Konserwatywna tęsknota

Donald Trump został 45 prezydentem Stanów Zjednoczonych. Szok Demokratów, euforia Republikanów, cały świat wstrzymuje oddech, a ja stawiam pytanie: Czy powinniśmy faktycznie czuć się zaskoczeni?

Otóż nie. Nie powinniśmy się czuć w najmniejszym stopniu zaskoczeni lub zszokowani takim obrotem sprawy, z bardzo prostej przyczyny: Na świecie wraca trend na konserwatyzm i jest on również odczuwalny mocno w Polsce.

Pierwszym takim sygnałem, były wybory do Parlamentu Europejskiego w 2014 roku, w którym to ówczesne ugrupowanie Janusza Korwin-Mikkego – Kongres Nowej Prawicy (KNP) uzyskało zaskakujący wynik i wprowadziło do PE 4 posłów. Od tamtej pory w Polsce, szczególnie wśród najmłodszej grupy wyborców, czyli 18-24 popularna stała się moda na konserwatyzm i patriotyzm czyli: propagowanie symboli narodowych, nawiązywanie do religii, mówienie i dyskutowanie o narodzie oraz podkreślanie swojego pochodzenia. Na fali tego trendu wypłynął również Paweł Kukiz i jego ugrupowanie Kukiz’15, chociaż jego ruch obywatelski zrzesza w swoich szeregach ludzi zarówno prawicy jak i lewicy, to sam fakt wyboru Kukiza – jako postaci antysystemowej, która odrzuca działanie establishmentu pokazał nam wprost, że w społeczeństwie polskim zachodzą duże zmiany.

Te zmiany na płaszczyźnie politycznej dotyczyły głównie utraty wiary w ówczesną władzę. Społeczeństwo polskie przestało ufać aferałom z Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego i zwróciło się w stronę Prawa i Sprawiedliwości oraz wyżej wspomnianego Kukiza. Ludzie powiedzieli: Stop! Na miejsce skompromitowanego i rozbiotego PO wyłoniła się .Nowoczesna Ryszarda Petru, jako twór, który w następnych wyborach będzie miał bić się o władzę, o ile jej lider nie skompromituje się doszczętnie. Platforma jest jednak dalej obecna w sondażach dosyć wysoko, jednak na tę chwilę nie ma zagrożenia dla partii Jarosława Kaczyńskiego.

Amerykanie zorientowali się o co chodzi. Hilary Clinton miała zostać pierwszą panią prezydent w Białym Domu, ale jak mawiają: Pycha kroczy przed upadkiem. Kandydatka Demokratów miała wszystko, żeby te wybory wygrać. Nieograniczona ilość pieniędzy, nieosiągalny dla oponenta dostęp do mediów, który kreował wizerunek przyszłej pani prezydent i to co Donald Trump wielokrotnie podkreślał: niemożliwa amoralność otoczenia Hilary Clinton. I mimo tych wszystkich atrybutów, Clinton poniosła klęskę. Amerykanie sprzeciwili się poprawności politycznej i propagandzie medialnej. Trump udowodnił, że słowo jest jest silniejsze od miecza, którym media chciały ściąć jego karierę. To również przypomina wybory prezydenckie w Polsce. Sondaże  telewizji TVN były tak przychylne Bronisławowi Komorowskiemu, że gdyby mogły to w studiu ogłosiłyby jego zaprzysiężenie tuż po wydaniu faktów. Polacy podobnie jednak jak Amerykanie odrzucili medialny bełkot i zagłosowali według własnego uznania, spychając Grzegorza Schetynę, Ewę Kopacz i ich Platformę z piedestału władzy i wystawili niemą naganę mediom, które zamiast opisywać rzeczywistość, zaczęły ją nieobiektywnie tworzyć.

Zastanawiające jest to również jak bardzo zwolennicy demokracji nie mogą pogodzić się z wynikami wyborów. Czy nie o to przecież chodzi? Wygrywa większość wedle ściśle określonych reguł, znanych każdemu przed głosowaniem. Niezrozumiałe są więc pochody KOD-u w Polsce jak i protesty Amerykanów po wyborze Donalda Trumpa. Demokraci powinni raczej bez kręcenia nosem zaakceptować wyniki demokratycznych wyborów, prawda? Skoro nie są w stanie tego uczynić, wniosek jest bardzo prosty: „Demokracja jest wtedy, kiedy my wygrywamy”. A na to ludność czy to Stanów Zjednoczonych, czy Polski się nie zgodzi, czego wyraz wydali podczas wyborów.

