Historia najlepszym sędzią na ziemi. 7 lat PO w Polsce.

To już 7 lat pod rządami Platformy Obywatelskiej (dalej w tekście – PO). 7 lat niejasności, niespełnionych obietnic i afer zamiatanych pod dywan. Problem PO polega na tym, że pod tym dywanem nie ma już wiele miejsca. W tekście przytaczam grzechy główne, których dopuściła się partia Donalda Tuska, a obecnie Ewy Kopacz. Tekst po przeczytaniu którego powinniście się dwa razy zastanowić podczas nadchodzących wyborów.

1) Afera stoczniowa

Operacja CBA pod kryptonimem „Hornet” ujawniła, że zorganizowany przez Ministerstwo Skarbu Państwa (MSP) oraz Agencja Rozwoju Przemysłu  (ARP) przetarg na zakup majątku stoczni w Gdynii i  Szczecinie od początku był ustawiony. Wysoko postawieni urzędnicy MSP i ARP lobbowali zakup przez tajemniczą firmę z Karaibów, za którą stali arabscy szejkowie- Stiching Particulier Fonds Greenrights.  Oświadczenia rejestracyjne i wpłacenie wadium miało mieć miejsce do 30 kwietnia, ale przesunięto je do 8 kwietnia, tego samego dnia wpłynęły pieniądze od katarskiego inwestora. Przypadek ? Fakt, że szef ARP – Wojciech Dąbrowski i Wiceminister Skarbu Państwa – Zdzisław Gawlik wiedzę na temat kontrachenta czerpali z  internetu daje dużo do myślenia. Ówczesny szef CBA – Mariusz Kamiński komentował przetarg w taki sposób: działania te prowadzone były nie tylko wbrew interesom ekonomicznym państwa, ale również wbrew zdrowemu rozsądkowi”, co wydaje się być zbyt lekką oceną. To była kompromitacja. „Rz” opisujac aferę wskazała, że w transakcji brał udział Abdul Rahman El-Assir – libański handlarz bronią, który miał nawet wpłacić  w.w. kwotę wadium w imieniu katarskiej firmy.  Do tego dochodzą liczne nieprawidłowości m.in. z wyborem Jacka Goszczyńskiego na wiceprezesa ARP z pominięciem procedury konkursowej. Mimo, że Donald Tusk zapewniał, że władze państwowych spółek nie będą wybierane „w zaciszu gabinetów politycznych”, do konkursu na stanowisko wiceprezesa ARP nie doszło. Wyboru dokonał minister skarbu państwa – Aleksander Grad, który o całej aferze z przetargiem wiedział. W internecie można znaleźć bez problemu stenogramy rozmów, z których jasno wynika, że korupcja na wysokich szczeblach władzy to nie „wymysł internetowych hejterów”, ale smutne fakty.

2) Afera hazardowa

Afera ujawniona na łamach „Rzeczpospolitej” w 2009 roku wraz ze stenogramami rozmów ówczesnego szefa klubu parlamentarnego PO – Zbigniewa Chlebowskiego z jednym z biznesmenów branży hazardowej – Ryszardem Sobiesiakiem. W rozmowach brali udział również umawiający spotkania znajomi Chlebowskiego oraz lobbysta – Jan Kosek. W sprawę mocno zaangażowany był pełniący wówczas funkcję ministra sportu i turystyki – Mirosław Drzewiecki, który m.in. wysyłał pismo do wiceministra finansow o wykreślenie z ustawy obciążeń niekorzystnych dla biznesmenów. Politycznym efektem było m.in. odwołanie ze stanowiska szefa CBA – Mariusza Kamińskiego, w trybie przyspieszonym uchwalono również ustawę hazardową. W międzyczasie wyszły kolejne niewygodne fakty dotyczące m.in. intensywne próby  Mirosława Drzewieckiego i jego asystenta Marcina Rosoła włączenia do władz totalizatora Magdaleny Sobiesiak, córki Ryszarda Sobiesiaka, który jak się okazało później ma wielu znajomych na wysokich szczeblach władzy.  Przeprowadzono śledztwo, które nie wykazując większych nieprawidłowości zostało później umorzone, co w szeregach Prawa i Sprawiedliwości określono mianem skandalu.

3) Sprzedaż lasów

Podczas gdy media głównego nurtu obśmiały Krystynę Pawłowicz za pałaszowanie sałatki, w Sejmie podjęto próbę zmiany Konstytucji, w myśl której w momencie, w którym wymagałoby tego „dobro publiczne” można by sprzedać Lasy Państwowe, co w chwili obecnej jest niemożliwe. Według rządu PO „dobro publiczne” to np. załatanie chociaż w części tonącej w długach III RP, lub wypłata odszkodowań za mienie odebrane Żydom przez Niemców i Sowietów. Komorowski złożył taką obietnicę w 2009 roku. Tajna notka ambasadora USA w Polsce ujawniona przez WikiLeaks nie pozostawia złudzeń :

„Jeśli chodzi o regulację kwestii restytucji mienia odebranego w czasie II wojny światowej i epoce komunizmu, Komorowski wyraził zaniepokojenie związane z kryzysem finansowym, który według niego zmienił nieco okoliczności. Niemniej jednak powiedział, że premier Tusk zmusi niepokornych ministrów, m.in. rolnictwa i ochrony środowiska, do tego by „dołożyli się do rekompensat” sprzedając państwowe lasy i nieruchomości”. 

Nie było o tym tak głośno jak o sałatce z rybą pani Pawłowicz, prawda ?

