Diabły Hitlera: Martin Bormann

Martin Bormann urodził się 17 czerwca 1900 roku w Halberstadt, w kraju związkowym Saksonia-Anhalt. W wieku 3 lat został półsierotą, ponieważ jego ojciec zmarł. Wychowywany przez surowego ojczyma, dzięki swojemu uporowi i szalonej ambicji z biegiem lat został symbolem błyskotliwej kariery w szeregach NSDAP, a z czasem stał się alter ego samego Adolfa Hitlera.

Spędzający dzieciństwo w Weimarze, Martin Bormann od najmłodszych lat chciał swoje życie spędzić w armii. W 1914 roku pojawiła się taka możliwość wraz z wybuchem I wojny światowej. Bormann uciekł z domu i liczył na wcielenie do armii. Ta jednak zawiodła go,  odrzucając jego zapał i staranie o angaż, tłumacząc swoją decyzję zbyt młodym wiekiem przyszłego generała III Rzeszy. Martin Bormann pogodził się z tym, że jego czas jeszcze nie nadszedł  – podjął pracę na farmie oraz w przemyśle naftowym i cierpliwie czekał na swoją szansę. Ta nadarzyła się 4 lata później, Bormann osiągając pełnoletność mógł spełnić swoje marzenie i wstąpić do słynnego, ale wciąż nielegalnego Freikorpsu „Rossbach”. To tam poznał między innymi Rudolfa Hoessa.

W 1923 roku, w okupowanym przez Francuzów Zagłębiu Ruhry doszło do strasznego wydarzenia. Francuzi aresztowali Alberta Leo Schlagetera – młodego nacjonalistę, którego oskarżono o sabotaż, wymierzony w siły okupacyjne. Schlagetera osądzono i rozstrzelano. W tamtym czasie była to niezwykle głośna sprawa – dzisiaj zapomniana, która wstrząsnęła ówczesną niemiecką opinią publiczną. Znajomi Schlagetera wskazali Waltera Kadowa – byłego nauczyciela ofiary jako człowieka, który wydał go Francuzom.  W zemście na Kadowie brał udział zarówno Hoess jak i Bormann. Hoess został skazany za morderstwo na 10 lat, a Bormann za współudział na 1 rok więzienia.

Po wyjściu z więzienia Bormann zasilił szeregi NSDAP. Było to dla niego jedyne rozsądne wyjście, ponieważ nie mając zawodu w ręce, nie był w stanie uzyskać regularnych, zadowalających go dochodów. W październiku 1928 roku przejął Ubezpieczalnię SA w monachijskiej centrali partii, która z biegiem czasu rozszerzyła swoją działalność, ale już pod szyldem „Kasy Pomocy NSDAP”. Z pozyskanych pieniędzy „Kasa Pomocy NSDAP” pomagała rodzinom rannych i poległych członków partii, ale także finansowała samą partię, co zyskało szczególną przychylność Adolfa Hitlera. W 1929 roku Bormann zabezpieczył swoją karierę, żeniąc się z Gerdą Buch – córką cesarskiego generała w czasie spoczynku – Waltera Bucha, który wtedy piastował stanowisko najwyższego sędziego partyjnego NSDAP. Świadkami na ceremonii był sam Hitler oraz Rudolf Hess. Wielu zarzucało Bormannowi, że poślubił Gerdę tylko ze względu na chęć zrobienia kariery. Martin Bormann szybko zamknął usta krytykom, przeskakując w hierarchii partyjnej swojego teścia, doprowadzając do sytuacji, gdzie wyroki wydawane przez Waltera Bucha, musiały przejść wcześniej przez ręce jego zięcia.

W 1933 roku Martin Bormann dzięki swojemu uporowi, ambicji i pracowitości został Reichsleiterem (Naczelnikiem Rzeszy), których w tamtym czasie było tylko 18 i wewnątrz partii odpowiadali oni tylko i wyłącznie przed Führerem lub jego zastępcami.  Jego kontakty z Hitlerem z biegiem czasu umacniały się, czego efektem było powierzenie zarządzania prywatnego majątku Führera Bormannowi, który w dużej części pochodził z tantiem za „Mein Kampf”.  W tym czasie Bormann powołał do życia również Fundację Przemysłu Niemieckiego Adolfa Hitlera, która przynosiła partii ogromne sumy pieniędzy, które umożliwiły między innymi rozbudowę rezydencji „Berghof” w Obersalzbergu,  odkrytej przez Hitlera w 1923 roku. Na czele rozbudowy tej niesamowitej, położonej w Alpach Salzburskich rezydencji stanął nie kto inny jak Martin Bormann. To właśnie „Berghof” miał być drugą siedzibą rządu niemieckiego, miejscem kultu narodowego socjalizmu. To tam Führer witał swoich zagranicznych gości, których miał oczarować przepych i bogactwo. Na rozbudowę tej rezydencji Bormann nie żałował ani jednej marki (całkowity koszt zamknął się w okolicy 30 milionów marek)- od tamtej pory w jego rękach spoczywał gospodarczy i finansowy nadzór nad gospodarstwem Führera.

