by na finiszu kampanii wskoczyć na nieosiągalny dla reszty „antysystemowych” kandydatów poziom i zdystansować  zbyt radykalnego dla niezdecydowanych wyborców Janusza Korwin-Mikkego (3,22%) w rywalizacji o trzecią pozycję. To ogromnu sukces Kukiza i jego niewielkiej grupy ludzi, która go wspomagała podczas kampanii.

Ogromnym przegranym jest lewica – od Magdaleny Ogórek z SLD (2,42%)  aż po Janusza Palikota z Twojego Ruchu (1,35%). Brak pomysłu na kampanię, częste unikanie mediów (w przypadku Ogórek), kolejne zmiany poglądów (Palikot), doprowadziły do koszmarnego wyniku tych kandydatów, co w połączeniu z faktem, że ponad 1/4 Polaków poparła „antysystemowców” (Kukiz, Korwin-Mikke, Braun, Kowalski, Wilk) daje nam obraz tego co może się dziać jeienią tego roku w wyborach parlamentarnych. Lewica może nie znaleźć się w parlamencie. Gniew narodu znalazł w końcu ujście. Czeka nas parę miesięcy intensywnej kampanii, a wyniki – co widać po wyborach prezydenckich – mogą być zaskakujące.

Przez najbliższe dwa tygodnie czeka nas prawdziwe „love story” w trójkącie, jak bardzo perwersyjnie to brzmi. Komorowski i Duda będą zabiegali o względy i głosy wyborców Pawła Kukiza, ktory jednak na swoim wieczorze wyborczym podkreślił, że nie może dysponować głosami swoich wyborców i ogłosił swoją neutralność. To jeszcze bardziej cementuje jego wiarygodność.Podczas swojego wystąpienia Kukiz skrytykował również TVN24 oskarżając stację o nieobiektywność i manipulacje. A wszystko to… na żywo w TVN24. Muszę przyznać, że była to wisienka na torcie wczorajszego wieczoru.

Bronisław Komorowski tracąc 30% (Jak !?) poparcia w parę miesięcy, ucieka się dzisiaj do referendum, którego nie był w stanie zorganizować przez 5 lat. Tematy ? JOW-y (konik Kukiza), finansowanie partii i podatki. Apeluje też o debatę z kontrkandydatem – Andrzejem Dudą przed II turą. Tonący brzytwy się chwyta ? Na to wygląda. Chęć zmian jest ogromna, ale wynik II tury w pełni otwarty. Pytanie tylko, który elektorat jest silniejszy: ten, który poczuł krew i chce zmiany czyli ten idący za Andrzejem Dudą ? Czy omamieni mediami ludzie, aparat administracyjny Bronisława Komorowskiego ?

P.

10.04.

10 kwietnia nie będzie w Polsce już nigdy taki sam. Wszyscy wiemy dlaczego. Smoleńsk. To najbardziej znienawidzone słowo przez obóz rządzący, w okresie przedwyborczym zyskuje bardzo na znaczeniu. Używany jest w parszywej partyjnej grze, na którą przykro mi patrzeć. Ów słowo według nich (Obóz rządzący) dzieli Polaków na tych normalnych, którzy po katastrofie przywrócili ład społeczny, nie doprowadzili do ruiny państwa i wrócili do porządku dziennego w najszybszy możliwy sposób oraz na tych krzyczących oszołomów, którzy wymyślonym przez siebie spiskiem i zamachem próbują obalić sprawnie przecież działające państwo (wg. tegoż obozu rządzącego),  dlatego ludzie normalni, idąc w sukurs PO muszą zagłosować po raz kolejny na koalicję rządzącą, która dzielnie obroni nas – masy, przed coraz bardziej absurdalnymi atakami opozycji w postaci tego krzyczącego, złego PiS-u !