4) Traktat Klimatyczny

Posłużę się tym samym cytatem, który podawałem w poprzednim tekście. Dr Teluk z 2012 roku:

„Nasz kraj nie prowadzi profesjonalnego lobbingu swoich interesów narodowych w Brukseli. (…) Polscy politycy są albo słabymi negocjatorami, albo działają z premedytacją, za obietnice jakichś lukratywnych miejsc w Brukseli po zakończeniu kadencji.”

Dzisiaj już wiemy, że Donald Tusk jest przewodniczącym Rady Europejskiej, a dzięki Nigelowi Faragowi mamy świadomość ile zarabia (300 tysięcy euro). Ja wiem, to kolejny zbieg okoliczności. Podpisując w 2008 roku traktat klimatyczny, podpisał wyrok śmierci  na polską energetykę, która opiera się na węglu. Kopalnie od lat mają problemy, a  ile firm upadło lub zbankrutowało dzięki tej decyzji niewiadomo. Wiemy natomiast, że od paru lat rezlizowany jest scenariusz „wygaszania” kopalni. Sukces jakim określono dogadanie się między Premier Ewą Kopacz i związkami górniczymi jest tylko chwilowy. Podejrzewam, że wszystko runie po wyborach. Zbiegiem okoliczności oczywiście.

5) Stawka Vat + podniesienie wieku emerytalnego

Jednym z punktów programu gospodarczego Platformy Obywatelskiej był brak zgody na podwyższanie podatków i zapowiedź ich obniżania. Lata rządów Donalda Tuska pokazały, że są to obietnice bez pokrycia. Wzrost stawki VAT do 23%, oraz wydłużenie wieku emerytalnego do 67 lat to po prostu wstyd i grabież ludzi z emerytur.

6) OFE

Poza wydłużeniem wieku emerytalnego, reforma emerytalna to koleje okradanie Polaków. Mówiąc wprost: ZUS część pieniędzy ze składek przekazuje do OFE, które pożyczają je rządowi, który dotuje z nich ZUS, ponieważ ZUSowi brakuje pieniędzy na wypłatę emerytur, m.in. dlatego, że oddał je przed chwilą do OFE. Czyli ZUS dostaje od rządu pieniądze, które przed chwilą miał w ręku jako zupełnie nieoprocentowane – tyle, że teraz musimy jeszcze zapłacić procent dla OFE za pożyczenie tych pieniędzy rządowi. Kręci się.

7) Afera podsłuchowa

14 czerwca „Wprost” opublikował stenogramy z nielegalnie podsłuchany rozmów wysoko postawionych ludzi. Podsłuchane rozmowy zostały nagrane w warszawskich restauracjach.

Dramat I aktu. Rozmowa Ministra Spraw Wewnętrznych – Bartołomieja Sienkiewicza z Prezesem NBP – Markiem Belką. W rozmowie brał udział również szef gabinetu Belki – Sławomir Cytrycki. Rozmowa dotyczyła odwołania Ministra Finansów-Jacka Rostowskiego oraz potencjalne możliwości finansowania przez NBP deficytu budżetowego.

Dramat II aktu z udziałem Radosława Sikorskiego. Jego słowa  (Sikorskiego) do Jacka Rostowskiego:

„Wiesz, że polsko-amerykański sojusz to jest nic niewarty. Jest wręcz szkodliwy, bo stwarza Polsce fałszywe poczucie bezpieczeństwa… bullshit kompletny. Skonfliktujemy się z Niemcami, z Rosją, i będziemy uważali, że wszystko jest super, bo zrobiliśmy laskę Amerykanom. Frajerzy. Kompletni frajerzy „

zostały nie tylko w Polsce uznane za skandal.  Pojęcie, które padło później „Murzyńskość” opisujące polską niską samoocenę i płytką dumę powinno zakopać Sikorskiego jako polityka na lata. Nic takiego miejsca nie miało, a Radek ma się świetnie piastując rolę Marszałka Sejmu.

Rozmów było więcej, m.in. Sławomira Nowaka (b. minister transportu) z Andrzejem Parafianowiczem (b. wiceminister finansów) oraz Pawłem Grasiem (b. rzecznik prasowy rządu) i Dariuszem Jackiem Krawcem (Prezesem PKN Orlen).

18 czerwca funkcjonariusze ABW i prokurator wkroczyli do siedziby „Wprost” i zażądali wydania taśm.  Redaktor naczelny „Wprost” Sylwester Latkowski odmówił powołujac się na konieczność zachowania tajemnicy dziennikarskiej. Pomimo siłowych prób odbicia nośników, funkcjonariusze ABW opuścili redakcję bez nich. Summa Summarum „Wprost” przekazal je później do ABW. Tak walczy się z niewygodnymi faktami. We wrześniu prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie domniemanych nadużyć przez Marka Belkę i Bartołomieja Sienkiewicza.

8) Afera Amber Gold/Układ Gdański

Latem 2012 wybuchła afera w sprawie piramidy finansowej Amber Gold, która oferowała lokaty w złoto i kusiła wysokim zyskiem. 18 tysięcy poszkodowanych i ok. 850 mln złotych ich strat to bilans śledztwa. Dziwne jest to, że Amber Gold działała bez przeszkód mimo faktu, że jej właściciel posiadał na swoim koncie już 9 wyroków w zawieszeniu za oszustwa podatkowe. Nie płacił regularnie podatków i nie składał sprawozdań finansowych, na co dziwnie chętnym okiem spoglądały: urząd skarbowy, prokuratora i sądy.

