10.04.

10 kwietnia nie będzie w Polsce już nigdy taki sam. Wszyscy wiemy dlaczego. Smoleńsk. To najbardziej znienawidzone słowo przez obóz rządzący, w okresie przedwyborczym zyskuje bardzo na znaczeniu. Używany jest w parszywej partyjnej grze, na którą przykro mi patrzeć. Ów słowo według nich (Obóz rządzący) dzieli Polaków na tych normalnych, którzy po katastrofie przywrócili ład społeczny, nie doprowadzili do ruiny państwa i wrócili do porządku dziennego w najszybszy możliwy sposób oraz na tych krzyczących oszołomów, którzy wymyślonym przez siebie spiskiem i zamachem próbują obalić sprawnie przecież działające państwo (wg. tegoż obozu rządzącego),  dlatego ludzie normalni, idąc w sukurs PO muszą zagłosować po raz kolejny na koalicję rządzącą, która dzielnie obroni nas – masy, przed coraz bardziej absurdalnymi atakami opozycji w postaci tego krzyczącego, złego PiS-u !

Lech Kaczyński nie był moim kandydatem na prezydenta i nie głosowałem na niego. Podejrzewam,że nie głosowałbym również i teraz. Nie zmienia to postaci rzeczy, że pełnił urząd prezydenta Polski, został wybrany przez większość i trzeba to uszanować. Dla nas najsmutniejsza wiadomość jest taka: Prezydenci nie spadają na ziemię samolotem. Takie rzeczy się nie zdarzają w krajach, gdzie Państwo jako instytucja dba o swojego prezydenta, chroni go i zapewnia bezpieczeństwo. Katastrofa, w której zginęły  najważniejsze osoby w państwie, łącznie z wszystkimi dowódcami wojska polskiego  (mimo dyrektyw NATO, które zabraniają  ich wspólnych podróży ) każe nam jednak postawić pytanie: Skoro instytucja państwa nie jest w stanie zapewnić bezpieczeństwa prezydentowi, w jaki sposób chce chronić własnych obywateli ? Ta tragedia pociągnęła za sobą oczywiście lawinę spekulacji co do przyczyn katastrofy. Poza stratą ludzką, której nie da się zniwelować , boli również to, że Rosjanie ograli nas jak juniorów już po katastrofie. Nie potrafiliśmy zorganizować sztabu ekspertów zdolnych odpowiedzieć nam na nurtujące pytania, BOR nie potrafił sprawdzić gotowości lotniska do lądowania, cała podróż VIP-owska w ogóle nie powinna dojść do skutku w takim składzie personalnym, ale przede wszystkim nie byliśmy w stanie twardo z nimi rozmawiać. Byliśmy i jesteśmy od nich uzależnieni.  Niech najlepszym komentarzem dla całej sytuacji będzie fakt, że wrak Tu-154 i jego czarne skrzynki dalej znajdują się na terenie Rosji. Zgroza.

I tak w 5 lat po katastrofie, kiedy słyszę, że „wrak ma znaczenie przecież tylko symboliczne”, chciałbym spytać przedstawicieli PO: Czy tak ma być prowadzone najważniejsze śledztwo III RP ? Czy wszystko zostało dobrze zorganizowane i przeprowadzone ? Kiedy patrzę na okładkę Newsweeka, pisma Tomcia Lisa, który wspólnie z TVN-em piorą mózgi milionom ludzi, prowadząc swoją brudną indoktrynację obozu rządzącego, która od propagandy rosyjskiej i północnokoreańskiej różni się tylko tym, że jest w języku polskim, czuję wstyd. Nie wiem jak bardzo pozbawionym empatii trzeba być człowiekiem, by pokazać okładkę swojego pisma z takim wydźwiękiem (przypominam: na okładce znajduje się Jarosław Kaczyński z podpisem: „Zamachowiec”) i jak bardzo śmierdzącą politykę uprawia Lis, ale z dziennikarstwem to nie ma nic wspólnego. Swoje do pieca dorzucił oczywiście „Król Europy” Tusk, który nie raczył nawet przybyć z ciepłego fotela z Brukseli złożyć wieniec na grób. To potwierdza tylko jak bardzo Polska jest podzielona i jaki stosunek ma obecna władza do katastrofy. Dla nich jest to wrzód na dupie, który trzeba wyciąć. Ja nie wierzę również w to, że nagłe „pojawienie się” nowych stenogramów to przypadek przed wyborami prezydenckimi. To zręczna gra, którą Platforma Obywatelska opanowała do perfekcji przy użyciu mediów. To ile czasu będziemy jeszcze znosić ludzi pokroju Niesiołowskiego plującego na wszystkich dookoła wraz z rodzinami ofiar smoleńskich zależy wyłącznie od nas. Najbliższa możliwa zmiana już tej jesieni.