Nie tylko Polska i Stany Zjednoczone zwracają się w stronę konserwatyzmu. Przez Europę przechodzi fala eurosceptyków, którzy rok w rok rosną w siłę. Już dzisiaj skrajnie prawicowy Front Narodowy wyrasta na najsilniejsze ugrupowanie we Francji, gdzie ilość zwolenników Unii Europejskiej jest dwukrotnie mniejsza od jej przeciwników. Już w 2014 roku podczas wyżej wymienionych przeze mnie wyborach do Parlamentu Europejskiego eurosceptycy z Danii (Duńska Partia Ludowa) oraz Austrii (Partia Wolności) uzyskali bardzo korzystne wyniki. Jeżeli chodzi o Austrię to za miesiąc urząd prezydenta Austrii może zdobyć skrajnie prawicowy Norbert Hofer, który ma za sobą bardzo mocny elektorat, a wynik jego starcia z lewicowym Alexandrem Van der  Bellenem nie jest jednoznaczny do rozstrzygnięcia. Europa przecież dopiero co wyszła z szoku po Brexicie. Dodajemy do tego Węgry Victora Orbana i coraz głośniej słyszalny sprzeciw Słowacji i Czech w sprawie przyjęcia określonej liczby uchodźców i mamy tutaj naprawdę niezły orzech do zgryzienia. Bo tego typu działania prowadzą do jednego. Zamknięcia granic i niech każdy sobie rzepkę skrobie u siebie.

Trump to duże zmiany w Stanach Zjednoczonych. Jakie? O tym się przekonamy wkrótce. Jego zwycięstwo ma również dużą wartość symboliczną, pokazującą, że nawet mając nieograniczone zasoby gotówki i mediów, w dzisiejszych czasach można się temu przeciwstawić i wygrać. Na to oczywiście składa się wiele czynników włącznie ze szczęściem, ale czy nie jest to historia podobna do klasycznego „American dream”? Oczywiście na dużo wyższej płaszczyźnie niż to ma się w zwyczaju mówić, ale mimo wszystko, nowy prezydent może służyć jako przykład nieugiętości i konsekwencji w dążeniu do celu. Trump to przede wszystkim chęć obniżenia podatków i walka z nielegalnymi imigrantami.Wielu ekspertów twierdzi, że na miejscu byłby reset stosunków z Władimirem Putinem. Wydaje mi się, że byłby chętny na takie spotkanie, które mogłoby być owocne dla każdej ze stron. Gdzie u Trumpa jest Polska? Wspominał, że zniesienie wiz dla Polaków będzie jednym z priorytetów jego obozu rządzącego, wypowiadał się w wielu superlatywach o Polonii mieszkającej w Stanach Zjednoczonych, ale jak będzie naprawdę, przekonamy się już niedługo. Jak widać po Polsce i USA, historia lubi się powtarzać. Kilkanaście lat temu dążyliśmy do wspólnoty, dzisiaj tęskno nam do konserwatywnych wartości i skupiania się na sobie. I tak w kółko.

P.

Wampiry bez zębów

Po debacie liderów, która miała być przełomem w kampanii wyborczej wiemy jedno: Do studia zamiast krwiożerczych bestii, które miały gryźć się i walczyć nawzajem, przybyły wampiry bez zębów, które tylko „podgryzały” swoich oponentów. Brakło krwi. A debaty jej potrzebują.

Dzień wcześniej miała miejsce „mała debatka – Ewcia i Beatka”, czyli przedstawicielki największych ugrupowań na tę chwilę w sejmie.  Beata Szydło i Ewa Kopacz wymieniły się uwagami, zarzuciły sobie po razie nieprzygotowanie przez sztaby wyborcze i wałkowały swoje obietnice i lały wodę. Przedstawicielka Prawa i Sprawiedliwości raz po raz zarzucała swoją oponentkę planami gotowych ustaw, które trzeba przecież tylko złożyć do sejmu i już ciach-prach będzie nam się żyło dostatniej, oponentka natomiast – przedstawicielka Platformy Obywatelskiej odbijała piłkę do swojej interlokutorki sugerując, że przecież jest tak dobrze, że jej partia się rozkręca, że tylko trzeba na nich zagłosować, a będzie fantastycznie,  a to, a tamto.  Obie Panie wypadły blado, chociaż w moim odczuciu Szydło wyszła ciut lepiej, ale to może ten wewnętrzny impuls zmiany, jakiejkolwiek – ale zmiany – dał o sobie znać w momencie oceny. „Remis ze wskazaniem” jak to określiły media.  Słuchając jednak prowadzącego dżentelmena – Piotra Kraśko, który stwierdził, że „jedna z obecnych pań będzie przecież rządzić naszym krajem”, miałem ochotę wyciągnąć jego postać z monitora i spuścić w klozecie. Ot, całe polskie media zamknięte w jednym zdaniu. A co z innymi partiami? Czy im nie należy się prawo głosu? Dlaczego faworyzuje się dwa największe ugrupowania? Co w przypadku gdyby do władzy doszedł Janusz Piechociński? No dobra, to tylko przykład. Ale istotny. Debata Szydło – Kopacz nie miała prawa się odbyć w takiej formie.