Lech Kaczyński nie był moim kandydatem na prezydenta i nie głosowałem na niego. Podejrzewam,że nie głosowałbym również i teraz. Nie zmienia to postaci rzeczy, że pełnił urząd prezydenta Polski, został wybrany przez większość i trzeba to uszanować. Dla nas najsmutniejsza wiadomość jest taka: Prezydenci nie spadają na ziemię samolotem. Takie rzeczy się nie zdarzają w krajach, gdzie Państwo jako instytucja dba o swojego prezydenta, chroni go i zapewnia bezpieczeństwo. Katastrofa, w której zginęły  najważniejsze osoby w państwie, łącznie z wszystkimi dowódcami wojska polskiego  (mimo dyrektyw NATO, które zabraniają  ich wspólnych podróży ) każe nam jednak postawić pytanie: Skoro instytucja państwa nie jest w stanie zapewnić bezpieczeństwa prezydentowi, w jaki sposób chce chronić własnych obywateli ? Ta tragedia pociągnęła za sobą oczywiście lawinę spekulacji co do przyczyn katastrofy. Poza stratą ludzką, której nie da się zniwelować , boli również to, że Rosjanie ograli nas jak juniorów już po katastrofie. Nie potrafiliśmy zorganizować sztabu ekspertów zdolnych odpowiedzieć nam na nurtujące pytania, BOR nie potrafił sprawdzić gotowości lotniska do lądowania, cała podróż VIP-owska w ogóle nie powinna dojść do skutku w takim składzie personalnym, ale przede wszystkim nie byliśmy w stanie twardo z nimi rozmawiać. Byliśmy i jesteśmy od nich uzależnieni.  Niech najlepszym komentarzem dla całej sytuacji będzie fakt, że wrak Tu-154 i jego czarne skrzynki dalej znajdują się na terenie Rosji. Zgroza.

I tak w 5 lat po katastrofie, kiedy słyszę, że „wrak ma znaczenie przecież tylko symboliczne”, chciałbym spytać przedstawicieli PO: Czy tak ma być prowadzone najważniejsze śledztwo III RP ? Czy wszystko zostało dobrze zorganizowane i przeprowadzone ? Kiedy patrzę na okładkę Newsweeka, pisma Tomcia Lisa, który wspólnie z TVN-em piorą mózgi milionom ludzi, prowadząc swoją brudną indoktrynację obozu rządzącego, która od propagandy rosyjskiej i północnokoreańskiej różni się tylko tym, że jest w języku polskim, czuję wstyd. Nie wiem jak bardzo pozbawionym empatii trzeba być człowiekiem, by pokazać okładkę swojego pisma z takim wydźwiękiem (przypominam: na okładce znajduje się Jarosław Kaczyński z podpisem: „Zamachowiec”) i jak bardzo śmierdzącą politykę uprawia Lis, ale z dziennikarstwem to nie ma nic wspólnego. Swoje do pieca dorzucił oczywiście „Król Europy” Tusk, który nie raczył nawet przybyć z ciepłego fotela z Brukseli złożyć wieniec na grób. To potwierdza tylko jak bardzo Polska jest podzielona i jaki stosunek ma obecna władza do katastrofy. Dla nich jest to wrzód na dupie, który trzeba wyciąć. Ja nie wierzę również w to, że nagłe „pojawienie się” nowych stenogramów to przypadek przed wyborami prezydenckimi. To zręczna gra, którą Platforma Obywatelska opanowała do perfekcji przy użyciu mediów. To ile czasu będziemy jeszcze znosić ludzi pokroju Niesiołowskiego plującego na wszystkich dookoła wraz z rodzinami ofiar smoleńskich zależy wyłącznie od nas. Najbliższa możliwa zmiana już tej jesieni.

Nie jestem wyznawcą teorii zamachu, ale nie jest dla mnie normalne, że po katastrofach lotniczych, nawet tych, które miały miejsce niedawno – wiadomo było wszystko już w 24 godziny od upadku samolotu, tak my w 5 lat po tej tragedii, gdzie zginęła nasza elita polityczna mamy coraz więcej znaków zapytania. A jeżeli są znaki zapytania to pojawiają się i teorie spiskowe. Musimy dalej polegać na Rosjanach, którzy wydają nam stenogramy, dokumenty i zapiski, a my przecież nie dażymy ich w ogóle zaufaniem ! Jak więc ludzie mają dać wiarę temu co mówi nam obóz rządzący ? Nie dziwię się rodzinom ofiar, które 5 lat po tragedii, domagają się np. ekshumacji zwłok i ponownych śledztw. Polska jako państwo nie zdało kompletnie egzaminu po 10 kwietnia. W obliczu tragedii, w czasie zadumy, gdzie wszystkie spory i kłótnie powinny zejść na dalszy plan, politycy pogrążyli się w wojnie polsko-polskiej, a wraz z nimi ludzie podzielili się na dwa obozy. Trwa to 5 lat, przez które nie nauczyliśmy się niczego. Szacunku wobec nas samych, przede wszystkim.

P.

Historia najlepszym sędzią na ziemi. 7 lat PO w Polsce.