Nie jestem wyznawcą teorii zamachu, ale nie jest dla mnie normalne, że po katastrofach lotniczych, nawet tych, które miały miejsce niedawno – wiadomo było wszystko już w 24 godziny od upadku samolotu, tak my w 5 lat po tej tragedii, gdzie zginęła nasza elita polityczna mamy coraz więcej znaków zapytania. A jeżeli są znaki zapytania to pojawiają się i teorie spiskowe. Musimy dalej polegać na Rosjanach, którzy wydają nam stenogramy, dokumenty i zapiski, a my przecież nie dażymy ich w ogóle zaufaniem ! Jak więc ludzie mają dać wiarę temu co mówi nam obóz rządzący ? Nie dziwię się rodzinom ofiar, które 5 lat po tragedii, domagają się np. ekshumacji zwłok i ponownych śledztw. Polska jako państwo nie zdało kompletnie egzaminu po 10 kwietnia. W obliczu tragedii, w czasie zadumy, gdzie wszystkie spory i kłótnie powinny zejść na dalszy plan, politycy pogrążyli się w wojnie polsko-polskiej, a wraz z nimi ludzie podzielili się na dwa obozy. Trwa to 5 lat, przez które nie nauczyliśmy się niczego. Szacunku wobec nas samych, przede wszystkim.

P.

Reklamy

Krawędź krymska

W Europie trwa wojna. Nie zgadzacie się ?  Więc jak inaczej nazwać sytuację, w której na ulicach strzelają do siebie ludzie a granice geograficzne zostają zatarte ? Trudno powiedzieć kiedy ta wojna się zaczęła. Ten dzień nadszedł, budził się jak każdy inny by w końcu stać się początkiem historii, która dzieje się aż po dziś dzień na naszych oczach. I aby znaleźć sens co się dzieje i dlaczego musimy sięgnąć wgłąb tej burzliwej historii Europy.

Kiedyś

Powstały w 1427 r. Chanat Krymski po rozpadzie Złotej Ordy (znanej również jako Chanat Kipczacki – historyczne państwo mongolskie powstałe w 1240 r.) przez ponad 350 lat swojego istnienia mocno zapisał się w historii Europy Wschodniej. Ten niewielki bo liczący zaledwie około 250 tysięcy lud w 1475 r. przyjął zwierzchnictwo Imperium Osmańskiego a najlepiepiej rozwijał się w XVI wieku, w momencie kiedy pokonano Ordę Bodziacką – najgroźniejszego rywala spośród Tatarów. Po tym wydarzeniu wszystkie ordy uznały Chanat Krymski jako zwierzchnika. Zwycięstwa militarne zbiegły się w czasie z reformami wezyra – Sefera Gazy agi, które wzmacniały władzę centralną Chanatu.

W latach 1648-1654 powstało przymierze Chanatu Krymskiego z naszym dawnym sojusznikiem – Zaporoską Kozaczyzną. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że to właśnie z Kozakami Zaporoskimi mieliśmy podbijać Chanat. W wyniku konfliktu na linii: Król-Sejm (konflikty polsko-polskie, skąd my to znamy ?), do podboju nie doszło, a Kozacy sprzysięgli się przeciwko Rzeczpospolitej.  W roku 1654 miała miejsce ugoda perejesławska, na mocy której Ukraina została poddana władzy Cara Rosji. Ugodę podpisali: w imieniu Hetmanatu – Bohdan Chmielnicki i w imieniu Cara Rosji – dyplomata Wasilij Buturlin. W wyniku niebezpieczeństw związanych z sytuacją polityczną i ugodą perejesławską, Chan krymski – Islam III Girej zmuszony był w 1667 r. zawrzeć sojusz z Rzeczpospolitą, skierowany przeciwko Rosji i Hetmanatowi, który później do sojuszu z Rzeczpospolitą dołączył. (Wiem, to jeszcze bardziej skomplikowane niż obecna polityka).

Po konflikcie polsko-rosyjskim, po raz kolejny nastąpiła zmiana sojuszy. Chanat Krymski wziął udział z Turcją  w wojnach przeciwko Rzeczpospolitej (1672-1676 zakończone pokojem w Żurawnie)  a potem i z Ligą Świętą (1683 r. – rozpoczęta Odsieczą Wiedeńską – do 1699 r.  i zakończona pokojem w Karłowicach, na mocy którego Rzeczpospolita odzyskała ziemie stracone w poprzedniej wojnie z Turkami.). Chanat nie robił sobie nic z porażek i  po Karłowickim pokoju doszło do tarć z Imperium Rosyjskim, na rzecz którego Chanat stracił Azow. W wyniku wojen w latach:  1710-1711 , w 1735-1739 oraz 1768-1774, które zakończył pokój w Kuczuk Kajnardży, Chanat Krymski odzyskał niepodległość, ale tylko na papierze. Od tamtej pory władzę w Chanacie sprawowała Rosja, która w cztery lata po pokoju przeprowadziła masową emigrację ludności chrześcijańskiej na stepowe tereny Noworosji. Ludność krymsko-tatarska niezadowolona z rządów rosyjskich władz stopniowo emigrowała do Turcji, w drugą zaś stronę napływali głównie Rosjanie, którzy zasiedlali opuszczone terytoria.  Gospodarka Chanatu w szybkim tempie zaczęła bardzo słabnąć, ponieważ większość kupców i rzemieślników musiała opuścić tereny Chanatu, który miał stać się państwem wyłącznie muzułmańskim i tararskim. Nastąpiły bunty, czego efektem było powstanie przeciwko nowemu chanowi, które się nasilały z biegiem czasu. Niepokoje dały Rosji pretekst (przecież ona zawsze się broni !) do aneksji Chanatu (1783 r.). Od tej pory Chanat znajdował się na terytorium Imperium Rosyjskiego. (Region – Noworosja). Parę lat później Turcja chciała odtworzyć Chanat i odbić zbrojnie zagrabione terytoria, ale poległa w 1792 r.