Dzień później druga debata, w której wzięli już udział wszyscy partyjni liderzy (pierwotnie Prawo i Sprawiedliwość oraz Platforma Obywatelska miały wystawić innych kandydatów) pokazała nam cały wachlarz frakcji od prawa do lewa.  O Polsce rozmawiali: Ewa Kopacz (PO), Beata Szydło (PiS), Janusz Piechociński (PSL), Barbara Nowacka (ZLEW), Adrian Zandberg (Razem), Janusz Korwin-Mikke (KORWiN), Paweł Kukiz (Kukiz ’15) oraz Ryszard Petru (.Nowoczesna). Jak można było się spodziewać Ameryka odkryta nie została, a forma debaty w mojej opinii pozostawiała wiele do życzenia. Minutowe odpowiedzi na często złożone pytania (Redaktor Gugała) czy  kompletnie nieistotne dla przeciętnego Polaka nie dawały tak naprawdę szansy na swobodne wyrażenie poglądu na daną kwestię.

Cała debata przebiegała w sennej atmosferze, najczęściej liderzy odwoływali się do ośmioletnich rządów koalicji PO-PSL. Ewa Kopacz już niejednokrotnie udowadniała, że jest tylko sztucznym tworem, który ma problem z powtarzaniem wcześniej wyuczonych zdań i fraz, co ma też odzwierciedlenie w sondażach. Platforma traci do PiS już bardzo dużo  i jeżeli debata miała być dla niej „gejmczendżerem”, to niestety ale fani rządów Tuska i Kopacz mogą być zawiedzeni. Ewa Kopacz wypadła bardzo blado. Zarówno premier jak i liderka Prawa i Sprawiedliwości – Beata Szydło nie powiedziały nic co nie padło dzień wcześniej, stąd może ich słabsza dyspozycja, chociaż przedstawicielka Prawa i Sprawiedliwości sprzedała się kolejny raz lepiej od Ewy Kopacz. Wicepremier Janusz Piechociński z kolei odegrał rolę dobrego wujka Sama z sadu reklamy soków Fortuny. Jabłko na jego stoliku zrobiło furorę na portalu Twitter. To zabawne, że tylko przez 3 lata PSL nie był w rządzie III RP, a zostaliśmy zasypani przez niego listą rzeczy które trzeba zrobić. Hipokryzja? Nie. Nie od dzisiaj wiadomo, że PSL jest elastyczny jak plastelina. Dostosuje się do rządów każdego za parę stołków. Po waśniach i wojach z debaty prezydenckiej można było podejrzewać, że Janusz Korwin-Mikke oraz Paweł Kukiz będą dla siebie oponentami. Zdziwiłem się gdy obydwoje przytakiwali sobie, ba! Nawet brawo bili! Korwin-Mikke tym razem nie wypalił autodestrukcyjnej bomby, jak to ma w zwyczaju, natomiast powiedział jedną bardzo istotną rzecz skierowaną do Barbary Nowackiej, mianowicie: „Kościół to sojusznik w walce z lewicową głupotą”. Być może była to jedna z najlepszych jego wypowiedzi od miesięcy.  Ciekawie również podsumował swój występ „My państwu nic nie damy, ale też nic nie zabierzemy”.  Paweł Kukiz z kolei postanowił emocjonalnie doprowadzić dziennikarzy do porządku, ustawowo napominając, że pytania są durne (Sprawdzone, potwierdzam) i zaapelował, że w koalicję z nikim nie wejdzie.  Wyżej wymieniona Barbara Nowacka, poza postkomunistycznymi standardami, które wygłosiła na temat równości i pomocy, została osunięta w cień, przez (podobno) rewelację debaty – Adriana Zandberga z szerzej nieznanej partii Razem. Kulturalny, miły głos mówiący ile trzeba zmienić, gdzie trzeba dołożyć, zyskał wielu zwolenników po debacie, którzy jednak przyglądając się programowi jego partii mogą poczuć lekkie rozczarowanie. Program partii Razem życzy sobie między innymi karać przedsiębiorczych i bogatych podatkiem 75%! O tym, że to nie funkcjonuje przekonali się już Francuzi.  Do oceny został Ryszard Petru, którego .Nowoczesna pompowana w mediach niczym balon będzie musiała się tłumaczyć  (według Przemysława Wiplera) z niedozwolonych środków na kampanię wyborczą. Sam Petru wypadł podobnie jak Janusz Piechociński, tyle, że bez jabłka, za to z tabliczką, z której powstało już milion memów. Bez kolorów. Bez wyraźnego zaznaczenia swojej obecności.