Po czasie wyszło na jaw, że w liniach lotniczych OLT, których właścicielem był Amber Gold, pracował … syn Donalda Tuska – Michał. Andrzej Jaworski z PiS powiedział, że młody Tusk zarabiał więcej niż dyżurny portu, który odpowiada za bezpieczeństwo pasażerów a pracę dostał po nominacji politycznej.  Jaworski wspominał również, że zatrudnienie Tuska ma bezpośrednie powiązanie z „Układem gdańskim”, który jest swoistym środowiskiem polityczno-biznesowym do którego należą m.in. Paweł Adamowicz (prezydent Gdańska), Ryszard Milewski (skompromitowany sędzia),  prokuratorzy – Bogdan Szegda i Dariusz Witold Pogorzelski i wielu innych jak Andrzej Kowalczyk (pełnomocnik marszałka województwa pomorskiego Mieczysława Struka), który stoi za organizacją futbolowych spotkań PO.

9) Jest tego więcej

Wszystkich afer nie sposób wymienić, zbieranie materiałów zajęłoby lata (całkiem szczerze), jest jednak wiele innych sytuacji co najmniej dwuznacznych, godnych uwagi. Ubiegły rok zdominowany był również dzięki Radosławowi Sikorskiemu (tak, to ten Marszałek Sejmu), który w ramach rekompensaty za wyjazdy poselskie swoim prywatnym samochodem dostał zwrot blisko 80 tysięcy złotych. Mimo posiadania limuzyny rządowej i ochrony BOR-u, zdołał wyjeździć bardzo dużo. Można śmiało powiedzieć, że Marszałek jest wzorem aktywności poselskiej. W świetnym artykule z „Wprost” pod tytułem „Sikorski:Kierowca widmo” przyjrzano się troszkę uważniej jego faktycznej atywności, której… nie stwierdzono. Prokuratura rejonowa: Warszawa – Śródmieście odrzuciła wniosek o wszczęcie śledztwa, nie podając powodów. Ten sam Radek płacił swojemu brytyjskiemu koledze i dyplomacie – Charlesowi Crawfordowi za konsultacje jego wystąpień i poprawki. Ile ? Za 14 przemówień, takie tam około 250 tysięcy złotych.

Ustawianie przetargów, wydawanie pieniędzy dwukrotnie lub trzykrotnie większych niż w założeniu (Stadion Narodowy) i inne defraudacje, nepotyzm, psychopatyczne wystąpienia Stefana Niesiołowskiego i kompromitacje Grzegorza Schetyny. 3 miliony Polaków za granicami kraju szukający godnego życia i na koniec bilion długu publicznego, który stale rośnie.

To wszystko wierzcholek góry lodowej afer, które zdominowały rządy PO. Jesienią ich władza może przejść do skansenu. Historia tak jak kij, ma dwa końce, a koniec końców przychodzi czas na refleksję, ocenę i przemyślenia. Przecież historia jest najlepszym sędzią na ziemi.

P.

Reklamy

Diagnoza: Rak Europy

Kiedyś

Historycy nie są zgodni co do kwestii najważniejszej bitwy pierwszego najazdu muzułmanów na Europę. W myśl pierwszej grupy, najistotniejszym sukcesem była obrona Konstantynopola przed kalifatem Umajjadów w latach 717/718 dowodzonym przez Maslama ibn Abd al-Malika. Trwająca rok czasu walka między Cesarstwem Bizantyjskim a Arabami zakończyła się odstąpieniem najeźdźców od Konstantynopola. Mimo ogromnej przewagi Arabów nad wojskami Leona III Izauryjczyka i  chana Bułgarii -Terweła (200.000 tys. do 80.000 tys.) nie udało im się pokonać przeciwnika, a główny atak arabski został odparty.

Druga grupa uważa, że to zwycięstwo Karola Młota pod Poitiers w roku 732 nad wojskiem Abda ar-Rahmana i jego 50 tysięcznej armii Maurów i Berberów, było momentem zatrzymania zalewu arabskiego w Europie. Przeciwnicy tej teorii sugerują, że była to tylko łupieżcza wyprawa, a Arabowie byli zbyt słabi na kolejne podboje w Galii. Zdania sa mocno podzielone.

O ile w kwestii pierwszego najazdu Arabów są pewne wątpliwości co do najważniejszej bitwy, tak jeżeli chodzi o drugi najazd  na Europę, nie ma co do tego żadnych pytań. Zwycięstwo Jana III Sobieskiego w 1683 roku, przybywającego z odsieczą w myśl porozumienia polsko-austriackiego przeciwko Turcji, odbiło się szerokim echem w całej Europie. Słowa Sobieskiego: „Przybyłem, zobaczyłem, zwyciężył Bóg”, które zawarł w liście do Ojca Świętego, informując go o zwycięstwie, były komentowane wszędzie, a Polska, która od dawna była postrzegana m.in. przez Papieża Jana XXII za tarczę, która chroni Europę przed najazdami tatarskimi, po raz kolejny pokazała swoją niezwykłą siłę. Przykrą ciekawostką jest fakt, że austriaccy i niemieccy historycy z XIX wieku marginalizowali udział Polski w jednej z najważniejszych o ile nie najważniejszej bitwie w Europie tamtych czasów. Tłumaczenie braku symbolicznego pomnika Jana III Sobieskiego w Wiedniu niewystarczającymi środkami i innymi mało istotnymi argumentami jest co najmniej zabawne. My wiemy swoje. Jan III Sobieski i jego dzielna armia zatrzymali wyznawców Mahometa przed dalszymi podbojami. Bogu niech będą dzięki.

Wczoraj.