1941 roku stała się rzecz niewiarygodna, która wstrząsnęła elitami III Rzeszy oraz miała ostatecznie uczynić z Bormanna „cień Hitlera”. Rudolf Hess postanowił na własną rękę podjąć negocjacje z Wielką Brytanią w celu zakończenia wojny na froncie zachodnim. 10 maja 1941 roku, o godzinie 17:45 wystartował samotnie z Augsburga do Wielkiej Brytanii. Hess – człowiek, który z Bormannem prowadził swoją małą wojnę o „bycie drugim”, z niewiadomych dla nikogo przyczyn porwał się samotnie na negocjacje z Aliantami! (Warto dodać, że to Hess „wyhodował potwora”. Rudolf Hess umożliwił Bormannowi pracę na wysokich stanowiskach w NSDAP, będąc nawet szefem sztabu zastępcy Führera, czyli właśnie Hessa). Adolf Hitler był zszokowany zachowaniem jednego ze swoich najbliższych ludzi. Wśród członków partii Rudolf Hess został uznany za wariata. Po wyjściu z szoku Hitler, całkowicie nie rozumiejąc zachowania Hessa zdecydował się kompletnie zreorganizować Kancelarię Partii. Martin Bormann tylko zacierał ręce. Wygrał. Führer sam utorował mu drogę wprost do nieograniczonej władzy.

Martin Bormann znany był również ze swojej niechęci do kościoła katolickiego, z którym walczył równie zaciekle co z Rudolfem Hessem. Kampania antykościelna była jego autorskim pomysłem, choć Bormann realizował go rzekomo w imieniu Hitlera, nie było to prawdą. Uważał, że jedyną religią jest narodowy socjalizm, a chrześcijaństwo stanowiło dlań konkurencję. W tajnej instrukcji z 7 czerwca 1941 roku wyjaśniał: „Poglądów narodowosocjalistycznych i chrześcijańskich nie da się ze sobą pogodzić. ‚Kościoły chrześcijańskie budują na niewiedzy ludzi i starają się, by tę niewiedzę możliwie jak najszerszej części społeczeństwa podtrzymywać, ponieważ jedynie w ten sposób chrześcijańskie Kościoły mogą zachować swoją władzę. W przeciwieństwie do tego narodowy socjalizm opiera się na fundamentach naukowych. Nasz narodowy obraz świata stoi jednak na znacznie wyższym poziomie niż światopoglądy chrześcijańskie, których najistotniejsze założenia zostały przejęte z judaizmu. Także z tego powodu nie potrzebujemy chrześcijaństwa”. Doprowadziło to do wydania przez niego ogromnej ilości rozporządzeń, dekretów, które miały na celu osłabić pozycję kościoła chrześcijańskiego. Doszło do tego, że jednym z dekretów próbował zakazać używania sformułowań kościelnych. Walka z kościołem katolickim stała się jego obsesją, której nie podzielał jednak Adolf Hitler.  Uważał on, że podczas wojny nie jest wskazane tworzyć nowe miejsca konfrontacji.

Martin Bormann nienawidził Polaków. Po zajęciu terytorium Polski przez Niemcy miał on wszelkie możliwości i instrumenty by dręczyć podbitą ludność i pozbawiać ją elementarnych praw człowieka. To właśnie Bormann wraz z Himmlerem byli motorem napędowym wyzysku, jakiego dokonywali na podbitych wschodnich terenach. Bez wiedzy Bormanna i jego podpisu na dokumentach nic nie mogło zostać wdrożone w życie, co oznacza, że jego udział w Holokauście był ogromny. Jego antysemicka obsesja była tak wielka, że przepchnął on zakaz o nieużywaniu pisma gotyckiego, które uznał za  pismo żydowskie.