1921 r. władze radzieckie oderwały Krym od jego lądowego zaplecza i przyłączyły je do Rosyjskiej Federacyjnej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej jako Krymską Autonomoczną Socjalistyczną  Republikę Radziecką.  Ludność rosyjska stanowiła już wtedy ok. 50% całej ludności. Mimo tego doszło do kolejnego wysiedlenia Tatarów i ludności nierosyjskiej. Czystkę przeprowadził nie kto inny jak Józef Stalin, który uważał, że Tatarzy krymscy kolaborowali z III Rzeszą i deportował ich do Uzbekistanu. Stalin nie oszczędził nikogo. Czeczeni, Niemcy Nadwołżańscy, Ingusze oraz Kałmuki musieli opuścić tereny Krymu. Nikita Chruszczow miał powiedzieć kiedyś,że Stalin chciał wysiedlić całą ukraińską ludność na Syberię, ale odwiódł go od tego tylko ogrom tego przedsięwzięcia.  w 1946 r. KASRR przekształcono w Obwód Krymski, a następnie w 1954 r. połączono go z ziemiami ukraińskimi w ramach Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej z okazji trzechsetnej rocznicy ugody perejesławskiej i polecenia Nikity Chruszczowa. Autonomię Krym odzyskał w 1992 r. po rozpadzie ZSRR jako Autonomiczna Republika Krymu.

Jak widać w wyniku burzliwej historii, wysiedleń i wojen, Krym odbiega kulturowo, etnicznie i historycznie od Ukrainy. Ze spisu powszechnego z 2001 r. wynika, że Krym zamieszkiwało ponad 58% Rosjan a już tylko 24% to Ukraińcy. W mieście wydzielonym – Sewastopolu (wchodzącemu również w skład Krymu) gdzie stacjonuje Flota Czarnomorska, Rosjan jest ponad 70%.

1992-2013

Lata ’90 XX wieku są dla Ukrainy równie burzliwe co jej wcześniejsza historia. Unia Europejska nie darzyła Ukrainy zaufaniem z powodu jej niechęci do oddania poradzieckiej broni atomowej. Sytuacja zmieniła się gdy w 1994 r. rząd Ukrainy postanowił rozwiązać kwestie sporne. W tym samym roku podpisano wstępną umowę o współpracy i określono wspólne cele i warunki na jakich umowa będzie obowiązywać. Przez lata organizowao kolejne szczyty UE-Ukraina, w myśl  których wdrażano coraz to szersze metody wspierające ukraińską demokrację i jej dążenie do bycia częścią wspólnoty. Współpraca dotyczyła m.in. wsparcia wolnego rynku, gospodarki, kultury, bezpieczeństwa wewnętrznego oraz ustanowiono strefę wolnego handlu. Unia Europejska wspierała również ukraińską opozycję podczas tzw. „Pomarańczowej Rewolucji”, gdzie pomogła doprowadzić do drugiej tury wyborów, którą wygrał Wiktor Juszczenko . Wydawać się mogło, że wszystko zmierza w dobrym kierunku. Niestety na Ukrainie doszło do wewnętrznych tarć, podczas których frakcja prezydenta Juszczenki popadła w konflikt z blokiem Julii Tymoszenko czego efektem było rozwiązanie parlamentu.  Pomoc w ugaszeniu wewnętrznego pożaru pojawiłą się ze strony bloku Wołodymira Łytwina, który został przewodniczącym Rady Najwyższej, a Julia Tymoszenko  – Premierem. Do tej pory Rosjanie biernie obserwowali sytuację, jaka rozwijała się na Ukrainie, by w pewnym momencie uderzyć z premedytacją i rękami  Gazpromu domagać się spłaty długów, rosnących przez kryzys gospodarczy. Wykorzystując wewnętrzny kryzys Rosjanie wymusili na Ukrainie podpisanie niekorzystne dla nich warunki cen gazu, które zwiększyłyby wpływy do rosyjskiego budżetu w okresie kryzysu. Doszło do gazowej wojny na linii: Ukraina-Rosja. Po 3 tygodniach braku dostaw gazu, podpisano porozumienie.