Zaczęło się tak samo jak zwykła emigracja zarobkowa. Po II wojnie światowej, podczas przemian gospodarczych, do krajów Europy Zachodniej przybyli mężczyźni podejmujący różnego rodzaju prace, których rodowici mieszkańcy nie chcieli wykonywać. Kuszące zarobki pozwalały utrzymać im wielodzietne rodziny. Wieści rozchodzą się szybko, dlatego do pracujących już mężczyzn, dołączali następni wraz z wielodzietnymi rodzinami. Ponieważ nie chcieli zostać na stałe, nie asymilowali się z resztą społeczeństwa. Załamanie sie sytuacji w krajach arabskich spowodowało, że zostali na stałe w Europie  Zachodniej.

Ponieważ w Europie obowiązuje prawo ziemi obarczone jednak pewnymi restrykacjami (Francja, Niemcy, Wielka Brytania – czyli ulubione kierunki muzułmanów). Dzieci urodzone przez rodziny muzułmańskie w krajach zachodnich automatycznie stawały się obywatelami kraju, w którym osiedlili się jego rodzice, przy założeniu, że spędzili w danym kraju okreslony czas, z czego nie wynikał zazwyczaj problem.  Mijają lata, a efektem tego procesu są kolejne pokolenia Muzułmanów, swobodnie posługujących się językiem kraju, w którym się wychowali. Stali się oni dużą częścią społeczeństwa, które coraz częściej domaga się swoich praw.

Dzisiaj.

W niektórych państwach europejskich jest po rybach. Jak banalnie by to nie brzmiało, to smutna prawda. Niemcy swoją polityką otwartości doprowadzili do tego, że ludzie boją się głośno mówić o Muzułmanach, ale mimo wszystko ponad 75% odczuwa obawy w związku z coraz większą ekspansją islamu w ich kraju. W ostatnim czasie przeciwko muzułmanom wyszli protestować kibice piłkarscy w Kolonii. Prasa nazwała ich (kibiców, rzecz jasna) „Naszym (niemieckim) największym problemem”. Ludzie mają dość wielogodzinnych bitew m.in. w Hamburgu pomiędzy salafitami a kurdami. Świadkowie opowiadali, że mieli wrażenie „jakby konflikt z Syrii przeniósł się do ich miast”. Tu nie chodzi o grupę Turków, chcących wybudować meczet. Tu chodzi o tych najbardziej zradykalizowanych salafitów, którzy dążą do narzucenia całkowitego prawa szariatu oraz zachęcają do tego młodych Niemców rozdając im egzemplarze Koranu. Do końca roku salafitów ma być u naszych zachodnich sąsiadów ok. 7 tysięcy. Jeszcze parę lat temu była to liczba 2 tysięcy. Kibice, ale i nie tylko oni boją się, że tak szybko rozwijająca się grupa radykałów zrobi w którymś momencie z jednego z niemieckich miast krwawą łaźnię.

Powstały specjalne szkoły (m.in. we Frankfurcie (O nein!),Norynberdze, Munster, oraz w kilku innych krajach Europy), gdzie naucza się już Islamu. Jest to element tzw. „Operacji Trojan Horse”, w myśl której Muzułmanie zaczynają … przejmować europejskie szkoły, narzucając im swoje prawa salafizmu. Dyskredytacja obecnych władz szkół i ich zastępstwo przez „odpowiednie osoby”, które byłyby w stanie dokonać zmian. Taka jest taktyka. Co ciekawe, po raz pierwszy usłyszano o „Operacji Trojan Horse” w Birmingham, w Wielkiej Brytanii, gdzie do władz miasta trafił… anonimowy list. Do jakiego stopnia szkoły zostały już opanowane, tego nie udało się stwierdzić.

Polityka wielokulturowości nie zdała egzaminu w Wielkiej Brytanii. Aż 95% ankietowanych jest zdania, że wielokulturowość zmierza w złym kierunku. Gdy Islamiści zabili brytyjskiego żołnierza na ulicach Londynu, sprawa została zamieciona pod dywan. Również w Londynie pojawiły się patrole szariatu informujące wyznawców innej niż Islam wiary, że nie mogą spożywać alkoholu na danej ulicy. W Birmingham (znowu) muzułmański policjant zabronił dwóm kaznodziejom rozdawania Biblii, ponieważ znajdowali sie w „muzułmańskiej dzielnicy”. Pewna nauczycielka w brytyjskiej szkole nie podała jednemu z dzieci szklanki wody, ponieważ nie chciała by jego rówieśnicy, obchodzący ramadan nie poczuli się urażeni. Dziecko trafiło do szpitala z powodu odwodnienia. W strefach, gdzie dominującą religią jest islam, powstają „muzułmańskie getta”, które wyznawcy innych religii omijają szerokim łukiem. Staliśmy się więźniami własnych państw. 

Francuzi przestają milczeć w kwestii imigrantów m.in. z Maroka i Algierii a także Iranu i Pakistanu. Zaczęło dochodzić do kuriozalnych sytuacji, w których imigranci, zachęceni polityką socjalną Wielkiej Brytanii, próbują dostać się na Wyspy przez port Calais (kanał La Manche). Masowy, nielegalny przepływ ludzi nie mógł ujść z oczu Francuzom, którzy z biegiem czasu przestali radzić sobie ze stale rosnącą liczbą imigrantów. Burmistrz Calais – Natacha Bouchart zagroziła, że zamknie port. Kuriozalna sytuacja, gdzie obydwie strony: francuska jak i brytyjska umywają ręce, nie służy kierowcom, którzy wyraźnie podkreślali, że boją się jeździć trasą przez Calais.