Wraz ze wzrostem jego kompetencji i znaczenia w szeregach partii, proporcjonalnie rosła również nienawiść do postaci Bormanna. Zarówno Goebbelsa, Göringa, ale również Himmlera niepokoiła  nadaktywność Bormanna oraz jego bardzo bliskie stosunki z Adolfem Hitlerem. Fakt, że wyżej wymieniona trójka nie mogła nic zrobić, powiększało tylko ich nienawiść do Bormanna. Jak to się stało, że szerzej nieznany obywatelom niemieckim Martin Bormann posiadał w swoich rękach tak ogromne wpływy? Było to możliwe ponieważ cieszył się on bezgranicznym zaufaniem Hitlera. Kiedy inni występowali przed kamerami, fetując kolejne zwycięstwa III Rzeszy, Bormann, nienawidzący blasku fleszy, siedział przy biurku i poszerzał swoje wpływy, sprawując w pewnym momencie ogromną władzę i szereg kompetencji, o  których Himmlerowi, Goebbelsowi i Göringowi się nie śniło. Dookoła siebie budził odrazę i niechęć. Jedna z sekretarek Hitlera miała o nim powiedzieć, że jest „złym duchem Hitlera z nienasyconym głodem władzy”. Otto Dietrich – Sekretarz Stanu w Ministerstwie Propagandy Goebbelsa wspomniał: „zgrabnie wniknął w życie prywatne Hitlera i z biegiem lat tak się w nim zakotwiczył, że Hitler w coraz większym stopniu uważał go za niezbędnego, a potem temu bezmózgiemu człowiekowi dawał coraz większe wpływy polityczne, ponieważ znalazł w jego osobie absolutnie i ślepo posłuszne narzędzie do przekazywania i wykonywania jego rozkazów aż do owocnego końca”. Także dla zasłużonych dla reżimu nazistowskiego takich jak Hans Frank, Bormann był tylko „łachmaniarską kreaturą”, a dla Alberta Speera – Ministra Uzbrojenia i Amunicji postać Bormanna kojarzyła się z osobą o „niedoborze inteligencji i niedostatecznym kontakcie ze światem zewnętrznym”. Hitler cenił sobie oddanie Bormanna, zdając sobie jednocześnie sprawę, że nigdy nie będzie chciał on zająć jego miejsca. Führer podzielił się kiedyś ze swoim fotografem Heinrichem Hoffmannem taką informacją: „Niech mnie pan dobrze zrozumie, Hoffmann. Potrzebuję Bormanna, by wygrać wojnę. Wszyscy zawiedli w wykonywaniu co do joty moich rozkazów – Bormann nigdy”. Obraz jaki wyłania się z wypowiedzi współpracowników sekretarza Hitlera zdaje się kompletnie nie pasować do osoby, która często pisała listy do swojej żony – Gerdy. Z intymnych listów, przeznaczonych tylko dla tych dwoje, wyłania nam się obraz kochającego męża i wydawać by się mogło wciąż zakochanego mężczyzny. Bormann nie jest jednak jedynym przykładem przedstawiciela narodowego socjalizmu, który posiadał dwie twarze.

Do kompetencji Sekretarza Hitlera – jak zwykło nazywać się stanowisko, które piastował Bormann należało przede wszystkim ograniczenie dostępu do wodza. To właśnie Martin Bormann decydował o tym, kto stanie przed Hitlerem, a kto nie, czyje podanie znajdzie się na biurku Führera, a czyje wyląduje w koszu na śmieci. W 1942 roku uzyskał on władzę kontrolną nad wszystkimi dokumentami i rozkazami, które podejmował Adolf Hitler. Zajmował się on również wcześniej wspomnianymi sprawami gospodarczymi i finansowymi, a także często sam podejmował decyzję o których Führer nie wiedział, tłumacząc potem, że „taka jest wola wodza”.

Nieudana operacja „Barbarossa”, czyli atak Niemiec na ZSRR ostatecznie pogrążyły III Rzeszę. Mimo, że Niemcy przypominali tonący z zatrważającą prędkością statek, Bormann nawet wtedy nie przerwał swoich intryg. Skupiający również wielką władzę na swoich barkach – Hermann Göring wysłał do swojego wodza telegram z pytaniem o tak zwany „dekret następcy”. Chodziło tu o to, czy Göring ma przejąć ogólne kierownictwo w Rzeszy, w przypadku pozostania Hitlera w Berlinie. Göring został posądzony przez Bormanna o zdradę Adolfa Hitlera i narodowego socjalizmu. Hitler, pogrążony w apatii, widząc widmo przegranej, dopiero gdy Bormann wykrzyknął: „Göring zdradza”, Hitler pozbawił swojego marszałka władzy, umożliwiając mu złożenie rezygnacji, bez żadnych konsekwencji. Bormann wygrał kolejną bitwę o władzę, nie robiąc sobie nic z tego, że nie miał jej już gdzie sprawować.