To już 7 lat pod rządami Platformy Obywatelskiej (dalej w tekście – PO). 7 lat niejasności, niespełnionych obietnic i afer zamiatanych pod dywan. Problem PO polega na tym, że pod tym dywanem nie ma już wiele miejsca. W tekście przytaczam grzechy główne, których dopuściła się partia Donalda Tuska, a obecnie Ewy Kopacz. Tekst po przeczytaniu którego powinniście się dwa razy zastanowić podczas nadchodzących wyborów.

1) Afera stoczniowa

Operacja CBA pod kryptonimem „Hornet” ujawniła, że zorganizowany przez Ministerstwo Skarbu Państwa (MSP) oraz Agencja Rozwoju Przemysłu  (ARP) przetarg na zakup majątku stoczni w Gdynii i  Szczecinie od początku był ustawiony. Wysoko postawieni urzędnicy MSP i ARP lobbowali zakup przez tajemniczą firmę z Karaibów, za którą stali arabscy szejkowie- Stiching Particulier Fonds Greenrights.  Oświadczenia rejestracyjne i wpłacenie wadium miało mieć miejsce do 30 kwietnia, ale przesunięto je do 8 kwietnia, tego samego dnia wpłynęły pieniądze od katarskiego inwestora. Przypadek ? Fakt, że szef ARP – Wojciech Dąbrowski i Wiceminister Skarbu Państwa – Zdzisław Gawlik wiedzę na temat kontrachenta czerpali z  internetu daje dużo do myślenia. Ówczesny szef CBA – Mariusz Kamiński komentował przetarg w taki sposób: działania te prowadzone były nie tylko wbrew interesom ekonomicznym państwa, ale również wbrew zdrowemu rozsądkowi”, co wydaje się być zbyt lekką oceną. To była kompromitacja. „Rz” opisujac aferę wskazała, że w transakcji brał udział Abdul Rahman El-Assir – libański handlarz bronią, który miał nawet wpłacić  w.w. kwotę wadium w imieniu katarskiej firmy.  Do tego dochodzą liczne nieprawidłowości m.in. z wyborem Jacka Goszczyńskiego na wiceprezesa ARP z pominięciem procedury konkursowej. Mimo, że Donald Tusk zapewniał, że władze państwowych spółek nie będą wybierane „w zaciszu gabinetów politycznych”, do konkursu na stanowisko wiceprezesa ARP nie doszło. Wyboru dokonał minister skarbu państwa – Aleksander Grad, który o całej aferze z przetargiem wiedział. W internecie można znaleźć bez problemu stenogramy rozmów, z których jasno wynika, że korupcja na wysokich szczeblach władzy to nie „wymysł internetowych hejterów”, ale smutne fakty.

2) Afera hazardowa

Afera ujawniona na łamach „Rzeczpospolitej” w 2009 roku wraz ze stenogramami rozmów ówczesnego szefa klubu parlamentarnego PO – Zbigniewa Chlebowskiego z jednym z biznesmenów branży hazardowej – Ryszardem Sobiesiakiem. W rozmowach brali udział również umawiający spotkania znajomi Chlebowskiego oraz lobbysta – Jan Kosek. W sprawę mocno zaangażowany był pełniący wówczas funkcję ministra sportu i turystyki – Mirosław Drzewiecki, który m.in. wysyłał pismo do wiceministra finansow o wykreślenie z ustawy obciążeń niekorzystnych dla biznesmenów. Politycznym efektem było m.in. odwołanie ze stanowiska szefa CBA – Mariusza Kamińskiego, w trybie przyspieszonym uchwalono również ustawę hazardową. W międzyczasie wyszły kolejne niewygodne fakty dotyczące m.in. intensywne próby  Mirosława Drzewieckiego i jego asystenta Marcina Rosoła włączenia do władz totalizatora Magdaleny Sobiesiak, córki Ryszarda Sobiesiaka, który jak się okazało później ma wielu znajomych na wysokich szczeblach władzy.  Przeprowadzono śledztwo, które nie wykazując większych nieprawidłowości zostało później umorzone, co w szeregach Prawa i Sprawiedliwości określono mianem skandalu.

3) Sprzedaż lasów

Podczas gdy media głównego nurtu obśmiały Krystynę Pawłowicz za pałaszowanie sałatki, w Sejmie podjęto próbę zmiany Konstytucji, w myśl której w momencie, w którym wymagałoby tego „dobro publiczne” można by sprzedać Lasy Państwowe, co w chwili obecnej jest niemożliwe. Według rządu PO „dobro publiczne” to np. załatanie chociaż w części tonącej w długach III RP, lub wypłata odszkodowań za mienie odebrane Żydom przez Niemców i Sowietów. Komorowski złożył taką obietnicę w 2009 roku. Tajna notka ambasadora USA w Polsce ujawniona przez WikiLeaks nie pozostawia złudzeń :

„Jeśli chodzi o regulację kwestii restytucji mienia odebranego w czasie II wojny światowej i epoce komunizmu, Komorowski wyraził zaniepokojenie związane z kryzysem finansowym, który według niego zmienił nieco okoliczności. Niemniej jednak powiedział, że premier Tusk zmusi niepokornych ministrów, m.in. rolnictwa i ochrony środowiska, do tego by „dołożyli się do rekompensat” sprzedając państwowe lasy i nieruchomości”. 