Jakby tego było mało, w 2010 r. doszlo do zmiany kierunku politycznego. W wyborach prezydenckich zwyciężył Wiktor Janukowycz, a Tymoszenko została odwołana i oskarżona o defraudację podczas podpisywania umowy z Rosją. Nowym premierem został Mykoła Azarow. Postępowanie karne, jej osadzenie w więzieniu w Charkowie, nie sprzyjało kontaktom z Unią Europejską, która apelowała w procesie o bezstronność. Podczas XV szczytu: UE-Ukraina, postawiono jasny przekaz, że podpisanie umowy stowarzyszeniowej dotyczącej wolnego handlu z Unią Europejską, będzie zależało od poziomu demokracji na Ukrainie. Mimo wielu nieścisłości, rok po negocjacjach powstał gotowy projekt reformujący ukraińskie prawo, co spotkało się z kolejnym ochłodzeniem relacji z Rosją, która wycofała się ze wsólnej współpracy gospodarczej.

Dzisiaj

I gdy po raz kolejny wszystko wydawało się iść zgodnie z planem, 21 listopada 2013 r. rząd wstrzymał przygotowania do podpisania umowy stowarzyszeniowej. Po ogłoszeniu tej decyzji, na Ukrainie doszło do serii prounijnych demonstracji. 30 listopada 2013 r., jednostki specjalne policji – Berkut  brutalnie rozpędziło protestujących. To zaowocowało zaostrzeniem konfliktu, zradykalizowaniem prostestu i rozlaniem się manifestacji po całym kraju. Plac Niepodległości w Kijowie stał się miejscem codziennych manifestacji, które z biegiem czasu stały się ogólnonarodową rewolucją, którą nazwano – Euromajdan. Opozycjoniści (w tym Arsenij Jaceniuk i Władymir Kliczko) domagali się usunięcia prezydenta Janukowycza. Wystraszony prezydent pod naciskiem protestów i zachodu postanowił przywrócić konstytucję z 2004 r. i doprowadził do wcześniejszych wyborów. Po wielu dniach krwawych walk i manifestacji, 21 lutego Janukowycz uciekł ze stolicy do Rosji, a dzień później parlament usunął go z urzędu. Ciekawa sytuacja miała miejsce 28 lutego. Na konferencji prasowej w Rostowie nad Donem (Rosja), Janukowycz oznajmił, że został odsunięty od władzy nielegalnie i, że  dalej czuje się prezydentem Ukrainy.

Tymczasem na Krymie wybuchły protesty przeciwko nowym władzon Ukrainy, które były ujściem separatystycznych nastrojów, które z biegiem czasu stawały się coraz większe. Separatyści ściągnęli ze wszystkich urzędów flagi ukraińskie, wywieszając rosyjskie. Pierwsza wzmianka o rosyjskich żołnierzach na Ukrainie pojawiła się 26 lutego, przed budynkiem krymskiego parlamentu w Symferopolu, który dzień później został zajęty przez separatystów. Z kolei 1 marca, Władymir Putin zażądał od Rady Federacji zgody na wysłanie wojsk na Ukrainę. Rada Federacji oczywiście zgodziła się z prezydentem. 16 marca odbyło się referendum na temat statutu Republiki Autonomicznej Krymu. Według danych, ponad 96% zagłosowało za przyjęciem Krymu wraz z Sewastopolem do Rosji. Rada Najwyższa Republiki Autonomicznej Krymu dzień później przyjęła niepodległośc Krymu, jego suwerenność uznała Rosja i dzień później podpisano umowę o włączenie Republiki Krymu i Sewastopolu do Rosji, jako nowe podmioty federacji. Umowę ratyfikowano 21 marca 2014 r. Poza Krymem, w południowo-wschodniej Ukrainie również doszło do konfrontacji militarnych pomiędzy separatystami prorosyjskimi z samozwańczych republik ludowych: donieckiej i ługańskiej oraz ukraińskimi siłami bezpieczeństwa. Konflikty trwają de facto po dziś dzień, mimo wielokrotnego zapewnienia o nieagresji. Tymczasem w maju 2014 r., nowo wybrany prezydent – Petro Poroszenko dążył za wszelką cenę do podpisania umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską co udało mu się już 27 czerwca 2014 r. Czy jednak Putin zajmując Krym myślał tylko kategoriami politycznymi ? Odpowiedź nie jest jednoznaczna. Mówi się coraz głośniej, że półwysep krymski, do tej pory bazujący na turystyce, posiada ogromne złoża gazu, które w pewnym stopniu mogłyby Ukrainę uniezależnić gazowo od Rosji. Na to Putin nie mógłby sobie pozwolić. Jego wizja unii euroazjatyckiej z udziałem byłych republik radzieckich nie może się powieść w momencie, gdy Ukraina zdecydowałaby się na integrację z Unią Europejską.