Martin Bormann został wykonawcą testamentu Hitlera, który został spisany zaraz po ceremonii zaślubin z Evą Braun. Czy to wtedy sekretarz Führera jakby obudziwszy się z letargu, zdał sobie sprawę, że sytuacja jest beznadziejna? Prawdopodobnie tak. Rosjanie zamieniali bombami i pociskami Berlin w pustynię z ruinami, podczas gdy Bormann dalej wszędzie widział zdradę. Narzekał między innymi, że dywizje wokół Berlina „drepczą w miejscu, zamiast wyrwać Führera z potrzasku”. Po śmierci Hitlera, Bormann próbował wyrwać się z oblężonego Berlina. Sytuacja ta była owiana wieloma tajemnicami i teoriami spiskowymi. Pojawiały się informacje, że Bormann przeżył i żyje spokojnie w Argentynie lub Brazylii. Nie brakowało głosów, że Bormann jest członkiem tak zwanej „Czerwonej Orkiestry”, organizacji współpracującej z ZSRR.

7 i 8 grudnia 1972 roku, podczas wykopalisk mających na celu przekładanie przewodów wysokiego napięcia, w parku Ulap, robotnicy trafili na dwa szkielety.  Jak wykazało uzębienie przebadane w Policyjnej Klinice Dentystycznej w Berlinie, jedno z ciał należało do Martina Bormanna, drugie zaś do ostatniego osobistego lekarza Hitlera – Ludwiga Sumpfeggera. W uzębieniu obu czaszek znaleziono drobinki szkła, co może sugerować, że zarówno lekarz jak i sekretarz Hitlera rozgryźli ampułki z trucizną i zmarli w przeciągu kilku sekund.  17 listopada 1945 rozpoczął się proces w trybie zaocznym przeciwko Martinowi Bormannowi w Norymberdze. Zostały mu przedstawione zarzuty między innymi zbrodni wojennych i zbrodni przeciwko ludzkości. Oskarżyciele nie mogli wiedzieć wtedy, że jeden z najpotężniejszych ludzi III Rzeszy już nie żyje.

Fot.: wikimedia.commons

Krawędź krymska

W Europie trwa wojna. Nie zgadzacie się ?  Więc jak inaczej nazwać sytuację, w której na ulicach strzelają do siebie ludzie a granice geograficzne zostają zatarte ? Trudno powiedzieć kiedy ta wojna się zaczęła. Ten dzień nadszedł, budził się jak każdy inny by w końcu stać się początkiem historii, która dzieje się aż po dziś dzień na naszych oczach. I aby znaleźć sens co się dzieje i dlaczego musimy sięgnąć wgłąb tej burzliwej historii Europy.

Kiedyś

Powstały w 1427 r. Chanat Krymski po rozpadzie Złotej Ordy (znanej również jako Chanat Kipczacki – historyczne państwo mongolskie powstałe w 1240 r.) przez ponad 350 lat swojego istnienia mocno zapisał się w historii Europy Wschodniej. Ten niewielki bo liczący zaledwie około 250 tysięcy lud w 1475 r. przyjął zwierzchnictwo Imperium Osmańskiego a najlepiepiej rozwijał się w XVI wieku, w momencie kiedy pokonano Ordę Bodziacką – najgroźniejszego rywala spośród Tatarów. Po tym wydarzeniu wszystkie ordy uznały Chanat Krymski jako zwierzchnika. Zwycięstwa militarne zbiegły się w czasie z reformami wezyra – Sefera Gazy agi, które wzmacniały władzę centralną Chanatu.

W latach 1648-1654 powstało przymierze Chanatu Krymskiego z naszym dawnym sojusznikiem – Zaporoską Kozaczyzną. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że to właśnie z Kozakami Zaporoskimi mieliśmy podbijać Chanat. W wyniku konfliktu na linii: Król-Sejm (konflikty polsko-polskie, skąd my to znamy ?), do podboju nie doszło, a Kozacy sprzysięgli się przeciwko Rzeczpospolitej.  W roku 1654 miała miejsce ugoda perejesławska, na mocy której Ukraina została poddana władzy Cara Rosji. Ugodę podpisali: w imieniu Hetmanatu – Bohdan Chmielnicki i w imieniu Cara Rosji – dyplomata Wasilij Buturlin. W wyniku niebezpieczeństw związanych z sytuacją polityczną i ugodą perejesławską, Chan krymski – Islam III Girej zmuszony był w 1667 r. zawrzeć sojusz z Rzeczpospolitą, skierowany przeciwko Rosji i Hetmanatowi, który później do sojuszu z Rzeczpospolitą dołączył. (Wiem, to jeszcze bardziej skomplikowane niż obecna polityka).