Nie było o tym tak głośno jak o sałatce z rybą pani Pawłowicz, prawda ?

4) Traktat Klimatyczny

Posłużę się tym samym cytatem, który podawałem w poprzednim tekście. Dr Teluk z 2012 roku:

„Nasz kraj nie prowadzi profesjonalnego lobbingu swoich interesów narodowych w Brukseli. (…) Polscy politycy są albo słabymi negocjatorami, albo działają z premedytacją, za obietnice jakichś lukratywnych miejsc w Brukseli po zakończeniu kadencji.”

Dzisiaj już wiemy, że Donald Tusk jest przewodniczącym Rady Europejskiej, a dzięki Nigelowi Faragowi mamy świadomość ile zarabia (300 tysięcy euro). Ja wiem, to kolejny zbieg okoliczności. Podpisując w 2008 roku traktat klimatyczny, podpisał wyrok śmierci  na polską energetykę, która opiera się na węglu. Kopalnie od lat mają problemy, a  ile firm upadło lub zbankrutowało dzięki tej decyzji niewiadomo. Wiemy natomiast, że od paru lat rezlizowany jest scenariusz „wygaszania” kopalni. Sukces jakim określono dogadanie się między Premier Ewą Kopacz i związkami górniczymi jest tylko chwilowy. Podejrzewam, że wszystko runie po wyborach. Zbiegiem okoliczności oczywiście.

5) Stawka Vat + podniesienie wieku emerytalnego

Jednym z punktów programu gospodarczego Platformy Obywatelskiej był brak zgody na podwyższanie podatków i zapowiedź ich obniżania. Lata rządów Donalda Tuska pokazały, że są to obietnice bez pokrycia. Wzrost stawki VAT do 23%, oraz wydłużenie wieku emerytalnego do 67 lat to po prostu wstyd i grabież ludzi z emerytur.

6) OFE

Poza wydłużeniem wieku emerytalnego, reforma emerytalna to koleje okradanie Polaków. Mówiąc wprost: ZUS część pieniędzy ze składek przekazuje do OFE, które pożyczają je rządowi, który dotuje z nich ZUS, ponieważ ZUSowi brakuje pieniędzy na wypłatę emerytur, m.in. dlatego, że oddał je przed chwilą do OFE. Czyli ZUS dostaje od rządu pieniądze, które przed chwilą miał w ręku jako zupełnie nieoprocentowane – tyle, że teraz musimy jeszcze zapłacić procent dla OFE za pożyczenie tych pieniędzy rządowi. Kręci się.

7) Afera podsłuchowa

14 czerwca „Wprost” opublikował stenogramy z nielegalnie podsłuchany rozmów wysoko postawionych ludzi. Podsłuchane rozmowy zostały nagrane w warszawskich restauracjach.

Dramat I aktu. Rozmowa Ministra Spraw Wewnętrznych – Bartołomieja Sienkiewicza z Prezesem NBP – Markiem Belką. W rozmowie brał udział również szef gabinetu Belki – Sławomir Cytrycki. Rozmowa dotyczyła odwołania Ministra Finansów-Jacka Rostowskiego oraz potencjalne możliwości finansowania przez NBP deficytu budżetowego.

Dramat II aktu z udziałem Radosława Sikorskiego. Jego słowa  (Sikorskiego) do Jacka Rostowskiego:

„Wiesz, że polsko-amerykański sojusz to jest nic niewarty. Jest wręcz szkodliwy, bo stwarza Polsce fałszywe poczucie bezpieczeństwa… bullshit kompletny. Skonfliktujemy się z Niemcami, z Rosją, i będziemy uważali, że wszystko jest super, bo zrobiliśmy laskę Amerykanom. Frajerzy. Kompletni frajerzy „

zostały nie tylko w Polsce uznane za skandal.  Pojęcie, które padło później „Murzyńskość” opisujące polską niską samoocenę i płytką dumę powinno zakopać Sikorskiego jako polityka na lata. Nic takiego miejsca nie miało, a Radek ma się świetnie piastując rolę Marszałka Sejmu.