Echo

Reakcja świata na aneksję Krymu mogła być tylko jedna i można się jej było spodziewać.  Potępienie. Rada Europy jak i Zgromadzenie Ogólne ONZ nie uznało ważności referendum na Krymie. Wyrażono ubolewanie nad Tatarami krymskimi, którzy znaleźli się w epicentrum kryzysu. Wśród krajów potępiających działania rosyjskie znalazły się również między innymi: USA, Kanada, Australia oraz Gruzja (która przecież również była ofiarą Rosji. Osetia i Abchazja są obecnie rosyjskie).  Kryzys krymski miał ogromne odbicie w gospodarce. Rubel poleciał na głowę,  akcje Gazpromu o 15%. Na Rosję sukcesywnie nakładano sankcje, które mocno odbiły się na gospodarce rosyjskiej, która oparta przecież jest na imporcie, nawet podstawowych produktów takich jak pomidory.

Pat

Rosyjska gospodarka osuwa się w ekonomiczną przepaść, a Władymir Putin ma poparcie tak ogromne, jak nigdy. Praktyka rodem z ZSRR, propagandowy show serwowany przez telewizję i karmiący wyprane mózgi Bogu ducha winnych Rosjan powoduje, że Putin stał się dla nich niemal obiektem kultu.  Taki wpływ na masową wyobraźnię umacnia jego pozycję prezydenta-cara, który chce przecież „tylko” wyzwolić bratni naród.  Borys Niemcow, który został zastrzelony 28 lutego 2015 r. w niejasnych okolicznościach powiedział w jednym z wywiadów: „Dopóki naród nie będzie łączył kryzysu z działaniami prezydenta, poparcie dla niego się nie zmieni”. Trafił w sedno. Putin napędzany silnikiem propagandy znalazł się tak naprawdę w sytuacji bez wyjścia, bo każde rozwiązanie pokojowe w Rosji jest nie do przyjęcia. Nastąpił impas.

Jutro

Europa znalazła się u krawędzi wojny, a na scenie politycznej mamy szachy. Porozumienie w Mińsku, dzięki któremu Angela Merkel i Francois Hollande mogli oszacować faktyczne zamiary Putina przyniosło na ten moment chwilowy, względny spokój na granicy (tylko gdzie ona teraz przebiega ?), poza paroma przypadkami pogwałcenia zawieszenia broni. Putin potrzebuje oddechu. Przyparty do muru, zdający sobie sprawę z ekonomicznej przepaści nad którą się znalazł, zyskuje na czasie i liczy na poluzowanie stosunków z Europą. Ale nie chce się wycofać ponieważ nie może. Machina propagandy musi dalej pracować. Pokój będzie dla niego porażką, a dla narodu zawodem – a na to nie może sobie pozwolić. Jego celem jest federalizacjia Ukrainy, na co jej rząd się nie zgodzi, stąd jego reakcja agresją. Ale zaczyna brakować mu argumentów. Zdaniem historyka Jurija Felsztyńskiego zachód musi dozbrajać Ukrainę oraz wspierać ją finansowo. To jedyne wyjście, dzięki któremu nie ulegnie ona humanitarnej katastrofie . Swoją pomoca deklarował rownież prezydent USA – Barack Obama. Putin w odpowiedzi na pomoc zachodu grozi, że konflikt rozleje się po całym regionie, w tym w Polsce.  Chodzą słuchy, że Kreml przygotowuje się do wojny, która zdaje się być nieunikniona i na którą paradoksalnie go nie stać. Rosjanie deklarują, że są gotowi walczyć, ale bądźmy szczerzy: Armia rosyjska mimo potencjału ludzkiego jest zacofana technologicznie i walka z sojuszem mogłaby być brutalna dla Kremla. Ostatnim argumentem Putina i niewykluczone, że nim będzie jest broń jądrowa. Dimitri Kisielow, znany dziennikarz powiedział, że „Rosja to jedyny kraj, który może zamienić Stany Zjednoczone w radioaktywny popiół”. Szantaż jądrowy jest prawdopodobny. W przypadku, w którym konflikt trwałby kilka lat powstrzymanie Putina mogłoby być możliwe dzięki coraz ostrzejszym i bardziej zdecydowanym  sankcjom, które w dłuższym okresie mogłyby okazać się dla Rosji zabójcze. Bądźmy jednak szczerzy, w rok od rozpoczęcia konfliktu zarówno Unia europejska jak i USA były bardzo opieszałe w temacie sankcji. Muszą być one bardziej rygorystyczne. Odcięcie Kremla od dostaw dałoby odpowiedź na pytanie:  Jak długo Rosjanie są w stanie iść w strone ognia za swoim prezydenem ?

Polska a konflikt na Krymie

„Ukraina chce dzisiaj ekspertów, oficerów, bo buduje armię, prowadzi wojnę. Byłbym za tym, żeby takich oficerów im posłać. Byłoby fantastycznie, gdyby polscy żołnierze walczyli w Doniecku. Wtedy pokazujemy, że budujemy głęboki, trwały, strategiczny sojusz, który będzie gwarantem bezpieczeństwa nie tylko naszego, ale i  Europy”– powiedział w „Kontrwywiadzie RMF FM” Zbigniew Bujak.