Po konflikcie polsko-rosyjskim, po raz kolejny nastąpiła zmiana sojuszy. Chanat Krymski wziął udział z Turcją  w wojnach przeciwko Rzeczpospolitej (1672-1676 zakończone pokojem w Żurawnie)  a potem i z Ligą Świętą (1683 r. – rozpoczęta Odsieczą Wiedeńską – do 1699 r.  i zakończona pokojem w Karłowicach, na mocy którego Rzeczpospolita odzyskała ziemie stracone w poprzedniej wojnie z Turkami.). Chanat nie robił sobie nic z porażek i  po Karłowickim pokoju doszło do tarć z Imperium Rosyjskim, na rzecz którego Chanat stracił Azow. W wyniku wojen w latach:  1710-1711 , w 1735-1739 oraz 1768-1774, które zakończył pokój w Kuczuk Kajnardży, Chanat Krymski odzyskał niepodległość, ale tylko na papierze. Od tamtej pory władzę w Chanacie sprawowała Rosja, która w cztery lata po pokoju przeprowadziła masową emigrację ludności chrześcijańskiej na stepowe tereny Noworosji. Ludność krymsko-tatarska niezadowolona z rządów rosyjskich władz stopniowo emigrowała do Turcji, w drugą zaś stronę napływali głównie Rosjanie, którzy zasiedlali opuszczone terytoria.  Gospodarka Chanatu w szybkim tempie zaczęła bardzo słabnąć, ponieważ większość kupców i rzemieślników musiała opuścić tereny Chanatu, który miał stać się państwem wyłącznie muzułmańskim i tararskim. Nastąpiły bunty, czego efektem było powstanie przeciwko nowemu chanowi, które się nasilały z biegiem czasu. Niepokoje dały Rosji pretekst (przecież ona zawsze się broni !) do aneksji Chanatu (1783 r.). Od tej pory Chanat znajdował się na terytorium Imperium Rosyjskiego. (Region – Noworosja). Parę lat później Turcja chciała odtworzyć Chanat i odbić zbrojnie zagrabione terytoria, ale poległa w 1792 r.

1921 r. władze radzieckie oderwały Krym od jego lądowego zaplecza i przyłączyły je do Rosyjskiej Federacyjnej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej jako Krymską Autonomoczną Socjalistyczną  Republikę Radziecką.  Ludność rosyjska stanowiła już wtedy ok. 50% całej ludności. Mimo tego doszło do kolejnego wysiedlenia Tatarów i ludności nierosyjskiej. Czystkę przeprowadził nie kto inny jak Józef Stalin, który uważał, że Tatarzy krymscy kolaborowali z III Rzeszą i deportował ich do Uzbekistanu. Stalin nie oszczędził nikogo. Czeczeni, Niemcy Nadwołżańscy, Ingusze oraz Kałmuki musieli opuścić tereny Krymu. Nikita Chruszczow miał powiedzieć kiedyś,że Stalin chciał wysiedlić całą ukraińską ludność na Syberię, ale odwiódł go od tego tylko ogrom tego przedsięwzięcia.  w 1946 r. KASRR przekształcono w Obwód Krymski, a następnie w 1954 r. połączono go z ziemiami ukraińskimi w ramach Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej z okazji trzechsetnej rocznicy ugody perejesławskiej i polecenia Nikity Chruszczowa. Autonomię Krym odzyskał w 1992 r. po rozpadzie ZSRR jako Autonomiczna Republika Krymu.

Jak widać w wyniku burzliwej historii, wysiedleń i wojen, Krym odbiega kulturowo, etnicznie i historycznie od Ukrainy. Ze spisu powszechnego z 2001 r. wynika, że Krym zamieszkiwało ponad 58% Rosjan a już tylko 24% to Ukraińcy. W mieście wydzielonym – Sewastopolu (wchodzącemu również w skład Krymu) gdzie stacjonuje Flota Czarnomorska, Rosjan jest ponad 70%.

1992-2013

Lata ’90 XX wieku są dla Ukrainy równie burzliwe co jej wcześniejsza historia. Unia Europejska nie darzyła Ukrainy zaufaniem z powodu jej niechęci do oddania poradzieckiej broni atomowej. Sytuacja zmieniła się gdy w 1994 r. rząd Ukrainy postanowił rozwiązać kwestie sporne. W tym samym roku podpisano wstępną umowę o współpracy i określono wspólne cele i warunki na jakich umowa będzie obowiązywać. Przez lata organizowao kolejne szczyty UE-Ukraina, w myśl  których wdrażano coraz to szersze metody wspierające ukraińską demokrację i jej dążenie do bycia częścią wspólnoty. Współpraca dotyczyła m.in. wsparcia wolnego rynku, gospodarki, kultury, bezpieczeństwa wewnętrznego oraz ustanowiono strefę wolnego handlu. Unia Europejska wspierała również ukraińską opozycję podczas tzw. „Pomarańczowej Rewolucji”, gdzie pomogła doprowadzić do drugiej tury wyborów, którą wygrał Wiktor Juszczenko . Wydawać się mogło, że wszystko zmierza w dobrym kierunku. Niestety na Ukrainie doszło do wewnętrznych tarć, podczas których frakcja prezydenta Juszczenki popadła w konflikt z blokiem Julii Tymoszenko czego efektem było rozwiązanie parlamentu.  Pomoc w ugaszeniu wewnętrznego pożaru pojawiłą się ze strony bloku Wołodymira Łytwina, który został przewodniczącym Rady Najwyższej, a Julia Tymoszenko  – Premierem. Do tej pory Rosjanie biernie obserwowali sytuację, jaka rozwijała się na Ukrainie, by w pewnym momencie uderzyć z premedytacją i rękami  Gazpromu domagać się spłaty długów, rosnących przez kryzys gospodarczy. Wykorzystując wewnętrzny kryzys Rosjanie wymusili na Ukrainie podpisanie niekorzystne dla nich warunki cen gazu, które zwiększyłyby wpływy do rosyjskiego budżetu w okresie kryzysu. Doszło do gazowej wojny na linii: Ukraina-Rosja. Po 3 tygodniach braku dostaw gazu, podpisano porozumienie.