Rozmów było więcej, m.in. Sławomira Nowaka (b. minister transportu) z Andrzejem Parafianowiczem (b. wiceminister finansów) oraz Pawłem Grasiem (b. rzecznik prasowy rządu) i Dariuszem Jackiem Krawcem (Prezesem PKN Orlen).

18 czerwca funkcjonariusze ABW i prokurator wkroczyli do siedziby „Wprost” i zażądali wydania taśm.  Redaktor naczelny „Wprost” Sylwester Latkowski odmówił powołujac się na konieczność zachowania tajemnicy dziennikarskiej. Pomimo siłowych prób odbicia nośników, funkcjonariusze ABW opuścili redakcję bez nich. Summa Summarum „Wprost” przekazal je później do ABW. Tak walczy się z niewygodnymi faktami. We wrześniu prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie domniemanych nadużyć przez Marka Belkę i Bartołomieja Sienkiewicza.

8) Afera Amber Gold/Układ Gdański

Latem 2012 wybuchła afera w sprawie piramidy finansowej Amber Gold, która oferowała lokaty w złoto i kusiła wysokim zyskiem. 18 tysięcy poszkodowanych i ok. 850 mln złotych ich strat to bilans śledztwa. Dziwne jest to, że Amber Gold działała bez przeszkód mimo faktu, że jej właściciel posiadał na swoim koncie już 9 wyroków w zawieszeniu za oszustwa podatkowe. Nie płacił regularnie podatków i nie składał sprawozdań finansowych, na co dziwnie chętnym okiem spoglądały: urząd skarbowy, prokuratora i sądy.

Po czasie wyszło na jaw, że w liniach lotniczych OLT, których właścicielem był Amber Gold, pracował … syn Donalda Tuska – Michał. Andrzej Jaworski z PiS powiedział, że młody Tusk zarabiał więcej niż dyżurny portu, który odpowiada za bezpieczeństwo pasażerów a pracę dostał po nominacji politycznej.  Jaworski wspominał również, że zatrudnienie Tuska ma bezpośrednie powiązanie z „Układem gdańskim”, który jest swoistym środowiskiem polityczno-biznesowym do którego należą m.in. Paweł Adamowicz (prezydent Gdańska), Ryszard Milewski (skompromitowany sędzia),  prokuratorzy – Bogdan Szegda i Dariusz Witold Pogorzelski i wielu innych jak Andrzej Kowalczyk (pełnomocnik marszałka województwa pomorskiego Mieczysława Struka), który stoi za organizacją futbolowych spotkań PO.

9) Jest tego więcej

Wszystkich afer nie sposób wymienić, zbieranie materiałów zajęłoby lata (całkiem szczerze), jest jednak wiele innych sytuacji co najmniej dwuznacznych, godnych uwagi. Ubiegły rok zdominowany był również dzięki Radosławowi Sikorskiemu (tak, to ten Marszałek Sejmu), który w ramach rekompensaty za wyjazdy poselskie swoim prywatnym samochodem dostał zwrot blisko 80 tysięcy złotych. Mimo posiadania limuzyny rządowej i ochrony BOR-u, zdołał wyjeździć bardzo dużo. Można śmiało powiedzieć, że Marszałek jest wzorem aktywności poselskiej. W świetnym artykule z „Wprost” pod tytułem „Sikorski:Kierowca widmo” przyjrzano się troszkę uważniej jego faktycznej atywności, której… nie stwierdzono. Prokuratura rejonowa: Warszawa – Śródmieście odrzuciła wniosek o wszczęcie śledztwa, nie podając powodów. Ten sam Radek płacił swojemu brytyjskiemu koledze i dyplomacie – Charlesowi Crawfordowi za konsultacje jego wystąpień i poprawki. Ile ? Za 14 przemówień, takie tam około 250 tysięcy złotych.

Ustawianie przetargów, wydawanie pieniędzy dwukrotnie lub trzykrotnie większych niż w założeniu (Stadion Narodowy) i inne defraudacje, nepotyzm, psychopatyczne wystąpienia Stefana Niesiołowskiego i kompromitacje Grzegorza Schetyny. 3 miliony Polaków za granicami kraju szukający godnego życia i na koniec bilion długu publicznego, który stale rośnie.

To wszystko wierzcholek góry lodowej afer, które zdominowały rządy PO. Jesienią ich władza może przejść do skansenu. Historia tak jak kij, ma dwa końce, a koniec końców przychodzi czas na refleksję, ocenę i przemyślenia. Przecież historia jest najlepszym sędzią na ziemi.

P.