„Ministerstwo Obrony Ukrainy zwróciło się do krajów NATO o pomoc w szkoleniu podoficerów. Polska odpowiedź będzie pozytywna. Szkolenie bardzo potrzebne … Polska od wielu miesięcy bierze udział w reformie edukacji oficerów Ukrainy. Zaangażowanych jest 5 polskich uczelni wojskowych i kilkudziesięciu ekspertów” – informował z kolei gen. Bogusław Pacek, doradca szefa MON na Twitterze.

Zastanawiające jest to, że tak wielu ludzi z górnych szczebli naszej władzy tak bardzo chce dozbrajać Ukrainę, szkolić jej oficerów i wysyłać naszych żołnierzy. Dlaczego jest to zastanawiające ? Ponieważ stan naszej armii jest delikatnie mówiąc średni na jeża. Nasza armia liczy wg Tomasza Siemoniaka ok. 120 tysięcy żołnierzy działających na nienowym już sprzęcie. Czy aby na pewno ? Z licznych źródeł można wyczytać, że Polska posiada ok. 30 tysięcy szeregowców przy jednoczesnie dwukrotnie większej liczbie kadr dowódczych (!?). Romuald Szeremietiew wspominał, że Polsce potrzebna jest zmiana systemu obrony narodowej. Szkoda, że w tak wielkim państwie jak Polska nikt wcześniej nie wpadł na pomysł jak zorganizować wojsko, by w przypadku (odpukać) gdyby Rosjanie utorowali sobie korytarz i weszli przez Kalingrad do Polski miałby nas kto bronić i wiedział w jaki sposób ma to robić. Generał Skrzypczak powiedział w jednym z wywiadów, że Polska bez wsparcia broniłaby się 3 dni. Nasza sytuacja z uwagi na geograficzne położenie jest w tej chwili bardzo trudna, ponieważ u naszego sąsiada jest wojna, i nastrój ten również czuć w Polsce. Polacy sie boją. NATO powinno zrozumieć sytuację, w której odmówilibyśmy pomocy wysyłania wojsk/oficerów na Ukrainę właśnie ze względów na specyficzną sytuację w jakiej się znajdujemy. Nie zapominajmy, że wysyłając oficerów na Ukrainę, automatycznie zajmujemy jedną ze stron w sporze. Nam na tym konflikcie nie zależy. Czy głoszenie neutralności w tej kwestii byłoby odpowiednim posunięciem ? Jestem tego zwolennikiem. Kompromitujące wypowiedzi naszych polityków jak te Grzegorza Schetyny o tym, że to głównie ukraińscy żołnierze wyzwalali Auschwitz  maja ogromną siłę rażenia, działają w Rosji  jak płachta na byka i nie służą nam kompletnie w relacjach z nimi. Umówmy się, że nie mamy żadnego interesu w tym by wysyłać na Ukrainę wojska. Najbardziej przykre w całej tej sytuacji jest to, że w przypadku konfliktu na ziemiach polskich będziemy uzależnieni nie od własnych sił zbrojnych, ale od sojuszy, sąsiadów i pseudonegocjatorów. Już kiedyś w naszej historii też czekaliśmy na wsparcie naszych sojuszników, które miało nadejść. Jak się to skończyło wszyscy wiemy.

P.

Po hymnie

O sukcesie polskich siatkarzy powiedziano i napisano już praktycznie wszystko i wszędzie. No może  poza TVNem, który nawet nie nadmienił w dniu finału o tym,że biało-czerwoni grają o ZŁOTY MEDAL mistrzostw świata. Utarczki ze stacją Polsat ? Może i tak, ale dalekie to od dziennikarskiej sztuki. Z uwagi na to, że siatkówka zajmuje szczególne miejsce w moim sercu mogę być trochę nieobiektywny, ale wybaczycie mi to chyba, prawda ?

O tym,że Stephane Antiga nie będzie miał łatwego życia było wiadomo juz od razu. Wybrany, jeszcze za kariery zawodnika, miał pełne poparcie związku. Znawcy z for dyskusyjnych wiedzieli jednak swoje. Uznali, że kompletny brak doświadczenia trenerskiego francuskiego byłego już zawodnika Skry Bełchatów – zgubi nas i wcale nie wyprowadzi z kryzysu, w jaki wpadła kadra. Receptą na to miała być osoba drugiego szkoleniowca, również Francuza – Philippe’a Blain’a, który przez wiele lat dowodził reprezentacją trójkolorowych.