Jakby tego było mało, w 2010 r. doszlo do zmiany kierunku politycznego. W wyborach prezydenckich zwyciężył Wiktor Janukowycz, a Tymoszenko została odwołana i oskarżona o defraudację podczas podpisywania umowy z Rosją. Nowym premierem został Mykoła Azarow. Postępowanie karne, jej osadzenie w więzieniu w Charkowie, nie sprzyjało kontaktom z Unią Europejską, która apelowała w procesie o bezstronność. Podczas XV szczytu: UE-Ukraina, postawiono jasny przekaz, że podpisanie umowy stowarzyszeniowej dotyczącej wolnego handlu z Unią Europejską, będzie zależało od poziomu demokracji na Ukrainie. Mimo wielu nieścisłości, rok po negocjacjach powstał gotowy projekt reformujący ukraińskie prawo, co spotkało się z kolejnym ochłodzeniem relacji z Rosją, która wycofała się ze wsólnej współpracy gospodarczej.

Dzisiaj

I gdy po raz kolejny wszystko wydawało się iść zgodnie z planem, 21 listopada 2013 r. rząd wstrzymał przygotowania do podpisania umowy stowarzyszeniowej. Po ogłoszeniu tej decyzji, na Ukrainie doszło do serii prounijnych demonstracji. 30 listopada 2013 r., jednostki specjalne policji – Berkut  brutalnie rozpędziło protestujących. To zaowocowało zaostrzeniem konfliktu, zradykalizowaniem prostestu i rozlaniem się manifestacji po całym kraju. Plac Niepodległości w Kijowie stał się miejscem codziennych manifestacji, które z biegiem czasu stały się ogólnonarodową rewolucją, którą nazwano – Euromajdan. Opozycjoniści (w tym Arsenij Jaceniuk i Władymir Kliczko) domagali się usunięcia prezydenta Janukowycza. Wystraszony prezydent pod naciskiem protestów i zachodu postanowił przywrócić konstytucję z 2004 r. i doprowadził do wcześniejszych wyborów. Po wielu dniach krwawych walk i manifestacji, 21 lutego Janukowycz uciekł ze stolicy do Rosji, a dzień później parlament usunął go z urzędu. Ciekawa sytuacja miała miejsce 28 lutego. Na konferencji prasowej w Rostowie nad Donem (Rosja), Janukowycz oznajmił, że został odsunięty od władzy nielegalnie i, że  dalej czuje się prezydentem Ukrainy.

Tymczasem na Krymie wybuchły protesty przeciwko nowym władzon Ukrainy, które były ujściem separatystycznych nastrojów, które z biegiem czasu stawały się coraz większe. Separatyści ściągnęli ze wszystkich urzędów flagi ukraińskie, wywieszając rosyjskie. Pierwsza wzmianka o rosyjskich żołnierzach na Ukrainie pojawiła się 26 lutego, przed budynkiem krymskiego parlamentu w Symferopolu, który dzień później został zajęty przez separatystów. Z kolei 1 marca, Władymir Putin zażądał od Rady Federacji zgody na wysłanie wojsk na Ukrainę. Rada Federacji oczywiście zgodziła się z prezydentem. 16 marca odbyło się referendum na temat statutu Republiki Autonomicznej Krymu. Według danych, ponad 96% zagłosowało za przyjęciem Krymu wraz z Sewastopolem do Rosji. Rada Najwyższa Republiki Autonomicznej Krymu dzień później przyjęła niepodległośc Krymu, jego suwerenność uznała Rosja i dzień później podpisano umowę o włączenie Republiki Krymu i Sewastopolu do Rosji, jako nowe podmioty federacji. Umowę ratyfikowano 21 marca 2014 r. Poza Krymem, w południowo-wschodniej Ukrainie również doszło do konfrontacji militarnych pomiędzy separatystami prorosyjskimi z samozwańczych republik ludowych: donieckiej i ługańskiej oraz ukraińskimi siłami bezpieczeństwa. Konflikty trwają de facto po dziś dzień, mimo wielokrotnego zapewnienia o nieagresji. Tymczasem w maju 2014 r., nowo wybrany prezydent – Petro Poroszenko dążył za wszelką cenę do podpisania umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską co udało mu się już 27 czerwca 2014 r. Czy jednak Putin zajmując Krym myślał tylko kategoriami politycznymi ? Odpowiedź nie jest jednoznaczna. Mówi się coraz głośniej, że półwysep krymski, do tej pory bazujący na turystyce, posiada ogromne złoża gazu, które w pewnym stopniu mogłyby Ukrainę uniezależnić gazowo od Rosji. Na to Putin nie mógłby sobie pozwolić. Jego wizja unii euroazjatyckiej z udziałem byłych republik radzieckich nie może się powieść w momencie, gdy Ukraina zdecydowałaby się na integrację z Unią Europejską.