Szwecja w 2010 roku zajmowała 15 miejsce w rankingu ONZ wg. wskaźnika rozwoju. W wyniku procesu przyjmowania imigrantów (100.000 ludzi rocznie!), szacunkowo w 2030 roku, Szwedzi zajmą miejsce… 45 i tym samym dołączą do krajów trzeciego świata.  Duński dziennikarz Mikael Jalving twierdzi, iż asymilacja w Szwecji jest wykluczona, a partie polityczne uznają to słowo za nazistowskie. Politycy milczą, a od nowego roku będzie można karać obywateli za krytykę polityki imigracyjnej. Pod koniec października, szwedzka policja okresliła 55 stref, do których nie wjeżdża jak i karetki oraz straż pożarna. Strefy te znajdują się poza kontrolą władz. Nielegalną władzę pełnia tam muzułmańskie gangi, a proceder handlu narkotykami, wymuszenia i strzelaniny to porządek dzienny. Strefy te znajdują się głównie na przedmieściach wielkich miast takich jak Sztokholm i Goeteborg.

Wisienka na torcie. Rotherham, Wielka Brytania. Między 1997 a 2013 rokiem zgwałconych zostaje 1.400 nieletnich przez pakistański gang pedofilii. Policja i władze przez lata umywały ręce. Nikt nie reagował. Powód? Zaskoczę Was: Ludzie bali się posądzenia o RASIZM. Po tej kompromitacji ze stanowiska rady miejskiej zrezygnował jej przewodniczący. Proces trwa drugi rok. Do tej pory skazano 5 osób, następne 15 złapano i przedstawiono im zarzuty. Podobne procesy toczą się w: Rochdale, Derby i Oksfordzie.

I jeszcze garść danych: wg. szacunków Wiedeńskiego Instytutu Demograficznego w połowie stulecia, w Austrii, dominującą religią wśród uczniów do lat 15 będzie islam. Wpływ islamu na holenderskie społeczeństwo jest taki, że na tą chwilę mamy tam ponad milion wyznawców tej religii i prawie 500 meczetów. Przez długi czas Holendrzy akceptowali muzułmanów, którzy „póki dawali wszystkim spokój, byli nieszkodliwi”. Kompletnie odwrotny nastrój zapanował wśród ludzi, gdy dowiedziano się, że zamordowano polityka Pima Fortuyna i dziennikarza-reżysera Theo Van Gocha (nakręcił głośny film dokumentalny o trudnej pozycji kobiet w islamie) Sprawcami byli fanatyczni muzułmanie. Od tamtej pory konflikt między Holendrami a muzułmanami zaognił się. W lutym 2013 roku radykalny brytyjski islamista Anjem Choudary mówił do swoich zwolenników : „Branie pieniędzy od niemuzułmanów, czyli ludzi kaffir, jest całkowicie w porządku. Bierzemy po prostu zasiłek dla „poszukujących dżihadu”. Potrzebujemy przecież wsparcia” i naśmiewał się z Brytyjczyków, którzy „pracują całe swoje życie od 9 do 17”. Europa  bankrutuje w dużej mierze przez zasiłki dla muzułmanów. Muammar Kadafi, jeszcze za życia oznajmił, że: „Wszystko wskazuje na to, iż Allah zapewni islamowi zwycięstwo w Europie bez użycia miecza czy  broni, bez podboju. Nie potrzebujemy terrorystów, nie potrzebujemy zamachowców. Miliony europejskich muzułmanów zmienią ten kontynent w islamski w ciągu zaledwie kilku dekad”.

Jutro.

Jeżeli nie zatrzymamy tego szaleństwa, za kilkadziesiąt lat nasze dzieci, wnuki, a może nawet i my będziemy w Europie mniejszością religijną. To nie są żarty. Statystyki są zatrważające. Co więcej, nie uczymy się na błędach. Większość państw Europy zachodniej dalej prowadzi „politykę otwartych drzwi”, pozwalając coraz częściej  muzułmanom na dyktowanie swoich praw. Szwedzi we własnym państwie mają mniej praw niż imigranci, a po nowym roku będą mieli ich jeszcze mniej. Zamyka się im usta.

Zderzenie kulturowe nie służy Europie. Hierarchia wartości jest kompletnie inna. Muzułmanie stawiają na pierwszym miejscu Boga, dalej rodzinę i poczucie wspólnoty. Europa to konsumpcjonizm, realizacja własnych prywatnych celów oraz również i nie bójmy sie tego stwierdzić – egoizm. Nie mamy twardego kręgosłupa moralnego, który mógłby to wszystko utrzymać tak jak to robi religia u muzułmanów. Europejczykom brakuje tożsamości. Granice w Unii Europejskiej zniknęły a wraz z nimi poczucie bycia europejczykiem. Płyniemy z prądem rzeki, nie widząc nic dookoła. Kiedyś może być za późno.

Nie wszyscy muzułmanie są zradykalizowani. To oczywiste, że część przyjeżdża tylko i wyłącznie w celach zarobkowych. Problemem jest to, że Ci ludzie nie chcą się asymilować ze „zdegradowanym moralnie” społeczeństwem europejskim. Tworzą oni zamknięte kręgi i struktury w których żyją a właśnie na takie „zagubione dusze” polują fundamentaliści, którzy pomagają im odnaleźć się w nowym świecie, oferują opiekę, wspólnotę, a następnie dokonują indoktrynacji i werbują do samobójczych ataków. Nikt w życiu by nie powiedział, że Muhammad Atta, wzorowy student egipskiego pochodzenia, który obronił doktorat z architektury, odrzuci zachodni system wartości i odnajdzie sens w islamskim radykaliźmie czego efektem będzie zamach z 11 września na World Trade Center w 2001 roku. Nie wiemy kto i gdzie zrobi coś podobnego następnym razem, a ataków terrorystycznych i ich prób przybywa z roku na rok.