Podczas selekcji okazało się, że istnieje ogromna szansa by do kadry wrócił Mariusz Wlazły, jeden z ojców sukcesu drużyny Raula Lozano z 2006 roku, o ile … przeszedłby selekcję. Antiga od razu narzucił swój rytm pracy i nie realizował polityki „świętych krów”. Nie było w tej kadrze ludzi ważnych i ważniejszych, o czym dobitnie przekonał się na końcowym etapie selekcji nasz ofensywny przyjmujący – Bartosz Kurek, którego brak stanowił szerokie pole do dyskusji. Kibice łapali się za głowę, pytając: „Jak Antiga chce coś ugrać bez naszej największej gwiazdy ?” Sam drżałem, myśląc: „Ten facet jest albo bardzo głupi, albo jest geniuszem”. Historia z Kurkiem wypłynęła do mediów, jakoby Bartek awanturował się podczas treningów, nie doszedł do optymalnej formy, miał dwie rozmowy dyscyplinarne z Antigą. Hipotez było wiele, jedno było wiadome na pewno: Kurek na Mistrzostwach Świata nie zagra. Wszyscy oszaleli. Francuski duet trenerski postawił na m.in. Mateusza Mikę i Rafała Buszka, którzy fantastycznie weszli do kadry podczas meczów Ligi Światowej, nabierając bezcennego doświadczenia, które procentowało (szczególnie u Miki!) na turnieju w Polsce.  Kandydaci do medalu ? Rosja, Brazylia, Włochy, USA, Polska + nieobliczalne drużyny Serbii,  Kuby, Francji, Niemiec oraz rewelacja sezonu – Iran. Drużyn dobrych było naprawdę wiele, a droga do finału długa, żmudna i trudna (13 spotkań). Duże znaczenie miało mieć to, kto będzie miał najdłuższą ławkę rezerwowych…

To co zobaczyłem 30 sierpnia podczas meczu otwarcia z Serbami, przyprawiło mnie o ciarki na plecach. W zasadzie za każdym razem mam dreszcze kiedy słyszę Mazurek Dąbrowskiego, ale ten szczególny raz – śpiewany a capella przez 63 tysiące ludzi zrobił na mnie tak ogromne wrażenie, że zapierało to dech w piersiach. Myślę,że przeciwnicy zdali sobie wtedy sprawę, że przy takiej publiczności wygrać meczu się po prostu nie da. Serbowie przegrali mecz 0-3, a my udanie rozpoczęliśmy mistrzostwa.

Kolejne zwycięstwa potwierdzały tylko, że jesteśmy w dobrej formie. Podczas małego potknięcia z ekipą Kamerunu byłem naprawdę zły, że gramy jak nie przystało na faworytów (w tym spotkaniu). Nie wziąłem pod uwagę,że kameruńskiemu atakującemu – Jean’owi Ndaki Mboule wychodziło wtedy prawie wszystko, no może poza przywołaniem deszczu … Wygraliśmy to spotkanie 3-1. Po kolejnych zwycięstwach, zakończyliśmy I fazę turnieju z kompletem punktów i setami 15-1. II faza okazała się o wiele trudniejsza. Porażka ze Stanami Zjednoczonymi 1-3, sprowadziła nas na ziemię (Pomimo bardzo dobrej gry !) Drugi mecz tej fazy zagraliśmy z Włochami, którzy osłabieni brakiem największej strzelby – Ivana Zaytseva mieli być tylko zwierzyną. Nic bardziej mylnego. Włosi grali do końca jak równy z równym, ale to my po meczu dopisaliśmy 3 punkty. Kolejne dwa mecze to istne horrory z Iranem i Francją zakończone zwycięstwami 3-2.

Kolejna runda przyniosła ogromne niespodzianki. Brak w najlepszej „szóstce” drużyny USA, Włochów czy Bułgarów było sporym rozczarowaniem dla tych drużyn. Znalazły się za to ekipy Francji czy Niemiec, którzy trochę szczęsliwie awansowali do 3 rundy. Losowanie przyniosło kolejny prezent dla drużyny niemieckiej. Los ich oszczędził i znaleźli się w grupie z Francją i z Iranem. Polska trafiła do „grupy śmierci”. W zasadzie można to powiedzieć o każdej drużynie, która do tej grupy trafiła. Mieliśmy sie zmierzyć z Brazylią i z Rosją, czyli kandydatami do złota. Rosjanie mimo,że osłabieni brakiem m.in. Aleksieja Werbowa i Maksima Michajłowa, stawiani byli w roli kandydatów do złota zanim turniej się rozpoczął. Potencjał zawodników, a w szczególności ich liczba nadawały sens opinii, że niezależnie w jakiej konfiguracji wystąpią Rosjanie – będą bardzo groźni. Dużo mówiło się również o postaci Aleksieja Spirydonova, który swoimi kontrowersyjnymi gestami (strzela wyimaginowanym karaninem do publiczności ?! WTF ?!) i słowami („…żal mi pszeków” – w kontekście Polaków) doprowadził do tego, że Rosja była niemiłosiernie wygwizdywana za każdym razem. Żałosny człowiek, imitacja profesjonalizmu.