Echo

Reakcja świata na aneksję Krymu mogła być tylko jedna i można się jej było spodziewać.  Potępienie. Rada Europy jak i Zgromadzenie Ogólne ONZ nie uznało ważności referendum na Krymie. Wyrażono ubolewanie nad Tatarami krymskimi, którzy znaleźli się w epicentrum kryzysu. Wśród krajów potępiających działania rosyjskie znalazły się również między innymi: USA, Kanada, Australia oraz Gruzja (która przecież również była ofiarą Rosji. Osetia i Abchazja są obecnie rosyjskie).  Kryzys krymski miał ogromne odbicie w gospodarce. Rubel poleciał na głowę,  akcje Gazpromu o 15%. Na Rosję sukcesywnie nakładano sankcje, które mocno odbiły się na gospodarce rosyjskiej, która oparta przecież jest na imporcie, nawet podstawowych produktów takich jak pomidory.

Pat

Rosyjska gospodarka osuwa się w ekonomiczną przepaść, a Władymir Putin ma poparcie tak ogromne, jak nigdy. Praktyka rodem z ZSRR, propagandowy show serwowany przez telewizję i karmiący wyprane mózgi Bogu ducha winnych Rosjan powoduje, że Putin stał się dla nich niemal obiektem kultu.  Taki wpływ na masową wyobraźnię umacnia jego pozycję prezydenta-cara, który chce przecież „tylko” wyzwolić bratni naród.  Borys Niemcow, który został zastrzelony 28 lutego 2015 r. w niejasnych okolicznościach powiedział w jednym z wywiadów: „Dopóki naród nie będzie łączył kryzysu z działaniami prezydenta, poparcie dla niego się nie zmieni”. Trafił w sedno. Putin napędzany silnikiem propagandy znalazł się tak naprawdę w sytuacji bez wyjścia, bo każde rozwiązanie pokojowe w Rosji jest nie do przyjęcia. Nastąpił impas.

Jutro

Europa znalazła się u krawędzi wojny, a na scenie politycznej mamy szachy. Porozumienie w Mińsku, dzięki któremu Angela Merkel i Francois Hollande mogli oszacować faktyczne zamiary Putina przyniosło na ten moment chwilowy, względny spokój na granicy (tylko gdzie ona teraz przebiega ?), poza paroma przypadkami pogwałcenia zawieszenia broni. Putin potrzebuje oddechu. Przyparty do muru, zdający sobie sprawę z ekonomicznej przepaści nad którą się znalazł, zyskuje na czasie i liczy na poluzowanie stosunków z Europą. Ale nie chce się wycofać ponieważ nie może. Machina propagandy musi dalej pracować. Pokój będzie dla niego porażką, a dla narodu zawodem – a na to nie może sobie pozwolić. Jego celem jest federalizacjia Ukrainy, na co jej rząd się nie zgodzi, stąd jego reakcja agresją. Ale zaczyna brakować mu argumentów. Zdaniem historyka Jurija Felsztyńskiego zachód musi dozbrajać Ukrainę oraz wspierać ją finansowo. To jedyne wyjście, dzięki któremu nie ulegnie ona humanitarnej katastrofie . Swoją pomoca deklarował rownież prezydent USA – Barack Obama. Putin w odpowiedzi na pomoc zachodu grozi, że konflikt rozleje się po całym regionie, w tym w Polsce.  Chodzą słuchy, że Kreml przygotowuje się do wojny, która zdaje się być nieunikniona i na którą paradoksalnie go nie stać. Rosjanie deklarują, że są gotowi walczyć, ale bądźmy szczerzy: Armia rosyjska mimo potencjału ludzkiego jest zacofana technologicznie i walka z sojuszem mogłaby być brutalna dla Kremla. Ostatnim argumentem Putina i niewykluczone, że nim będzie jest broń jądrowa. Dimitri Kisielow, znany dziennikarz powiedział, że „Rosja to jedyny kraj, który może zamienić Stany Zjednoczone w radioaktywny popiół”. Szantaż jądrowy jest prawdopodobny. W przypadku, w którym konflikt trwałby kilka lat powstrzymanie Putina mogłoby być możliwe dzięki coraz ostrzejszym i bardziej zdecydowanym  sankcjom, które w dłuższym okresie mogłyby okazać się dla Rosji zabójcze. Bądźmy jednak szczerzy, w rok od rozpoczęcia konfliktu zarówno Unia europejska jak i USA były bardzo opieszałe w temacie sankcji. Muszą być one bardziej rygorystyczne. Odcięcie Kremla od dostaw dałoby odpowiedź na pytanie:  Jak długo Rosjanie są w stanie iść w strone ognia za swoim prezydenem ?