Przyszłość

Ciężko pozbyć się z krajów ludzi, którzy drugie pokolenie spędzają na ziemiach europejskich i coraz głośniej domagają się swoich praw. Jedną z opcji zniwelowania liczby muzułmanów jest deportacja. Dlaczego uważam, że jest to dobry pomysł ? Norwegia (w Oslo najpopularniejszym męskim imieniem jest Mohammed) do końca 2014 roku deportuje ok. 7100 osób. Efektem comiesięcznych deportacji jest spadek przestępczości. Przypadek ? Śmiem wątpić. Druga opcja: należy ograniczyć prawa imigrantów w zakresie pomocy socjalnej, z której muzułmanie czerpią całymi garściami. I ciągle im mało. Władimir Putin powiedział: „Jeżeli ktoś woli prawo szariatu, to my proponujemy im aby przenieśli się do krajów, gdzie takie prawo obowiązuje. Rosja nie potrzebuje mniejszości… i my nie damy im specjalnych przywilejów oraz nie zmienimy naszego prawa aby je dopasować do ich pragnień, bez wzglęgu na to jak głośno będą krzyczeć: „dyskryminacja”. Prezydent Rosji trafił w sedno. Powoli zaczyna docierać do polityków, że Europa kopie sobie grób. We Francji podtrzymano zakaz noszenia burek, mimo licznych protestów i skarg jakoby „odsłanianie się w miejscach publicznych jest poniżające i jest to naruszanie praw religijnych”.  W dalekiej Australii słowa Julii Gillard, byłej już Pani Premier odbiły sie szerokim echem na całym świecie. Utrzymane były w podobnym tonie jak te, które wypowiedział Władimir Putin: „Imigranci muszą się zaadoptować lub wyjechać…to jest nasz kraj, nasza ziemia, nasz styl życia i dajemy wam możliwość korzystania z tego wszystkiego. Ale od momentu kiedy zaczynacie narzekać, jęczeć co do naszej flagi, zaangażowania, naszych przekonań chrześcijańskich, gorąco zachęcamy jeszcze do skorzystania z jeszcze jednej australijskiej wolności – prawa do wyjazdu”. Myślę, że warto pamiętać te słowa, jak i fakt, że ktoś już się postawił narzucaniu przez muzułmanów swoich praw w państwach jak widać nie tylko europejskich. To muzułmanie są gośćmi w Europie, nie odwrotnie. Nie możemy się bać funkcjonować w swoim własnym kraju. Otworzyliśmy drzwi, daliśmy wszystko co mieliśmy i jesteśmy dalej posądzani o dyskryminację. Tak być nie może. Jesteś gościem – dostosuj się. Muzułmanów to nie dotyczy. Zapatrzeni w Koran przypominają raka, który trawi przerzutami cały organizm. 

Polski bezpośrednio w chwili obecnej ten problem nie dotyczy. Przyczyna jest prosta. Jesteśmy biedni, a system socjalny tak ochoczo używany przez muzułmanów na zachodzie u nas przypomina konające zwierzę. W każdej stolicy zachodniej Europy poza Warszawą tworzą się muzułmańskie getta. Myślę, że to nasz handicap, ale jeżeli zachód nie zmieni polityki wobec imigrantów z krajów muzułmańskich w przyszłości stanie się to również naszym problemem. Wydaje mi się, że problem ten przyjdzie do nas szybciej niż nam się wydaje. Pytanie tylko: Kto wtedy obroni Polskę i Europę, tak jak kiedyś Jan III Sobieski ?

P.

Samotność w sieci

Dogonić przyszłość

„Doganiamy Europę” – te słowa naszego Premiera wywarły na mnie ogromne wrażenie i  odbijają mi się echem w głowie kolejny dzień. Wraz ze swoim sztabem specjalistów doszedł on do zaskakujących wniosków. Według niego dobijemy do średniej europejskiej za 7-9 lat  i wtedy to ludzie z mniej rozwiniętych krajów będą przyjeżdżali do Polski do pracy. Serdecznie im współczuję. Dlaczego ? Ponieważ jesteśmy krajem nietolerancyjnym (tolerujemy tylko Turka pracującego w kebabie i to tylko będąc po alkoholu)  i biednym (wciąż, choć Premier uważa inaczej) . Kolejnym ciekawym wnioskiem jest to, że liczba Polaków, którzy wyjeżdżają za granicę ma się zmniejszyć. To również zastanawiające, ponieważ… dlaczego miałoby tak własnie być ? Kolejną rzeczą, która mi się przypomina to coś dotyczące tych 7-9 lat. Wydaje mi się, że juz gdzies to słyszałem. Ach tak, w 2007 roku, kiedy Pan Tusk przejmował Radę Ministrów. Poinformował wtedy rodziców dwudziestoparolatków, że to „oni są przyszłością i należy w nich inwestować”. „Oni” teraz mają po 30 lat i są pokoleniem straconym i w prawie 30% proszą rodziców o pomoc finansową. Z danych wynika, że pół miliona dzieciaków nie ma niezbędnych podręczników do szkoły a 9 mln ludzi do lat 24 żyje w niedostatku lub biedzie.. Zielona wyspa wydaje się bardzo wyblakła.  Tyle o tym.