Gra na naprawdę wysokim poziomie doprowadziła do tego, że wygraliśmy 3-2 zarówno z Brazylia w pierwszym spotkaniu, jak i z Rosją, która po porażce z Brazylią musiała nas ograć za 3 punkty. Nic takiego nie miało miejsca, Spirydonov, który na początku meczu napsuł nam dużo krwi z biegiem czasu osłabł i usiadł na ławce rezerwowych. Kapitalne spotkania rozegrał Mariusz Wlazły, ale to każdy z zawodników dołożył po cegiełce do sukcesu.Po raz kolejny pokazaliśmy swoją siłe, a Rosjanom został mecz o 5 miejsce z Iranem.

Półfinał z Niemcami był bardzo nerwowy. Zawodnicy Vitala Heynena nie składali broni bardzo długo, każdy set kończył się bardzo nerwowo, a my – po raz pierwszy od jakiegoś czasu graliśmy jako faworyci. Może to trochę sparaliżowało zawodników Antigi, ale summa summarum udało się pokonać rewelację turnieju 3-1 i gra w finale stała się faktem. Tam czekała już drużyna Bernardo Rezende, pałająca żądzą rewanzu. W półfinale po bardzo zaciętym meczu pokonali Francuzów 3-2.

Finał napisany został złotym piórem. Po pierwszym, gładko przegranym secie miałem pewne obawy (Japonia 2006 rok…) i myślałem sobie „Cholera, czy Ci goście nigdy nie przegrywają”? Całe szczęście pokazaliśmy ogromny charakter, nie wystraszyliśmy się silnego rywala, a Paweł Zagumny grający ostatni mecz w narodowych barwach rozdzielał piłki niczym geniusz. Mariusz Wlazły bił Brazylijczyków niemiłosiernie, a Mateusz Mika – objawienie mistrzostw obijał blok niczym stary wyjadacz. Po ostatnim ataku Wlazłego w 4 secie, katowicki Spodek odleciał, a ja będąc jakieś 1000 km dalej na zachód, śledzący relację internetową – razem z nim ! Jesteśmy Mistrzami Świata ! Do tej pory słyszę łamiące się głosy komentatorów: Tomasza Swędrowskiego i Wojciecha Drzyzgi  (Ojciec Fabiana, naszego rozgrywającego), którzy powtarzają to jak mantrę. Po finale przyszła feta, rozdanie nagród indywidyalnych (w dream-teamie mistrzostw:  Karol Kłos i Mariusz Wlazły (również MVP turnieju) i medali. Odśpiewanie Mazurka Dąbrowskiego, czyli coś czego się nie zapomina. Szeregi wywiadów. A w nich więcej emocji niż składnych zdań. Stephane Antiga debiutuje na wielkiej imprezie jako trener i zdobywa tytul mistrza świata. Niesamowite.

Co teraz ? Cel ? Mistrzostwa Europy w przyszłym roku i kierunek Rio de Janeiro ! Zadanie będzie jeszcze trudniejsze, ponieważ wszyscy będą wymagać teraz jeszcze więcej. Większych skandali niż te z udziałem kacapa Spirydonova nie było, może poza Brazylijczykami narzekaącymi na brak przywilejów po wygraniu 9 meczów z rzędu (Polacy wykorzystali prawo gospodarza do grania meczów  III rundy z jednodniowa przerwą na co liczyli Brazylijczycy. Szanse na rewanż mają w Rio). Mistrzostwa świata w Polsce przyniosły też trochę smutku. Z kadry zrezygnowali zasłużeni: Krzysztof Ignaczak, Paweł Zagumny, Mariusz Wlazły i kapitan Michał Winiarski. Zastąpienie ich będzie ogromnie trudne, ale nie niemożliwe. Stephan Antiga to człowiek, który znajdzie godnych zastępców. Wierzę w to bardzo mocno. Byłoby wskazane, żeby Bartosz Kurek wyszedł z inicjatywą pojednania. Po słowach „Już więcej u  Ciebie nie zagram”, pozostał niesmak, ale jesteśmy tylko ludźmi, a ludzie popełniają błędy. A w tej chwili musi uderzyć się w pierś. Wydaje mi się, że Stephan jest w stanie wybaczyć krnąbrnemu przyjmującemu, ale ten musi udowodnić swoją wartość na boisku. O to nie będzie łatwo, bo konkurencja nie śpi.  Zwycięzcami mistrzostw są przede wszystkim młodzi: Fabian Drzyzga, Mateusz Mika i Paweł Zatorski, którzy weszli do kadry przebojem, ogrywani w Lidze Światowej i wskoczyli na poziom światowy. Oby tak dalej chłopaki ! My, jako kibice, mocno trzymamy kciuki.  To pokazuje też model szkolenia, który sprawdza się od lat w Polsce. Inwestuje się pieniądze w siatkówkę i po czasie zbiera się tego żniwa. W finale nie widziałem podobnie jak w piłce nożnej gości wymuskanych, wyżelowanych, tylko normalnych nieludzko pracujących. Jesteśmy Mistrzami Świata !

 P.