Polska a konflikt na Krymie

„Ukraina chce dzisiaj ekspertów, oficerów, bo buduje armię, prowadzi wojnę. Byłbym za tym, żeby takich oficerów im posłać. Byłoby fantastycznie, gdyby polscy żołnierze walczyli w Doniecku. Wtedy pokazujemy, że budujemy głęboki, trwały, strategiczny sojusz, który będzie gwarantem bezpieczeństwa nie tylko naszego, ale i  Europy”– powiedział w „Kontrwywiadzie RMF FM” Zbigniew Bujak.

„Ministerstwo Obrony Ukrainy zwróciło się do krajów NATO o pomoc w szkoleniu podoficerów. Polska odpowiedź będzie pozytywna. Szkolenie bardzo potrzebne … Polska od wielu miesięcy bierze udział w reformie edukacji oficerów Ukrainy. Zaangażowanych jest 5 polskich uczelni wojskowych i kilkudziesięciu ekspertów” – informował z kolei gen. Bogusław Pacek, doradca szefa MON na Twitterze.

Zastanawiające jest to, że tak wielu ludzi z górnych szczebli naszej władzy tak bardzo chce dozbrajać Ukrainę, szkolić jej oficerów i wysyłać naszych żołnierzy. Dlaczego jest to zastanawiające ? Ponieważ stan naszej armii jest delikatnie mówiąc średni na jeża. Nasza armia liczy wg Tomasza Siemoniaka ok. 120 tysięcy żołnierzy działających na nienowym już sprzęcie. Czy aby na pewno ? Z licznych źródeł można wyczytać, że Polska posiada ok. 30 tysięcy szeregowców przy jednoczesnie dwukrotnie większej liczbie kadr dowódczych (!?). Romuald Szeremietiew wspominał, że Polsce potrzebna jest zmiana systemu obrony narodowej. Szkoda, że w tak wielkim państwie jak Polska nikt wcześniej nie wpadł na pomysł jak zorganizować wojsko, by w przypadku (odpukać) gdyby Rosjanie utorowali sobie korytarz i weszli przez Kalingrad do Polski miałby nas kto bronić i wiedział w jaki sposób ma to robić. Generał Skrzypczak powiedział w jednym z wywiadów, że Polska bez wsparcia broniłaby się 3 dni. Nasza sytuacja z uwagi na geograficzne położenie jest w tej chwili bardzo trudna, ponieważ u naszego sąsiada jest wojna, i nastrój ten również czuć w Polsce. Polacy sie boją. NATO powinno zrozumieć sytuację, w której odmówilibyśmy pomocy wysyłania wojsk/oficerów na Ukrainę właśnie ze względów na specyficzną sytuację w jakiej się znajdujemy. Nie zapominajmy, że wysyłając oficerów na Ukrainę, automatycznie zajmujemy jedną ze stron w sporze. Nam na tym konflikcie nie zależy. Czy głoszenie neutralności w tej kwestii byłoby odpowiednim posunięciem ? Jestem tego zwolennikiem. Kompromitujące wypowiedzi naszych polityków jak te Grzegorza Schetyny o tym, że to głównie ukraińscy żołnierze wyzwalali Auschwitz  maja ogromną siłę rażenia, działają w Rosji  jak płachta na byka i nie służą nam kompletnie w relacjach z nimi. Umówmy się, że nie mamy żadnego interesu w tym by wysyłać na Ukrainę wojska. Najbardziej przykre w całej tej sytuacji jest to, że w przypadku konfliktu na ziemiach polskich będziemy uzależnieni nie od własnych sił zbrojnych, ale od sojuszy, sąsiadów i pseudonegocjatorów. Już kiedyś w naszej historii też czekaliśmy na wsparcie naszych sojuszników, które miało nadejść. Jak się to skończyło wszyscy wiemy.

P.