Dlaczego ?

Nie chcę bawić się w analityka ani w starszą panią w huście z kulą, w której widzę przyszłośc.  Polacy wyjeżdżali i będą wyjeżdżać, to nieuniknione. Podstawowym motywem wyjazdu jest oczywiście zarobek. Pieniądz. kasa, misiu, kasa, zielone, mamona – zwał jak zwał. Budulec dzięki któremu jesteśmy w stanie zorganizować sobie w pewnym stopniu przyszłość, na oczekiwanie której nie mamy czasami najmniejszej ochoty.Znakomita większość przypadków jest sobie bardzo podobna. a )Mam 2x lat, jestem świeżo po studiach, zarabiam 1xxx złotych brutto, mieszkam z rodzicami, nie ukrywam chciałbym się wynieść, ale mnie na to nie stać i nie widzę szansy na zmianę tej sytuacji. b) mam 3x lat, jestem po studiach, mam uprawnienia x, próbowałem w Polsce podjąć pracę za godne pieniądze w wielu branżach, nie udało się,  c) Mam 4x lat, żonę i dwójkę dzieci w wieku szkolnym, zarabiam 2xxx zł, żona nie pracuje bo po urlopie macierzyńskim rozwiązano z nią umowę, nie dajemy sobie rady… Przykładów jest mnóstwo.  A na obczyźnie poza pieniędzmi, które oczywiście prędzej czy później znajdą, możliwością rozwoju (po nauczeniu się języka – wszystko stoi otworem, oczywiście w granicach rozsądku), spotkają się również z problemami takimi jak: walka ze stereotypem Polaka: pijaka i awanturnika, który kradnie samochody czy nietolerancja (tak, nie tylko my wobec innych, ale inni wobec nas) – to te, spotykane na ulicy, wśród ludzi. Inne, bardziej prywatne, mają głębsze podłoże i bolą bardziej. To samotność oraz tęsknota za swoim dawnym życiem. Nie w sensie materialnym, a emocjonalnym. Jak wiemy, życie to nie tylko pieniądze. To rodzina, przyjaciele i wszystko to czego nie da się kupić za bilon i banknoty.

Co na miejscu ?

Obojętne, czy jesteś tu przez biuro pośrednictwa pracy, znajomości, rodzinę. Ważne, że jesteś. Tak, Ty ! Niespełniona fizjoterapeutko, kucharzu czy nauczycielko. Jeżeli Ci się chce, masz ochotę nauczyć się czegoś nowego, rozwijać się – dadzą Ci tu szansę. Warto ją wykorzystać. Nie twierdzę, że początki są łatwe, o nie. Są w cholerę ciężkie. I wtedy najbardziej trzeba zaciskać zęby i myśleć o to dla kogo to robimy lub po co. Nie załamywać się niepowodzeniami. Nosić głowę wysoko i nie dać sobie na nią wejść. Zawierać nowe znajomości i starać się jak najwięcej ćwiczyć język. Nikt Cię nie będzie poprawiał, jeżeli go o to nie poprosisz, a ludzie zrozumieją, że się uczysz. Zaczynasz spotykać ludzi serdecznych. I nawet jeżeli Twój kontakt z nimi ogranicza się do „Hej, jak leci?” to i tak czujesz się dzięki temu lepiej. Po pracy można wyjść na spacer i przejść się ścieżkami wolnymi od psich kup i kurew wypisanych na ławkach. Spotyka się je, to prawda, ale w proporcjach odwrotnych do tych w Polsce. I wtedy przychodzi dzień na który czekasz. Dostajesz pierwszą wypłatę, i nie możesz się nadziwić: „Cholera, to nie takie trudne”. Zaczynasz oddychać głębiej. Zaczynasz żyć. Wysyłasz pieniądze dla rodziny, odkladasz. Naprawdę żyjesz. Nie masz dylematu czy kupić jeansy czy odłożyć na lekarza. Nie szarpiesz się o każdą złotówkę A to dopiero początek. Po czasie jesteś w stanie wynieść się od ludzi, którzy razem z Tobą wyjechali z pośredniaka/ znajomych / rodziny i zacząć żyć we słasnym kącie. A jeżeli mądry z Ciebie organizator, jeszcze zaoszczędzisz pieniądze. Ale dalej doskwiera Ci samotność, smutek i tęsknota. No chyba, że jesteś samotnikiem z wyboru. Ale jeżeli masz kogoś bardzo daleko, polecam Ci Drogi  Czytelniku zająć się czymś dodatkowym. To może być każda rzecz na świecie, która Cię absorbuje. Uprawianie sportu, rysowanie, czytanie – coś dzięki czemu nie będziesz myślał o tym jak daleko jesteś od najbliższych. Żyjemy w czasach, gdzie mamy telefony, komputery, skype’a i masę innych rzeczy i aplikacji dzięki którym możemy się kontaktować. Czasami smutno jest jednak czekać aż sam ktoś z siebie się do Ciebie odezwie, ale po tym dostrzegasz i doceniasz wartość tej niewielkiej grupy ludzi. Nie ilość. Jakość. Pamiętaj o tym. Tanie połączenia telefoniczne też znajdziecie żeby móc zadzwonić do babci na stacjonarny, nie martwcie się.

Ludzie.