Brakło w starciu liderów gorących dyskusji, żywiołowych reakcji (poza Kukizem), adrenaliny, celnych ataków i szybkich ripost, czegoś co mogłoby mnie skłonić do napisania, że debata nie była nudna. Ale była. Forma debaty pozostawia również wiele do życzenia, jak już wspominałem wcześniej  – 60 sekund na przekonanie do siebie potrafią nieliczni, którzy wstrzelą się w klucz oczekiwań każdego głosującego. Nie każdy to potrafi, ale każdy powinien mieć szansę pokazania czegoś, sprzedania się. Ta forma mi nie odpowiada. Debata nie miała zwycięzcy. Każdy sztab ogłosił swoją wygraną, każdy wrócił do domu zadowolony, stwierdzając, że jego wampirze zęby zostały w szklance.  Pytanie kto będzie ucztował w sunday, bloody sunday?

P.

 

Petrubomba

Zbigniew Stonoga, człowiek który w ostatnich miesiącach niczym trzęsienie ziemi nachodzące biedną Japonię powoduje wstrząsy sejsmiczne na naszej scenie politycznej zaskoczył po raz kolejny.

Cichemu bohaterowi internautów po aferze taśmowej i dymisji między innymi naszego Marszałka Sejmu – Radosława Sikorskiego ciągle mało i mimo trwającej kampanii wyborczej, gdzie lansuje swoje ugrupowanie Stonoga Partia Polska, znajduje czas na kolejne udostępnianie politycznych brudów, nie tracąc przy tym dobrego humoru. Tym razem dostało się  kolejnemu zbawcy polskiej polityki – Ryszardowi Petru i jego partii .Nowoczesna.

Stonoga udostępnił kilkaset megabajtów wewnętrznych danych partyjnych, w tym korespondencje mailowe, które według samego zainteresowanego mają udowodnić nielegalne finansowanie kampanii partii Petru. Po umieszczeniu pliku w sieci, Stonoga nie zapomniał nas poinformować o swoim świetnym humorze.  Napisał na swoim facebookowym profilu: „Trzymaj się Rysiek. Będzie ciężko. To za Frankowiczów”.

Media zwróciły uwagę na jeden szczególny mail, który miał zostać napisany przez byłego szefa sztabu Bronisława Komorowskiego – Roberta Tyszkiewicza do jednego z działaczy .Nowoczesnej o treści:

Witam, dzwonił do Ryszarda Petru Prezydent Komorowski. Jest wściekły, że pozwoliliście wszcząć śledztwo ws. finansowania. Rozmawiał już z Seremetem . Spróbuje wyciszyć tą sprawę

Pomijając błędy językowe, mail należał do ciekawych. Sam zainteresowany (Tyszkiewicz) odpowiedział na zarzuty na swoim koncie na Twitterze, gdzie odcinał się od sprawy:

Informuję, że nie jestem autorem maila ws. śledztwa nt. finansowania. Nie jestem też użytkownikiem wskazanego tam konta mailowego.

To z kolei należy traktować jako wyraźny sygnał, że Stonoga kłamie, a maile zostały spreparowane.  Czy mogło do tego dojść? Na to pytanie nie ma odpowiedzi, ale najbliższe dni powinni dać nam odpowiedź na to pytanie.

Cały czas nie jest jasna środków jakie zostały przekazane na kampanie partii Ryszarda Petru. W połowie września Przemysław Wipler z partii KORWiN poinformował media oraz prokuraturę, że być może doszło do nadużyć w sprawie finansowania partii .Nowoczesna w kampanii wyborczej. Według przepisów prawa, kampania wyborcza nie może być finansowana ze zbiórek pieniędzy na fundację, podmioty prawne i inne podmioty niż sam konitet wyborczy, a taką zasadę według posła partii KORWiN złamał Ryszard Petru.