Spotykasz się z ludźmi, którzy twierdzą, że Polacy to łyse świnie, które się tylko awanturują i chleją gorzoł. To od Ciebie zależy co zrobisz by zmienić (albo nie) ten wizerunek. Olejesz sprawę i będziesz robił swoje, pokazując ,że jesteśmy otwartymi ludźmi z którymi nie tylko można pić wódę i grać w karty ? Czy pokażesz czarnemu kto tu rządzi ? Musimy wspólnie uczyć się tolerancji, dzięki której umożliwimy sobie wspólne funkcjonowanie. Zachodnie multi-kulti nam w Polsce nie grozi, ale będąc tam musimy się nauczyć z tym żyć. Serio, przykro patrzeć kiedy stoisz w Lidlu w kolejce do kasy i słyszysz z przodu w polskim języku: „te zobacz, nie wiedziałem ,że małpy sadza się na kasie hehehehe” „-hehehe noooo typowo, typowo”. Przykro patrzeć, żal słuchać. Tym bardziej, kiedy jesteś sam/a i aż Cię rwie do kontaktu z ludźmi. Czasami lepiej odpuścić, a ludzi towarzyskich możesz poznać wszędzie. Trzeba tylko zrobić ten pierwszy, najtrudniejszy krok. Warto czytać i przeglądać strony na facebooku, gazety a także pytać ludzi (w pracy na kursie językowym – obojętne). Na pewno doradzą albo podsuną Ci pomysł gdzie się udać. Lubisz tańczyć zumbę ? Na pewno znajdziesz coś dla siebie. Pamiętaj, że wspólne zainteresowania to chyba najbardziej chwytliwa rzecz by poznać nowych znajomych. To Ty decydujesz z kim się zadajesz.

Co dalej ?

Dobre pytanie. Wyjazd do pracy za granicę umożliwia Ci w łatwiejszy sposób osiągnięcie poczucia stabilizacji finansowej Drogi Czytelniku. To oczywiste, że życie jest droższe, nie ulega to wątpliwości. Chętniej niż w Polsce zagraniczny pracodawca sprawdzi Cię na jakimś poważniejszym stanowisku. (Na rozmowach kwalifikacyjnych nie musisz udowadniać, że mówisz po angielsku, jeżeli odpowiadasz, że potrafisz. Nie ma durnych hasel „Proszę mi o sobie opowiedzieć. Najlepiej po angielsku”)  Po pewnym czasie stać Cię będzie na samochód, wymarzone wakacje z rodziną i rzeczy, na które nie mógłbyś sobie pozwolić żyjąc w ojczyźnie. Po ewentualnym przyjeździe uderzy Cię serdeczność ludzi, ich otwartość oraz fakt, że nawet jeśli jesteś pracownikiem budowlanym idącym w brudnych, umorusanych ciuchach – nikt nie zwróci na Ciebie uwagi. Nie zostaniesz wytknięty palcem i nazwany nieukiem, o nie. Ludzie tolerują się nawzajem i akceptują. Drugą stroną medalu są problemy z akceptacją nowego otoczenia, nowej sytuacji oraz brak najbliższych. Doskwiera szczególnie ostatnie, w momentach kryzysu, który często łapie ludzi będących za granicą, zdanych wyłącznie na siebie.  Zostanie w kraju  i podjęcie zajęcia na umowie o pracę w ostatnim czasie uznawane jest już za sukces. O godnych zarobkach dla szarego Kowalskiego można zapomnieć. Nie jestesmy nauczeni estetyki. To kłuje w oczy, głównie w dużych miastach, gdzie pięknie odrestaurowane budynki zasłaniane są bilboardami 200 na 300 metrów. 30% bezrobotnych to ludzie z wyższym wykształceniem, na których w urzędach pracy czeka zmęczona pani urzędniczka, która do zaoferowania ma otwarty urząd do 15. W czasach wzmożonej konkurencji ludzie nie zastanawiają się jak żyć, tylko jak przeżyć. Ale mamy ze sobą rodzinę, bliskich i karmimy się, myślą, że przyjdą lepsze czasy. Wsparcie bliskich jest nieocenione. Ale co w momencie kiedy bliskich zabraknie ?

PS: Moim zamiarem nie było gloryfikowanie zachodniego życia i pokazanie w jak wielkiej kupie mieszkamy, co część z Was na pewno mi zarzuci. W tym co pisałem starałem się być obiektywny, pytałem wielu osób, które żyją za granicami naszego kraju: Dlaczego wyjechali ? Co ich zaskoczyło ? Dlaczego nie wrócą/wrócą ? Odpowiedzi przewidziałem wcześniej, ale chciałem mieć pewnik. Ludzie nie chcą wrócić do pracy na kasie za 1200 zł netto i braku perspektywy rozwoju oraz regularnie oszukujących polityków. Życie na garnuszku rodziców w pewnym momencie jest po prostu frustrujące.  Ci, którzy chcą wrócić, chcą to zrobić wtedy, kiedy uznają ,że mają należyte zaplecze finansowe na zrealizowanie jakiegoś celu: dom, działalność, inwestycja. Młodzi Polacy kiedyś bali się głośno mówić o marzeniach. Żyli w przekonaniu, że są one tylko dla „tych z Ameryki” lub „tych z zachodu”. Nie.  To kłamstwo. Często jesteśmy lepsi od nich. Mamy lepsze pomysły, chce nam się bardziej i co najważniejsze zaczynamy to realizować. Szkoda,że tak rzadko u siebie w kraju jest to możliwe.

PS2: Obietnica wyborcza Donalda Tuska z 2007 roku mówiąca o powrocie Polaków z emigracji okazała się totalnym fiaskiem, tak samo jak transformacja ostatnich 20 lat. Efekty są porażające. No, ale mamy za to tematy do przeczytania takie jak: gender, komisja śledcza czy SMS-y do córki Premiera.

P.