Ostatnie dni kampanii wyborczej będą bardzo ciekawe. Na polu bitwy jakim stały się media społecznościowe działa i broń masowej kompromitacji są gotowe do użycia. Okaże się również czy bomba jaką zrzucił na Ryszarda Petru Zbigniew Stonoga wysadzi jego partię, czy też okaże się ogromnym niewypałem.

P.

Fot.: Rafał Staniszewski/wmeritum.pl

 

Nowoczesna.PO

Po niespodziewanej (nie dla wszystkich, o tym tu: „Pycha kroczy przed upadkiem„) klęsce kandydata PO – Bronisława Komorowskiego w wyborach prezydenckich, na polskiej scenie politycznej doszło do prawdziwych przetasowań. Platforma Ewy Kopacz nie jest nawet w połowie tak silna jak ta Donalda Tuska, a nijaka kampania Komorowskiego tylko to potwierdziła.

I nagle po wyborach pojawia się sondaż wyborczy, gdzie na pierwszym miejscu znajduje się Prawo i Sprawiedliwość, za nim Platforma Obywatelska i Ruch Kukiza oraz … Nowoczesna.pl, która uzyskała 11%. To zabawne, że partia, której oficjalnie nie ma oraz nie posiada programu wyborczego (podobnie jak ruch Kukiza) uzyskuje w sondażu tak wysoki wynik. Czym jest tak naprawdę Nowoczesna.pl ? Otóż jest to stowarzyszenie, które niedługo stanie się partią polityczną i będzie startowało w wyborach parlamentarnych. Główną rolę w tej komedii gra Ryszard Petru, bankowy lobbysta, nieoficjalny doradca Donalda Tuska, co mogłoby sugerować skąd pieniądze na rozwój tego tworu. Nad wszystkim swoim sprytnym okiem czuwa Leszek Balcerowicz – członek partii komunistycznej i pracownik Instytutu Podstawowych Problemów Marksizmu-Leninizmu przy KC PZPR, który niezależnie od tego, kto zasiada u sterów władzy – czy to jest prawica czy lewica, zawsze pojawia się jako „ekonomiczny guru” stołu rządzącego. Do tej „wybitnej” śmietanki ekspertów dodajmy ich starych znajomych z UW i PO: Władysława Frasyniuka i Andrzeja Olechowskiego i mamy smaczny przepis na kolejne lata rządzenia tych samych twarzy.

Na szczęście dla ludzi młodych, którzy mają większą wiedzę niż Ci ludzie myślą, do tragedii raczej nie dojdzie. Internauci podobnie jak obnażyli prawdziwą twarz Bronisława Komorowskiego, również z Nowoczesna.pl zwietrzyli pismo nosem, uznając stowarzyszenie Petru kompletnie niewiarygodnym. O kompetencjach Ryszarda Petru pisał m.in. portal wgospodarce.pl tutaj: 6 cytatów ujawniających rzeczywiste kompetencje Ryszarda Petru . Warto przeczytać ten krótki wpis i zastanowić się nad tym czy warto powierzać władzę komuś skrajnie niekompetentnemu, który – umówmy się – tworzy twór polityczny  będący kołem ratunkowym dla Platformy Obywatelskiej, dla której zaufanie i poparcie topnieje w oczach jak lód.

Można zaśpiewać: „Ale to już było”. Wiele się nie pomylimy. W 2005 roku, uznawany za „klauna polityki” Andrzej Lepper powiedział, że „…przyjdzie Balcerowicz z Petru naobiecuje złotych gór i zrobi wam Polskę”. Wiecznie wyśmiewany za brak taktu i kultury, miał jednak niesamowite wyczucie do czytania politycznych „gierek”. To bardzo gorzkie, że dopiero po jego śmierci (samobójstwie ?) mogliśmy się o tym przekonać. Tak jak Platforma Obywatelska osunęła w cień Unię Wolności, tak teraz Nowoczesna.pl stara się być wyreżyserowanym spadkobiercą Platformy, tworząc dla niej alternatywę, posiadając jednak cały czas tą samą twarz. Sytuacja przypomina picie trzeci raz herbaty z tej samej torebki. Zabarwienie podobne, w smaku jednak nie do przyjęcia. Rozwodniona papka, w którą mało kto już uwierzy.

P.